*Perspektywa Jaya*
Obudził mnie odgłos spłukiwanej wody w łazience obok mojego pokoju. Dobra trza się ogarnąć i pójdę poszukać Sarah. W sumie to trochę chamsko się zachowaliśmy. Ale zasłużyła sobie. Nie to, że jej nie lubimy, bo na to mogło wyjść, ja po prostu chciałem się zemścić, a chłopacy mi pomogli bo im kazałem a jestem ich szefem. Zszedłem na dół. Harry i Louis siedzieli przed laptopem, znaczy Harry a Louis siedział na swoim iPodzie.
- Siema ludzie.
- O Jay. Jak się spało? - Zapytała Alice.
- Ok. - Powiedziałem i poszedłem do kuchni.
- Jay cipo! - Krzyknął Liam z salonu. Nie zareagowałem bo mi się nie chciało.
Poszedłem do góry, ubrałem skórzane spodnie z opuszczonym krokiem, białe Adiddas High i białą koszulkę.
Chwyciłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z domu.
Jechałem Harley Street, nic. Nigdzie jej nie ma. Kurwa mać. Dobra jadę jeszcze na Tower Bridge.
HOHO. Siedzi sobie na ławce paląc papierosa. Wysiadłem z samochodu i poszedłem do niej.
- Ładnie to się ucieka z domu? Do samochodu. - powiedziałem wskazując na moje białe ferrari. - Już. - dodałem nie widząc rezultatów.
- Biegnę. Kurzy się za mną normalnie, nie widzisz? - warknęła.
- Nie denerwuj mnie. - ostrzegłem.
- Yhym. Banda idiotów. Nawet sobie nie wyobrażasz jak mnie cholernie przestraszyliście! - krzyknęła.
- Sama się o to prosiłaś. - pociągnąłem ją za włosy w kierunku mojego samochodu.
- Jay, to boli idioto!
- Przymknij się, bo ludzie się gapią. - mruknąłem.
- Tak, patrzą się dlatego, że na ciebie krzyczę, tylko dlatego.
- Czy ty podważasz mój autorytet? - wepchnąłem ją do samochodu i zatrzasnąłem drzwi.
*Perspektywa Zayna*
- LIAM, DALEJ, KRÓJ TE OGÓRKI!!! - krzyknął Louis, a Liam wleciał do kuchni jakby się paliło.
- Słuchajcie, pali się!!! - odkrzyknął Li, na co Lou wypuścił nóż z ręki.
- Co, gdzie się pali, co ty pierdolisz?!
- No garaż się pali!
- To kurwa zapierdalaj po gaśnicę, a nie stoisz jak święta krowa!
- Nie mam!
- To dzwoń po straż pożarną idioto!
- Rzeczywiście. - na słowa Liama przybiłem facepalma.
Po kilku minutach przyjechała straż. Nagle do środka wparował Jay z Sarah.
- Co tu się do kurwy wyprawia?! - krzyknął i podniósł nóż który wcześniej leżał na podłodze.
- Nic. - odpowiedziałem.
- Jak kurwa nic, dom się nam pali!
- Serio? Nie wiedziałem.
- Nie wkurwiaj mnie, Tomlinson. - warknął i wyszedł, pewnie chciał się czegoś dowiedzieć od Liama.
W sumie, dobrze, że znalazł Sarah, bo przecież coś mogło jej się stać.
- Straż już odjechała. - Powiedziała Sarah stojąc przy oknie i chwytając się za głowę.
- Boli Cię głowa? - Zapytał Louis..
- Ta. - Mruknęła i usiadła na łóżku.
- No nie obrażaj się no. - powiedziałem patrząc jak powstrzymuje uśmiech.
- Myślałam, że się kumplujemy Zayn. - spojrzała na mnie wymownie. - Czy wy do chuja wiecie jak ja się przestraszyłam?! - krzyknęła. - Siedzę sobie, oglądam horror, nagle wszystko gaśnie, moją przyjaciółkę słychać sekundę a potem cisza, nagle leży na łóżku zakrwawiona, a raczej od ketchupu, na dole słychać hałasy. Ciekawe czy byście się tak śmiali, gdybyście to wy bili na moim miejscu. Z resztą do kogo ja to mówię, wy się niczego nie boicie. - syknęła i wyszła z salonu, idąc na górę. Poczucie winy wzrastało.
- Kto to zrobił? - warknął Jay wchodząc do salonu.
- Pewnie Beatlers. - powiedziałem.
- Kurwa mać. - powiedział Jay i uderzył z całej siły ręką w ścianę. Chwycił kluczyki i wyszedł.
Beatlers to gang z którym walczymy o to miasto tak jakby.
- Nie jest tak źle, nie spaliło się nic dobrze, zatrudnimy kogoś kto zrobi porządek z garażem. Trochę mój samochód się ten no ale trudno, ukradnę nowy. - Powiedział Harry wchodząc do kuchni i wzruszając rękoma.
- Ej chłopacy, macie jakąś czekoladę? - nagle pojawiła się koło nas Alice.
- Nie wiem, ale po co Ci? - zapytałem.
- Bo Sarah zawsze poprawia się humor, jak je czekoladę. A jest na nas wściekła także, dajcie mi czekoladę. - wstałem, zacząłem przeszukiwać szafki. W końcu znalazłem jakąś mleczną czekoladę i podałem Alice. - Dzięki. - powiedziała i poszła do góry.
- Jay, one nie są z nami bezpieczne. Po co ty je tu na siłę trzymasz? - odezwał się Liam.
- Liam, zobacz jak dobrze poradziły sobie z tym dillerem, no kurwa stary! - Powiedział Jay z ekscytacją.
- Dobra. Gdzie Louis i Niall? - zapytałem.
- Louis poszedł z Niallem do góry.
- GEJE. - Powiedział Liam po czym wybuchnął śmiechem.
- No ja nie wiem co oni będą tam robić. - powiedział Harry unosząc ręce do góry.
Trza iść do dziewczyn.
Poszedłem powoli po schodach. Wszedłem do pokoju Lou i Sarah. Dziewczyny siedziały i śmiały się.
- Z czego się śmiejecie? - zapytałem unosząc brew.
- Nie twoja sprawa. - warknęła Sarah. Ta, nie dziwię się, że jest zła.
- Oh no Sarah. - powiedziałem.
- Słucham? - powiedziała z sarkazmem.
- Nie fochaj się. - mruknąłem i usiadłem koło niej.
- To mnie przytul. - wzruszyła ramionami. To takie rzeczy robią przyjaciele? Dobra mniejsza. Przytuliłem ją bardzo mocno. - Okey, ale bez przesady. - zaśmiała się.
*Perspektywa Jaya*
Dobra, teraz przesadzili. Jebani skurwysyni.
Wsiadłem do samochodu i udałem się do siedziby tych idiotów.
Po 15 minutach byłem pod magazynami.
- Wohoo, kogo ja widzę. - zakpił Mariush. Był najmłodszy z tego ich 'gangu'ł.
- Dobra, fajnie się z wami rozmawiało, teraz mi lepiej powiedz, na chuja wam to było? - zapytałem z goryczą w głosie.
- Co? - zapytali równo. Jerry Carter. Czy Sarah nie ma czasami na nazwisko Carter? Mówiła, że brat ma na imię Jerry. Zaraz co? Jerry?! Jeden z Beatlersów, kurwa. Już wiem skąd go kojarzę.
- Chyba to, że podpaliliście mi dom. Wiecie, że nie macie z nami szans, więc po co wam, to? - zakpiłem.
- Jay, jeszcze będziesz błagał o litość. - oznajmił ten Jerry. Miałem ochotę mu wypierdolić tak, że by się nie pozbierał ale nie, bo to brat Sarah. - Z resztą, potrzebujemy waszej pomocy. - Dodał.
- HAHA. Mamy Wam pomóc, po tym jak podpaliliście mój dom? Jakież to śmieszne. - oparłem się o ścianę.
- Chodzi o to, że moja siostra razem z przyjaciółką wyjechały do Londynu, czyli są prawdopodobnie w tym mieście co my, ale mogły pojechać jeszcze dalej. Próbujemy je znaleźć, na marne. Więc zwracamy się do was z prośbą.
- Oooh, czyżby Beatlers prosili Skrylls o pomoc? Nie możliwe. - znów zacząłem z nich kpić. Jerry nie jest w ogóle podobny do Sarah.
Nie wyglądają na rodzeństwo.
- Jay nie pierdol tylko nam pomóż. Nie wiem czy pamiętasz, Louis zabił jednego z nas, wypadałoby pomóc. - Odezwał się Mariush, reszta stała w bez ruchu i się na mnie patrzyła.
- Oczywiście, że wam nie pomogę. - prychnąłem i udałem się w kierunku wyjścia. - Aaa i jeszcze jeden taki numer, to wiecie. - zrobiłem charakterystyczny ruch rękoma, układając je w pistolet, żeby podkreślić swoje słowa.
Wyszedłem z tej ich rudery i wsiadłem do samochodu. Może pojechać po jakieś procenty? Nie, jutro praca, nie będę pił.
Po godzinie byłem w reszcie w villi, jebane korki.
- Jestem! - krzyknąłem wchodząc do domu. - CO TU SIĘ KUR... - nie dokańczając chwyciłem się za głowę, gdy zobaczyłem Alice i Nialla, razem, w łóżku. Próbowałem się nie roześmiać, ale to raczej nie wyszło. Wybuchłem śmiechem.
__________________________________________________
HEJ! Podoba się? Mi nie, no ale cóż :) Woah, już 18 rozdział, jak to szybko czas mija.
I LOVE U!
No to komentujcie i zapraszam do zaobserwowania naszego bloga :)
#BigLove PIS JOŁ!
Obudził mnie odgłos spłukiwanej wody w łazience obok mojego pokoju. Dobra trza się ogarnąć i pójdę poszukać Sarah. W sumie to trochę chamsko się zachowaliśmy. Ale zasłużyła sobie. Nie to, że jej nie lubimy, bo na to mogło wyjść, ja po prostu chciałem się zemścić, a chłopacy mi pomogli bo im kazałem a jestem ich szefem. Zszedłem na dół. Harry i Louis siedzieli przed laptopem, znaczy Harry a Louis siedział na swoim iPodzie.
- Siema ludzie.
- O Jay. Jak się spało? - Zapytała Alice.
- Ok. - Powiedziałem i poszedłem do kuchni.
- Jay cipo! - Krzyknął Liam z salonu. Nie zareagowałem bo mi się nie chciało.
Poszedłem do góry, ubrałem skórzane spodnie z opuszczonym krokiem, białe Adiddas High i białą koszulkę.
Chwyciłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z domu.
Jechałem Harley Street, nic. Nigdzie jej nie ma. Kurwa mać. Dobra jadę jeszcze na Tower Bridge.
HOHO. Siedzi sobie na ławce paląc papierosa. Wysiadłem z samochodu i poszedłem do niej.
- Ładnie to się ucieka z domu? Do samochodu. - powiedziałem wskazując na moje białe ferrari. - Już. - dodałem nie widząc rezultatów.
- Biegnę. Kurzy się za mną normalnie, nie widzisz? - warknęła.
- Nie denerwuj mnie. - ostrzegłem.
- Yhym. Banda idiotów. Nawet sobie nie wyobrażasz jak mnie cholernie przestraszyliście! - krzyknęła.
- Sama się o to prosiłaś. - pociągnąłem ją za włosy w kierunku mojego samochodu.
- Jay, to boli idioto!
- Przymknij się, bo ludzie się gapią. - mruknąłem.
- Tak, patrzą się dlatego, że na ciebie krzyczę, tylko dlatego.
- Czy ty podważasz mój autorytet? - wepchnąłem ją do samochodu i zatrzasnąłem drzwi.
*Perspektywa Zayna*
- LIAM, DALEJ, KRÓJ TE OGÓRKI!!! - krzyknął Louis, a Liam wleciał do kuchni jakby się paliło.
- Słuchajcie, pali się!!! - odkrzyknął Li, na co Lou wypuścił nóż z ręki.
- Co, gdzie się pali, co ty pierdolisz?!
- No garaż się pali!
- To kurwa zapierdalaj po gaśnicę, a nie stoisz jak święta krowa!
- Nie mam!
- To dzwoń po straż pożarną idioto!
- Rzeczywiście. - na słowa Liama przybiłem facepalma.
Po kilku minutach przyjechała straż. Nagle do środka wparował Jay z Sarah.
- Co tu się do kurwy wyprawia?! - krzyknął i podniósł nóż który wcześniej leżał na podłodze.
- Nic. - odpowiedziałem.
- Jak kurwa nic, dom się nam pali!
- Serio? Nie wiedziałem.
- Nie wkurwiaj mnie, Tomlinson. - warknął i wyszedł, pewnie chciał się czegoś dowiedzieć od Liama.
W sumie, dobrze, że znalazł Sarah, bo przecież coś mogło jej się stać.
- Straż już odjechała. - Powiedziała Sarah stojąc przy oknie i chwytając się za głowę.
- Boli Cię głowa? - Zapytał Louis..
- Ta. - Mruknęła i usiadła na łóżku.
- No nie obrażaj się no. - powiedziałem patrząc jak powstrzymuje uśmiech.
- Myślałam, że się kumplujemy Zayn. - spojrzała na mnie wymownie. - Czy wy do chuja wiecie jak ja się przestraszyłam?! - krzyknęła. - Siedzę sobie, oglądam horror, nagle wszystko gaśnie, moją przyjaciółkę słychać sekundę a potem cisza, nagle leży na łóżku zakrwawiona, a raczej od ketchupu, na dole słychać hałasy. Ciekawe czy byście się tak śmiali, gdybyście to wy bili na moim miejscu. Z resztą do kogo ja to mówię, wy się niczego nie boicie. - syknęła i wyszła z salonu, idąc na górę. Poczucie winy wzrastało.
- Kto to zrobił? - warknął Jay wchodząc do salonu.
- Pewnie Beatlers. - powiedziałem.
- Kurwa mać. - powiedział Jay i uderzył z całej siły ręką w ścianę. Chwycił kluczyki i wyszedł.
Beatlers to gang z którym walczymy o to miasto tak jakby.
- Nie jest tak źle, nie spaliło się nic dobrze, zatrudnimy kogoś kto zrobi porządek z garażem. Trochę mój samochód się ten no ale trudno, ukradnę nowy. - Powiedział Harry wchodząc do kuchni i wzruszając rękoma.
- Ej chłopacy, macie jakąś czekoladę? - nagle pojawiła się koło nas Alice.
- Nie wiem, ale po co Ci? - zapytałem.
- Bo Sarah zawsze poprawia się humor, jak je czekoladę. A jest na nas wściekła także, dajcie mi czekoladę. - wstałem, zacząłem przeszukiwać szafki. W końcu znalazłem jakąś mleczną czekoladę i podałem Alice. - Dzięki. - powiedziała i poszła do góry.
- Jay, one nie są z nami bezpieczne. Po co ty je tu na siłę trzymasz? - odezwał się Liam.
- Liam, zobacz jak dobrze poradziły sobie z tym dillerem, no kurwa stary! - Powiedział Jay z ekscytacją.
- Dobra. Gdzie Louis i Niall? - zapytałem.
- Louis poszedł z Niallem do góry.
- GEJE. - Powiedział Liam po czym wybuchnął śmiechem.
- No ja nie wiem co oni będą tam robić. - powiedział Harry unosząc ręce do góry.
Trza iść do dziewczyn.
Poszedłem powoli po schodach. Wszedłem do pokoju Lou i Sarah. Dziewczyny siedziały i śmiały się.
- Z czego się śmiejecie? - zapytałem unosząc brew.
- Nie twoja sprawa. - warknęła Sarah. Ta, nie dziwię się, że jest zła.
- Oh no Sarah. - powiedziałem.
- Słucham? - powiedziała z sarkazmem.
- Nie fochaj się. - mruknąłem i usiadłem koło niej.
- To mnie przytul. - wzruszyła ramionami. To takie rzeczy robią przyjaciele? Dobra mniejsza. Przytuliłem ją bardzo mocno. - Okey, ale bez przesady. - zaśmiała się.
*Perspektywa Jaya*
Dobra, teraz przesadzili. Jebani skurwysyni.
Wsiadłem do samochodu i udałem się do siedziby tych idiotów.
Po 15 minutach byłem pod magazynami.
- Wohoo, kogo ja widzę. - zakpił Mariush. Był najmłodszy z tego ich 'gangu'ł.
- Dobra, fajnie się z wami rozmawiało, teraz mi lepiej powiedz, na chuja wam to było? - zapytałem z goryczą w głosie.
- Co? - zapytali równo. Jerry Carter. Czy Sarah nie ma czasami na nazwisko Carter? Mówiła, że brat ma na imię Jerry. Zaraz co? Jerry?! Jeden z Beatlersów, kurwa. Już wiem skąd go kojarzę.
- Chyba to, że podpaliliście mi dom. Wiecie, że nie macie z nami szans, więc po co wam, to? - zakpiłem.
- Jay, jeszcze będziesz błagał o litość. - oznajmił ten Jerry. Miałem ochotę mu wypierdolić tak, że by się nie pozbierał ale nie, bo to brat Sarah. - Z resztą, potrzebujemy waszej pomocy. - Dodał.
- HAHA. Mamy Wam pomóc, po tym jak podpaliliście mój dom? Jakież to śmieszne. - oparłem się o ścianę.
- Chodzi o to, że moja siostra razem z przyjaciółką wyjechały do Londynu, czyli są prawdopodobnie w tym mieście co my, ale mogły pojechać jeszcze dalej. Próbujemy je znaleźć, na marne. Więc zwracamy się do was z prośbą.
![]() |
| Jerry Carter |
Nie wyglądają na rodzeństwo.
- Jay nie pierdol tylko nam pomóż. Nie wiem czy pamiętasz, Louis zabił jednego z nas, wypadałoby pomóc. - Odezwał się Mariush, reszta stała w bez ruchu i się na mnie patrzyła.
- Oczywiście, że wam nie pomogę. - prychnąłem i udałem się w kierunku wyjścia. - Aaa i jeszcze jeden taki numer, to wiecie. - zrobiłem charakterystyczny ruch rękoma, układając je w pistolet, żeby podkreślić swoje słowa.
Wyszedłem z tej ich rudery i wsiadłem do samochodu. Może pojechać po jakieś procenty? Nie, jutro praca, nie będę pił.
Po godzinie byłem w reszcie w villi, jebane korki.
- Jestem! - krzyknąłem wchodząc do domu. - CO TU SIĘ KUR... - nie dokańczając chwyciłem się za głowę, gdy zobaczyłem Alice i Nialla, razem, w łóżku. Próbowałem się nie roześmiać, ale to raczej nie wyszło. Wybuchłem śmiechem.
__________________________________________________
HEJ! Podoba się? Mi nie, no ale cóż :) Woah, już 18 rozdział, jak to szybko czas mija.
I LOVE U!
No to komentujcie i zapraszam do zaobserwowania naszego bloga :)
#BigLove PIS JOŁ!

Super
OdpowiedzUsuńBoski *,* czekam na nn
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny
OdpowiedzUsuńProsze dodaj nastepny !
OdpowiedzUsuńOmb ja chce wiedzie co bedzie dalej proszę dodaj nowy !
OdpowiedzUsuńDajesz kolejny + niesamowity
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńCzekam na następne rozdziały.
OdpowiedzUsuń