ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY NIE PRZEZNACZONE DLA OSÓB PONIŻEJ 18 ROKU ŻYCIA. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. JEŻELI NIE CHCESZ TEGO CZYTAĆ, OMIJASZ WĄTEK OZNACZONY ~*~
*Perspektywa Jaya*
- Na chuja oni tu przyjadą? - zapytałem Sarah stojącą przy drzwiach balkonowych, patrzyła się dokładnie w to samo miejsce w którym stał ten Franklyn.
- Nie wiem. - dlaczego ona normalnie nie kontaktuje?
- Sarah, wszystko dobrze? - zapytałem.
- Tak. - odwróciła się do mnie. - Chodźmy na dół.
- Na pewno wszystko dobrze?
- Tak, na pewno. - przewróciła oczami. Chwyciła moją rękę i zeszliśmy na dół.
Poszedłem do kuchni żeby coś zjeść. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej jogurt. Usłyszałem pukanie do drzwi. Jednak są dobrze wychowani.
- NIALL, OTWÓRZ IM! - wydarłem się.
Mruknął coś, ale poszedł ich wpuścić.
- Siema Jay. - do kuchni wszedł Jerry.
- Siema. - podałem mu rękę. - Chodź do salonu, nie będziemy siedzieć w kuchni. - Wszyscy usiedliśmy na kanapie i fotelach. - Dobra, wiem, że nie przyszliście tutaj na kawę, więc o co chodzi?
- Rozmawiałem z Sarah, mówiła, że jest tutaj niebezpiecznie i ktoś dzisiaj cię postrzelił.
Zmroziłem Sarah wzrokiem, po co mu o tym gadała?
- Więc postanowiliśmy, że będziemy was chronić. Wiesz, takie tam, pilnowanie domu. - przewrócił oczami Jake.
- Przecież mamy ochroniarza. KURWA JESTEŚMY GANGIEM, NA CHUJA NAM OCHRONA, SKORO I TAK WSZYSCY SIĘ NAS BOJĄ.
- Widocznie słabego macie tego ochroniarza, skoro ktoś obcy dostał się do waszego domu. A was jak widać nie każdy się boi. Przeanalizowaliśmy tego Franklyna, ładnie głupia byłaś zapoznając się z takim kimś. Kurwa, serio myślałaś, że to był przypadek? - zwrócił się do Alice. Tu się z nim zgadzałem.
- Jake, przestań. - mruknął Nicolas i go kopnął.
- Jay, zgódź się. Jeżeli nie dla siebie, to zrób to dla Sarah. Nie zapominaj, że jest moją siostrą i chcę ją chronić. - odezwał się Jerry.
- I co, będziecie koczować pod naszym domem? To nie ma sensu. - wszyscy się na mnie spojrzeli. - Dobrze, jeżeli chcecie.
- Nie pożałujesz. - zaśmiał się Mariush.
Poczułem wibrację w kieszeni. Wyciągnąłem telefon.
*Perspektywa Jaya*
- Na chuja oni tu przyjadą? - zapytałem Sarah stojącą przy drzwiach balkonowych, patrzyła się dokładnie w to samo miejsce w którym stał ten Franklyn.
- Nie wiem. - dlaczego ona normalnie nie kontaktuje?
- Sarah, wszystko dobrze? - zapytałem.
- Tak. - odwróciła się do mnie. - Chodźmy na dół.
- Na pewno wszystko dobrze?
- Tak, na pewno. - przewróciła oczami. Chwyciła moją rękę i zeszliśmy na dół.
Poszedłem do kuchni żeby coś zjeść. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej jogurt. Usłyszałem pukanie do drzwi. Jednak są dobrze wychowani.
- NIALL, OTWÓRZ IM! - wydarłem się.
Mruknął coś, ale poszedł ich wpuścić.
- Siema Jay. - do kuchni wszedł Jerry.
- Siema. - podałem mu rękę. - Chodź do salonu, nie będziemy siedzieć w kuchni. - Wszyscy usiedliśmy na kanapie i fotelach. - Dobra, wiem, że nie przyszliście tutaj na kawę, więc o co chodzi?
- Rozmawiałem z Sarah, mówiła, że jest tutaj niebezpiecznie i ktoś dzisiaj cię postrzelił.
Zmroziłem Sarah wzrokiem, po co mu o tym gadała?
- Więc postanowiliśmy, że będziemy was chronić. Wiesz, takie tam, pilnowanie domu. - przewrócił oczami Jake.
- Przecież mamy ochroniarza. KURWA JESTEŚMY GANGIEM, NA CHUJA NAM OCHRONA, SKORO I TAK WSZYSCY SIĘ NAS BOJĄ.
- Widocznie słabego macie tego ochroniarza, skoro ktoś obcy dostał się do waszego domu. A was jak widać nie każdy się boi. Przeanalizowaliśmy tego Franklyna, ładnie głupia byłaś zapoznając się z takim kimś. Kurwa, serio myślałaś, że to był przypadek? - zwrócił się do Alice. Tu się z nim zgadzałem.
- Jake, przestań. - mruknął Nicolas i go kopnął.
- Jay, zgódź się. Jeżeli nie dla siebie, to zrób to dla Sarah. Nie zapominaj, że jest moją siostrą i chcę ją chronić. - odezwał się Jerry.
- I co, będziecie koczować pod naszym domem? To nie ma sensu. - wszyscy się na mnie spojrzeli. - Dobrze, jeżeli chcecie.
- Nie pożałujesz. - zaśmiał się Mariush.
Poczułem wibrację w kieszeni. Wyciągnąłem telefon.
Od: Nieznany
Ochrona domu przez Beatlers? Naprawdę? Nie stać was na więcej? Nie zagrażacie nam pod żadnym pozorem. Będzie jeszcze zabawniej. Nie pogrywaj z nami Bieber, bo następna może być twoja dziewczyna, albo sam ty.
- To nie ma sensu. Nie da nam nic to, że będziecie stać przed naszym domem, wiedzą o wszystkim. Jeżeli chcecie być zabici to proszę, róbcie co chcecie. - powiedziałem i podałem telefon Jerry'emu aby zobaczył sms'a.
- Kurwa. Ale w gówno się wkopaliście. - powiedział czytając sms'a. Przeczytała go reszta. - Szczerze cię nienawidzę Bieber, za wciągnięcie w to gówno mojej siostry. KURWA ONA MOŻE UMRZEĆ ROZUMIESZ? A wtedy będzie wszystko tylko i wyłącznie przez ciebie. - warknął Jerry i wstał, chwilę potem chodził w kółko. Siedzieliśmy w ciszy. Rozejrzałem się po pokoju. Byliśmy w nim wszyscy. Nie, zaraz... Brakuje mi 2 osób płci przeciwnej. GDZIE SĄ ALICE I SARAH?!
- Jerry?
- Co?
- Dobra nic, sam sprawdzę. - pobiegłem do góry poszukać dziewczyn. Nigdzie ich nie było. Ja pierdolę, gdzie one są. Zbiegłem lekko spanikowany na dół. Jerry na mnie spojrzał pytająco.
- Co tak latasz Bieber? - zapytał.
- Przed chwilą ze mną stała Sarah w kuchni, a teraz jej nigdzie nie ma. - odpowiedziałem. Wszyscy na mnie spojrzeli.
- To zapytaj Alice. - powiedział Harry.
- Ale jej też nie ma. Nie ma ich. - wyrzuciłem ręce w powietrze.
Pobiegliśmy w siedmiu do góry. Beatlers przeszukali jedną część domu, my drugą. Nigdzie kompletnie ich nie było.
- Cholera. - syknąłem sam do siebie.
Wibracja.
Od: Nieznany
Ty razem wam się udało. 1:1 Bieber.
O co mu do cholery chodzi? Jerry stał koło mnie czytając to.
- Bieber?
- Nie wiem. - usiadłem. Wpadłem na pewien pomysł. Pobiegłem do góry, do tych drzwi balkonowych. Spojrzałem w to miejsce w które patrzyła Sarah. Stała tam z Alice. KURWA, CO ONE DO CHUJA TAM ROBIŁY?!
Pociągnąłem Jerry'ego i pobiegliśmy tam do nich.
- CZY WY DO CHUJA MYŚLICIE? - warknąłem na nie. Sarah się trzęsły ręce. Alice patrzyła pusto na mnie.
Spojrzałem na Sarah. Na ziemi leżała jej broń. Jerry spojrzał w prawo. Leżał tam ten Franklyn. Nie żył. Nie oddychał. Jerry otworzył usta za zdziwienia. Podszedłem do Sarah. Podniosłem z ziemi jej broń i podałem ją Alice. Przytuliłem moją dziewczynę.
Alice przytuliła Jerry'ego. Nie rozumiem tylko dlaczego tak bardzo zabolała ją śmierć tego Franklyna. Wolała żeby to ona umarła? Żeby to ona była postrzelona? Nie wydaje mi się. Jerry pocierał jej plecy. Poszli do domu. Zostałem tam z Sarah. Nadal stała nieruchomo patrząc się pusto na tego gościa. Odwróciłem ją tyłem do niego.
- Nie wychodź sama z domu, ok?
- Byłam z Alice. Zabiłam go... - spojrzała na ziemię.
- Dlaczego cały czas jesteś taka niedostępna?
- Wiem co się stało z Andreasem, wiem co mu zrobiłeś, razem z Jerrym.
- To nie jest teraz ważne. Powinniśmy się martwić własnym życiem.
Spojrzałem w stronę ciała Franklyna. Nie było go tam. CO DO CHUJA? Kto wziął niby te zwłoki?
Spojrzałem w stronę ciała Franklyna. Nie było go tam. CO DO CHUJA? Kto wziął niby te zwłoki?
Możecie mi to wytłumaczyć?
Wróciliśmy z powrotem do domu. Wszyscy siedzieli w salonie. Jest nas tu kurwa piętnastu a nie możemy sobie poradzić z tymi chujami którzy chcą naszej śmierci.
*Perspektywa ogólna*
Joel siedział na huśtawce w ogrodzie Skrylls. Mike siedział na facebooku. Nic się nie działo. Will pokazał chłopakom, że mają się schować, bo ktoś wyszedł z domu. To Harry. Wynosił śmieci. Kto wynosi śmieci w czasie, gdy poluje na niego ktoś kto chce jego śmierci?
Tak, chcieli ich wszystkich śmierci. Chciał jej Johny. Nie wystarczy mu to, że jego gang jest najgroźniejszy. Chciał krwi. Wiedział, że jej nie dostanie. Nie, nie wiedział. Wiedział, że może mu się nie udać. Ale nie wiedział, że jej nigdy nie dostanie.
W pewnym momencie chciał zrezygnować. Chciał odpuścić Skrylls. Ale wtedy zabili jego współpracownika, Franklyna.
Stwierdził, że będą ich jeszcze obserwować. Poznają ich słabe strony, mocniejsze, jak sobie poradzą.
Odpuścił sobie zabijanie ich. Jakby ich zabił, nie miałby jak ani z kim walczyć. Beatlers byli dla niego słabi.
Mimo, że teraz nie wie co zrobić, razem z Beatlers jest tamtych piętnastu. Ich jest mniej. O wiele mniej. To nie może się dobrze skończyć.
*Perspektywa Jaya*
Siedzimy tu 2 godziny. Nic. Beatlers tylko siedzieli i rozmawiali na temat jakiejś drużyny sportowej.
- Zostaniecie na noc? Jest już późno, ja bym nie wychodził z domu w takiej sytuacji. - powiedział Zayn.
- Możemy. A znajdzie się jakieś miejsce dla każdego z nas? - zapytał Jake.
- Serio? Ten dom ma kilka pięter. Oprowadzić was? - zaśmiałem się.
- Byłoby miło. - powiedział Nicolas.
- Louis, wiesz co robić.
- Już idę. - przewrócił oczami. - Dalej, chłopcy, pokażę wam pokoje.
Gdy Louis i Beatlers poszli na górę zapytałem Harry'ego:
- I co o tym myślisz?
- W tym momencie to nic. - przeciągnął się i ziewnął. - Idę spać. - mruknął. Poprawił koc, po czym poszedł na górę.
- Też pójdę. - w ślady Stylesa poszedł Malik.
- Gdzie jest Liam? - zapytał Niall.
Wzruszyłem ramionami. Wszyscy byliśmy nieźle zmęczeni.
- Justin, idziesz ze mną na górę? - zapytała Sarah. Kiwnąłem głową, a ona pociągnęła mnie za rękę.
Zapowiada się ciekawa noc.
*Perspektywa Louisa*
- Tutaj masz łazienkę, w środku jest prysznic, jest też szampon, jakbyś chciał umyć włosy. Jak coś, to wołaj. - właśnie kończyłem "oprowadzać" ostatniego członka Beatlers, Mariusha.
- Dzięki.
Wyszedłem z pokoju gościnnego, poszedłem do swojego. Ściągnąłem spodnie i skarpetki, po czym rzuciłem się na łóżko. Zamknąłem tylko oczy i już spałem.
Przez całą noc śniły mi się jakieś koszmary, Boże, to było straszne. Nie ma niczego gorszego od koszmarów sennych.
Kurwa mać, jak mnie bolą plecy. Przeczesałem włosy ręką i ledwo wstałem z łóżka. Podrapałem się po ręce, zszedłem na dół. Wszedłem do kuchni i zrobiłem sobie herbatę. Opadłem na krzesło. Nikogo jeszcze nie było. Ukradkiem spojrzałem na zegarek. Kurwa, jest dopiero 8:12. Wychyliłem się i spojrzałem na kanapę. Chaz jak zwykle na niej spał. Po co mu własny pokój, jeżeli i tak ciągle przesiaduje tutaj? Woda się już zagotowała, zalałem herbatę. Upiłem z niej łyk. Jezu, ale gorąca. Wróciłem do swojego pokoju z herbatą. Włączyłem laptopa i otworzyłem przeglądarkę. Przejrzałem twittera, a później tumblra. W sieci starałem się zostać jak najbardziej anonimowym, tylko nieliczni znali moje prawdziwe imię i nazwisko. Sam nie wiem dlaczego. Po prostu uważam, że nie mam czym się chwalić.
W sumie obejrzałbym jakiś film. Tylko nie wiem jaki. Dobra, pójdę się zdrzemnąć.
*Perspektywa Alice*
Po obudzeniu się zeszłam na dół. Siedział tam Niall, super. Zaczęłam robić sobie śniadanie. Ten debil cały czas się na mnie gapił.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Niczego. Nie mogę się popatrzeć na dziewczynę? Jakoś na początku pozwalałaś mi na coś więcej. - mruknął i podszedł do mnie. Pocałował mnie, ale odepchnęłam go. - Co się stało? Chcesz zrobić z siebie cnotkę? Coś ci się nie udaje... Najpierw prawie robisz to ze mną, później z Chazem w samochodzie, a ostatnio wyszłaś gdzieś z Harrym, nikt nie wie gdzie, a co w Kanadzie robiłaś? Spójrzmy prawdzie w oczy. Czujesz coś do Chaza? Nie. Po prostu jest ładny. To wszystko. Jesteś materialistką i tyle. A ja naprawdę cię lubiłem. Tylko jak można lubić dziewczynę, która pieprzy się z kim popadnie?
- Przestań...
- Dlaczego mam przestać? Ktoś ci wreszcie prawdę powiedział? Wszyscy cię okłamują i wykorzystują. Nikt cię nie lubi. Franklyn? Mam ci o nim opowiedzieć?
Rozpłakałam się, po czym pobiegłam do swojej łazienki. Usiadłam na zimnych kafelkach. Spojrzałam się na swoją rękę. Stare blizny były jeszcze trochę widoczne. Zastanowiłam się na chwilę. Nie no, nie będę się ciąć przez tego pedała.
A co jeśli on mówił prawdę?
*Perspektywa Sarah, wspomnienie nocy*
- Ile można siedzieć w łazience!? - krzyknął Jay.
- Jak wyjdę, będziesz zadowolony! - odkrzyknęłam w nutką rozbawienia w głosie.
Wyszłam po chwili w samym ręczniku, bo zapomniałam ubrań. Były na dole.
Zbiegłam na dół. Kurwa, wszędzie jest ciemno. W sumie, kto normalny zostawia zapalone światło na noc. Weszłam do kuchni, ale potknęłam się o coś i upadłam na ziemię.
- Niall? NIE MASZ GDZIE SIEDZIEĆ? JUŻ NAWET W KUCHNI ŚPISZ?! - zaczęłam na niego krzyczeć.
- Zamknij się bo obudzisz resztę. Co ty tu kobieto robisz w samym ręczniku? Idź już spać.
- Mam inne plany na tę noc. - powiedziałam i poszłam w stronę salonu.
Chwyciłam moje ubrania i pobiegłam do góry.
W sumie... Po co mi te ubrania?
- NO W KOŃCU! - Justin wyrzucił ręce w powietrze.
- Jeszcze 5 minut. - chwyciłam moją torbę i wróciłam do łazienki.
Przeszukałam ją szukając jakiejś seksownej bielizny.
Jestem z nim długo.
Zasługuje na to.
Kocham go.
Dam mu to.
Ubrałam się w to co znalazłam i wyszłam z łazienki.
Może być to dziwne, ale... Justin spał.
Zajebiście. Wycofałam się do łazienki nie zamykając za sobą drzwi. Zrezygnowana usiadłam na kafelkach i chwyciłam telefon. Chciałam zadzwonić do Alice, zapomniałam, że jest noc i śpi.
Wstałam i popatrzyłam w lustro. Zapomniałam o zmyciu makijażu. Nie chciało mi się tego robić. Odwróciłam się i natknęłam się na silne ramie.
- Kto powiedział, że ja śpię? - zapytał.
- Nienawidzę cię. - zaśmiałam się. Zaczął bawić się sznurkami od mojej bielizny.
- Chyba po coś to założyłaś, nie?
- Tak. - uśmiechnęłam się.
~*~
- Może... - pocałował mnie. - Chciałabyś... - następny pocałunek. - W sumie, po co to gadanie. - popchnął mnie lekko na łóżko, na które opadłam.
- Może trochę opanowania panie Bieber?
- U mnie nie ma takiego słowa, kochanie. - pocałował mnie w szyję jadąc na dół.
- Tak? - chwyciłam go lekko za włosy i przełożyłam go tak, że byłam teraz na górze.
- Lubisz mieć kontrolę, nie? - zapytał śmiejąc się.
- Ja? Nie. - powiedziałam z sarkazmem.
Ściągnęłam z niego bluzkę. Ukazał mi się jego wyrzeźbiony tors.
- Ej, coś za coś. Teraz ty. - powiedział jak dziecko.
- Tak? - zapytałam.
- Tak. - ściągnął ze mnie bieliznę.
Zaczął mnie zachłannie całować, dosłownie wszędzie.
Chwycił w ręce moje uda. Automatycznie je zgięłam.
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię. Nie skrzywdzę cię okej? - zapytał.
- Okej. - odpowiedziałam rozluźniając nogi.
- Ufasz mi? - zapytał ponownie.
- Tak.
- Zajebiście. - zaśmiał się i znów zaczął mnie całować.
Czułam się niezręcznie, w końcu tylko ja tu byłam nago.
Justin nagle przestał mnie całować i uśmiechając się wstał. Spojrzałam na niego pytająco.
Ściągnął swoje bokserki ukazując mi swoje przyrodzenie. Sięgnął do szafki i założył prezerwatywę. Wrócił do mnie znów mnie całując i jeżdżąc rękoma po całym moim ciele. Spojrzał na mnie tak jakby prosząc o zgodę. Kiwnęłam twierdząco głową i rozluźniłam się na pościeli.
Wszedł we mnie całą swoją długością powoli poruszając się. Jęknęłam pod wpływem przyjemności otrzymując za to uśmiech Justina.
- Wiesz, że jesteś piękna? Masz piękne ciało. - przyznał dalej całując i poruszając się we mnie.
Nie dałam rady odpowiedzieć. Przerzucił nas tak, że znów byłam do góry. Lekko poruszałam się na jego biodrach. Był blisko. Jęknął z podniecenia i zacisnął ręce na moich biodrach.
Pocałowałam go w usta. Chwyciłam jego ręce żeby na chwilę przestał.
Pocałowałam jego knykcie na których były rany od uderzania w ścianę.
Po chwili zabrał ręce i wrócił do poprzedniej czynności.
Zaczął dyszeć. Przewrócił nas, tym razem byłam na dole.
Poruszał się szybciej i agresywniej. Wbiłam ręce w pościel.
Chwyciłam go za włosy.
- Dojdź dla mnie. - syknął.
W tym momencie doszliśmy razem. Upadł koło mnie. Oboje oddychaliśmy szybciej ze zmęczenia. Nie wyobrażałam sobie, że to może być tak przyjemne.
- Byłaś moją mistrzynią, jesteś i będziesz już zawsze. - mruknął.
~*~
__________________________________________________
OD RAZU CHCIAŁABYM ABYŚMY SOBIE COŚ WYJAŚNILI, NIE POTRAFIĘ DOBRZE PISAĆ +18 WIĘC BEZ HEJTÓW, PROSZĘ XD
Z RESZTĄ
CHCECIE - HEJTUJCIE
MNIEJSZA O TO.
ALE W RESZCIE, TAK OCZEKIWANY PRZEZ WAS ROZDZIAŁ SIĘ POJAWIŁ.
TO SIĘ ZAMIENIA W UZALEŻNIENIE DZIEWCZYNY HAHAHAHA XD
#BIGLOVE PEACE YO
*Perspektywa ogólna*
Joel siedział na huśtawce w ogrodzie Skrylls. Mike siedział na facebooku. Nic się nie działo. Will pokazał chłopakom, że mają się schować, bo ktoś wyszedł z domu. To Harry. Wynosił śmieci. Kto wynosi śmieci w czasie, gdy poluje na niego ktoś kto chce jego śmierci?
Tak, chcieli ich wszystkich śmierci. Chciał jej Johny. Nie wystarczy mu to, że jego gang jest najgroźniejszy. Chciał krwi. Wiedział, że jej nie dostanie. Nie, nie wiedział. Wiedział, że może mu się nie udać. Ale nie wiedział, że jej nigdy nie dostanie.
W pewnym momencie chciał zrezygnować. Chciał odpuścić Skrylls. Ale wtedy zabili jego współpracownika, Franklyna.
Stwierdził, że będą ich jeszcze obserwować. Poznają ich słabe strony, mocniejsze, jak sobie poradzą.
Odpuścił sobie zabijanie ich. Jakby ich zabił, nie miałby jak ani z kim walczyć. Beatlers byli dla niego słabi.
Mimo, że teraz nie wie co zrobić, razem z Beatlers jest tamtych piętnastu. Ich jest mniej. O wiele mniej. To nie może się dobrze skończyć.
*Perspektywa Jaya*
Siedzimy tu 2 godziny. Nic. Beatlers tylko siedzieli i rozmawiali na temat jakiejś drużyny sportowej.
- Zostaniecie na noc? Jest już późno, ja bym nie wychodził z domu w takiej sytuacji. - powiedział Zayn.
- Możemy. A znajdzie się jakieś miejsce dla każdego z nas? - zapytał Jake.
- Serio? Ten dom ma kilka pięter. Oprowadzić was? - zaśmiałem się.
- Byłoby miło. - powiedział Nicolas.
- Louis, wiesz co robić.
- Już idę. - przewrócił oczami. - Dalej, chłopcy, pokażę wam pokoje.
Gdy Louis i Beatlers poszli na górę zapytałem Harry'ego:
- I co o tym myślisz?
- W tym momencie to nic. - przeciągnął się i ziewnął. - Idę spać. - mruknął. Poprawił koc, po czym poszedł na górę.
- Też pójdę. - w ślady Stylesa poszedł Malik.
- Gdzie jest Liam? - zapytał Niall.
Wzruszyłem ramionami. Wszyscy byliśmy nieźle zmęczeni.
- Justin, idziesz ze mną na górę? - zapytała Sarah. Kiwnąłem głową, a ona pociągnęła mnie za rękę.
Zapowiada się ciekawa noc.
*Perspektywa Louisa*
- Tutaj masz łazienkę, w środku jest prysznic, jest też szampon, jakbyś chciał umyć włosy. Jak coś, to wołaj. - właśnie kończyłem "oprowadzać" ostatniego członka Beatlers, Mariusha.
- Dzięki.
Wyszedłem z pokoju gościnnego, poszedłem do swojego. Ściągnąłem spodnie i skarpetki, po czym rzuciłem się na łóżko. Zamknąłem tylko oczy i już spałem.
Przez całą noc śniły mi się jakieś koszmary, Boże, to było straszne. Nie ma niczego gorszego od koszmarów sennych.
Kurwa mać, jak mnie bolą plecy. Przeczesałem włosy ręką i ledwo wstałem z łóżka. Podrapałem się po ręce, zszedłem na dół. Wszedłem do kuchni i zrobiłem sobie herbatę. Opadłem na krzesło. Nikogo jeszcze nie było. Ukradkiem spojrzałem na zegarek. Kurwa, jest dopiero 8:12. Wychyliłem się i spojrzałem na kanapę. Chaz jak zwykle na niej spał. Po co mu własny pokój, jeżeli i tak ciągle przesiaduje tutaj? Woda się już zagotowała, zalałem herbatę. Upiłem z niej łyk. Jezu, ale gorąca. Wróciłem do swojego pokoju z herbatą. Włączyłem laptopa i otworzyłem przeglądarkę. Przejrzałem twittera, a później tumblra. W sieci starałem się zostać jak najbardziej anonimowym, tylko nieliczni znali moje prawdziwe imię i nazwisko. Sam nie wiem dlaczego. Po prostu uważam, że nie mam czym się chwalić.
W sumie obejrzałbym jakiś film. Tylko nie wiem jaki. Dobra, pójdę się zdrzemnąć.
*Perspektywa Alice*
Po obudzeniu się zeszłam na dół. Siedział tam Niall, super. Zaczęłam robić sobie śniadanie. Ten debil cały czas się na mnie gapił.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Niczego. Nie mogę się popatrzeć na dziewczynę? Jakoś na początku pozwalałaś mi na coś więcej. - mruknął i podszedł do mnie. Pocałował mnie, ale odepchnęłam go. - Co się stało? Chcesz zrobić z siebie cnotkę? Coś ci się nie udaje... Najpierw prawie robisz to ze mną, później z Chazem w samochodzie, a ostatnio wyszłaś gdzieś z Harrym, nikt nie wie gdzie, a co w Kanadzie robiłaś? Spójrzmy prawdzie w oczy. Czujesz coś do Chaza? Nie. Po prostu jest ładny. To wszystko. Jesteś materialistką i tyle. A ja naprawdę cię lubiłem. Tylko jak można lubić dziewczynę, która pieprzy się z kim popadnie?
- Przestań...
- Dlaczego mam przestać? Ktoś ci wreszcie prawdę powiedział? Wszyscy cię okłamują i wykorzystują. Nikt cię nie lubi. Franklyn? Mam ci o nim opowiedzieć?
Rozpłakałam się, po czym pobiegłam do swojej łazienki. Usiadłam na zimnych kafelkach. Spojrzałam się na swoją rękę. Stare blizny były jeszcze trochę widoczne. Zastanowiłam się na chwilę. Nie no, nie będę się ciąć przez tego pedała.
A co jeśli on mówił prawdę?
*Perspektywa Sarah, wspomnienie nocy*
- Ile można siedzieć w łazience!? - krzyknął Jay.
- Jak wyjdę, będziesz zadowolony! - odkrzyknęłam w nutką rozbawienia w głosie.
Wyszłam po chwili w samym ręczniku, bo zapomniałam ubrań. Były na dole.
Zbiegłam na dół. Kurwa, wszędzie jest ciemno. W sumie, kto normalny zostawia zapalone światło na noc. Weszłam do kuchni, ale potknęłam się o coś i upadłam na ziemię.
- Niall? NIE MASZ GDZIE SIEDZIEĆ? JUŻ NAWET W KUCHNI ŚPISZ?! - zaczęłam na niego krzyczeć.
- Zamknij się bo obudzisz resztę. Co ty tu kobieto robisz w samym ręczniku? Idź już spać.
- Mam inne plany na tę noc. - powiedziałam i poszłam w stronę salonu.
Chwyciłam moje ubrania i pobiegłam do góry.
W sumie... Po co mi te ubrania?
- NO W KOŃCU! - Justin wyrzucił ręce w powietrze.
- Jeszcze 5 minut. - chwyciłam moją torbę i wróciłam do łazienki.
Przeszukałam ją szukając jakiejś seksownej bielizny.
Jestem z nim długo.
Zasługuje na to.
Kocham go.
Dam mu to.
Ubrałam się w to co znalazłam i wyszłam z łazienki.
Może być to dziwne, ale... Justin spał.
Zajebiście. Wycofałam się do łazienki nie zamykając za sobą drzwi. Zrezygnowana usiadłam na kafelkach i chwyciłam telefon. Chciałam zadzwonić do Alice, zapomniałam, że jest noc i śpi.
Wstałam i popatrzyłam w lustro. Zapomniałam o zmyciu makijażu. Nie chciało mi się tego robić. Odwróciłam się i natknęłam się na silne ramie.
- Kto powiedział, że ja śpię? - zapytał.
- Nienawidzę cię. - zaśmiałam się. Zaczął bawić się sznurkami od mojej bielizny.
- Chyba po coś to założyłaś, nie?
- Tak. - uśmiechnęłam się.
~*~
- Może... - pocałował mnie. - Chciałabyś... - następny pocałunek. - W sumie, po co to gadanie. - popchnął mnie lekko na łóżko, na które opadłam.
- Może trochę opanowania panie Bieber?
- U mnie nie ma takiego słowa, kochanie. - pocałował mnie w szyję jadąc na dół.
- Tak? - chwyciłam go lekko za włosy i przełożyłam go tak, że byłam teraz na górze.
- Lubisz mieć kontrolę, nie? - zapytał śmiejąc się.
- Ja? Nie. - powiedziałam z sarkazmem.
Ściągnęłam z niego bluzkę. Ukazał mi się jego wyrzeźbiony tors.
- Ej, coś za coś. Teraz ty. - powiedział jak dziecko.
- Tak? - zapytałam.
- Tak. - ściągnął ze mnie bieliznę.
Zaczął mnie zachłannie całować, dosłownie wszędzie.
Chwycił w ręce moje uda. Automatycznie je zgięłam.
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię. Nie skrzywdzę cię okej? - zapytał.
- Okej. - odpowiedziałam rozluźniając nogi.
- Ufasz mi? - zapytał ponownie.
- Tak.
- Zajebiście. - zaśmiał się i znów zaczął mnie całować.
Czułam się niezręcznie, w końcu tylko ja tu byłam nago.
Justin nagle przestał mnie całować i uśmiechając się wstał. Spojrzałam na niego pytająco.
Ściągnął swoje bokserki ukazując mi swoje przyrodzenie. Sięgnął do szafki i założył prezerwatywę. Wrócił do mnie znów mnie całując i jeżdżąc rękoma po całym moim ciele. Spojrzał na mnie tak jakby prosząc o zgodę. Kiwnęłam twierdząco głową i rozluźniłam się na pościeli.
Wszedł we mnie całą swoją długością powoli poruszając się. Jęknęłam pod wpływem przyjemności otrzymując za to uśmiech Justina.
- Wiesz, że jesteś piękna? Masz piękne ciało. - przyznał dalej całując i poruszając się we mnie.
Nie dałam rady odpowiedzieć. Przerzucił nas tak, że znów byłam do góry. Lekko poruszałam się na jego biodrach. Był blisko. Jęknął z podniecenia i zacisnął ręce na moich biodrach.
Pocałowałam go w usta. Chwyciłam jego ręce żeby na chwilę przestał.
Pocałowałam jego knykcie na których były rany od uderzania w ścianę.
Po chwili zabrał ręce i wrócił do poprzedniej czynności.
Zaczął dyszeć. Przewrócił nas, tym razem byłam na dole.
Poruszał się szybciej i agresywniej. Wbiłam ręce w pościel.
Chwyciłam go za włosy.
- Dojdź dla mnie. - syknął.
W tym momencie doszliśmy razem. Upadł koło mnie. Oboje oddychaliśmy szybciej ze zmęczenia. Nie wyobrażałam sobie, że to może być tak przyjemne.
- Byłaś moją mistrzynią, jesteś i będziesz już zawsze. - mruknął.
~*~
__________________________________________________
OD RAZU CHCIAŁABYM ABYŚMY SOBIE COŚ WYJAŚNILI, NIE POTRAFIĘ DOBRZE PISAĆ +18 WIĘC BEZ HEJTÓW, PROSZĘ XD
Z RESZTĄ
CHCECIE - HEJTUJCIE
MNIEJSZA O TO.
ALE W RESZCIE, TAK OCZEKIWANY PRZEZ WAS ROZDZIAŁ SIĘ POJAWIŁ.
TO SIĘ ZAMIENIA W UZALEŻNIENIE DZIEWCZYNY HAHAHAHA XD
#BIGLOVE PEACE YO
Jej wreszcie rozdział więc tak jest 18+ i nn mam nadzieję będzie kolczyk hahaha czekam na nn :)
OdpowiedzUsuńNareszcie +18 hahahahahahahah czekam na nn :*
OdpowiedzUsuńNie wyrzyte bachory tylko o jednym mysla XDDD
OdpowiedzUsuńHAHAHAHAHAHA TAK XD
OdpowiedzUsuńWow wow
OdpowiedzUsuńDzięki ze dodalas
OdpowiedzUsuńWiesz co cudnie to piszesz ?
OdpowiedzUsuń