Przeczytaj notkę pod rozdziałem :) xx
- Będziecie z nami pracować. - rzucił Louis.
- Co?! - powiedziałam.
- Będziecie z nami pracować. - powtórzył wolniej.
- Nie rozumiem.
- Wytłumaczyć jej? - zapytał brunet z prawie czarnymi oczami.
- Nie. Sam to zrobię, wyjdźcie. - powiedział Jay.
- Więc o co chodzi? - zapytałam zdezorientowana.
- Ty i twoja przyjaciółka będziecie z nami pracować. Jesteśmy gangiem, Skrylls..
To słowo obijało mi się w głowie... Skrylls, skrylls.
- Ja jestem Jay Bieber.
- To wiem. - do 'pokoju' weszła reszta. Ustawili się w rządku.
- To jest Liam, Zayn, Niall, Louis i Harry. - pokazał na wszystkich w kolejności imion.
- Czemu niby mamy z wami pracować?
- A czemu nie?
Czy tylko ja nic nie rozumiem? To jest dziwne.
- Ale to nie znaczy, że będę dla Ciebie miły. Wybierzcie sobie z którymi z chłopaków chcecie dzielić pokój, jak będziecie wiedziały, jestem za drzwiami. - wyszli, a ja zostałam sama z Alice.
- Nie rozumiem ich. - powiedziała.
- Ja też nie. A teraz jeszcze musimy z nimi zamieszkać. Świetnie. Jaki będą mieli z nas pożytek? Bo mi się wydaje, że żaden.
- Trudno.. Teraz musimy wybrać z kim zamieszkać. Z którym chcesz dzielić pokój? - zapytała.
- Nie znam żadnego, nie mam pojęcia. Ale... Chyba Louis.
- Czemu Louis?
- Nie wiem, po prostu.
- No to ja... Niall.
- Na pewno?
- Tak.
- To chodź. - wstałyśmy i otworzyłyśmy drzwi. Jay stał tam i najwyraźniej czekał na naszą decyzję paląc skręta.
- Więc? - Zapytał unosząc brwi do góry.
- Ja mogę z Louisem a Alice chce z Niallem. - powiedziałam.
- Oh myślałem, że ty wybierzesz mnie... - powiedział lekko zawiedziony. - Dobra. Więc gdzie wasze rzeczy?
- Zapewne tam skąd nas porwaliście.
- Nie pozwalaj sobie. To, że będziesz ze mną pracować, to nie znaczy, że możesz sobie pozwalać na dużo rzeczy. - warknął. - Oczywiście narażacie się na duże niebezpieczeństwo oraz nawet na śmierć, no ale nie macie wyboru. Pierwszą lekcje poprowadzi wam Liam i Louis. Który to był Liam bo zapomniałam? Dobra mniejsza. Jak to nie mamy wyboru? Czyli już od pierwszego spotkania siedzę w tym gównie? Fajnie wiedzieć.
- Louis! - wydarł się Bieber.
- Idę, czego chcesz?
- Będziesz musiał dzielić łóżko z naszą koleżanką, przykro mi.
- Co?! - wydarłam się. - Mam z nim spać w jednym łóżku? Chyba Cię popierdoliło. - powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
- Tak, też Cię nienawidzę, teraz Louis jedź z nimi do naszego domu, weź też Nialla, widzimy się potem dziewczyny. - powiedział i biorąc broń do ręki zniknął.
- Ja nie będę z Tobą spać! - krzyknęłam do Louisa.
- Nie radzę Ci na mnie krzyczeć, a po za tym nie ja wybierałem, tylko ty. - powiedział z dziwnym spokojem.
Po chwili koło nas zjawił się ten Niall.
- Idziemy? - Zapytał.
- Najpierw musimy pojechać po nasze rzeczy. - powiedziała Alice.
- Więc gdzie?
- Na końcu miasta, ten hotel.
- Byliśmy tam wczoraj. - Louis uniósł brew.
- Umiemy się kamuflować. - zaśmiałam się.
- Tsa. - mruknął blondyn i wsiadł do samochodu. Usiadłam z przodu, a Alice razem z tym Niallem z tyłu.
Jechaliśmy w ciszy. Nikt nawet się nie ruszał.
W radiu zaczęła lecieć jedna z moich ulubionych piosenek. No co? Zawsze reaguję tak na najlepsze piosenki.
Zaczęłam nucić pod nosem.
- I'm a muthafuckin' star
Look at the paint on the car
Louis zaczął się ze mnie śmiać, więc przestałam.
- Sorry. - Syknęłam.
- Nie no, fajnie śpiewasz. - uśmiechnął się i zatrzymał. - To tu? - zapytał.
- Tsa. - mruknęłam i wyszłam.
- Czekaj idę z Tobą. - powiedział i zostawił Alice samą z Niallem w samochodzie.
Weszliśmy do środka.
- Dzień dobry, chciałabym zwolnić pokój.
- Dane? - Zapytała ta sama kobieta, która nas o to pytała gdy się tu meldowałyśmy.
- Alexandra Cropps i Emilie Noregs.
- Ma pani przy sobie klucze?
- Muszę wejść tylko do góry po rzeczy. - mruknęłam po czym spojrzałam na zdziwionego Louisa. - Co się tak patrzysz? - zapytałam.
- Nie wiedziałem, że jesteście takie sprytne, żeby podawać fałszywe dane. - powiedział.
- Super, teraz chodź po te rzeczy. Sama nie doniosę, a Alice jak widać, nie chciało się ruszyć dupy po własne ubrania. - powiedziałam wściekła i udałam się do windy.
Gdy byliśmy już w pokoju, zabrałam swoje walizki, a Louisowi podałam te Alice.
- Dalej chodź. - przewróciłam oczami, gdy stał w lustrze.
- No już, już.
Zeszliśmy na dół, oddałam klucze i wychodząc z hotelu zwróciłam się do Louisa.
- Mogłabym odzyskać telefon?
- Jay ma, chyba.
- Chyba?
- No. Skąd mam wiedzieć? Któryś z chłopaków je ma, ale na pewno nie ja.
Wrzuciliśmy walizki do bagażnika.
- Kogo to samochód? - wskazałam na białe ferrari do którego wsiadaliśmy.
- Jaya.
Mi się wydaje, czy w każdym zdaniu pojawia się 'Jay'?
Po 15 minutach byliśmy pod ich domem. Domem? Nie. To była villa! To było naprawdę duże.
- To jest wasz dom, a muszę spać z tobą?! Przecież tu jest pełno pokoi, czemu akurat muszę z Tobą...
- Każdy pokój jest do czegoś przeznaczony, myślisz, że po co nam taka wielka villa? Mamy pokoje do broni, są takie 2, po prostu mamy pełno tego wszystkiego, są 4 łazienki, z tego względu, że jest nas 6, no teraz 8. mamy 3 siłownie, 6 sypialń, boisko do kosza to na dole, taka jakby sala gimnastyczna no i pokój przeznaczony do ćwiczeń, strzelanie itd. Do tego wszystkiego 2 kuchnie. - Powiedział z uśmiechem, na co moje usta się otworzyły, ale po chwili je zamknęłam.
![]() |
| Salon |
utrzymać sam w sobie dom, no bo rachunki to wszystko. Oni są niemożliwi.
- Ktoś tu lubi niebieski. - Zanuciłam.
***
Minęła godzina, jedna, pieprzona godzina, a my z Alice, nadal zwiedzamy ten wielki dom.
- Louis! - wydarłam się.
- Co? - odpowiedź otrzymałam w sumie z niewiadomego miejsca.
- Gdzie jest twój pokój?
- Od łazienki na górze, w lewo, potem na samym końcu.
- Okayy! A Nialla? - zapytałam z myślą o Alice.
- Powiedz Alice, że jego pokój jest od schodów w lewo! - odkrzyknął.
- Alice, słyszałaś? - Zapytałam dziewczynę stojącą na drugim końcu korytarza.
- Tak.
Poszłam wskazaną przez Louisa drogą i wreszcie trafiłam do jego pokoju.
Był... CUDOWNY. Po chwili pojawił się koło mnie Louis.
- Piękny.. Po co Ci dwuosobowe łóżko?
- No wiesz, taka sytuacja...
- Dobra, nie kończ. Ja śpię po prawej stronie.
- A co to za różnica?
- Po prostu lubię spać po prawej?
- Ok...
Wyszłam z pokoju w poszukiwaniu Alice. Siedziała o ile się nie mylę, w pokoju Nialla.
- Podoba Ci się tu?
- Jest niesamowicie. - Odpowiedziała. Do domu wszedł ktoś, pewnie któryś z chłopaków. Pomimo mojego przekonania, Niall zbiegł na dół z bronią w ręku. Zeszłyśmy za nim.
- Stary, chcesz nas zabić?! - Powiedział Jay wchodząc z resztą. My się zaczęłyśmy śmiać.
- To nie jest śmieszne, mógł to być ktoś inny. - blondyn warknął w naszą stronę i wyszedł gdzieś.
- On ma okres? - zapytałam i wybuchłyśmy z Alice śmiechem.
- Widzę, że poczucia humoru u was nie brak.
- Jak widać. Która godzina?
- Ahh no właśnie... - Któryś z nich (naprawdę nie pamiętam który jak ma na imię) podał nam telefony. Zauważyłam 24 nieodebrane połączenia od Jerry'ego.
- Yh.. Dzięki. - mruknęłam i postanowiłam zadzwonić do brata.
- Sarah!? Gdzie ty jesteś do cholery!?
- Nie martw się, jestem w Londynie.
- Co?!
- Gówno. Jestem w Londynie.
- Ale po co? Jak? Dlaczego?
- Bo lubię?
- Dużo to tłumaczy. Dobrze wiesz, że rodzice nie byli by z Ciebie dumni.
Rozłączyłam się z bratem. Parę łez poleciało z moich oczu, to co powiedział, złamało mi serce.
Moi rodzice, zginęli... Nie wiadomo gdzie, kiedy, dlaczego... Tak nagle. Zawsze, byłam dla nich bezwartościowym gównem. Mieszkałam sama z bratem. Nadopiekuńczym bratem.
Do pokoju w którym byłam wszedł Jay. Otarłam szybko łzy i schowałam telefon do kieszeni.
- Płakałaś? - Zapytał.
- Nie. Musiało Ci się wydawać. - Powiedziałam chowając twarz za włosami.
- Co się stało? - Zapytał ignorując to co powiedziałam.
- Nic! - Krzyknęłam i wyszłam. Poszłam do pokoju Louisa, z tego względu, że jest późno i chce mi się spać.
Wzięłam prysznic. Założyłam bieliznę i wyszłam z łazienki.
- Idziesz spać? - Zapytał Lou.
- Tak.
- W samej bieliźnie?
- Tak?
- Ok...
Położyłam się w łóżku, koło mnie po chwili leżał Louis. Odwróciłam się do niego plecami i próbowałam zasnąć. Lecz poczułam jak para ramion owija moją talię. Wzięłam jego ręce w swoje i położyłam gdzieś na bok. Wtuliłam się bardziej w kołdrę. Po chwili znów mnie otulił ramionami. Nie chciało mi się z nim kłócić więc zasnęłam.
*Rano, Perspektywa Jaya*
Obudziło mnie pieprzone słońce. Dziś chłopacy biorą Sarah i Alice na lekcje strzelania. Muszą umieć trzymać broń, nie?
- Zayn! Louis! Sarah! Alice! - Wydarłem się. Nikt mi nie odpowiedział, więc wstałem i poszedłem do pokoju Louisa.
Nie, że się zdziwiłem czy coś, no ale kurwa on przytula tą brunetke! Ona mu na to pozwoliła! To jest dziwne i szokujące. Dobra mniejsza.
- LOUIS! - Krzyknąłem stojąc koło łóżka.
- Czego chcesz Bieber. - Mruknął.
- Wstawaj?
- Nie? Śpie kurwa.
- Przecież widze, dalej wstawaj. Sarah!
- Co? -Brunetka przetarła oczy.
- Nie ma opierdalania się. Za 10 minut chce widzieć was w kuchni.
- Okey. - Mruknęła i wstała. Ona była w samej bieliźnie! No kurwa co tu się wczoraj działo?!
Schodząc na dół, chwyciłem broń i poszedłem do kuchni. Po 10 minutach była na dole Sarah, bez Louisa.
- Gdzie ta pizda? - Syknąłem.
- Przed lustrem. - Przewróciła oczami i przygryzła wargę.
- Dobra. Gdzie Alice i Niall? Nie przygryzaj wargi.
- Pewnie jeszcze śpią.
- Ja pierdole. - Warknąłem i pobiegłem do pokoju Nialla.
- NIALL KURWA JEBANA MAĆ, WSTAWAJ DO CHOLERY! - Alice się wzdrygnęła i wstała a Horan nie reagował.
- Niall... Zamknę lodówkę na klucz.
Po chwili blondyn zerwał się z łóżka.
- No już. - Mruknął a Alice zaczęła się śmiać.
*Perspektywa Sarah*
Alice gdy zeszła, usiadła obok Jaya. Siedziałam koło jednego z nich, o ile dobrze kojarzę, to był Liam.
Jay cały czas coś gadał, na razie chyba nie miał zamiaru kończyć.
- Dobra skończ. - Mruknęłam kładąc twarz na stół wtedy gdy wszyscy posłali mi złowrogie spojrzenie. - No co? Za dużo gada. - Wzruszyłam ramionami i poszłam do kuchni. Sięgnęłam sok po czym poczułam silne dłonie na swoich biodrach.
- Możesz mnie jakoś uciszyć jeżeli tak tego pragniesz.
- Justin. - Warknęłam.
- Co? Jak mnie nazwałaś? - Syknął.
- Justin.
- Powtórz. Powtórz do cholery to co powiedziałaś! - Krzyknął.
- Justin. Ile razy mam powtarzać? To twoje imię prawda?
- Zapamiętaj to Sobie. Na mnie, nie mówi się Justin, jasne?!
Warknął po czym dostałam w twarz. Nie będę kłamać, bolało. Tak cholernie mnie piekło.
- Laska Ci dupy nie dała, że jesteś taki cięty?!
*Perspektywa Jay'a*
Dobra. Nie wytrzymam zaraz i obiecuję, że ją zabije.
- Zamknij ryj suko. - Syknąłem i wyszedłem z kuchni. Ona wyszła z domu. Szczerze? Nie interesowało mnie gdzie szła. Ale skoro jest częścią naszego gangu, to muszę dbać o to, żeby ktoś inny niż ja jej nie zabił.
- Ja pierdole. - Warknąłem i wyszedłem za nią.
Szła gdzieś w stronę miasta. Jak za nią krzyczałem nawet się nie obróciła. Podbiegłem do niej i chwyciłem za nadgarstek.
- Czego ty kurwa chcesz?! - Krzyknęła.
- Nie krzycz. Ludzie się patrzą.
- No i niech patrzą! W dupie to mam!
- Aż tak Cię zdenerwowałem? - Zapytałem z uśmiechem. Wyrwała rękę z mojej i poszła w stronę domu, może dlatego, że pewnie nie zna Londynu. - No Sarah. Nie fochaj sie. - Krzyknąłem po czym zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
Otworzyłem je i wszedłem do domu.
- Nie krzycz na nią, lepiej się do niej nie odzywaj. Okres ma. - Wzruszyła ramionami Alice, na jej szczerość chłopacy zaczęli się śmiać.
Uśmiechnąłem się do Alice.
Gdy wszedłem do kuchni, Sarah siedziała na blacie i piła wodę.
- Już ok? - Zapytałem cały czas z uśmiechem.
- Masz jakieś tabletki przeciwbólowe? Brzuch mnie boli.
- Czekaj, chodź do góry.
- Ok..
Gdy byliśmy w moim pokoju, powiedziałem brunetce żeby się położyła.
- Po co?
- Zaufaj mi.
Zrobiła tak jak kazałem położyła się. Wsunąłem się koło niej i przewróciłem ją na bok.
- Jus.. Jay, co ty robisz?
- Odpręż się. - Przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem masować jej brzuch swoimi rękoma.
- Masz zimne ręce. - Pisnęła.
- Mniej boli? - Zapytałem.
- Yhym. - Skinęła głową.
- Mówiłem.
Przestałem masować gdy ukułem się w rękę czymś.
Odsunąłem pościel i zauważyłem że Sarah ma kolczyk. - Masz jeszcze jakieś kolczyki oprócz tego w pępku? - Zapytałem z ciekawością.
- Ta. Masuj.
- Czuje się wykorzystywany.
- Ciesz się, że nie seksualnie.
- Gdzie masz jeszcze kolczyki? - Zapytałem.
- Nie czujesz jak mi masujesz brzuch? - Opuściła lekko
spodnie i pokazała kolczyki.
- Lubisz piercing?
- Bardzo.
- To w sumie ile masz kolczyków?
- Czemu tak o to pytasz?
- Bo sie interesuję moja pracownicą. - Wróciłem do masowania jej brzucha.
- No to te na dole, w pępku i w uszach. To wszystko.
- A tatuaże?
- Oh, jest ich dość dużo, no ale każdy ma dla mnie szczególne znaczenie.
- Bardzo Ci w nich ładnie. Naprawdę. Znam dziewczyny, które w tatuażach wyglądają jak potwory. - Powiedziałam a Sarah zaczęła się śmiać ale szybko przestała przez ból brzucha. - Mocno boli?
- Jak masujesz to nie.
Do pokoju wszedł Zayn.
- Yy.. No ten, sorry, że przeszkadzam..
- Ja jej masuje tylko brzuch. Wiem jak to wygląda. Dobra, czego chcesz? - Zapytałem.
- No to ten, trzeba jechać do magazynu, przygotować broń, wiesz, trzeba złapać tego gościa co nam hajs wisi.
- Spoko. Zaraz zejdę. - Malik wyszedł z pokoju. - A ty księżniczko nigdzie nie idziesz. Zostajesz tu w ciepłym łóżku. Zaraz Ci zrobię herbatę. - Uśmiechnęła się i położyła prosto.
Nie wierze. Ja. Jay Bieber. Jestem miły. Czaicie?
Nie poznaje sam siebie.
*Perspektywa Alice*
Zostałam w tym pieprzonym domu sama z Sarah i Niallem. W sumie to tylko z Niallem bo Sarah śpi, chyba.
- Co robimy? - Zaczął się zalotnie uśmiechać blondyn.
- Możesz mi kawę zrobić.
- Nie jestem twoim służącym.
- Teraz już tak. - Wyszczerzyłam moje białe żeby i zaczęłam się z niego śmiać gdy wlókł się do kuchni.
- Jaką kawę pijesz? - Krzyknął.
- Czarną, 1 łyżeczkę kawy i 1,5 cukru!
- Ok!
Po chwili przyszedł z naszą kawą a na dół zeszła Sarah.
- Oni jeszcze nie wrócili? - Zapytała.
- Niee. - Powiedział Niall.
- Czemu z nimi nie pojechałeś? - Zapytała.
- Bo nie. - Wzruszył ramionami.
*Perspektywa Louisa*
Harry i Liam stali pod wejściem do magazynu i na nas czekali, my z Jayem weszliśmy po lepszą broń bo w domu trzymamy te takie słabsze. Wyszliśmy do chłopaków, Zayn wpakował to do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu gościa.
- Długo jeszcze? - Zapytał znudzony Liam.
- Już jesteśmy. - Powiedział Jay zatrzymując samochód. -Więc ja wchodzę z Louisem i podchodzimy do kolesia. Liam i Harry, wy wbijacie od tyłu żeby nie uciekł a ty Zayn zajmiesz się jego matką, żeby niczego nie widziała. Jasne?
- Czekaj ktoś do mnie dzwoni. - Mruknął Liam.
_________________________________________________
5 KOMENTARZY - NASTĘPNY ROZDZIAŁ
Hej, jest kolejny rozdział.
Prosiłabym was, o komentarze, to motywuje, dzięki nim jesteśmy tak jakby 'zapraszane' do dalszej działalności.
Dziękuję za każdy komentarz, który napiszecie.


Super
OdpowiedzUsuńSuper blog. Czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńProszę dodawaj częściej :) Rozdział fajny tak jak każdy.
OdpowiedzUsuńJay był taki kochany ♥ czekam na nn.
OdpowiedzUsuńCzem na nn :))*-*
OdpowiedzUsuńSuooodko*-*
OdpowiedzUsuńJay taki kochany ^^
OdpowiedzUsuń37 yr old Executive Secretary Hamilton Kinzel, hailing from Guelph enjoys watching movies like Blood River and Cooking. Took a trip to Ha Long Bay and drives a Jaguar C-Type. odkryj wiecej
OdpowiedzUsuńprawnik prawo budowlane rzeszow
OdpowiedzUsuńrzeszow kancelaria adwokacka
OdpowiedzUsuń