- Jakie kłopoty?
- No nie wiem... Rozmawia z ludźmi z gangu twojego brata?
- Ten chłopak jest z gangu mojego brata? Proszę cię.
- Tak. To Mariush. - oh, to temu go kojarzę. W centrum handlowym go widziałam przecież. Jak Jay go prawie zabił.
- Dobra chodźcie. - kiwnął Harry.
Podeszłam do Alice.
- Jebnęło cię? - zapytałam.
- Czemu?
- Czy ty kurwa mać naprawdę chcesz się sama zabić? - krzyknął Harry. - Ten chłopak był z gangu Jerry'ego, gdyby się rozpoznał już nie żyjesz. A może Jerry też tu jest? A ty gadasz z jego ludźmi? Alice kurwa mać! - zaczął krzyczeć.
- Proszę ciszej! - krzyknęła jakaś pielęgniarka.
Nagle kolo nas pojawił się Niall.
- Co z nim? - zapytał.
- Nie wiem, dopiero weszliśmy. - warknął Harry.
- A ty co taki cięty?
- BO KURWA ONA TO TYLKO W KŁOPOTY POTRAFI SIĘ PAKOWAĆ! - krzyknął i wskazał na Alice.
- To znaczy?
- Twoja koleżanka na luzie rozmawiała sobie z tym jebanym Mariushem z gangu Cartera do cholery!
- ALICE CZY TY MYŚLISZ? - krzyknął Niall.
- Dobra zamknijcie się bo nas stąd wyrzucą. - przewróciłam oczami.
- Gdzie leży Jay? - zapytała Alice.
Nie odpowiedziałam tylko pociągnęłam ją do sali w której on jest.
- Przepraszam nie możecie tu być, trwa akcja ratunkowa! - krzyknął jakiś lekarz i nas wypchnął z sali.
- Co? Co się stało? Coś z Jayem? Kogo oni ratują? - zapytałam spanikowana.
- Pewnie Jaya. Chodźcie. - powiedział Louis.
Usiedliśmy na jakiś krzesełkach na przeciwko tej sali, widzieliśmy przez 'rozmazane' okna biegających lekarzy i to wszystko.
Nagle z sali wybiegł lekarz i zaczął krzyczeć na korytarzu do innego lekarza.
- TRACIMY GO! CHODŹ TU! - ten drugi podbiegł do niego i znów weszli na sale.
- Jak go tracą?! - krzyknęłam i wstałam z miejsca. Podbiegłam do tamtych drzwi i weszłam na salę. Leżał tam blady Jay. Lekarze go reanimowali. Jakaś pielęgniarka mnie wypchnęła w pomieszczenia. Potem działo się wszystko tak szybko. Wywieźli Jaya z sali i pobiegli z nim na salę operacyjną. Tyle pamiętam. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
*Perspektywa Zayna*
Weszliśmy z Liamem do szpitala, chłopacy siedzieli na krzesłach, Sarah leżała głową na Louisie a Alice bawiła się telefonem.
- Siema. Ona śpi? Może lepiej zawieź ją do domu? - powiedziałem wskazując na Sarah.
- Zemdlała. - mruknął Louis.
- Ok. Więc co z Jayem?
- Wieźli go przed chwilą na salę operacyjną. KURWA MAĆ. - powiedział Louis i szybko wyszedł z Sarah z pomieszczenia ciągnąc za sobą Alice.
- Co? - spytałem Nialla i się odwróciłem. Stał tam Jerry z uśmiechem na twarzy. - Carter. - warknąłem. - Czego tu szukasz?
- Doszło mnie info, że leży tu wasz przyjaciel. - zaśmiał się.
- Radzę Ci stąd wyjść albo pożałujesz. - warknąłem.
- Pożałuję? - nie wytrzymałem. Podszedłem do Cartera i z całej siły walnąłem do w twarz. - KURWA MAĆ! - krzyknął. - Złamałeś mi nos idioto.
- Jeszcze masz coś do powiedzenia? - powiedziałem i go kopnąłem w brzuch. Jakiś jego przydupas pomógł mu wyjść ze szpitala i odjechali.
- Zayn spokojnie. - powiedział Niall.
- Zamknij się. - syknąłem i usiadłem. Po chwili wbił Louis.
- Odjechali już? - zapytał.
- Ta. - powiedziałem a on wciągnął Sarah na plecy i przyszli razem z Alice.
- Ten no, a Sarah ma zamiar się obudzić czy coś? - zapytał Niall.
- Jesteś idiotą. - Louis przybił facepalma. - Obudzi się ale trzeba poczekać. Dla niej to był szok. Tak mi się wydaje.
Alice wstała i poszła do łazienki a Niall poszedł za nią,
- Jak myślicie? Będzie seks na zgodę? - zaczął wyśmiewać się z nich Liam.
*Perspektywa Nialla*
Skorzystałem z okazji i poszedłem za Alice.
Weszła do dziewczęcej toalety ale ja to zignorowałem i wszedłem za nią. Stała przy lustrze i poprawiała makijaż.
- Ile ty tego masz na twarzy? - zapytałem a ona podskoczyła i pisnęła.
- Wiesz, że cię nienawidzę? Przestraszyłeś mnie. - złapała się za serce.
- Tak? - podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu.
- Tak. - syknęła.
- Ale się nie denerwuj kotku. - pocałowałem ją w szyję.
- Jesteśmy w szpitalu, Niall. - wyminęła mnie, ale nie pozwoliłem jej odejść tylko zakluczyłem drzwi i chwyciłem ją z biodrach.
- To co, że jesteśmy w szpitalu?
- Wypuść mnie. - warknęła.
- A co jak nie?
- Zacznę krzyczeć.
- Nie zrobisz tego.
- A chcesz się założyć? Zaraz zacznę krzyczeć, że chcesz mnie zgwałcić. - skinąłem do niej głową wiedząc, że tego nie zrobi. Patrzyła chwilę na mnie.
- Pf. Mówiłem.
- AAAAAAA! RATUNKU! ON CHCE MNIE ZGWAŁCIĆ! - zaczęła się drzeć jak jakaś walnięta. A jednak. Do łazienki zaczął się ktoś dobijać. Wyważyli drzwi i wyprowadzili Alice.
- Mówiłam. - szepnęła w moją stronę przy wyjściu i cmoknęła ustami.
Wyrzucili mnie ze szpitala. Super, nie?
Wybrałem numer Liama, który chwilę potem pojawił się koło mnie.
- Jebnęło cię Horan troszkę co nie?
- Ale ja jej nie chciałem zgwałcić!
- Mów co chcesz przyjacielu. Ja i tak wiem swoje.
- Chciałem ją tylko trochę nastraszyć.
- Po co? Żeby się potem Ciebie bała? Proszę cię Niall.
- Myślisz, że ona by się mnie bała? PROSZĘ CIĘ LIAM. Jak wychodziła z tej łazienki jeszcze ze mnie szydziła! Ona się niczego nie boi.
- Myślałem, że Sarah to ta twarda a tym czasem leży nie przytomna koło Louisa.
- Pozory mylą. Myślisz, że skoro ma tatuaże to jest twarda? Liam nie bierz więcej.
- No nie twierdzę tak, ale na taką wygląda. A Alice to taka szara myszka.
- Szara myszka? LIAM ONA GROZIŁA TEMU JEBANEMU DILEROWI NA STACJI KOLEJOWEJ GDZIE BYŁO MULTUM LUDZI.
- Podważasz moje zdanie, Niall. - warknął w moją stronę.
- Straszne, kurwa.
Kawałek za nami stał Zayn, Louis i Sarah. Podeszliśmy do nich.
- No Zayn daj mi zapalić. - błagała go Sarah. - Nie ma tutaj Jaya, proszę.
Zayn nie chciał jej dać zapalić, to ja wyjąłem swoje papierosy i jej dałem.
- Dziękuję. - powiedziała z uśmiechem. Zayn mnie zmroził wzrokiem a ja wzruszyłem ramionami.
- Wy zostawiliście Alice i Harry'ego samych ze sobą? - zapytałem.
- O KURWA! - krzyknął Liam.
- LUDZIE ONI SIĘ TAM ZARAZ POZABIJAJĄ! IDŹCIE TAM WE DWÓCH. - pokazałem na Zayna i Liama a oni pobiegli do szpitala.
Po chwili wybiegł Zayn.
- JAY SIĘ OBUDZIŁ! - krzyknął. Sarah oczy zaczęły błyszczeć i poszła w stronę szpitala.
Po chwili już staliśmy pod salą.
*Perspektywa Jaya*
Słyszałem jakieś głosy na korytarzu. Krzyki. Tak. Ktoś się kłócił. Kojarzyłem te dwa głosy ale nie mogłem spojrzeć kto to.
Nie mogłem się poruszyć.
Próbując ruszyć ręką tylko się zmęczyłem. Nie dało to żadnego rezultatu. Wydawało się, że otworzenie oczu to najbardziej męcząca rzecz na świecie.
Czułem kogoś rękę przy mojej. Próbowałem ruszyć czymkolwiek. Ale nie mogłem.
Po dłuższej próbie udało mi się otworzyć oczy.
Koło mnie stała Sarah. Trzymała moją rękę. Alice wybiegła po lekarza, który po chwili przyszedł. Znam go.
Gość jest znany w całym mieście. Jest gejem.
Dlaczego świat jest taki okrutny i dał mi lekarza geja?
Nienawidzę tego jak na mnie patrzy z uśmiechem. FU?
Tak, jestem homofobem.
- Obudziłeś się Bieber. - nie mogłem się odezwać przez suchość w gardle. - Podajcie mu wodę. - Alice podała mi wodę a ja spojrzałem na nią wymownie.
- Nie Jay, nie dorzuciłam tam narkotyków, ani żadnych innych środków. - przewróciła oczami.
Wypiłem wodę. W KOŃCU. Mogę się odezwać już co nie?
- Sarah. - wykrztusiłem. Ona się uśmiechnęła.
- Co Jay?
- Mogłabyś? - powiedziałem. Siedziała mi na nodze halo? Boli?
- Oh przepraszam. - zaśmiała się. Tak serio to nie bolało, ale nie wiedziałem co powiedzieć. Zacząłem Sarah bo tylko to mogłem z siebie wykrztusić, a potem nie wiedziałem co powiedzieć.
- Tak się cieszymy, że żyjesz. - powiedziała Alice. Chłopacy stali i się na mnie patrzyli.
- Możecie nie zabijać mnie wzrokiem?
- Wiesz Jay, ja na twoim miejscu gdybym stąd wyszedł to zabiłbym gołymi rękoma Jerry'ego. - powiedział Niall a Sarah się wzdrygnęła. Nawet gdybym chciał, oczywiście chcę, to bym tego nie zrobił, to brat Sarah, on jej tylko został, nie ma nikogo, więc nie mógłbym jej tego zrobić.
- Zamknij się Niall.
- Wyrażam swoje zdanie.
- Powiedziałem. Kurwa. Zamknij. Się.
- Nie denerwuj się, musisz teraz odpoczywać. Jesteś w szpitalu, więc wyrażaj się. - powiedział lekarz.
- Nie mów mi kurwa co mam robić. - warknąłem na niego.
- Zostajesz jeszcze na tydzień.
- Co? Chyba się pojebało doktorku.
- Justin! - krzyknęła Sarah. Cóż, ma wielkie szczęście, że nie mam siły się ruszyć. Ścisnąłem jej rękę na co wydała z siebie jęk a wszyscy na nią spojrzeli.
Patrzyłem na nią chwilę wymownie. Obróciłem się w stronę lekarza.
- Zostanę najdłużej 2 dni.
- Nie wiem czy zdążymy z badaniami. Operację miałeś zrobioną, która wyszła powodzeniem, więc nie widzę przeszkód, ale mamy jeszcze dużo badań do zrobienia.
- A ja mam w dupie co wy macie do zrobienia. KURWA MAĆ DŁUŻEJ NIE ZOSTANĘ I CHUJ MNIE OBCHODZI CO MACIE DO POWIEDZENIA.
- Dobrze. Wyjdziesz za 2 dni. - powiedział i się do mnie uśmiechnął.
- Nie uśmiechaj się do mnie gościu. - powiedziałem a dziewczyny wyszły.
YEP!
Obejrzałem się za hukiem, kto? Oczywiście Niall zwalił coś szklanego coś do jakiś badań. Zacząłem się śmiać a Niall podniósł ręce do góry.
- To nie ja!
- Ja pierdole Niall odsuń się i idź do dziewczyn razem z Harrym. - powiedziałem.
Lekarz się na mnie dziwnie spojrzał na co ja się uśmiechnąłem. On JESZCZE nie wie kto tu rządzi.
- Może pan już wyjść? Chciałbym zostać sam z przyjaciółmi.
- Przecież nie przeszkadzam.
- To ja tu rządzę i wydaję rozkazy więc wypierdalaj z tej sali i zostaw mnie z nimi samego. - powiedziałem a on kręcąc głową wyszedł.
- Nie spodziewałem się takiego lekarza. - zaczął śmiać się Louis.
- Czemu?
- Ej, czujecie? - zapytał Louis.
- Ale co? - zapytałem.
- To!
- No co?
- Czuć na kilometr.
- No ale co?
- Zapach pedalstwa.
- Jesteś głupi. - zacząłem się śmiać
*Perspektywa Alice*
Stałyśmy z Sarah, Harrym i Niallem koło automatu do kawy.
- Idę się przejść. - powiedziała Sarah.
- A ja idę do chłopaków. - dodał Niall.
Zostaliśmy z Harrym z bezruchu.
- Dawno się nie widzieliśmy.
- Widzimy się codziennie od paru miesięcy łomie.
- Nie nazywaj mnie tak. Chodzi mi o to, że nie widzieliśmy się dawno od zamieszania w gimnazjum. Tęskniłem za tobą.
- Ciekawe. Szkoda, że w pierwszy dzień naszego spotkania chciałeś mnie zabić.
- Zamknij się.
- Ty zacząłeś.
- I ja kończę.
- Cokolwiek.
- Jesteś na tyle głupia żeby stąd nie uciec? Wiesz ile miałaś szans na ucieczkę? Wątpię żebyś chciała siedzieć w tym gównie.
- Bo nie chcę.
- Ale nie chcesz też uciekać.
- Tak. No cóż, polubiłam tych idiotów.
- Miło.
- Tamtych idiotów.
- Czyli mnie nie lubisz?
- Ciekawe dlaczego. Pewnie dlatego, że jesteś pieprzonym gnojkiem! - krzyknęłam na niego.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo mam powody.
- Jakie?
- Nie potrafisz ze mną normalnie rozmawiać, to pierwsze. Nie miałeś ze mną kontaktu od gimnazjum. Zdradziłeś mnie. Więc? Może mam Ci się rzucić w ramiona?
- Nie oczekuję tego.
- Cieszę się.
- Nie musisz być taka cięta.
- Nie wkurwiaj mnie Harry. Idę do reszty. Może Sarah już wróciła.
Zostawiłam Harry'ego przy automatach i wróciłam do sali. Tak jak myślałam, Sarah tam była.
Siedziała obok Jaya.
Wiecie co mnie trochę śmieszy?
Sarah tak bardzo udaje, że nienawidzi Jaya, a teraz? Teraz wygląda jak by byli parą. Martwi się o niego bardziej niż my wszyscy razem. Tak, to kochane, ale mogłaby się przyznać, że Jay jej się podoba. Ale wątpię, że to zrobi, ona się nie bawi w 'miłość'.
- CHCESZ ZWINĄĆ 43 MILIONY?! - krzyknął Louis.
- Coś mnie ominęło? - zapytałam.
- Jay chce ukraść 43 miliony. - odpowiedział Liam.
- Jay? - zwróciłam się do niego.
- No co?
- Jesteś pewny, że Ci się uda?
- Oczywiście! Mi się wszystko udaje.
- Brakowało mi twojego bardzo skromnego zachowania. - powiedziała sarkastycznie Sarah i się zaśmiała.
- Mi też was brakowało przez ten jeden dzień. - odpowiedział. Wszyscy wydali tylko z siebie krótkie 'Aww'
- NO CO? ON WŁAŚNIE POWIEDZIAŁ, ŻE CHCE UKRAŚĆ 43 MILIONY A WY WZDYCHACIE?! - krzyknęłam.
- Ogarnij się Alice. - odchrząknął Harry stojąc za mną.
- JESTEŚCIE JEBNIĘCI! NIE JAY. NIC NIE UKRADNIESZ.
- Ukradnę.
- Jakby nie patrzeć, jesteś w szpitalu.
- Jakby nie patrzeć wychodzę za 2 dni.
- Sarah powiedz mu coś! - krzyknęłam na dziewczynę która siedziała w bezruchu obserwując Jaya. - Sarah do chuja wiem, że Jay Ci się podoba i w ogóle, zrób zdjęcie będzie na dłużej. A teraz możesz mu coś powiedzieć? - krzyknęłam. Jay z łobuzerskim uśmiechem spojrzał się na Sarah a ona się zaczerwieniła.
- A Sarah się rumieni... - zaśmiał się Liam i trącił ją w biodro.
- Zamknij się Payne. - powiedziałam. - Sarah? Jakaś reakcja? Coś? Powiesz w końcu coś Jayowi? SARAH NIE IGNORUJ MNIE!
- Otóż, Jay... Z resztą rób co chcesz. - wzruszyła ramionami.
- A ty mi pomożesz. - powiedział w jej stronę a ona uniosła brew.
- Nie. - powiedziałam krótko.
- Tak. - powiedział Jay.
- Nie.
- Alice. - ostrzegł.
- Jay.
- Alice.
- Jay.
- Ja.
- JAY! No błagam Cię! - do sali wszedł lekarz i poinformował, że czas odwiedzin minął.
Wyszliśmy wszyscy po kolei.
*Perspektywa Sarah*
Zostałam w szpitalu gdy wszyscy pojechali do domu.
Szkoda mi Jaya.
Lubisz go.
Mam dość patrzenia na to jak on się tutaj męczy. Mam nadzieję, że stąd wyjdzie jak najszybciej.
Lubisz go.
Bardzo go lubisz.
Nie! Nie lubię go.
Lubisz. Bardzo.
- Pani Carter? - wyszła jakaś pielęgniarka.
- Tak.
- Zostaliśmy poinformowani, że jakby się coś działo mamy się kontaktować tylko i wyłącznie z panią. Pan Bieber tak powiedział.
Pan Bieber?
- W sensie, że Jay?
- Dokładnie.
- Super. - mruknęłam i usiadłam.
Lubisz go.
- Nie kurwa! - krzyknęłam. Ups? Powiedziałam to na głos?
- Wszystko w porządku? - zapytała pielęgniarka siadając obok mnie.
- Tak, jest ok.
- Spokojnie ona ma schizofrenię. - odezwał się ktoś obok nas. Odwróciłam głowę. Stał tam Louis.
- Bardzo śmieszne, Tomlinson. - powiedziałam i walnęłam go w ramię gdy podszedł.
- Ałć! - zaczął się macać po ramieniu.
- I tak wiem, że cię nie bolało.
- Otóż, jestem tu, Pani Carter, aby przekazać, że Pan Bieber, stracił przytomność, a jako że Pani może się tylko o tym dowiedzieć, proszę Pana o dyskrecję. - zwróciła się do Louisa.
- Zaraz... co? Stracił p...
- Tak. Stało się coś wewnątrz jego ciała. Nie wiem, nie poinformowano mnie, ale właśnie robią operację.
- Nie. - powiedziałam z niedowierzaniem. - Przecież było tak dobrze! Obudził się!
- Jak widać nie było wystarczająco dobrze. Lekarz przekazał, że gdy wyszliście, próbował się poruszyć, oraz wstać.
- Idiota. - szepnął Louis na tyle żebym usłyszała. Nadepnęłam go na nogę żeby się zamknął.
- Bolało. - dźgnął mnie w biodro, chciałam się zaśmiać ale nie potrafiłam w tamtym momencie. - Sarah noo... Będzie ok!
- Nie Louis, nie będzie. - szepnęłam.
- Jedźmy do domu. - skinęłam głową i wyszliśmy ze szpitala.
*Perspektywa Louisa*
Sarah wsiadła do samochodu pierwszy raz bez mojej pomocy. Było mi jej żal. Jestem ciekawy czy o mnie by się też tak martwiła. Dobra Louis ogarnij się. Jesteśmy pod domem.
- Sarah.
- Co.
- Słuchaj, ja muszę jechać jeszcze w jedno miejsce, idź do domu. Okay?
- A co jeśli powiem, że nie?
- Zrobię to siłą.
- Proszę bardzo. - uśmiechnęła się.
Okrążyłem samochód otwierając drzwi od jej strony. Chwyciłem ją za nadgarstki, podciągnąłem do góry i przerzuciłem przez ramię.
- Nadal jesteś cholernie silny.
- Wydaję mi się, że tak od razu nie zabraknie mi formy.
- Yhm.
- Śmiesz wątpić?
- Owszem. - zaśmiałem się i weszliśmy do domu. Postawiłem ją w salonie.
- ZAYN! - brunet zbiegł na dół. - Ja wychodzę. Powiedz reszcie. Nara.
Wyszedłem i wsiadłem do samochodu. Muszę jechać do Kaylah. Kto to Kaylah? Możecie się niestety tylko domyślać. Nie mam zamiaru wam tego ujawniać tak od razu.
- Siemasz. - powiedziałem wchodząc do jej domu.
- Louis, nie teraz.
- Czemu? - nie odpowiedziała.
- KAY KURWA MAĆ GDZIEŚ TY ŻEŚ POLAZŁA? - krzyknął jakiś męski głos z kuchni.
- Znów jest pijany? - zapytałem.
- Tak. - kiwnęła głową.
- Wyjdź z domu i wsiądź do mojego samochodu, zajmę się nim.
- Nie rób mu krzywdy.
- Szkoda, że jak go błagałaś aby nie robił jej tobie to nie słuchał.
- Louis...
- Idź!
Kaylah wyszła a ja skierowałem się do kuchni gdzie siedział ten pieprzony dupek.
- O hej. - powiedział do mnie i wstał podając rękę.
- Uderzyłeś ją. - warknąłem.
- Może.
- Cóż, jesteś pierdolonym idiotą. Albo stąd wypierdalasz i nie wracasz albo się tobą zajmę.
- Hm?
- Prosiłeś się o to. - kopnąłem go w brzuch na co wydał się z jego ust jęk po czym się zaśmiał. - Oh, jeszcze się śmiejesz? Ciekawe, czy będziesz miał na to siłę za 2 sekundy. - wyciągnąłem nóż i dźgnąłem go 'dość mocno' w żebra po czym wyszedłem i wsiadłem do swojego samochodu.
- Gdzie mieszka twoje rodzeństwo?
- Nie wiem...
- Przypomnij sobie.
- Wydaje mi się, że Baker Street.
Ruszyłem w stronę tej ulicy.
Kaylah wysiadła i ruszyła w stronę domu. Obserwowałem ją chwilę, otworzyła jej siostra.
*Perspektywa Sarah*
- Cóż, nie chcę mi się nadal udawać twojego przyjaciela, a jako, że nie ma tutaj Jaya, to nie muszę go zgrywać.
- O czym mówisz Zayn?
- O tym, że jak nie ma Jaya, nawet nie mam zamiaru być dla Ciebie miłym.
- Nadal ciebie nie rozumiem.
- To zrozum kotku. Od początku cię nie lubiłem, wiesz?
- Teraz już wiem.
- Teraz idź mi grzecznie zrobić coś do picia.
- A sam nie możesz?
- Wiesz, jakoś mi się nie chcę. Rób co ci każę bo pożałujesz.
- Ale... Na początku byłeś dla mnie miły...
- Wiesz, mam parę zalet. Jedną z nich jest świetne aktorstwo kotku.
- Nie mów tak do mnie.
- Będę do ciebie mówił jak mi się żywnie podoba.
- Nie wydaję mi się. - warknęłam. Po chwili poczułam mocne pieczenie na policzku.
- Ode mnie zależy teraz twoje życie. Bądź grzeczna i śpij z jednym okiem otwartym, suko. - syknął i wyszedł z domu.
Aha? Co to miało być? To nie jest dziwne? A może on tak ma?
Chwytając się za policzek poszłam do kuchni i wyciągnęłam sałatkę którą po chwili skonsumowałam.
Chwilę potem do domu wszedł Louis.
- Siemanko! - powiedział i mnie przytulił. - Gdzie reszta?
- Nie wiem, miałam okazję rozmawiać tylko z Zaynem.
- Chodź. - pociągnął mnie za rękę do góry. - Może tutaj są.
Miał rację. Alice leżała z Niallem i się z czegoś śmiali a Liam i Harry siedzieli obok rozmawiając dość poważnie ze sobą.
- Wiesz, że się nie raz gubię ile was jest w tym domu? - zaśmiałam się.
- Otóż razem z wami ośmiu. Chcesz nas policzyć? Jesteśmy chyba wszyscy, tak mi się wydaję.
- Nie, jesteśmy w sześciu. Zayn wyszedł a Jay jest w szpitalu i walczy o życie. - powiedziałam i poszłam do sypialni mówiąc wszystkim dobranoc.
Louis poszedł za mną.
- Czego chcesz, Tomlinson?
- Idę spać.
- Nagle ci się zachciało spać? - uniosłam brew i się uśmiechnęłam.
- Owszem. - zaśmiał się i rozebrał do bokserek. - Zrób zdjęcie, będzie na dłużej. - jak to powiedział uświadomiłam sobie, że stoję i mierzę go wzrokiem.
- Przepraszam. - powiedziałam i sama udałam się do łazienki.
Wykonałam wszystkie czynności i ubrałam się w krótkie spodenki i białą bokserkę.
- Wydawało mi się, że śpisz w bieliźnie. - powiedział Louis. - Znaczy... Zawsze tak spałaś.
- Przeszkadza ci to, że tak nie śpię?
- Nie, ale było o wiele przyjemniej. - zaśmiał się.
- Louis, martwię się. - powiedziałam i się położyłam.
- Nie masz o co się martwić. On z tego wyjdzie. - powiedział i położył się obok mnie.
Mój telefon zaczął dzwonić.
- halo?
- Dzień dobry. Z tej strony pielęgniarka Joudie Roads.
- Więc?
- Chodzi o Pana Biebera.
- Zamieniam się w słuch.
- Otóż. Na razie się nie obudził. Następne 24 godziny pokażą co z nim dalej. Jeżeli w ciągu tych godzin, nie obudzi się, nie przeżyje.
- Co?!
- Dobranoc Pani Carter.
Rzuciłam telefonem w ścianę, po czym zaczęłam płakać.
- Co się stało? - zapytał Louis przytulając mnie.
- Jay... Powiedzieli, że zostały mu 24 godziny życia... Znaczy, jeżeli się nie obudzi w ciągu tych godzin, nie przeżyje. ON NIE MOŻE UMRZEĆ LOUIS! - przytulił mnie mocniej. Leżeliśmy tak dobre 30 minut i zasnęliśmy.
Obudziłam się około 10 rano, chociaż równie dobrze może być 14. Dobra trzeba sprawdzić godzinę.
Była 12. Nie byłam ani blisko ani daleko. Dobra.
Wywinęłam się z objęć Louisa i poszłam do łazienki. Wyglądałam... Nie, ja wcale nie wyglądałam, to było gówno. Moje oczy były rozmazane, włosy rozczochrane i trochę łez na policzkach. Musze się ogarnąć.
_________________________________________________
A więc, zacznę od początku.
Właśnie wróciłam z Believe.
Ogarniacie, że to był pierwszy film na którym płakałam? Avalanna...
Te emocje. Jeżeli jeszcze nie byliście na Believe Movie to koniecznie musicie to zobaczyć. To jest niesamowite. Śpiewanie, tańczenie, śmianie się oraz łzy. Tyle emocji w jednym pomieszczeniu. Kocham was.
Daję drugi rozdział bo jestem w cholernie dobrym humorze. Życzę wam miłej niedzieli. 3majcie się ludziska. Kocham was.
#BigLove pis joł!
Pamiętajcie, że was bardzo kocham :')
Wiem, że czytają to Belieberki. Mam nadzieję, że nasz fandom zawsze będzie się trzymał razem, zawsze będziemy się wspierać. Na tym filmie dopiero zobaczyłam co znaczy bycie Belieber. To jest piękne. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina, niektórzy (większość) nie zna się osobiście. Naprawdę, bardzo bym chciała was wszystkich poznać, przytulić. Pamiętajcie, kocham was.
Aye!
- Gdzie leży Jay? - zapytała Alice.
Nie odpowiedziałam tylko pociągnęłam ją do sali w której on jest.
- Przepraszam nie możecie tu być, trwa akcja ratunkowa! - krzyknął jakiś lekarz i nas wypchnął z sali.
- Co? Co się stało? Coś z Jayem? Kogo oni ratują? - zapytałam spanikowana.
- Pewnie Jaya. Chodźcie. - powiedział Louis.
Usiedliśmy na jakiś krzesełkach na przeciwko tej sali, widzieliśmy przez 'rozmazane' okna biegających lekarzy i to wszystko.
Nagle z sali wybiegł lekarz i zaczął krzyczeć na korytarzu do innego lekarza.
- TRACIMY GO! CHODŹ TU! - ten drugi podbiegł do niego i znów weszli na sale.
- Jak go tracą?! - krzyknęłam i wstałam z miejsca. Podbiegłam do tamtych drzwi i weszłam na salę. Leżał tam blady Jay. Lekarze go reanimowali. Jakaś pielęgniarka mnie wypchnęła w pomieszczenia. Potem działo się wszystko tak szybko. Wywieźli Jaya z sali i pobiegli z nim na salę operacyjną. Tyle pamiętam. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
*Perspektywa Zayna*
Weszliśmy z Liamem do szpitala, chłopacy siedzieli na krzesłach, Sarah leżała głową na Louisie a Alice bawiła się telefonem.
- Siema. Ona śpi? Może lepiej zawieź ją do domu? - powiedziałem wskazując na Sarah.
- Zemdlała. - mruknął Louis.
- Ok. Więc co z Jayem?
- Wieźli go przed chwilą na salę operacyjną. KURWA MAĆ. - powiedział Louis i szybko wyszedł z Sarah z pomieszczenia ciągnąc za sobą Alice.
- Co? - spytałem Nialla i się odwróciłem. Stał tam Jerry z uśmiechem na twarzy. - Carter. - warknąłem. - Czego tu szukasz?
- Doszło mnie info, że leży tu wasz przyjaciel. - zaśmiał się.
- Radzę Ci stąd wyjść albo pożałujesz. - warknąłem.
- Pożałuję? - nie wytrzymałem. Podszedłem do Cartera i z całej siły walnąłem do w twarz. - KURWA MAĆ! - krzyknął. - Złamałeś mi nos idioto.
- Jeszcze masz coś do powiedzenia? - powiedziałem i go kopnąłem w brzuch. Jakiś jego przydupas pomógł mu wyjść ze szpitala i odjechali.
- Zayn spokojnie. - powiedział Niall.
- Zamknij się. - syknąłem i usiadłem. Po chwili wbił Louis.
- Odjechali już? - zapytał.
- Ta. - powiedziałem a on wciągnął Sarah na plecy i przyszli razem z Alice.
- Ten no, a Sarah ma zamiar się obudzić czy coś? - zapytał Niall.
- Jesteś idiotą. - Louis przybił facepalma. - Obudzi się ale trzeba poczekać. Dla niej to był szok. Tak mi się wydaje.
Alice wstała i poszła do łazienki a Niall poszedł za nią,
- Jak myślicie? Będzie seks na zgodę? - zaczął wyśmiewać się z nich Liam.
*Perspektywa Nialla*
Skorzystałem z okazji i poszedłem za Alice.
Weszła do dziewczęcej toalety ale ja to zignorowałem i wszedłem za nią. Stała przy lustrze i poprawiała makijaż.
- Ile ty tego masz na twarzy? - zapytałem a ona podskoczyła i pisnęła.
- Wiesz, że cię nienawidzę? Przestraszyłeś mnie. - złapała się za serce.
- Tak? - podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu.
- Tak. - syknęła.
- Ale się nie denerwuj kotku. - pocałowałem ją w szyję.
- Jesteśmy w szpitalu, Niall. - wyminęła mnie, ale nie pozwoliłem jej odejść tylko zakluczyłem drzwi i chwyciłem ją z biodrach.
- To co, że jesteśmy w szpitalu?
- Wypuść mnie. - warknęła.
- A co jak nie?
- Zacznę krzyczeć.
- Nie zrobisz tego.
- A chcesz się założyć? Zaraz zacznę krzyczeć, że chcesz mnie zgwałcić. - skinąłem do niej głową wiedząc, że tego nie zrobi. Patrzyła chwilę na mnie.
- Pf. Mówiłem.
- AAAAAAA! RATUNKU! ON CHCE MNIE ZGWAŁCIĆ! - zaczęła się drzeć jak jakaś walnięta. A jednak. Do łazienki zaczął się ktoś dobijać. Wyważyli drzwi i wyprowadzili Alice.
- Mówiłam. - szepnęła w moją stronę przy wyjściu i cmoknęła ustami.
Wyrzucili mnie ze szpitala. Super, nie?
Wybrałem numer Liama, który chwilę potem pojawił się koło mnie.
- Jebnęło cię Horan troszkę co nie?
- Ale ja jej nie chciałem zgwałcić!
- Mów co chcesz przyjacielu. Ja i tak wiem swoje.
- Chciałem ją tylko trochę nastraszyć.
- Po co? Żeby się potem Ciebie bała? Proszę cię Niall.
- Myślisz, że ona by się mnie bała? PROSZĘ CIĘ LIAM. Jak wychodziła z tej łazienki jeszcze ze mnie szydziła! Ona się niczego nie boi.
- Myślałem, że Sarah to ta twarda a tym czasem leży nie przytomna koło Louisa.
- Pozory mylą. Myślisz, że skoro ma tatuaże to jest twarda? Liam nie bierz więcej.
- No nie twierdzę tak, ale na taką wygląda. A Alice to taka szara myszka.
- Szara myszka? LIAM ONA GROZIŁA TEMU JEBANEMU DILEROWI NA STACJI KOLEJOWEJ GDZIE BYŁO MULTUM LUDZI.
- Podważasz moje zdanie, Niall. - warknął w moją stronę.
- Straszne, kurwa.
Kawałek za nami stał Zayn, Louis i Sarah. Podeszliśmy do nich.
- No Zayn daj mi zapalić. - błagała go Sarah. - Nie ma tutaj Jaya, proszę.
Zayn nie chciał jej dać zapalić, to ja wyjąłem swoje papierosy i jej dałem.
- Dziękuję. - powiedziała z uśmiechem. Zayn mnie zmroził wzrokiem a ja wzruszyłem ramionami.
- Wy zostawiliście Alice i Harry'ego samych ze sobą? - zapytałem.
- O KURWA! - krzyknął Liam.
- LUDZIE ONI SIĘ TAM ZARAZ POZABIJAJĄ! IDŹCIE TAM WE DWÓCH. - pokazałem na Zayna i Liama a oni pobiegli do szpitala.
Po chwili wybiegł Zayn.
- JAY SIĘ OBUDZIŁ! - krzyknął. Sarah oczy zaczęły błyszczeć i poszła w stronę szpitala.
Po chwili już staliśmy pod salą.
*Perspektywa Jaya*
Słyszałem jakieś głosy na korytarzu. Krzyki. Tak. Ktoś się kłócił. Kojarzyłem te dwa głosy ale nie mogłem spojrzeć kto to.
Nie mogłem się poruszyć.
Próbując ruszyć ręką tylko się zmęczyłem. Nie dało to żadnego rezultatu. Wydawało się, że otworzenie oczu to najbardziej męcząca rzecz na świecie.
Czułem kogoś rękę przy mojej. Próbowałem ruszyć czymkolwiek. Ale nie mogłem.
Po dłuższej próbie udało mi się otworzyć oczy.
Koło mnie stała Sarah. Trzymała moją rękę. Alice wybiegła po lekarza, który po chwili przyszedł. Znam go.
Gość jest znany w całym mieście. Jest gejem.
Dlaczego świat jest taki okrutny i dał mi lekarza geja?
Nienawidzę tego jak na mnie patrzy z uśmiechem. FU?
Tak, jestem homofobem.
- Obudziłeś się Bieber. - nie mogłem się odezwać przez suchość w gardle. - Podajcie mu wodę. - Alice podała mi wodę a ja spojrzałem na nią wymownie.
- Nie Jay, nie dorzuciłam tam narkotyków, ani żadnych innych środków. - przewróciła oczami.
Wypiłem wodę. W KOŃCU. Mogę się odezwać już co nie?
- Sarah. - wykrztusiłem. Ona się uśmiechnęła.
- Co Jay?
- Mogłabyś? - powiedziałem. Siedziała mi na nodze halo? Boli?
- Oh przepraszam. - zaśmiała się. Tak serio to nie bolało, ale nie wiedziałem co powiedzieć. Zacząłem Sarah bo tylko to mogłem z siebie wykrztusić, a potem nie wiedziałem co powiedzieć.
- Tak się cieszymy, że żyjesz. - powiedziała Alice. Chłopacy stali i się na mnie patrzyli.
- Możecie nie zabijać mnie wzrokiem?
- Wiesz Jay, ja na twoim miejscu gdybym stąd wyszedł to zabiłbym gołymi rękoma Jerry'ego. - powiedział Niall a Sarah się wzdrygnęła. Nawet gdybym chciał, oczywiście chcę, to bym tego nie zrobił, to brat Sarah, on jej tylko został, nie ma nikogo, więc nie mógłbym jej tego zrobić.
- Zamknij się Niall.
- Wyrażam swoje zdanie.
- Powiedziałem. Kurwa. Zamknij. Się.
- Nie denerwuj się, musisz teraz odpoczywać. Jesteś w szpitalu, więc wyrażaj się. - powiedział lekarz.
- Nie mów mi kurwa co mam robić. - warknąłem na niego.
- Zostajesz jeszcze na tydzień.
- Co? Chyba się pojebało doktorku.
- Justin! - krzyknęła Sarah. Cóż, ma wielkie szczęście, że nie mam siły się ruszyć. Ścisnąłem jej rękę na co wydała z siebie jęk a wszyscy na nią spojrzeli.
Patrzyłem na nią chwilę wymownie. Obróciłem się w stronę lekarza.
- Zostanę najdłużej 2 dni.
- Nie wiem czy zdążymy z badaniami. Operację miałeś zrobioną, która wyszła powodzeniem, więc nie widzę przeszkód, ale mamy jeszcze dużo badań do zrobienia.
- A ja mam w dupie co wy macie do zrobienia. KURWA MAĆ DŁUŻEJ NIE ZOSTANĘ I CHUJ MNIE OBCHODZI CO MACIE DO POWIEDZENIA.
- Dobrze. Wyjdziesz za 2 dni. - powiedział i się do mnie uśmiechnął.
- Nie uśmiechaj się do mnie gościu. - powiedziałem a dziewczyny wyszły.
YEP!
Obejrzałem się za hukiem, kto? Oczywiście Niall zwalił coś szklanego coś do jakiś badań. Zacząłem się śmiać a Niall podniósł ręce do góry.
- To nie ja!
- Ja pierdole Niall odsuń się i idź do dziewczyn razem z Harrym. - powiedziałem.
Lekarz się na mnie dziwnie spojrzał na co ja się uśmiechnąłem. On JESZCZE nie wie kto tu rządzi.
- Może pan już wyjść? Chciałbym zostać sam z przyjaciółmi.
- Przecież nie przeszkadzam.
- To ja tu rządzę i wydaję rozkazy więc wypierdalaj z tej sali i zostaw mnie z nimi samego. - powiedziałem a on kręcąc głową wyszedł.
- Nie spodziewałem się takiego lekarza. - zaczął śmiać się Louis.
- Czemu?
- Ej, czujecie? - zapytał Louis.
- Ale co? - zapytałem.
- To!
- No co?
- Czuć na kilometr.
- No ale co?
- Zapach pedalstwa.
- Jesteś głupi. - zacząłem się śmiać
*Perspektywa Alice*
Stałyśmy z Sarah, Harrym i Niallem koło automatu do kawy.
- Idę się przejść. - powiedziała Sarah.
- A ja idę do chłopaków. - dodał Niall.
Zostaliśmy z Harrym z bezruchu.
- Dawno się nie widzieliśmy.
- Widzimy się codziennie od paru miesięcy łomie.
- Nie nazywaj mnie tak. Chodzi mi o to, że nie widzieliśmy się dawno od zamieszania w gimnazjum. Tęskniłem za tobą.
- Ciekawe. Szkoda, że w pierwszy dzień naszego spotkania chciałeś mnie zabić.
- Zamknij się.
- Ty zacząłeś.
- I ja kończę.
- Cokolwiek.
- Jesteś na tyle głupia żeby stąd nie uciec? Wiesz ile miałaś szans na ucieczkę? Wątpię żebyś chciała siedzieć w tym gównie.
- Bo nie chcę.
- Ale nie chcesz też uciekać.
- Tak. No cóż, polubiłam tych idiotów.
- Miło.
- Tamtych idiotów.
- Czyli mnie nie lubisz?
- Ciekawe dlaczego. Pewnie dlatego, że jesteś pieprzonym gnojkiem! - krzyknęłam na niego.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo mam powody.
- Jakie?
- Nie potrafisz ze mną normalnie rozmawiać, to pierwsze. Nie miałeś ze mną kontaktu od gimnazjum. Zdradziłeś mnie. Więc? Może mam Ci się rzucić w ramiona?
- Nie oczekuję tego.
- Cieszę się.
- Nie musisz być taka cięta.
- Nie wkurwiaj mnie Harry. Idę do reszty. Może Sarah już wróciła.
Zostawiłam Harry'ego przy automatach i wróciłam do sali. Tak jak myślałam, Sarah tam była.
Siedziała obok Jaya.
Wiecie co mnie trochę śmieszy?
Sarah tak bardzo udaje, że nienawidzi Jaya, a teraz? Teraz wygląda jak by byli parą. Martwi się o niego bardziej niż my wszyscy razem. Tak, to kochane, ale mogłaby się przyznać, że Jay jej się podoba. Ale wątpię, że to zrobi, ona się nie bawi w 'miłość'.
- CHCESZ ZWINĄĆ 43 MILIONY?! - krzyknął Louis.
- Coś mnie ominęło? - zapytałam.
- Jay chce ukraść 43 miliony. - odpowiedział Liam.
- Jay? - zwróciłam się do niego.
- No co?
- Jesteś pewny, że Ci się uda?
- Oczywiście! Mi się wszystko udaje.
- Brakowało mi twojego bardzo skromnego zachowania. - powiedziała sarkastycznie Sarah i się zaśmiała.
- Mi też was brakowało przez ten jeden dzień. - odpowiedział. Wszyscy wydali tylko z siebie krótkie 'Aww'
- NO CO? ON WŁAŚNIE POWIEDZIAŁ, ŻE CHCE UKRAŚĆ 43 MILIONY A WY WZDYCHACIE?! - krzyknęłam.
- Ogarnij się Alice. - odchrząknął Harry stojąc za mną.
- JESTEŚCIE JEBNIĘCI! NIE JAY. NIC NIE UKRADNIESZ.
- Ukradnę.
- Jakby nie patrzeć, jesteś w szpitalu.
- Jakby nie patrzeć wychodzę za 2 dni.
- Sarah powiedz mu coś! - krzyknęłam na dziewczynę która siedziała w bezruchu obserwując Jaya. - Sarah do chuja wiem, że Jay Ci się podoba i w ogóle, zrób zdjęcie będzie na dłużej. A teraz możesz mu coś powiedzieć? - krzyknęłam. Jay z łobuzerskim uśmiechem spojrzał się na Sarah a ona się zaczerwieniła.
- A Sarah się rumieni... - zaśmiał się Liam i trącił ją w biodro.
- Zamknij się Payne. - powiedziałam. - Sarah? Jakaś reakcja? Coś? Powiesz w końcu coś Jayowi? SARAH NIE IGNORUJ MNIE!
- Otóż, Jay... Z resztą rób co chcesz. - wzruszyła ramionami.
- A ty mi pomożesz. - powiedział w jej stronę a ona uniosła brew.
- Nie. - powiedziałam krótko.
- Tak. - powiedział Jay.
- Nie.
- Alice. - ostrzegł.
- Jay.
- Alice.
- Jay.
- Ja.
- JAY! No błagam Cię! - do sali wszedł lekarz i poinformował, że czas odwiedzin minął.
Wyszliśmy wszyscy po kolei.
*Perspektywa Sarah*
Zostałam w szpitalu gdy wszyscy pojechali do domu.
Szkoda mi Jaya.
Lubisz go.
Mam dość patrzenia na to jak on się tutaj męczy. Mam nadzieję, że stąd wyjdzie jak najszybciej.
Lubisz go.
Bardzo go lubisz.
Nie! Nie lubię go.
Lubisz. Bardzo.
- Pani Carter? - wyszła jakaś pielęgniarka.
- Tak.
- Zostaliśmy poinformowani, że jakby się coś działo mamy się kontaktować tylko i wyłącznie z panią. Pan Bieber tak powiedział.
Pan Bieber?
- W sensie, że Jay?
- Dokładnie.
- Super. - mruknęłam i usiadłam.
Lubisz go.
- Nie kurwa! - krzyknęłam. Ups? Powiedziałam to na głos?
- Wszystko w porządku? - zapytała pielęgniarka siadając obok mnie.
- Tak, jest ok.
- Spokojnie ona ma schizofrenię. - odezwał się ktoś obok nas. Odwróciłam głowę. Stał tam Louis.
- Bardzo śmieszne, Tomlinson. - powiedziałam i walnęłam go w ramię gdy podszedł.
- Ałć! - zaczął się macać po ramieniu.
- I tak wiem, że cię nie bolało.
- Otóż, jestem tu, Pani Carter, aby przekazać, że Pan Bieber, stracił przytomność, a jako że Pani może się tylko o tym dowiedzieć, proszę Pana o dyskrecję. - zwróciła się do Louisa.
- Zaraz... co? Stracił p...
- Tak. Stało się coś wewnątrz jego ciała. Nie wiem, nie poinformowano mnie, ale właśnie robią operację.
- Nie. - powiedziałam z niedowierzaniem. - Przecież było tak dobrze! Obudził się!
- Jak widać nie było wystarczająco dobrze. Lekarz przekazał, że gdy wyszliście, próbował się poruszyć, oraz wstać.
- Idiota. - szepnął Louis na tyle żebym usłyszała. Nadepnęłam go na nogę żeby się zamknął.
- Bolało. - dźgnął mnie w biodro, chciałam się zaśmiać ale nie potrafiłam w tamtym momencie. - Sarah noo... Będzie ok!
- Nie Louis, nie będzie. - szepnęłam.
- Jedźmy do domu. - skinęłam głową i wyszliśmy ze szpitala.
*Perspektywa Louisa*
Sarah wsiadła do samochodu pierwszy raz bez mojej pomocy. Było mi jej żal. Jestem ciekawy czy o mnie by się też tak martwiła. Dobra Louis ogarnij się. Jesteśmy pod domem.
- Sarah.
- Co.
- Słuchaj, ja muszę jechać jeszcze w jedno miejsce, idź do domu. Okay?
- A co jeśli powiem, że nie?
- Zrobię to siłą.
- Proszę bardzo. - uśmiechnęła się.
Okrążyłem samochód otwierając drzwi od jej strony. Chwyciłem ją za nadgarstki, podciągnąłem do góry i przerzuciłem przez ramię.
- Nadal jesteś cholernie silny.
- Wydaję mi się, że tak od razu nie zabraknie mi formy.
- Yhm.
- Śmiesz wątpić?
- Owszem. - zaśmiałem się i weszliśmy do domu. Postawiłem ją w salonie.
- ZAYN! - brunet zbiegł na dół. - Ja wychodzę. Powiedz reszcie. Nara.
Wyszedłem i wsiadłem do samochodu. Muszę jechać do Kaylah. Kto to Kaylah? Możecie się niestety tylko domyślać. Nie mam zamiaru wam tego ujawniać tak od razu.
- Siemasz. - powiedziałem wchodząc do jej domu.
- Louis, nie teraz.
- Czemu? - nie odpowiedziała.
- KAY KURWA MAĆ GDZIEŚ TY ŻEŚ POLAZŁA? - krzyknął jakiś męski głos z kuchni.
- Znów jest pijany? - zapytałem.
- Tak. - kiwnęła głową.
- Wyjdź z domu i wsiądź do mojego samochodu, zajmę się nim.
- Nie rób mu krzywdy.
- Szkoda, że jak go błagałaś aby nie robił jej tobie to nie słuchał.
- Louis...
- Idź!
Kaylah wyszła a ja skierowałem się do kuchni gdzie siedział ten pieprzony dupek.
- O hej. - powiedział do mnie i wstał podając rękę.
- Uderzyłeś ją. - warknąłem.
- Może.
- Cóż, jesteś pierdolonym idiotą. Albo stąd wypierdalasz i nie wracasz albo się tobą zajmę.
- Hm?
- Prosiłeś się o to. - kopnąłem go w brzuch na co wydał się z jego ust jęk po czym się zaśmiał. - Oh, jeszcze się śmiejesz? Ciekawe, czy będziesz miał na to siłę za 2 sekundy. - wyciągnąłem nóż i dźgnąłem go 'dość mocno' w żebra po czym wyszedłem i wsiadłem do swojego samochodu.
- Gdzie mieszka twoje rodzeństwo?
- Nie wiem...
- Przypomnij sobie.
- Wydaje mi się, że Baker Street.
Ruszyłem w stronę tej ulicy.
Kaylah wysiadła i ruszyła w stronę domu. Obserwowałem ją chwilę, otworzyła jej siostra.
*Perspektywa Sarah*
- Cóż, nie chcę mi się nadal udawać twojego przyjaciela, a jako, że nie ma tutaj Jaya, to nie muszę go zgrywać.
- O czym mówisz Zayn?
- O tym, że jak nie ma Jaya, nawet nie mam zamiaru być dla Ciebie miłym.
- Nadal ciebie nie rozumiem.
- To zrozum kotku. Od początku cię nie lubiłem, wiesz?
- Teraz już wiem.
- Teraz idź mi grzecznie zrobić coś do picia.
- A sam nie możesz?
- Wiesz, jakoś mi się nie chcę. Rób co ci każę bo pożałujesz.
- Ale... Na początku byłeś dla mnie miły...
- Wiesz, mam parę zalet. Jedną z nich jest świetne aktorstwo kotku.
- Nie mów tak do mnie.
- Będę do ciebie mówił jak mi się żywnie podoba.
- Nie wydaję mi się. - warknęłam. Po chwili poczułam mocne pieczenie na policzku.
- Ode mnie zależy teraz twoje życie. Bądź grzeczna i śpij z jednym okiem otwartym, suko. - syknął i wyszedł z domu.
Aha? Co to miało być? To nie jest dziwne? A może on tak ma?
Chwytając się za policzek poszłam do kuchni i wyciągnęłam sałatkę którą po chwili skonsumowałam.
Chwilę potem do domu wszedł Louis.
- Siemanko! - powiedział i mnie przytulił. - Gdzie reszta?
- Nie wiem, miałam okazję rozmawiać tylko z Zaynem.
- Chodź. - pociągnął mnie za rękę do góry. - Może tutaj są.
Miał rację. Alice leżała z Niallem i się z czegoś śmiali a Liam i Harry siedzieli obok rozmawiając dość poważnie ze sobą.
- Wiesz, że się nie raz gubię ile was jest w tym domu? - zaśmiałam się.
- Otóż razem z wami ośmiu. Chcesz nas policzyć? Jesteśmy chyba wszyscy, tak mi się wydaję.
- Nie, jesteśmy w sześciu. Zayn wyszedł a Jay jest w szpitalu i walczy o życie. - powiedziałam i poszłam do sypialni mówiąc wszystkim dobranoc.
Louis poszedł za mną.
- Czego chcesz, Tomlinson?
- Idę spać.
- Nagle ci się zachciało spać? - uniosłam brew i się uśmiechnęłam.
- Owszem. - zaśmiał się i rozebrał do bokserek. - Zrób zdjęcie, będzie na dłużej. - jak to powiedział uświadomiłam sobie, że stoję i mierzę go wzrokiem.
- Przepraszam. - powiedziałam i sama udałam się do łazienki.
Wykonałam wszystkie czynności i ubrałam się w krótkie spodenki i białą bokserkę.
- Wydawało mi się, że śpisz w bieliźnie. - powiedział Louis. - Znaczy... Zawsze tak spałaś.
- Przeszkadza ci to, że tak nie śpię?
- Nie, ale było o wiele przyjemniej. - zaśmiał się.
- Louis, martwię się. - powiedziałam i się położyłam.
- Nie masz o co się martwić. On z tego wyjdzie. - powiedział i położył się obok mnie.
Mój telefon zaczął dzwonić.
- halo?
- Dzień dobry. Z tej strony pielęgniarka Joudie Roads.
- Więc?
- Chodzi o Pana Biebera.
- Zamieniam się w słuch.
- Otóż. Na razie się nie obudził. Następne 24 godziny pokażą co z nim dalej. Jeżeli w ciągu tych godzin, nie obudzi się, nie przeżyje.
- Co?!
- Dobranoc Pani Carter.
Rzuciłam telefonem w ścianę, po czym zaczęłam płakać.
- Co się stało? - zapytał Louis przytulając mnie.
- Jay... Powiedzieli, że zostały mu 24 godziny życia... Znaczy, jeżeli się nie obudzi w ciągu tych godzin, nie przeżyje. ON NIE MOŻE UMRZEĆ LOUIS! - przytulił mnie mocniej. Leżeliśmy tak dobre 30 minut i zasnęliśmy.
Obudziłam się około 10 rano, chociaż równie dobrze może być 14. Dobra trzeba sprawdzić godzinę.
Była 12. Nie byłam ani blisko ani daleko. Dobra.
Wywinęłam się z objęć Louisa i poszłam do łazienki. Wyglądałam... Nie, ja wcale nie wyglądałam, to było gówno. Moje oczy były rozmazane, włosy rozczochrane i trochę łez na policzkach. Musze się ogarnąć.
_________________________________________________
A więc, zacznę od początku.
Właśnie wróciłam z Believe.
Ogarniacie, że to był pierwszy film na którym płakałam? Avalanna...
Te emocje. Jeżeli jeszcze nie byliście na Believe Movie to koniecznie musicie to zobaczyć. To jest niesamowite. Śpiewanie, tańczenie, śmianie się oraz łzy. Tyle emocji w jednym pomieszczeniu. Kocham was.
Daję drugi rozdział bo jestem w cholernie dobrym humorze. Życzę wam miłej niedzieli. 3majcie się ludziska. Kocham was.
#BigLove pis joł!
Pamiętajcie, że was bardzo kocham :')
Wiem, że czytają to Belieberki. Mam nadzieję, że nasz fandom zawsze będzie się trzymał razem, zawsze będziemy się wspierać. Na tym filmie dopiero zobaczyłam co znaczy bycie Belieber. To jest piękne. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina, niektórzy (większość) nie zna się osobiście. Naprawdę, bardzo bym chciała was wszystkich poznać, przytulić. Pamiętajcie, kocham was.
Aye!
Dawaj nastepny :)
OdpowiedzUsuńPiękne i w ogóle :)) Czekam na nn :))
OdpowiedzUsuńPlose daj rozdzial ja tez bylam na Believe i bylo super tylko ze ja bylam 24 :) i plose dodaj jak najszybciej nn.
OdpowiedzUsuńczekam na nn :)) Piękne wgl chciała bym żeby Alice była z Harrym :)) Pozdrawiam :)) Strasznie też chciała bym cie uściskać możne kiedyś się spotkamy :)Pozdrawiam ♥
OdpowiedzUsuńRozważę to z Alice i Harrym ;)
Usuńej dodasz jeszcze jeden prosze <3
OdpowiedzUsuńPostaram się jutro :)
UsuńPiekny . Tez hciala bym zeby Harry byl z Alice .
OdpowiedzUsuń