- Tak, zapisałem cię do szkoły. Będziesz do niej chodzić czy ci się to podoba, czy nie. - odpowiedziałem.
- Nienawidzę cię.
- Oboje wiemy, że tak nie jest.
- Justin, ja nie chce chodzić do szkoły! Nie będę! Nie znam tam ludzi!
- Nie mów na mnie Justin!
- Jakoś wcześniej mi na to pozwalałeś i nie miałeś z tym problemu!
*Perspektywa Liama*
Jezu, ledwo się przeprowadziliśmy, a oni już się kłócą. Gorzej niż małżeństwo.
- Czyli co z tym napadem? - zapytał Zayn.
- No, Harry wykrada narkotyki, my go zabezpieczamy, uciekamy i już.
- To wszystko?
- No tak.
- Nieźle. Dobra, idę spać, jestem zmęczony. Nara. - powiedział i wyszedł.
- Ja też pójdę. - przeciągnął się Louis.
- Ty też mnie zostawisz? - zwróciłem się do Harry'ego. Kurwa, on zasnął. Super.
Wstałem z kanapy i skierowałem się do swojego pokoju. Ściągnąłem spodnie i skarpetki. Rzuciłem się na łóżko. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Gdy się obudziłem była 10:32. Przetarłem oczy ręką, wstałem. Poszukałem jakieś ubrania w szafie. Ubrałem czarne rurki i koszulkę z jakimś nadrukiem. Narzuciłem na siebie bluzę, wyszedłem z pokoju. W kuchni natknąłem się na Nialla.
- Co ty tak wcześnie wstałeś? - zapytałem zdziwiony.
- Zgłodniałem.
- Aha. Zrobisz mi kawę?
- Mogę zrobić. - wzruszył ramionami i podszedł do szafki.
- Skąd wiesz, gdzie to wszystko jest? Ja ledwo wiem gdzie mam pokój.
- Ja też. Po prostu układałem wszystko tutaj. Ile cukru?
- 2 łyżeczki. Znamy się 4 lata, a ty jeszcze tego nie zapamiętałeś?
- Rzadko mam okazję robić ci kawę. - puścił mi oczko i podał kubek. - Kiedy wstaną chłopaki? Chcę już tam jechać...
- Jedziemy tam dopiero o 14, więc mogą jeszcze pospać.
*3 godziny później, perspektywa Harry'ego*
- Czy wy nie możecie ruszać tych dup szybciej?! - krzyknął Jay.
- Kurwa, Jay, nie pali się! - powiedział Louis.
- Co ty kurwa powiedziałeś? - warknął. - Owszem pali, bo oni tam będą za równą godzinę, czyli mamy pół godziny na dojechanie i zabranie tego całego gówna! A wam się kurwa nie śpieszy, zaraz was kurwa pozabijam i tyle będziecie mieli! - już nikt się nie odezwał tylko wszyscy wsiedli do samochodów, jechaliśmy samochodem Jaya i Audi R8 Chaza.
- KURWA MAĆ. - w pewnym momencie krzyknął Liam.
- Co?
- Bo zapomnieliśmy o dziewczynach!
- Dobrze, że ich z nami nie ma. To jest zbyt niebezpieczne kretynie. - skrzywił się Niall.
- Niebezpieczne wykradanie narkotyków? - zapytał z uśmiechem Louis.
- Zamknijcie się do kurwy. - warknął Jay.
Po chwili byliśmy pod magazynem Killers.
- No dalej, ruszać dupy, brać bronie i wchodzimy. - poganiał nas Bieber.
Wyszliśmy z samochodu okrążając magazyn. Jay i ja weszliśmy do środka, reszta obstawiała magazyn.
Wbiegliśmy do jednego z pomieszczeń, od razu je znaleźliśmy. Wzięliśmy wszystko i wybiegliśmy z magazynu zostawiając tam bombę odliczającą 20 sekund.
- DO SAMOCHODÓW! - krzyknął Jay. W momencie naszego wybiegu, magazyn wybuchnął. Idealnie.
Włożyliśmy narkotyki do bagażników i odjechaliśmy z satysfakcją.
Minęło niecałe 15 minut, już byliśmy po domem.
Weszliśmy do domu razem z narkotykami, po czym zaniosłem to razem z Jayem do garażu.
- To wszystko? - zapytał.
- Tak.
Wróciliśmy do salonu.
*Perspektywa Alice*
Nudziło się nam w domu więc wyszłyśmy. Postanowiłyśmy, że pójdziemy do pobliskiej kawiarni na jakieś lody.
- Ile jeszcze będziemy iść? - narzekała Sarah.
- DUŻO. - syknęłam.
- Jesteś wredna. - przymrużyła oczy.
- Wiem.
- Zmieniłaś się.
- Dlaczego tak uważasz?
- Nie byłaś taka wredna nigdy. Zmieniłaś przez to całe gówno.
- Ty mnie w to wkopałaś więc to jest tylko i wyłącznie twoja wina gówniaro.
- Gówniaro? Wow, jesteś ode mnie starsza o calutki rok, rzeczywiście jestem gówniarą.
- Możecie się przestać kłócić dziewczynki? Musze odwalić robotę. - odwróciłyśmy się do tyłu. Stał tam jakiś czarnoskóry mężczyzna.
- Czego chcesz? - przewróciłam oczami.
- Gdzie w takich sytuacjach jest Kenny. - Sarah warknęła pod nosem tak żebyśmy nie słyszeli. Nie wyszło jej.
- Nie wiem kto to, ale tak szczerze to mnie to gówno obchodzi, muszę was siłą ciągnąć do samochodu czy same grzecznie pójdziecie? Bo tak szczerze to nie chce mi się was tam zaciągać więc bez dłuższych problemów. - wskazał na czarny van. - Zapraszam.
- Spierdalaj. - zaśmiała się Sarah.
- Nie to nie. - podszedł do nas i przerzucił sobie przez ramiona.
- Dupek. - warknęłam.
- Radzę ci uważać, jeżeli może tym zapłacić twoje życie.
- Nie boimy się ciebie kretynie. - odezwała się Sarah.
- Możecie zacząć. - wepchnął nas do samochodu i wszystko stało się ciemne.
*Perspektywa Jaya*
- SARAH! ALICE!
- Nie ma ich Jay! - odkrzyknął mi Niall.
- Gdzie je powiało.
Zadzwonił mój telefon.
- Czego?
- Siema Bieber.
- Czego?
- Macie coś co jest nasze, prawda?
- Johny. - warknąłem.
- Owszem. Macie coś co jest nasze, my mamy coś co jest wasze. To nie był dobry ruch Bieber. Wasze dziewczyny za to zapłacą. Chyba najpierw zajmę się blondynką, jest seksowna. Masz 30 minut Bieber. Twoje dziewczynki są gdzieś za końcu miasta. Masz być tam za 29 minut z moimi narkotykami, zdążysz, dziewczyny są twoje, nie zdążysz, po nich.
- KURWA MAĆ. CHAZ! DO MNIE TERAZ!
- Co chcesz?
- Jedziesz ze mną, bierz broń.
Wybiegliśmy z domu.
- Do swojego samochodu. Jedziesz na magazyn Killers ten opuszczony, ja jadę na ten nowy.
- Ale po co?
- Masz jakieś 28 minut na uratowanie Alice i Sarah. Masz ruszyć tą dupę i być tam przed czasem. Jak ich nie uratujesz, dopilnuję tego, żeby twoja śmierć była cholernie bolesna. Nie wiadomo gdzie są, podobno na obrzeżach dlatego musimy zobaczyć oby dwa magazyny.
Wsiedliśmy do samochodów.
Jechałem tak szybko jak się tylko dało. Nawet mi kurwa nie powiedział gdzie to jest, cholera.
*Perspektywa Sarah*
Obudziłam się na jakimś kartonie. Super. Jaka wygoda, luksusy normalnie.
- Ile można spać? - westchnął ktoś na końcu pokoju.
- Tyle ile mi się podoba.
- Nie pyskuj bo poważnie ci wstrzelę kulkę w łeb.
- Super. Zrób to teraz, będzie szybciej i dla mnie i dla ciebie. Oszczędź sobie te groźby.
- Jak ma na imię ta twoja koleżaneczka?
- Alice. Zostaw ją kurwa bo jak mnie uruchomisz to nie wyjdziesz z tego żywo. - warknęłam.
- Śmieszna jesteś wiesz? Jestem ciekawy czy Bieber się tobą przejął. Podobno jesteście razem. To śmieszne, on cię na pewno nie kocha, a ty jesteś głupia i tyle. Myślisz, że tak jest? Śmieszna jesteś. Zapewne jesteś jego kolejną zabawką, nie uprawialiście jeszcze seksu? To zrozumiałe dlaczego jeszcze jesteście razem. W końcu to zrobicie a on się wtedy zostawi. - zaśmiał się. - Cóż, ta bomba na której siedzisz wybuchnie za jakieś 20 minut. Bieber ma mało czasu. Ja muszę iść, wiesz obowiązki wzywają. Chyba, że bardzo chcesz... - przybliżył się do mnie. - To wiesz, możemy zrobić coś nielegalnego.
- Co masz na myśli? - zaczęłam się z nim droczyć.
- Hm, nie wiem jak to nazwać. Masz ładne ciało wiesz?
Spojrzałam na dół i skapnęłam się, że siedzę w rozdartej bluzce i bez spodni.
- Co wy mi...
- Dużo kochanie. Spałaś wiesz? Nie, nie spałaś. Byłaś pod wpływem, pewnie nic nie pamiętasz. UPS. Na początku zdarliśmy z ciebie te ub...
- Nie kończ.
- Jak chcesz. Ah, już chciałem ci opowiadać o tym co z tobą robiliśmy, cud.
*Perspektywa Jaya*
Wbiegłem do tego pieprzonego magazynu.
Szukałem chwilę pomieszczenia w którym byłyby dziewczyny.
Wykopałem drzwi. Nikogo nie było. Czyli nie ten magazyn. Według mojego zegarka zostało Chazowi równe 46 sekund. Mam nadzieję, że je uratuje.
Na drugiej stronie miasta usłyszałem wybuch.
- Sarah. - powiedziałem. - Kurwa mać.
Wsiedłem do samochodu. Pojechałem od razu na miejsce tamtego magazynu.
Była tam Sarah, siedziała na ziemi razem z Chazem, płakała mu w ramię. Alice stała obok nich.
- Sarah, żyjesz... - podszedłem do niej i podniosłem ją z ziemi przyciągając do siebie.
- To nie jest teraz ważne. Wolałabym umrzeć.
- Nie mów tak!
- Ale tak jest Justin.
- Dlaczego?
- Nie rozumiesz, że cały czas się kłócimy? Wiem, że mnie nie kochasz. Uświadomiono mi to. Nie kochasz mnie, chcesz mnie przelecieć a jak już to zrobisz to będę dla ciebie nikim.
- Nie Sarah...
- Tak Justin, tak jest.
_________________________________________________
No to nowy rozdział, miłego czytania, super by było jak byście skomentowali no i no :)))) kocham was :) ŚPIEWAMY! HAPPY BIRTHDAY TO YOUUUUU, HAPPY BIRTHDAY TO YOU, HAPPY BIRTHDAY DEAR JUSTIN, HAPPY BIRTHDAY TO YOU!
#BigLove peace yo!
- Nienawidzę cię.
- Oboje wiemy, że tak nie jest.
- Justin, ja nie chce chodzić do szkoły! Nie będę! Nie znam tam ludzi!
- Nie mów na mnie Justin!
- Jakoś wcześniej mi na to pozwalałeś i nie miałeś z tym problemu!
*Perspektywa Liama*
Jezu, ledwo się przeprowadziliśmy, a oni już się kłócą. Gorzej niż małżeństwo.
- Czyli co z tym napadem? - zapytał Zayn.
- No, Harry wykrada narkotyki, my go zabezpieczamy, uciekamy i już.
- To wszystko?
- No tak.
- Nieźle. Dobra, idę spać, jestem zmęczony. Nara. - powiedział i wyszedł.
- Ja też pójdę. - przeciągnął się Louis.
- Ty też mnie zostawisz? - zwróciłem się do Harry'ego. Kurwa, on zasnął. Super.
Wstałem z kanapy i skierowałem się do swojego pokoju. Ściągnąłem spodnie i skarpetki. Rzuciłem się na łóżko. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Gdy się obudziłem była 10:32. Przetarłem oczy ręką, wstałem. Poszukałem jakieś ubrania w szafie. Ubrałem czarne rurki i koszulkę z jakimś nadrukiem. Narzuciłem na siebie bluzę, wyszedłem z pokoju. W kuchni natknąłem się na Nialla.
- Co ty tak wcześnie wstałeś? - zapytałem zdziwiony.
- Zgłodniałem.
- Aha. Zrobisz mi kawę?
- Mogę zrobić. - wzruszył ramionami i podszedł do szafki.
- Skąd wiesz, gdzie to wszystko jest? Ja ledwo wiem gdzie mam pokój.
- Ja też. Po prostu układałem wszystko tutaj. Ile cukru?
- 2 łyżeczki. Znamy się 4 lata, a ty jeszcze tego nie zapamiętałeś?
- Rzadko mam okazję robić ci kawę. - puścił mi oczko i podał kubek. - Kiedy wstaną chłopaki? Chcę już tam jechać...
- Jedziemy tam dopiero o 14, więc mogą jeszcze pospać.
*3 godziny później, perspektywa Harry'ego*
- Czy wy nie możecie ruszać tych dup szybciej?! - krzyknął Jay.
- Kurwa, Jay, nie pali się! - powiedział Louis.
- Co ty kurwa powiedziałeś? - warknął. - Owszem pali, bo oni tam będą za równą godzinę, czyli mamy pół godziny na dojechanie i zabranie tego całego gówna! A wam się kurwa nie śpieszy, zaraz was kurwa pozabijam i tyle będziecie mieli! - już nikt się nie odezwał tylko wszyscy wsiedli do samochodów, jechaliśmy samochodem Jaya i Audi R8 Chaza.
- KURWA MAĆ. - w pewnym momencie krzyknął Liam.
- Co?
- Bo zapomnieliśmy o dziewczynach!
- Dobrze, że ich z nami nie ma. To jest zbyt niebezpieczne kretynie. - skrzywił się Niall.
- Niebezpieczne wykradanie narkotyków? - zapytał z uśmiechem Louis.
- Zamknijcie się do kurwy. - warknął Jay.
Po chwili byliśmy pod magazynem Killers.
- No dalej, ruszać dupy, brać bronie i wchodzimy. - poganiał nas Bieber.
Wyszliśmy z samochodu okrążając magazyn. Jay i ja weszliśmy do środka, reszta obstawiała magazyn.
Wbiegliśmy do jednego z pomieszczeń, od razu je znaleźliśmy. Wzięliśmy wszystko i wybiegliśmy z magazynu zostawiając tam bombę odliczającą 20 sekund.
- DO SAMOCHODÓW! - krzyknął Jay. W momencie naszego wybiegu, magazyn wybuchnął. Idealnie.
Włożyliśmy narkotyki do bagażników i odjechaliśmy z satysfakcją.
Minęło niecałe 15 minut, już byliśmy po domem.
Weszliśmy do domu razem z narkotykami, po czym zaniosłem to razem z Jayem do garażu.
- To wszystko? - zapytał.
- Tak.
Wróciliśmy do salonu.
*Perspektywa Alice*
Nudziło się nam w domu więc wyszłyśmy. Postanowiłyśmy, że pójdziemy do pobliskiej kawiarni na jakieś lody.
- Ile jeszcze będziemy iść? - narzekała Sarah.
- DUŻO. - syknęłam.
- Jesteś wredna. - przymrużyła oczy.
- Wiem.
- Zmieniłaś się.
- Dlaczego tak uważasz?
- Nie byłaś taka wredna nigdy. Zmieniłaś przez to całe gówno.
- Gówniaro? Wow, jesteś ode mnie starsza o calutki rok, rzeczywiście jestem gówniarą.
- Możecie się przestać kłócić dziewczynki? Musze odwalić robotę. - odwróciłyśmy się do tyłu. Stał tam jakiś czarnoskóry mężczyzna.
- Czego chcesz? - przewróciłam oczami.
- Gdzie w takich sytuacjach jest Kenny. - Sarah warknęła pod nosem tak żebyśmy nie słyszeli. Nie wyszło jej.
- Nie wiem kto to, ale tak szczerze to mnie to gówno obchodzi, muszę was siłą ciągnąć do samochodu czy same grzecznie pójdziecie? Bo tak szczerze to nie chce mi się was tam zaciągać więc bez dłuższych problemów. - wskazał na czarny van. - Zapraszam.
- Spierdalaj. - zaśmiała się Sarah.
- Nie to nie. - podszedł do nas i przerzucił sobie przez ramiona.
- Dupek. - warknęłam.
- Radzę ci uważać, jeżeli może tym zapłacić twoje życie.
- Nie boimy się ciebie kretynie. - odezwała się Sarah.
- Możecie zacząć. - wepchnął nas do samochodu i wszystko stało się ciemne.
*Perspektywa Jaya*
- SARAH! ALICE!
- Nie ma ich Jay! - odkrzyknął mi Niall.
- Gdzie je powiało.
Zadzwonił mój telefon.
- Czego?
- Siema Bieber.
- Czego?
- Macie coś co jest nasze, prawda?
- Johny. - warknąłem.
- Owszem. Macie coś co jest nasze, my mamy coś co jest wasze. To nie był dobry ruch Bieber. Wasze dziewczyny za to zapłacą. Chyba najpierw zajmę się blondynką, jest seksowna. Masz 30 minut Bieber. Twoje dziewczynki są gdzieś za końcu miasta. Masz być tam za 29 minut z moimi narkotykami, zdążysz, dziewczyny są twoje, nie zdążysz, po nich.
- KURWA MAĆ. CHAZ! DO MNIE TERAZ!
- Co chcesz?
- Jedziesz ze mną, bierz broń.
Wybiegliśmy z domu.
- Do swojego samochodu. Jedziesz na magazyn Killers ten opuszczony, ja jadę na ten nowy.
- Ale po co?
- Masz jakieś 28 minut na uratowanie Alice i Sarah. Masz ruszyć tą dupę i być tam przed czasem. Jak ich nie uratujesz, dopilnuję tego, żeby twoja śmierć była cholernie bolesna. Nie wiadomo gdzie są, podobno na obrzeżach dlatego musimy zobaczyć oby dwa magazyny.
Wsiedliśmy do samochodów.
Jechałem tak szybko jak się tylko dało. Nawet mi kurwa nie powiedział gdzie to jest, cholera.
*Perspektywa Sarah*
Obudziłam się na jakimś kartonie. Super. Jaka wygoda, luksusy normalnie.
- Ile można spać? - westchnął ktoś na końcu pokoju.
- Tyle ile mi się podoba.
- Nie pyskuj bo poważnie ci wstrzelę kulkę w łeb.
- Super. Zrób to teraz, będzie szybciej i dla mnie i dla ciebie. Oszczędź sobie te groźby.
- Jak ma na imię ta twoja koleżaneczka?
- Alice. Zostaw ją kurwa bo jak mnie uruchomisz to nie wyjdziesz z tego żywo. - warknęłam.
- Śmieszna jesteś wiesz? Jestem ciekawy czy Bieber się tobą przejął. Podobno jesteście razem. To śmieszne, on cię na pewno nie kocha, a ty jesteś głupia i tyle. Myślisz, że tak jest? Śmieszna jesteś. Zapewne jesteś jego kolejną zabawką, nie uprawialiście jeszcze seksu? To zrozumiałe dlaczego jeszcze jesteście razem. W końcu to zrobicie a on się wtedy zostawi. - zaśmiał się. - Cóż, ta bomba na której siedzisz wybuchnie za jakieś 20 minut. Bieber ma mało czasu. Ja muszę iść, wiesz obowiązki wzywają. Chyba, że bardzo chcesz... - przybliżył się do mnie. - To wiesz, możemy zrobić coś nielegalnego.
- Co masz na myśli? - zaczęłam się z nim droczyć.
- Hm, nie wiem jak to nazwać. Masz ładne ciało wiesz?
Spojrzałam na dół i skapnęłam się, że siedzę w rozdartej bluzce i bez spodni.
- Co wy mi...
- Dużo kochanie. Spałaś wiesz? Nie, nie spałaś. Byłaś pod wpływem, pewnie nic nie pamiętasz. UPS. Na początku zdarliśmy z ciebie te ub...
- Nie kończ.
- Jak chcesz. Ah, już chciałem ci opowiadać o tym co z tobą robiliśmy, cud.
*Perspektywa Jaya*
Wbiegłem do tego pieprzonego magazynu.
Szukałem chwilę pomieszczenia w którym byłyby dziewczyny.
Wykopałem drzwi. Nikogo nie było. Czyli nie ten magazyn. Według mojego zegarka zostało Chazowi równe 46 sekund. Mam nadzieję, że je uratuje.
Na drugiej stronie miasta usłyszałem wybuch.
- Sarah. - powiedziałem. - Kurwa mać.
Wsiedłem do samochodu. Pojechałem od razu na miejsce tamtego magazynu.
Była tam Sarah, siedziała na ziemi razem z Chazem, płakała mu w ramię. Alice stała obok nich.
- Sarah, żyjesz... - podszedłem do niej i podniosłem ją z ziemi przyciągając do siebie.
- To nie jest teraz ważne. Wolałabym umrzeć.
- Nie mów tak!
- Ale tak jest Justin.
- Dlaczego?
- Nie rozumiesz, że cały czas się kłócimy? Wiem, że mnie nie kochasz. Uświadomiono mi to. Nie kochasz mnie, chcesz mnie przelecieć a jak już to zrobisz to będę dla ciebie nikim.
- Nie Sarah...
- Tak Justin, tak jest.
_________________________________________________
HAPPY B-DAY JUSTIN!
FOREVER 16 :(
#BigLove peace yo!
Piekne :)
OdpowiedzUsuńSuper :*
OdpowiedzUsuńJak słodko *,* Dawaj jeszcze jeden błagam Cię no :)
OdpowiedzUsuńRozdzial jest niesamowity. Czekam na następny dopiero znalazłam tego bloga a już mi się podoba.
OdpowiedzUsuń