poniedziałek, 27 stycznia 2014

#25 'What did you say?'

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem, dzięki :)



Ogarnięta już zeszłam na dół.
- Hej chłopaki.
- Hej. - odpowiedzieli chórkiem.
- Ja wychodzę. - mruknęłam po czym chwyciłam kurtkę.
- Nigdzie. Nie. Idziesz. Sama. - akcentując każde słowo warknął Zayn.
- Bo?
- Bo to niebezpieczne. - powiedział Niall podchodząc do mnie. - Pójdę z tobą.
- Okej. - westchnęłam i schyliłam się po buty.
- Sarah? - zapytał Zayn.
- Czego chcesz? - syknęłam nadal się schylając i zakładając buty. Nie. Nie spojrzę na niego.
- Czemu jesteś taka spięta? - wstał z miejsca i zaczął iść w moją stronę, nie zmieniłam pozycji. Zaczęłam zawiązywać buty.
Zayn stanął za mną i przyglądał mi się. Poczułam pieczenie na tyłku.
- Ups. - zaśmiał się i wrócił na swoje miejsce. - Cóż, jestem tylko facetem. - wzruszył ramionami. - Każdy by klepnął dziewczynę wypinającą się z jego stronę.
- Dupek. - powiedziałam cicho i wyszłam ciągnąc za rękaw Nialla.
- Ej ej, gdzie ci się tak spieszy? - zaśmiał się blondyn.
- Jak najdalej od tego domu. Jedziemy do Jaya.
- Po co?
- Po co? Ty się pytasz po co? Wczoraj zadzwoniła do mnie dziewczyna ze szpitala i powiedziała, że jeżeli Justin... Jay nie obudzi się w ciągu 24 godzin, nie przeżyje. Dzwoniła około dwudziestej drugiej. Teraz jest czternasta piętnaście. Więc? Teraz gdy tu stoimy i się kłócimy...
- Ty się kłócisz.
- Zamknij się. On walczy o jebane życie Horan!
- To ruszaj seksowny tyłek i idziemy do szpitala!
- Dupek.
- Nadużywasz tego słowa.
- Po prostu rusz się. - wywróciłam oczami.
- Och czekaj. - chwycił mnie za ramię. - Nie. Wywracaj. Na. Mnie. Oczami. Jasne?
- Ta. - powiedziałam i wyrywając się z jego uścisku poszłam w stronę szpitala a on za mną.
- Jesteś trochę popieprzona... - zaczął Niall.
- Dzięki.
- Nie dałaś mi dokończyć. - weszliśmy do szpitala. - Chodzi o to, że w jednym momencie, nienawidzisz Jaya, a teraz zachowujesz się jakby był dla ciebie wszystkim.
- Może jest. - powiedziałam tak cicho żeby nie usłyszał. No i nie usłyszał.
- Zaraz... Co ty powiedziałaś? - cholera, cholera, cholera. Nie. Nie miał tego słyszeć.
- Ja? Nic? - spojrzałam na niego jak na idiotę. Żeby zdał sobie sprawę, że nic nie powiedziałam.
- Okey.
Podbiegłam do recepcji.
- Hej... - powiedziałam do tego samego chłopaka co jak byłam tu pierwszy raz.
- Cześć. - odpowiedział siadając.
- Masz może jakieś informacje na temat Biebera?
- Oh, pan Bieber. Jego lekarz właśnie się nim zajmuje. 
- Obudził się?! - powiedziałam z podekscytowaniem. 
- Tak, ale właśnie usnął. Znaczy nie jest w śpiączce, po prostu potrzebuje odpoczynku, kazaliśmy mu iść spać.
- On się dopiero obudził a wy mu każecie spać? Odpoczynku po leżeniu? To jest popieprzone. - powiedział Niall patrząc na tego lekarza jak na debila.
- Tak, jest. Możecie odwiedzić kolegę, ale on śpi. - spojrzał na nas i pokazał ręką na drzwi sali w której prawdopodobnie był Justin.
- Dobra Niall, nie musisz tu przecież ze mną siedzieć.
- Schowaj się! Teraz! - warknął. Podbiegłam do ściany i się za nią schowałam nie wiedząc o co chodzi.
- Siema Horan! - usłyszałam chory śmiech mojego brata. Kurwa mać. Wyślizgnęłam się zza ściany. Na moje szczęście, Jerry stał tyłem. Niall spojrzał się na mnie wymownie. A ja powoli, bez żadnego dźwięku weszłam do sali Jaya.
- Hej. - szepnęłam. On tylko wydał jakiś gardłowy śmiech i przewrócił się na drugi bok.
Po chwili do sali wszedł Niall.
- Więc, ja pójdę do domu, napisz mi sms'a jak Jay się obudzi, albo jak będziesz chciała wrócić do domu.
- Okey, dzięki. Pa Niall.
- Aye.
Usiadłam na końcu łóżka Jaya, gdy Niall wyszedł. Oparłam głowę o jego oparcie. Zasnęłam.

*Perspektywa Jaya*


Obudziłem się kaszląc. Ale, czułem, że coś lub ktoś leży na moich nogach.

Podniosłem się lekko, zauważyłem uroczą, śpiącą brunetkę.
- Hej Sarah. - lekko nią potrząsnąłem. - Halo. Ziemia do Sarah. - zaśmiałam się gdy odepchnęła moją rękę i się przekręciła, chowając głowę z oparcie. - To było bardzo zgrabne panno Carter. Teraz wstawaj. - potrząsnąłem nią mocniej na co otworzyła oczy.
- O... Hej Jay! - powiedziała i mnie przytuliła na co wydałem cichy jęk, jednak jej nie puściłem tylko oddałem uścisk.
Ktoś na nami odchrząknął.
- Panie Bieber.
- Panie doktorze.
- Mów mi Bill.
- Luz.
- Panie Bieber, nie powinien pan się ruszać.
- Cóż, trudno. Musiałem kogoś przytulić. - wzruszyłem ramionami.
- Pańska dziewczyna powinna już iść.
- Nie jestem jeg...
- Nie, moja dziewczyna zostaje. - mrugnąłem do niego i chwyciłem Sarah za rękę, a ona z szokiem patrzyła na nas.
- Okey, więc. Jak pan się czuje?
- Mój mi Jay. Nie lubię jak mówią na mnie pan. Chyba, że to moja dziewczyna podczas seksu. - zaśmiałem się a Sarah wyrwała swoją rękę z mojej. 
Doktor zaśmiał się pod nosem.
- Jay, jak się czujesz? - zapytał pomiędzy śmiechem. Sarah podeszła do okna i usiadła na parapecie. 
- Sarah, chodź tu bo cię przewieje. - powiedziałem a ona pokiwała przecząco głową. I to ona nazwała mnie bipolarnym?! To ona jeszcze przed chwilą mnie przytulała, a teraz siedzi obrażona na jebanym parapecie. - Czuję się dobrze. - powiedziałem w stronę lekarza. - Bill, chyba już zrobiłeś to co musiałeś, możesz wyjść. - kiwnąłem na niego a on wyszedł. - Sarah, nie denerwuj się! - powiedziałem.
- Jak mam się do cholery nie denerwować Justin? - krzyknęła na co ja teraz nie zawahał bym się jej uderzyć, gdyby nie te jebane rzeczy do których jestem podłączony i przez które nie mogę wstać.
- Normalnie.
- Oh, normalnie?
- Tak, dokładnie.
- Właśnie powiedziałeś swojemu lekarzowi, że jestem twoją dziewczyną a chwile po tym, stwierdziłeś, że uprawiam z tobą seks, po czym powiedziałeś, że mówię na ciebie wtedy 'pan'. Bieber! - wyrzuciła ręce w powietrze. - Chciałam tutaj przyjść, posiedzieć z tobą, pomóc ci jakoś przetrwać te parę dni tutaj, ale nie. To był zły pomysł. Cześć Justin. - powiedziała i wyszła.
Zjebałeś Bieber.
Nie mogłem do chuja wstać, nie mogłem jej zatrzymać, ledwo się ruszam i mówię, jestem podłączony do tych wszystkich gówien, A ONA JESZCZE RAZ NAZWAŁA MNIE 'JUSTIN'. 
Zjebałeś Bieber.

- Siema Bieber. Już się obudziłeś? Po co dzwonisz?

- Yo Zayn. Ta, obudziłem się, słuchaj, Sarah własnie wraca sama do domu, wiesz, że to niebezpieczne więc weź mój pieprzony samochód, rusz dupę i wsadź ją w ten samochód po czym jedź po nią. Daleko nie odeszła, właśnie wyszła.
- Oh, będzie zabawa. - mruknął po czym się rozłączył.

Co? Jaka zabawa? Nie wiem. Ważne żeby Sarah była teraz bezpieczna.



__________________________________________________

Hej wam! Cóż, przepraszam, że nie było rozdziału, ale internet hmm, a raczej jego brak. 
Cóż, zrozumiem, jeżeli rozdział nie będzie wam się podobał, ponieważ sama twierdzę, że jest do @#p*
No więc, pozdrowienia moje kochane czytelniczki/czytelnicy.

Mam prośbę, jeżeli chciałybyście.chcielibyście coś konkretnego, jakieś wydarzenie/sytuację to śmiało piszcie w komentarzach!
Zawsze jest to jakiś pomysł, który może wykorzystam. Mi to pomaga.
Byeeee! Trzymajcie się ciepło!
#BigLove PIS JOŁ!

czytasz - komentujesz misiek <3

(TAK ANGELIKA, TY TEŻ RAZEM Z ZUZĄ, MARTĄ I RESZTĄ)

8 komentarzy:

  1. super rozdział :) tylko czemu takie krótkie są te wszystkie ? ( dobra prawie wszystkie ;) ) daj następny proszę <3
    komentarz napisała pierwsza osoba przez ciebie wymieniona =D

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie piszcie trochę dłuższe te opowiadania bo one sa SUPER. Oby tak dalej. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu czemu akurat tak skończyłaś. Czekam z niecierpliwością na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowity czekam na nn :)) Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekamy na następny. Cudowne to jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam na następny a rozdział ekstra
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie czekamy na NASTĘPNY . *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział cudowny *,* czekam ma następny .

    OdpowiedzUsuń