wtorek, 31 grudnia 2013

#7 'Where fuck were you?!'


Przeczytajcie notkę pod rozdziałem <3


*Perspektywa Liama*

- Halo?

- Siema Liam czy jak ci tam, no bo wiesz, Niall jest trochę nieobliczalny, nie chcemy żeby wasza villa legła w gruzach.
- Zaraz... Co on zrobił?
- Narazie nic, ale się jakoś dziwnie zachowuje.
- Zostawić dziecko same w domu.
- Ej no nie same, my tu jesteśmy.
- Skąd masz mój numer? - Zapytałem wiedząc, że to Alice.
- Ninja. Dobra niech któryś z was tu przyjedzie.
- Gdyby któryś mógł.
- Najlepiej gdyby był to Louis.
- Czemu?
- Bo mu najbardziej ufamy.

Rozłączyłem się i zwróciłem do Jaya.

- Jeden z nas musi natychmiast wrócić do domu.
- Boo? - Przeciągnął Jay. - Liam nie ma czasu!
- Dziewczyny twierdzą, że Niall się dziwnie zachowuje i jest nieobliczalny, niech Louis wraca. - Powiedziałem.
- Dobra. Louis, jedź do domu, my idziemy. Sam tam wejdę.
- Ok. - Wysiedliśmy, Tomlinson przesiadł się za kierownicę i odjechał.

***

Obstawialiśmy z Harrym tyły. Nie wchodziliśmy na razie do domu, czekaliśmy na sygnał Jaya.

Po chwili mój telefon zabrzęczał.
Jay napisał że mamy wejść od przodu, ale po co kiwnąć przez okno. Ach ta technologia XXI wieku. 
Harry pobiegł a ja schowałam telefon i poszedłem za nim.
Gdy doszedłem do drzwi, Harry już był w środku.
- Mogłeś zaczekać. - Mruknąłem gdy do niego podchodziłem.
- Nie ma czasu. Chodź. - Poszliśmy zobaczyć do Zayna jak radzi sobie z matką tego gościa.
Siedziała z zawiązanymi oczami i ustami na krześle a Zayn stał z jointem.
Poszliśmy do jakiegoś pokoju gdzie Jay stał z uśmiechem a ten gościu podawał mu pieniądze.
- Grzeczny chłopiec. - Jay uderzył go z pistoletu w twarz i wyszedł wymijając nas. 
Po chwili dołączył do nas Zayn. Nie wiem co zrobił z tą matką, nie wiem czy ją tak zostawił czy nie.
- Jedziemy do domu, czy masz coś jeszcze do załatwienia? - Zapytał Zayn.
- Mam ale w domu. - Powiedział ponuro Jay.
- Co? - Zapytałem.
- Nie wasza sprawa. - Warknął Jay i wsiadł do auta. Wsiedliśmy i pojechaliśmy do domu.
Po chwili byliśmy pod villą, po drodze Harry kupił jakieś procenty. Gdy weszliśmy, Niall skakał po łóżku, Alice się z niego śmiała a Louis siedział na fotelu z telefonem.
- JA PIERDOLE! - Krzyknął Jay.
- Słucham pana? - Zapytał Niall.
- NIALL KURWO, OBIECUJE CI, ŻE JEŻELI TERAZ KURWA MAĆ NIE ZEJDZIESZ TO CI PRZYPIERDOLĘ!
Niall zszedł z łóżka.
- No co? Chillout Jay. - Powiedział i poszedł do kuchni.
- Gdzie Sarah? - Jay zapytał Louisa.
- Gdzieś wyszła 5 minut temu.
- KURWA LOUIS.
- Co?
- Gówno. Ona nie powinna sama wychodzić, tym bardziej teraz, gdy wszyscy wiedzą, że ona z nami pracuje. Wiesz na jakie niebezpieczeństw... - Jay'owi przerwały otwierające się drzwi.
- Jestem ludzie. - Powiedziała brunetka.
- Gdzie ty kurwa byłaś?! - Wrzasnął.
- Nie krzycz na nią. - Przewrócił oczami Louis.
- Nie przerywaj mi. Powiesz mi do cholery?!
- Byłam w aptece. - Syknęła.
- Na chuja?
- Po tabletki przeciw bólowe, Ciebie nie było a lekarstw chuja macie.
- No wiem, że chuja mam. - Zaśmiał się szyderczo Jay.
- Nie denerwuj mnie Justin. - Powiedziała i poszła do góry.
Jay wkurwiony poszedł za nią. 

*Perspektywa Jaya*


Mówiłem, krzyczałem, tłumaczyłem. Ale po chuja mnie słuchać? PO JAKIEGO CHUJA. NO KURWA. Ile mam się użerać z dziećmi?

Zamknęła mi drzwi przed nosem. Zapukałem, nie wiem po chuja, ale uszanowałem ją i zapukałem.
Otwierając drzwi zaczęła mówić.
- Ej Alice, słuchaj bo je... - Gdy mnie zobaczyła przerwała, pewnie myślała że to Alice.
- Nigdy. Nigdy przenigdy nie waż się więcej powiedzieć na mnie Justin, jasne?! - Krzyknąłem.
- Przecież to twoje imie?
- Nie waż się. - Powiedziałem i przycisnąłem ją do ściany.
- Ju... - Przerwałem jej.
- Myślę, że przed chwilą coś powiedziałem. - Syknąłem i zbliżyłem sie do jej szyi i lekko pocałowałem, na co wydała jęk. - Chodź do mnie do pokoju. - Mruknąłem.
- Pomarzyć zawsze możesz.
- Nie chodzi mi o to, ale cieszę się, że myślisz o mnie w erotyczny sposób. - Zaśmiałem się na co wydała jęk niezadowolenia. - Nie jęcz, błagam. 
- Więc po co mam iść Z TOBĄ do TWOJEGO pokoju? - Zapytała.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie mam żadnych skojarzeń. PO za tym, ładnie wyglądasz.
- Nie wiem jak ty, ale ja też nie mam żadnych skojarzeń, ale cieszę się, że myślisz o mnie w erotyczny sposób. - Zaczęła mnie przedrzeźniać. Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem do swojego pokoju.
- Wiedziałem, że w Kanadzie są same piękne i seksowne laski, ale nie wiedziałem, że aż tak. - Szepnąłem gdy staliśmy już w moim pokoju. - Tak ogólnie, to czemu przeprowadziłaś się z Kanady, tutaj?
- Od brata.
- Jerry?
- Tak, to ten który dzwonił gdy zabraliście mi telefon.
- Jerry Carter, hm...
Przetworzyłem w głowie to imię i nazwisko. Kojarzyłem skądś gościa, ale nie pamiętam skąd.
- Nawet nie udawaj, że myślisz. - Przewróciła oczami.
- Ja nie udaję. - Mruknąłem ponownie zniżając się do poziomu jej szyi.
- Po co nosisz spodnie?
- Żeby je mieć?
- I tak widać Ci całe bokserki, więc nie wiem po co Ci one.
- Chcesz żebym je zdjął? - Zapytałem całując jej szyję.
- Nie całuj mnie. - Mogłem poczuć jak przewraca oczami.
- Dlaczego?
- Bo nie? - Odepchnęła mnie.
- Masz szczęście, że nie jesteś moją dziewczyną, inaczej by się to skończyło. - Warknąłem przez zaciśnięte zęby i wyszedłem z pokoju. ŻADNA KURWA ŻADNA, nigdy mnie nie odepchnęła. Wziąłem kluczyki do auta i wyszedłem.

*Perspektywa Nialla*


Siedzieliśmy z chłopakami i Alice na dole, gdy z góry zszedł Bieber. Był mega wkurzony. Wyszedł z trzaskiem drzwi na co Alice zaczęła się śmiać.

- Z czego się śmiejesz? - Zapytał zirytowany Hazza. Czy tylko mi się wydaje, że on jej nie lubi? A wręcz nienawidzi? Odstawmy myśli Horana na później.
- Sarah musiała go nieźle zdenerwować. - Powiedziała nadal się śmiejąc.
- Co w tym śmiesznego? - Zapytał Liam.
- To, że ona ma do tego dar. Potrafi zdenerwować każdego, wszystkim.
Na dół zeszła Sarah też z niezbyt miłą miną.
- Jak tam laluna? - Zapytała Alice stojąc koło mnie.
- On jest tak denerwujący. - Sarah przewróciła oczami. Wzięła to opakowanie tabletek które kupiła wcześniej i wróciła do góry. Louis poszedł za nią, a Harry, Liam i Zayn poszli na siłownie.
- Podasz mi wodę stojącą za Tobą? - Zapytała mnie Alice.
- Co będę z tego miał?
- Po prostu mi ją podaj.
- Chcę całusa.
- HAHA nie.
- No chociaż w policzek. - Alice pokręciła głową i przystawiła się do mojej twarzy. W ostatniej sekundzie odwróciłem twarz tak, że dziewczyna pocałowała mnie w usta. Nie pozwoliłem jej odejść, chwyciłem ją i pogłębiłem pocałunek, który oddała. Pociągnąłem ją tak, że usiadła mi okrakiem na kolana.
- Ym. Sorry, że przeszkadzam czy coś. - Sarah patrzyła się na nas jak na idiotów i wybuchła śmiechem. Alice ze mnie zaskoczyła i stanęła prosto.
- No ten.. Ym.. No wiesz.. - Zaczęła się jąkać.
- Nie tłumacz mi się. - Sarah nadal się śmiała. - Wychodzimy z Louisem. - Więc? Nie mówcie mi kurwa, że oni jutro za rękę będą chodzić i się całować i przytulać na każdym kroku. Jak tak będzie to będę rzygał tęczą. Jak można kochać? Miłość to jest coś, co ktoś sobie wymyślił (Musiał być niezłym debilem) i teraz wszyscy myślą, że się zakochują. A potem? Rozstają się i cierpią, bo? Bo przywiązali się. To takie bez sensu. Oh czyżby kolejne myśli Horana? 
- Niall? - Ktoś zaczął szturchać mnie więc się ocknąłem, po czym okazało się, że to Sarah.
- Co? - Mruknąłem.
- CHŁOPACY WYSZLI WIĘC NIE RÓB ROZRÓBY. JUS.. JAY JEST DO GÓRY, WIĘC PILNUJ SIĘ. WYCHODZĘ Z LOUISEM NARA.
- No ok. - Powiedziałem. - Następna wielka dorosła. - Wymamrotałem pod nosem.
- Coś mówiłeś? - Zapytała.
- Nie. Ja? Niee, no co ty. O co ty mnie osądzasz?
- Nie denerwuj mnie. 
- Nie wydaje mi się, żebym z nas dwóch to ja tutaj denerwował.
- Ok.
- Możesz już iść.
- Cokolwiek. - Machnęła ręką i wyszła.
Alice wybuchła śmiechem.
- Z czego ty się znów śmiejesz?
- Mówiłam, że potrafi każdego wkurwić? Po za tym całkiem zabawna kłótnia. - Śmiała się nadal. Wkurwia mnie tym śmiechem. Na dole pojawił się Harry. 
- Sarah mówiła, że wyszliście.
- Nie? Wszyscy są na górze?
- Co ona kombinuje? - Mruknąłem pod nosem.
- Co ty tam mamroczysz? - Zapytał Harry.
- Nic, nic. 
- Ok. 
- Więc po co zszedłeś?
- No wiesz, do góry nudno. Ale myślałem, że będziesz siedział tu sam. - Spojrzał wymownie na Alice na co ta mu wytknęła język.
- Co wy macie do siebie? - Zapytałem.
- Bo Harry nie potrafi przyjąć prawdy to pierwsze, a drugie nie jest żadnym moim byłym przyjacielem o czym bardzo dobrze wie. Ale jest na tyle głupi, żeby to ukrywać przed wszystkimi, kiedy NIEKTÓRZY go potrzebują. - Mruknęła Alice.
- Więc? Kim jest dla Ciebie? Nie rozumiem.
- Nawet się nie waż kurwa mówić. - Warknął dość głośno Harry.

__________________________________________________

5 KOMENTARZY - NASTĘPNY ROZDZIAŁ

Kocham was, dziękuję za te komentarze pod poprzednim rozdziałem!

#BigLove

7 komentarzy:

  1. Jejciu jak ja kocham czytać twoje rozdziały ♥ Mogłabyś dodać jeszcze jeden dziś proszę proszę bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tego bloga !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyscie mialy książkę od razy bym ja kupila :))

      Usuń
  4. tak fajnego bloga jeszczę nie czytałam

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wyobrażam sobie żeby Horan był nieobliczalny haha. Rozdział zayebisty jak zawsze :*

    OdpowiedzUsuń