poniedziałek, 24 marca 2014

#48 'Don't worry, Jerry'

*Perspektywa Jaya* 

Rano obudził mnie trzask na dole. Przewróciłem oczami i spojrzałem na Sarah leżącą na moim torsie. Spała spokojnie. Lekko osunąłem ją z siebie i wyszedłem z łóżka.

Dlaczego ja nie mam bokserek? Ah... Zapomniałbym, no tak. W sumie, to był jej pierwszy raz, nie? Kurwa. Pościel trzeba będzie wymienić.
Ubrałem dresy i zszedłem na dół.
Jerry z Mariushem stali i patrzyli na bawiącego się Maxa.
- A wy co? - zapytałem. - Co to był za trzask?
- Nie wiemy, przyszliśmy przed chwilą. - odpowiedział Jerry patrząc cały czas na Maxa.
- Pożerasz go wzrokiem. - pokazałem na Maxa zwracając się do Jerry'ego.
- Jesteś chujem Jay. - stwierdził. - Gdzie jest Sarah?
- Śpi. - odpowiedziałem krótko.
- Super. - poszedł do góry.
- O co mu chodzi? - zapytałem Mariusha.
- Przeczytaj. - podał mi kartkę.


O, widzę, że wszyscy się zajebiście bawicie.
Cóż Jerry, myślę, że będziesz zadowolony jak ci powiem
że twoja siostra uprawiała seks z twoim wrogiem. Niezła z niej gwiazdka porno.
Miłego dnia.

Czego on do cholery ode mnie chce? Czego ode mnie chce całe Killers? Czego od nas chcą?
I, że niby oni wszystko widzieli?
Spojrzałem na Mariusha. Wzruszył ramionami.
- Jay, wyjedziemy tak za 15 minut, pamiętaj, że będziemy pod telefonem, czegoś będziesz potrzebował, pomocy, czegokolwiek, to dzwoń. - powiedział.
- Nadal nie rozumiem po co tu przyjechaliście. I tak nic nie zrobiliśmy z tym całym gównem. Jedyne co to była wasza obietnica o obserwowaniu naszego domu co i tak jest baz sensu. Przecież oni nas obserwują, to gdzie jest sens obserwowania nas przez was?
- No właśnie. Dlatego zajmiemy się Killers inaczej.
- Inaczej?
- Tak, inaczej. Połączyliśmy z chłopakami wszystkie wątki. Killers chcą was tylko nastraszyć żeby zobaczyć jakie są wasze słabe strony. Musicie pokazać, że się nie boicie, nie będą mieli co wtedy wykorzystać.

*Perspektywa Sarah*


Obudził mnie trzask drzwi. Podniosłam się na łóżku i chciałam wstać ale byłam naga i nie miałam przy sobie ubrań. Zauważyłam Jerry'ego siedzącego na krześle.

- Jerry? - zapytałam unosząc brew.
- Musiałaś mi to zrobić?
- Co ja ci znowu zrobiłam?
- Musiałaś się pieprzyć z moim wrogiem? 
- Wrogiem? Jakoś wczoraj jeszcze wydawałeś się zaprzyjaźniony z Jayem i nie pokazywałeś tego jak bardzo go nienawidzisz.
- Bo robiłem to kurwa dla ciebie, a ty? Tak mi się odpłacasz? Pieprzeniem się z nim, gdy ja jestem kilka pokoi dalej? Naprawdę? Jesteś dla mnie nikim. Wyjeżdżamy z chłopakami za 15 minut. Na razie Sarah. - wyszedł z pokoju. 
Wstałam i ubrałam się w to co było w szafie Justina.
Zbiegłam na dół poszukać Jaya.
Stał z Mariushem w kuchni.
- Hej. - powiedziałam do Mariusha i pocałowałam Jaya w policzek.
Jerry po chwili zbiegł na dół z Nicolasem. 
- Mariush, zaraz wyjeżdżamy. - powiedział w jego stronę.
- Luz. - odpowiedział i poszedł do góry, pewnie po rzeczy ze wczoraj.
Zostaliśmy w kuchni sami. Ja z Jayem.
- Co się stało pomiędzy tobą a Jerrym? - zapytał.
- Nic. - powiedziałam krótko.
- Powiedz prawdę.
W tym momencie Jerry wszedł do kuchni. 
- Nara Jay, cześć Sarah. - uścisnął dłoń Jaya i wyszedł z chłopakami którzy rzucili szybkie 'cześć'.
- Poza powiedzeniem, że jestem dla niego nikim, nic się nie stało. - powiedziałam.
- Poważnie? Dlaczego tak powiedział? 
- Bo pieprzyłam się z tobą, tak powiedział. Jesteś jego wrogiem a ja...
- Cicho, nie martw się nim, okej?
- Przepraszam Justin.
- Za co?
- Mogę być pewna, że wczorajszy seks był twoim najgorszym.
- Nie, był najlepszym, wiesz dlaczego? - objął mnie od tyłu.
- Dlaczego?
- Bo był on z tobą. Nie doceniasz się Sarah.
- Możliwe. 
- Kocham cię. 
- Ja ciebie też.
Niall wszedł do kuchni.
- Gdzie jest Alice? - zapytał.
- No właśnie. - wyswobodziłam się z objęć Justina i pobiegłam do góry do Alice.
Weszłam do jej pokoju. Była chyba w łazience.
- Alice?
- Już wychodzę. - krzyknęła zza drzwi.
Usiadłam u niej na łóżku.
- Co tam? - zapytała wychodząc.
- Nic, idziemy do kina?
- Nie wiem czy jest to bezpieczne. Jerry mówił, że nie mamy wychodzić.
- Nie ważne, co mówił Jerry.
- Dlaczego jesteś taka szczęśliwa?
- Bo... Wiesz ten...
- TY I BIEBER?
- Tak...
- Idziemy do kina. 
- A Max?
- Zapytaj Harry'ego czy się nim zajmie.
- Ok. - wybiegła z pokoju, po chwili wróciła. 
- Tak, zajmie się nim. 
- To super. - uśmiechnęłam się.
Chwyciłam ją pod rękę i zbiegłyśmy na dół. Założyłyśmy buty.
- Czekaj. Jay wie, że wychodzimy?
- Tak, wie...
- Na pewno?
- Tak, na pewno. Alice, raz się żyje.
Wyszłyśmy z domu w kierunku kina Odeon. Wsiadłyśmy w metro. Ledwo to ogarnęłam, te wszystkie stacje. Alice zachowywała się, jakby się tutaj urodziła. Kto wie? Słaby żart. Zaśmiałam się z własnej głupoty. Po 34 minutach byłyśmy już w kinie. Kupiłyśmy bilety i prażoną kukurydzę. 
- Możesz teraz tyle nie żreć? Nie po to kupiłam, żeby ledwo starczyło na reklamy.
- Ale to jest dobre. - powiedziałam z pełnymi ustami.
- Dobra, jedz to. - odwróciła wzrok. 
Nastąpiła chwila ciszy.
- Chcesz? - podstawiłam jej pudełko pod nos. Zaśmiała się i wzięła garstkę. - No weź więcej. - zachęciłam ją. 
- Jadłam w domu, potem jeszcze trochę wezmę.
- Trzymajcie mnie! Najpierw gadasz, że ci wyjadam, a jak cię częstuję, to nie chcesz!
- Wydrzyj się głośniej, tylko pół kina cię słyszało. - przewróciła oczami. - Cicho, bo się zaczyna.
Właściwie to nie wiem na jaki film poszłyśmy, Alice go wybierała.
Już po dziesięciu minutach filmu zaczęło mi się nudzić. Ale chyba tylko mi, bo wszyscy przejmowali się losami bohaterów.
Przysunęłam się bliżej przyjaciółki.
- Ej, jaki to film w ogóle? - szepnęłam.
- "Nauka spadania". - mruknęła.
Zaczęłam rzucać w nią popcornem, gdy się na mnie nie patrzyła. Chyba ją zdenerwowałam, bo spojrzała się na mnie wzrokiem mordercy.
- Oglądaj. - warknęła.
- Oglądam przecież.
Ledwo wytrzymałam do końca. Poszłyśmy do Nando's.
- Serio? Nie mogłaś wytrzymać 95 minut? - zapytała gdy usiadłyśmy.
- Nie podobał mi się.
- Mogłaś sobie wybrać. Jakoś ja obejrzę go jeszcze kilka razy.
- O gustach się nie dyskutuje... - mruknęłam i zaśmiałam się.
- Co mówiłaś?
- Nic, a nic.
- Powiedz, pośmiejemy się razem.
Do naszego stolika podeszła dziewczyna z tacą.
- O, zobacz idzie kelnerka, zapchaj tę gębę.
- Jesteś głupia. - zaśmiała się. - Pójdziemy jeszcze gdzieś później? 
- Gdzieś, to znaczy gdzie?
- Nie mam bladego pojęcia. Dawno nie piłam z tobą na mieście. - przeciągnęła się. - Niedaleko jest super klub, White Heat.
- Przemyślałaś to, co nie?
- Nie, wcale. - uśmiechnęła się. 
- Co ty robisz? - zapytałam, gdy zobaczyłam, że grzebie w swojej sałatce widelcem.
- Nie lubię czerwonej cebuli. W ogóle jakiejkolwiek cebuli. - zrobiła dziwną minę.
- To mogłaś powiedzieć, że nie chcesz cebuli. Proste? Proste. Ohoho, idzie mój kurczaczek.
- Ty nie jesteś normalna. - stwierdziła, po czym się zaśmiała.
Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. Fajnie tak czasami wyjść i coś zjeść na mieście. Poszłyśmy w kierunku tego baru. Poczułam pociągnięcie za ramię. Odwróciłam się. 
- Jesteś głupia? Wystraszyłaś mnie. - powiedziałam, gdy zobaczyłam głupią minę Alice.
- Odpłaciłam się tylko. Czekałam na to dobre 7 lat.
Zaśmiałam się i pociągnęłam ją za rękę. Weszłyśmy do środka. Wszędzie było można wyczuć zapach narkotyków. Alice podeszła do jakiegoś gościa, wyglądał na młodszego od niej. Dała mu pieniądze, a on włożył w jej rękę paczuszkę. Wróciła do mnie.
- Co ty robisz? - zapytałam. - Przecież to jeszcze dzieciak.
- No i? To kolega, nie martw się, to nie mój pierwszy raz. - zaśmiała się. - To jak? - pomachała mi przed oczami tym opakowaniem.
- Raz się żyje. - pociągnęłam ją w stronę toalet. Ułożyła 2 ścieżki z białego proszku. Po kolei wciągnęłyśmy to nosem. - Często tu przychodzisz?
- Tylko jak mam czas. Tamtego gościa widziałam kilka razy na ulicy, powiedział, że jak chcę, to mogę tu wpadać i drinki mam za darmo. - mrugnęła do mnie.
- Super, a znasz tu kogoś?
- Większość z widzenia, ale z kilkoma osobami pogadałam.
- Kiedy ty tu jesteś? Cały dzień jesteś w domu.
- Nie wiesz co robię w nocy. - zaśmiała się. - Chodź, przed chwilą ktoś tutaj coś robił.
- Ohyda... A jakby ktoś im wszedł do kabiny?
- Trudno. - pociągnęła mnie za rękę. Usiadłyśmy przy barze.
- Cześć Alice, co tam słychać? Widzę, że przyszłaś z koleżanką. - podszedł do nas barman. Nie wiem ile mógł mieć lat, 35? Coś koło tego. Boże, że tacy ludzie tutaj pracują. Był bardzo podobny do Alexa. 
- Oh, Lucas. To Sarah, moja przyjaciółka. To o niej ci opowiadałam.
- Cześć, jestem Lucas. - podał mi dłoń, lekko ją uścisnęłam i uśmiechnęłam się. - Czego się napijecie?
- 2 piwa. Potem weźmiemy coś jeszcze. Dzięki. - wyrecytowała.
Nie wiem ile już tutaj siedzimy, straciłam rachubę czasu. Wypiłyśmy jeszcze kilka drinków, kilka kieliszków wódki i tak nam zleciało. Gdy Alice ledwo siedziała na kanapie, postanowiłam, że wezmę ją do domu. Przepchnęłam się przez ludzi i wyszłam z nią na dwór. Kurwa, jeszcze gdybym wiedziała, gdzie jesteśmy. Wypity alkohol mi nie pomagał.
Myślałam, żeby zadzwonić do Jaya, ale on mnie zabije jak się dowie, że wyszłyśmy, chociaż pewnie już wie. Miałam numer do któregoś z chłopaków z Beatlers.
Zadzwoniłabym do Jerry'ego ale dla niego jestem przecież nikim.
Po 2 sygnałach odebrał Jake.

Halo?

- Hej Jake, tak głupio mi prosić o pomoc, ale Alice się upiła, prawie w ogóle nie kontaktuje, a ja nie wiem jak dotrzeć do domu...
- Gdzie jesteście? Wyślę Jerry'ego.
- Nie, błagam. Przyjedź ty.
- Gdzie jesteście?
White Heat.
- Ok.

Usadowiłam Alice na ławce i zaczęłam się panicznie z niej śmiać. Albo ma słabą głowę, albo wypiła więcej gdy ja nie patrzyłam.

Po chwili zauważyłam samochód Jerry'ego. O nie.
Zatrzymał się przy ławce. Otworzył drzwi i nie mówiąc nic do mnie, wciągnął Alice do samochodu i gestem ręki pokazał żebym wsiadła. Zrobiłam to co kazał. Alice jechała z tyłu, ja z przodu.
- Masz zamiar nie odzywać się do mnie do końca życia? - nie odpowiedział tylko spojrzał na mnie zabójczym wzrokiem.
Siedzieliśmy ponownie w ciszy, tylko Alice mamrotała coś pod nosem.
- Oby dwie, jesteście głupie i powinienem was normalnie tutaj zajebać, ale myślę, że zrobi to Jay jak tylko wrócicie do domu. - przerwał ta ciszę Jerry.
- Dzięki za wsparcie, bracie.
- Bracie. - zakpił.
- Tak, mimo wszystko jesteś do cholery moim bratem. Nie mam zamiaru się teraz z tobą kłócić. Możesz mnie tu wysadzić, dojdę już sobie.
- Nie, odwiozę was pod dom.
- Dlaczego przyjechałeś, huh? Skoro nadal chcesz udawać wielce obrażonego na mnie? Wyraźnie prosiłam Jake'a żeby przyjechał on, nie ty.
- Chciał jechać, ale postanowiłem, że ja to zrobię.
- Słuchaj Jerry. Wiem, że nie lubisz Jaya, ale nie możesz się obrażać na mnie za to, że go kocham! Czy ja się na ciebie obrażałam jak pieprzyłeś się w naszym mieszkaniu z Joanne, gdy ja byłam na dole? DODATKOWO, jej nienawidziłam i o tym bardzo dobrze wiedziałeś.
- Życie skarbie. Pamiętaj, że to ja jestem facetem tutaj, jestem starszy i mogę robić co mi się tylko podoba, radziłbym ci się w końcu wziąć w garść bo z Bieberem daleko nie zajdziesz, ah przepraszam, nigdzie nie zajdziesz, chcesz w tak młodym wieku być 6 stóp pod ziemią? Tak bardzo chcesz? To nadal się umawiaj z Jayem. Proszę bardzo, to nie mój interes.
- Przynajmniej ja mam poważny związek i nie pieprzę się z kim innym co noc, tak jak robisz to ty.
- Skąd ta pewność? Przypomnieć ci kto zrobił z siebie dziwkę na imprezie szkolnej?
- Zatrzymaj samochód. - warknęłam. Nie wytrzymałam. O dziwo wykonał moje polecenie. Wyszłam z samochodu trzaskając drzwiami. Chwyciłam telefon i napisałam sms'a do Jake gdy Jerry razem z Alice odjechali.


Do: Jake
Nienawidzę cię, miałeś ty przyjechać! 

Usiadłam na ławce zastanawiając się, gdzie ja w sumie jestem.
Po chwili zrezygnowana opuściłam ręce wstając i idąc w stronę gdzie pojechał Jerry. Może znajdę drogę sama.
W końcu zauważyłam jakąś osobę idącą w moim kierunku.
- Przepraszam... Możesz mi powiedzieć co to za ulica? - przede mną stał wysoki gość z tatuażami. Jest w tym mieście ktoś bez nich?
- Shaftesbury Avenue.
- Dzięki... - odeszłam szybko. Dziwnie na mnie patrzył. Kojarzę go skądś ale nie mam pojęcia skąd.
Uśmiechnął się tylko, ale nie normalnie, tak bardziej szyderczo. 
Dobra, spokojnie. Jestem tylko przewrażliwiona. 
Z tej ulicy mam tylko dwie przecznice do domu. Cały czas prosto. Ok, dam radę.
Szłam tak 10 minut. Koło mnie pojawiło się białe ferrari Justina. JA PIERDOLĘ, CZY TO NIE KONIEC KŁOPOTÓW NA DZISIAJ? 
Stanął obok mnie i uchylił szybę.
- Wsiadaj. - syknął. Jest zły.
Pokręciłam przecząco głową. Nie mam pięciu lat. Potrafię sobie poradzić sama. Dojdę do tego pieprzonego domu, sama.
- Powiedziałem, kurwa, wsiadaj. - wysiadł z samochodu i podszedł do mnie. Ciągnąc mnie za włosy wepchnął do samochodu, zatrzaskując przy tym drzwi. Oparłam się o siedzenie.
Po chwili wsiadł także on. Popatrzył na mnie wzrokiem seryjnego zabójcy i pokręcił głową ruszając.
- Jak zwykle musisz wszystko spierdolić. - warknął cicho.
- Powtórz bo chyba nie dosłyszałam. - powiedziałam z niedowierzaniem. Ja? Ja wszystko pierdolę?
- Dobrze słyszałaś. CZY TY JESTEŚ JAKAŚ POPIERDOLONA? W TAKIM WYPADKU WYCHODZIĆ Z DOMU? CZY WY DO CHUJA MYŚLICIE? CHCESZ BYĆ ZABITA? PROSZĘ BARDZO. JERRY PRZYWIÓZŁ DO DOMU NIEPRZYTOMNĄ ALICE, CZY TOBIE TO NIE WYSTARCZY? NIE MASZ DOŚĆ PROBLEMÓW? Nie, jak masz mieć ich dość, skoro sama nim jesteś. - powiedział parkując pod domem. 
- Jeszcze mi brakuje kłótni z tobą. - syknęłam. - Ja jestem problemem? Ja? To dlaczego ze mną jesteś? Huh?
- Bo wczoraj miałem szansę się przekonać jaka dobra jesteś w łóżku. Tylko do tego byłaś mi potrzebna. - wzruszył ramionami i wysiadł z samochodu idąc do domu.
Wysiadłam też. Ledwo mogłam się utrzymać na nogach po tym, co mi powiedział. Następny skurwysyn który mnie wykorzystał. W takich momentach przydaje się brat któremu można się wypłakać w ramię, szkoda, że mój brat również mnie nienawidzi.
Wbiegłam do domu, chcąc jak najszybciej znaleźć się w łazience, ale trafiłam na coś twardego i upadłam na ziemię.
Spojrzałam do góry. Wpadłam na Nialla.
- Uważaj dziewczyno jak chodzisz. - zaśmiał się i podał mi rękę. Wstałam otrzepując się.
- Gdzie Alice? - zapytałam go.
- W moim pokoju, będzie tam raczej dzisiaj spać.
- Oh, to zajebiście. - powiedziałam i pobiegłam do jej pokoju. Będę miała gdzie spać, bo na pewno nie mam zamiaru być w jednym łóżku z tym kimś.
Zakluczyłam drzwi od jej pokoju i położyłam się. Fajnie. Jest dopiero 18. O której my wyszłyśmy z domu? O 13? Ile trwał film? 
Leżałam chwilę patrząc na sufit. Rzeczywiście mnie wykorzystał. Co ja mam teraz zrobić? Powinnam zadzwonić do Jerry'ego. Przeprosić, pogadać...
Wybrałam jego numer wstając z łóżka. Nie odebrał za pierwszym razem, więc zadzwoniłam jeszcze raz.

- Co?
- Jerry, chciałabym z tobą pogadać.
- Nie ma o czym.
- Proszę.
- Okey, więc mów.
- Mogę być u ciebie za 5 minut?
- Ta.

Ubrałam się z powrotem i wybiegłam z domu. 
Ciekawe czy Killers nas jeszcze obserwują. Kurwa, mogłam o tym nie myśleć, teraz się boję iść ulicą. Dobra, dam radę, to Londyn, tu są wszędzie ludzie, nic mi się nie stanie.
Po chwili byłam pod drzwiami Beatlers. Weszłam bez pukania. Jerry był w kuchni.
- Hej. - powiedziałam.
- Co masz mi do powiedzenia? - zapytał surowo.
- Chciałam cię za wszystko przeprosić i zapytać czy masz klucze od naszego domu w Kanadzie.
- Mam. Po co ci one?
- Bo wyjeżdżam. - rzucił mi kluczyki. Nie wiedziałam, że pójdzie tak łatwo. Ah no tak, jestem dla niego nikim.
- Dzięki. - powiedziałam i wyszłam z jego domu. 
Pobiegłam do domu.
Po chwili byłam w środku. 
Poszłam do pokoju Louisa.
- Louis?
- Co?
- Pożyczyłbyś mi na chwilę laptopa? Dosłownie na sekundę.
- Ok, weź. - podał mi go. Pobiegłam do pokoju Alice i sprawdziłam jaki mam pierwszy lot do Kanady.
Jutro o 6 rano. Idealnie, wszyscy będą spać.
Oddałam Lou laptopa i poszłam do mojego i Jaya pokoju. Nie było go. Pewnie siedzi na dole. Chwyciłam walizkę i spakowałam moje rzeczy.
Poszłam do Maxa, który bawił się zabawkami w pokoju obok.
- Pojedziesz ze mną jutro, okej? - zapytałam.
- Gdzie jedziemy?
- Do Kanady.
- Jedziemy sami?
- Tak, Max. Nie możesz nikomu powiedzieć, ok?
- A ciocia Alice?
- Jej też nie wolno nic mówić. Spakuj swoje rzeczy i przynieś mi tam do pokoju Alice.
Przeniosłam to wszystko do pokoju Alice i położyłam się spać. W końcu była już 21 a juto około 3.30 będę musiała wstać.

***

Obudził mnie mój alarm w telefonie. Jak ja go cholernie nienawidzę.
3.29. Ok. Super. Pierwszy raz w życiu wstaję tak wcześnie. Cholera jasna. 
Poszłam do łazienki. Zrobiłam lekki makijaż. Wow, Sarah Carter w lekkim makijażu, nie ukrywam, że wolę siebie tak. Ale te kreski eyelinerem dodawały mi zawsze charakteru. 
Teraz jest mi to obojętne. Ubrałam się i pociągnęłam za sobą walizkę na dół. Sprawdziłam portfel czy mam jakiekolwiek pieniądze.
Mam. 
Poszłam obudzić Maxa. Spał w pokoju gościnnym.
Wziął swój plecaczek i zszedł ze mną na dół.
Ubraliśmy kurtki i buty, po czym wyszliśmy z domu. 4.30. 
Dobra teraz na lotnisko taksówką pojedziemy.
Wsiedliśmy do taksówki i pokierowałam kierowcę gdzie ma jechać. 
Max nie zadawał żadnych pytań. Aż dziwne.
Po chwili byliśmy już na lotnisku.
Przebyliśmy tą odprawę. 
Na szczęście nie mam przy sobie broni. Mój telefon zaczął dzwonić. Odebrałam.

- Halo?
- Uważaj na siebie, ok?
- Nie martw się, Jerry. 

Wow, jednak nie zapomniał o mnie.
Dobra. 
Nie ukrywam, że sama zawsze bałam się latać samolotami. Dam radę. Chyba.
Usiedliśmy na swoich miejscach.
Koło mnie siedział jakiś starszy pan a koło niego, jego żona. Piękny obrazek, naprawdę.
Uśmiechnęłam się do nich i wyciszyłam telefon.
W końcu odpłynęłam.
Obudziło mnie szturchanie stewardesy.
- Zaraz będziemy lądować. - oznajmiła.
Już? Omg.
- Dziękuję. - powiedziałam i zapięłam pas swój i Maxa.

*Perspektywa Alice*

Obudziłam się bo ktoś mnie przygniatał ręką. Spojrzałam w lewo. Niall. Kurwa.
Zeskoczyłam z łóżka jak poparzona. Co ja tu robię? Nic nie pamiętam.
Zeszłam na dół. Głowa mnie bolała niemiłosiernie. Jay biegał po domu jakby miał coś z głową.
- Bieber, uspokój się. - powiedział Chaz.
- Nigdzie jej nie ma! Nie odpisuje mi, nie odbiera, nic! Coś się musiało jej stać! - wykrzyczał.
- Pewnie jest u Jerry'ego. Daj spokój. - westchnął Liam.
- Przepraszam? Co się stało? - zapytałam.
- Sarah nigdzie nie ma od rana.
- Może zapytaj Maxa? Będzie wiedział. - zasugerowałam. Sarah mu wszystko mówiła.
- Jego też nie ma. - powiedział Jay pocierając szyję.
- Mówię, że jest u Jerry'ego. - dodał Liam przewracając oczami.
- Pokłóciła się z nim wczoraj. Nie pojechała do niego na pewno.
- Może pojechała do niego sobie to wszystko wyjaśnić? Ogarnij się Jay. - powiedziałam i poszam do kuchni.
Do niej wszedł Niall.
- Jak ci się spało, ślicznotko?
- Spierdalaj. - warknęłam i wróciłam do siebie do pokoju. Ktoś tu spał bo łóżko było nie pościelone. Pewnie Sarah tu spała. 
Zbiegłam na dół.
- Jay, dlaczego Sarah spała u mnie w pokoju?
- Bo się pokłóciliśmy. - powiedział.
- O?
- Musisz wszystko wiedzieć?
- Jeżeli nie chcesz jej odnaleźć to nie mów. - warknęłam.
- Powiedziałem jej parę słów na co ona się wkurzyła i spala u ciebie.
- Co jej dokładnie powiedziałeś?
- ALICE DO CHOLERY!
- Odpowiedz.
- Nie pamiętam ale bardzo ją to uraziło.  - mruknął cicho.
- Co do cholery?! Czy ciebie popieprzyło? Kurwa Jay, ona ma słabe nerwy! Mogłaby teraz być gdzieś na torach, albo na moście próbując popełnić samobójstwo. Zajebiście. Muszę do niej zadzwonić.
Chwyciłam telefon i wybrałam jej numer.

- Halo?
- Sarah, gdzie ty do cholery jesteś?
- W domu.
- Jakoś nie specjalnie cię tu widzimy.
- W moim domu, jestem w Kanadzie, Alice.
- Zostawiłaś mnie?!
- Chciałam żebyś jechała ze mną, ale już dawno byłaś nieprzytomna. Proszę, dajcie mi trochę spokoju i nie kontaktujcie się ze mną w najbliższym czasie. Kiedyś wrócę do Londynu.
- Sarah czy ty myślisz? Jesteś w naszym gangu! Co my bez ciebie zrobimy?
- Zrobicie o wiele więcej niż ze mną, poradzicie sobie. Dla Jaya jestem tylko problemem. Trzymaj się Alice, do zobaczenia kiedyś.

Rozłączyła się. Wyjechała? Mam tu zostać sama?
Zbiegłam na dół. Rzuciłam moim telefonem gdzieś na jego koniec i usiadłam obok chłopaków.
- I? - zapytał Jay.
- Nie odzywaj się do mnie. - warknęłam na niego.
- Gdzie ona jest? - zapytał Louis.
- Wyjechała. 
- Co? Dlaczego? - zapytał Jay. Wkurwiłam się. Wstałam i podeszłam do niego.
- TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE! TO PRZEZ CIEBIE WYJECHAŁA! GDYBYŚ OPANOWAŁ SWOJĄ BIPOLARNOŚĆ NIC BY SIĘ NIE STAŁO! A TERAZ PRZEZ CIEBIE SIEDZI SAMA W TYM PIEPRZONYM DUŻYM DOMU DALEKO OD NAS! 
- O czym ty mówisz? Gdzie ona wyjechała?
- Jak gdzie? Do Kanady! Jesteś skurwysynem Jay. Gdyby nie ty, nic takiego by się nie stało. Mam cię dość. - warknęłam i wyszłam z domu udając się do Jerry'ego.
Zapukałam do jego drzwi.
Otworzył mi Jason.
- Jest Jerry? - zapytałam z miną zabójcy.
- HEJ ALICE, U MNIE W PORZĄDKU. - zaśmiał się.
- Pytałam się CZY JEST JERRY. - powtórzyłam.
- Bez nerwów. Jest, JERRY!
- Czego? O, cześć Alice. - Jason się ulotnił. - Wejdziesz?
- Nie. Dlaczego pozwoliłeś na to? Dlaczego mi to zrobiłeś?
- Ale co?
- POZWOLIŁEŚ TAK SOBIE SARAH WYJECHAĆ!
- Odpocznie trochę i wróci.
- I mówisz to z takim spokojem? Zmieniłeś się przez Beatlers. Wolałam ciebie jako nadopiekuńczego brata Sarah. - machnęłam na niego ręką i chciałam odejść.
- Po co mam być opiekuńczy dla niej? Takie życie sobie wybrała. Niech się pieprzy z Bieberem, mam to gdzieś.
- Tylko, że to Bieber ją wykorzystał a potem powiedział, że jest z nią dla seksu w czasie gdy ty byłeś wielce obrażony. Nara Carter.


_________________________________________________________________________________

Dla fajnego wtorku macie tutaj rozdzialik.
NO I  D R A M A.
WYJECHAŁA, ZOSTAWIŁA, PO PROSTU DRAMA :)
HEHEHE, TAKIE NIE PRZEWIDYWALNE, NIE SPODZIEWALIŚCIE SIĘ TEGO CO NIE? XD

CZEKAM NA KOMENTARZE :)


#BigLove peace yoo


8 komentarzy:

  1. Dzieje sie dzieje ; ) czdkam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo masakra ;) ale rozdział fajny i dzięki ze piszesz

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebisty rozdział czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  4. kurde ale się dzieję xd ;) czekam na nn xd

    OdpowiedzUsuń
  5. wspaniały czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  6. Niech Sarah zrobi tatuaż !

    OdpowiedzUsuń
  7. Oby było wszystko ok. Dzięki ze dodalas ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jerry hahahah ja nadal jak to czytam to się śmieje

    OdpowiedzUsuń