*Perspektywa Louisa*
Spierdoliliśmy akcję z samolotem. Znaczy, ja spierdoliłem.
Wróciliśmy do domu. Sięgnąłem po nóż i inny pistolet.
- JAY! - wydarłem się.
- Co?
- Chodź tu!
- Myślę, że to ja jestem od wydawania rozkazów.
Od niechcenia zszedłem do niego na dół.
Od niechcenia zszedłem do niego na dół.
- Idziesz po nie ze mną? Czy mam to załatwić sam?
- Nie musisz teraz tego robić.
- Ale chce?
*Perspektywa Sarah*
- Mam dość tego dnia. - mruknęłam, położyłam się.
- Ja też. - powiedziała Alice i zrobiła to samo.
- Słyszałaś to?
- Co? - zapytała, a ja wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi od pokoju. Otworzyłam je lekko i się rozejrzałam. Nikogo nie było.
- Alice, idę na dół, chcesz coś z bufetu? - odwróciłam się. Ale mojej przyjaciółki nigdzie nie było. - Alice? Alice! To nie je... - nie dokończyłam bo ktoś zakrył mi usta ręką i przyłożył scyzoryk do gardła.
- Teraz grzecznie pójdziesz ze mną, bo jak nie... - zaczął obracać nożem w ręce. - Możesz nie przeżyć.
Próbowałam coś powiedzieć, ale jego ręka zakrywała mi usta, przez to słychać było tylko bełkot.
- Nie radzę Ci nic mówić kochanie. - syknął mi do ucha. Skądś poznaję ten głos. Czyżby gość z samolotu? Nie wiem. Nastała ciemność. Obudziłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu.
- Co do kur... - zapytałam z zachrypniętym głosem, ale niegrzecznie mi przerwano.
- Powiedziałem, że pożałujesz. - syknął chłopak, który na mnie wpadł w Montreal.
- Dobra, ja się nią zajmę.
- Louis, tylko jej nie zamęcz. - powiedział ten pierwszy chłopak i gdzieś wyszedł. Fajnie, jestem tutaj sama.
- Wypuść mnie zboczeńcu, gdzie jest moja przyjaciółka?! Gdzie ona jest, co jej zrobiliście?! - krzyknęłam, ale chłopak zatkał mi usta.
- Zamknij się, bo gdyby nie ja już byś nie żyła, nawet nie wiesz jaki jest Jay. - powiedział.
- Jaki kurwa Jay?! - Powiedziałam odpychając jego rękę.
- Jay, to ten chłopak, który przed chwilą wyszedł, ja jestem Louis.
- Sarah. - mruknęłam. No co? Trzeba się przedstawić swojemu porywaczowi...
- Wiem, Twoja przyjaciółka to Alice.
- Po co mnie tu trzymacie?! Wypuść mnie stąd do cholery! - wrzasnęłam.
- Mówiłem żebyś się kurwa zamknęła. - uderzył mnie w twarz i wyszedł.
Usiadłam na ziemi, nie wiedząc co zrobić. Czemu oni mnie tu trzymają? Przez głupie wpadnięcie na chłopaka? To jest chore.
*Perspektywa Harry'ego*
Poszedłem do pomieszczenia gdzie siedziała Alice. Ona mnie wkurwia samym byciem. Siedziała pod ścianą.
- Znów się spotykamy. - mruknąłem nie wychodząc z cienia.
- Zależy kto do mnie mówi, nie widzę cię. Nie stoisz w zasięgu światła.
- Nie boisz się?
- Nie boję się śmierci.
- Kto powiedział, że umrzesz?
- Skoro nie umrę, to po co nas tu trzymacie?
- Nie wiem dlaczego jestem dla Ciebie miły.
- Też nie wiem.
- Jay was kazał porwać. Nie wiem o co mu chodzi.
- Jaki Jay?
- Wydaje mi się, że zaraz się przekonasz. - do pomieszczenia wszedł Bieber. Przykucnął obok niej.
- Powiesz może coś o swojej przyjaciółce?
- Chyba cię coś boli. - sknęła, czy tylko ja przewiduję co się teraz stanie?
- Mi się sprzeciwiasz? - ciągnął.
- A żebyś wiedział! - krzyknęła i go spoliczkowała. Dobra ja nie chce wiedzieć co się teraz stanie.
*Perspektywa Jaya*
Jak mnie uderzyła, zaśmiałem się tylko. Ja nie czuję bólu. Ale ona zaraz może poczuć. Mój śmiech rozbrzmiał się po pomieszczeniu.
- Suka. - syknąłem i wyszedłem opanowując emocje. Jeszcze bym ją zabił, a tego oczywiście nie chcemy.
- BIEBER! - dobiegł mnie krzyk Zayna.
- Co? - powiedziałem podbiegając do niego.
- Nie ma tej z tatuażami.
- LOUIS KURWA! - krzyknąłem.
- Co? - powiedział obojętnie podchodząc.
- Gdzie Sarah?!
- No tam gdzie była, nie?
- No właśnie nie.
- Kurwa. - zaklnął pod nosem.
- Świetnie kurwa. Kto ją wypuścił? Radzę się przyznać, bo was wszystkich zajebie. - powiedziałem zaciskając pięści.
- Nikt.
- To jak wyszła?
- Wydaje mi się, że oknem. Bo ktoś nie pomyślał i nie wsadził jej do pomieszczenia bez okna. - Louis spojrzał na Nialla.
- Niall, wiesz, że wszystko pierdolisz?
- Jest jeszcze szatynka.
- Tylko, że jej tez nie ma. - usłyszeliśmy głos Liama z pomieszczenia obok.
- KURWA.
*Perspektywa Sarah*
Jak Louis wyszedł, przemknęłam się do Alice, ale gdy zobaczyłam tego w lokach i tego Jaya czy jak mu tam, cofnęłam się i wyszłam przez okno. Patrząc potem zobaczyłam, że wszyscy zebrali się w tym pomieszczeniu gdzie ja siedziałam, potem szybko weszłam wejściem, wzięłam ze sobą Alice i uciekłyśmy im.
- Gdzie idziemy?
- Po rzeczy do hotelu i gdzieś najdalej, gdzieś na koniec miasta. - oznajmiłam.
Po 20 minutach byłyśmy w pokoju hotelowym.
- Wzięłaś wszystko?
- Tak. - odpowiedziała.
- Wiesz, że teraz nie będziemy mogły podawać swoich prawdziwych danych osobowych? - przerwałam. - Gdzie mój telefon?!
- Mojego też nie ma.
- Przecież nam zabrali.
- Dobra trudno, chodź szybko.
Wyszłyśmy i poczekałyśmy na taksówkę, która zjawiła się po chwili.
- Gdzie jedziemy? - zapytał kierowca.
- Do jakiegoś hotelu na końcu miasta. Obojętnie. - mruknęłam i ułożyłam się na siedzeniu.
- Wiesz co jest najśmieszniejsze? - zapytała po chwili Alice.
- Co? - Uniosłam pytająco brew.
- Że my im nic nie zrobiłyśmy.
- Kłóciłabym się.
- Co y znowu odwaliłaś? - powiedziała wzdychając.
- Wpadłam na tego z opuszczonymi spodniami i snapbackiem, na ulicy.
- Oni są chorzy.
- Wiem, ale nie ukrywam, że boję się ich. - westchnęłam.
W radiu samochodowym poleciała moja ulubiona piosenka, zaczęłam ją nucić pod nosem.
- Sarah, jesteśmy.
- Oh.. - podałam pieniądze kierowcy i wyszłam biorąc walizki, a Alice za mną.
Bez żadnych emocji przeszłam przed ulicę, i razem z Alice weszłyśmy do hotelu.
*Perspektywa Louisa*
- Jay!
- Co znowu?!
- Jeden z telefonów tych lasek co chwile dzwoni, jakiś Jerry.
- Daj mi to. - podałem mu telefon.
- Włącz na głośnik. - Jay zrobił to i usłyszeliśmy głos jakiegoś chłopaka.
- Sarah? Gdzie ty do cholery jesteś?! Martwię się o Ciebie, a jako Twój brat, mam obowiązek Cię pilnować. Gdzie Twoje rzeczy? Sarah kurwa!
- Tu nie twoja siostra. - zaśmiałem się słysząc zatroskanego jej brata.
- A kto?
- Nieważne. - syknął Jay. - Jest w dobrych rękach, nie masz o co się martwić. - zaśmiał się szyderczo.
- W dobrych rękach to znaczy?
Jay rozłączył się z nim.
- W dobrych rękach? My nawet nie wiemy gdzie ona uciekła.
- Długo mi nie zajmie szukanie jej.
- Po co ty ją chcesz złapać?
- A po co łapie inne laski jak mi się nudzi?
- I potem ją wypuścisz?
- Nie wiem, zależy jaka pyskata będzie. Zawszę mogę ją zabić.
- Jesteś niemożliwy.
- Wiem. Koniec tego dobrego, wracaj do roboty. Weź Liama, Zayna i Harry'ego. Czeka nas niezła akcja.
- A Niall?
- Niall? Poważnie?
- Skoro jest w gangu, to chyba musi coś robić, nie?
- Może się do czegoś przyda. Dobra idź po nich.
Pobiegłem do góry po chłopaków.
- Zayn do cholery, wyjdź z tej łazienki! - wydarłem się. On przed lustrem mógłby spędzić cały dzień. - Zayn bo rozpierdole te drzwi!
- Chwila, wyluzuj stary.
- Horan! - Krzyknąłem w stronę pokoju Nialla, po chwili z niego wyszedł z Liamem.
- Gdzie Harry? - Zapytałem.
- Nie wiem, nie ma go w domu, chyba.
- Tu jestem idioci. - Powiedział zirytowany naszą obecnością Harry.
Siedział przed laptopem i szukał czegoś.
- Czego szukasz?
- Sprawdzam wszystkie hotele w Londynie.
*Perspektywa Alice*
- Dzień dobry. Chciałybyśmy zameldować się na jakieś 3 dni.
- Dane?
- Alexandra Cropps i Emilie Noregs.
- Proszę o dowody osobiste.
Zacięłam się. Na dowodach mamy prawdziwe nazwiska. Sarah przeklnęła pod nosem.
- Nie mamy przy sobie.
- Dobrze poradzimy sobie bez tego. Pokój 303 proszę bardzo. - podała mi klucze. - Czujcie się jak u siebie.
- Dziękujemy. - uśmiechnęłam się.
- Ta laska albo jest głupia, albo głupia. - Sarah zaczęła się śmiać, gdy weszłyśmy do pokoju.
- Taaak. Zdecydowanie. To co robimy?
- Wisi mi to, spać mi się chce...
- Przecież oni nas znajdą...
- I co nam zrobią? Zabiją nas? Proszę Cię.
- Normalni to oni nie są, wszystkiego się można po nich spodziewać. Kto normalny porywa tak sobie ludzi?
- Nie myśl o tym, jutro coś się wymyśli.
- No dobra. - położyłam się na łóżku.
*Perspektywa Harry'ego*
- I co masz je?
- Nie denerwuj mnie Horan, przez twoją głupotę teraz muszę je szukać! - krzyknąłem. - Nie, nie ma ich kurwa nigdzie.
- Taa, na pewno podały swoje prawdziwe dane, żebyśmy mogli je znaleźć od razu, tak, Harry, wmawiaj sobie. - powiedział Louis, na co we mnie się zagotowało.
- Nie kpij sobie ze mnie, ja przynajmniej coś robię i się nie opierdalam. - wymownie spojrzałem na Zayna, który gadał z kimś przez telefon.
- Tracimy czas, szukaj je lepiej.
- Macie coś? - zapytał Liam, który wszedł do pokoju.
Zmierzyłem go wzrokiem i ponownie skierowałem swój wzrok na ekran laptopa.
- Nie.
- A powiedz Ty mi jak chcesz je znaleźć? Piszesz do hoteli i pytasz się, czy nie zameldowały się tam blondynka i brunetka z tatuażami? - powiedział rozbawiony Liam. Czy oni chcą, żebym im wpierdolił?!
- Nie, ale... No właśnie, widzę, że Niall, ty się nudzisz. Poobjeżdżaj hotele i dowiedz się trochę. - powiedział Louis.
- W Londynie jest milion hoteli! A jak wyjechały za miasto?
- Pech, przydaj się na coś.
- No dobra... - rzucił Horan i ociężale zwlókł się z fotela na którym siedział, i wyszedł z pokoju.
- Co do kur... - zapytałam z zachrypniętym głosem, ale niegrzecznie mi przerwano.
- Powiedziałem, że pożałujesz. - syknął chłopak, który na mnie wpadł w Montreal.
- Dobra, ja się nią zajmę.
- Louis, tylko jej nie zamęcz. - powiedział ten pierwszy chłopak i gdzieś wyszedł. Fajnie, jestem tutaj sama.
- Wypuść mnie zboczeńcu, gdzie jest moja przyjaciółka?! Gdzie ona jest, co jej zrobiliście?! - krzyknęłam, ale chłopak zatkał mi usta.
- Zamknij się, bo gdyby nie ja już byś nie żyła, nawet nie wiesz jaki jest Jay. - powiedział.
- Jaki kurwa Jay?! - Powiedziałam odpychając jego rękę.
- Jay, to ten chłopak, który przed chwilą wyszedł, ja jestem Louis.
- Sarah. - mruknęłam. No co? Trzeba się przedstawić swojemu porywaczowi...
- Wiem, Twoja przyjaciółka to Alice.
- Po co mnie tu trzymacie?! Wypuść mnie stąd do cholery! - wrzasnęłam.
- Mówiłem żebyś się kurwa zamknęła. - uderzył mnie w twarz i wyszedł.
Usiadłam na ziemi, nie wiedząc co zrobić. Czemu oni mnie tu trzymają? Przez głupie wpadnięcie na chłopaka? To jest chore.
*Perspektywa Harry'ego*
Poszedłem do pomieszczenia gdzie siedziała Alice. Ona mnie wkurwia samym byciem. Siedziała pod ścianą.
- Znów się spotykamy. - mruknąłem nie wychodząc z cienia.
- Zależy kto do mnie mówi, nie widzę cię. Nie stoisz w zasięgu światła.
- Nie boisz się?
- Nie boję się śmierci.
- Kto powiedział, że umrzesz?
- Skoro nie umrę, to po co nas tu trzymacie?
- Nie wiem dlaczego jestem dla Ciebie miły.
- Też nie wiem.
- Jay was kazał porwać. Nie wiem o co mu chodzi.
- Jaki Jay?
- Wydaje mi się, że zaraz się przekonasz. - do pomieszczenia wszedł Bieber. Przykucnął obok niej.
- Powiesz może coś o swojej przyjaciółce?
- Chyba cię coś boli. - sknęła, czy tylko ja przewiduję co się teraz stanie?
- Mi się sprzeciwiasz? - ciągnął.
- A żebyś wiedział! - krzyknęła i go spoliczkowała. Dobra ja nie chce wiedzieć co się teraz stanie.
*Perspektywa Jaya*
Jak mnie uderzyła, zaśmiałem się tylko. Ja nie czuję bólu. Ale ona zaraz może poczuć. Mój śmiech rozbrzmiał się po pomieszczeniu.
- Suka. - syknąłem i wyszedłem opanowując emocje. Jeszcze bym ją zabił, a tego oczywiście nie chcemy.
- BIEBER! - dobiegł mnie krzyk Zayna.
- Co? - powiedziałem podbiegając do niego.
- Nie ma tej z tatuażami.
- LOUIS KURWA! - krzyknąłem.
- Co? - powiedział obojętnie podchodząc.
- Gdzie Sarah?!
- No tam gdzie była, nie?
- No właśnie nie.
- Kurwa. - zaklnął pod nosem.
- Świetnie kurwa. Kto ją wypuścił? Radzę się przyznać, bo was wszystkich zajebie. - powiedziałem zaciskając pięści.
- Nikt.
- To jak wyszła?
- Wydaje mi się, że oknem. Bo ktoś nie pomyślał i nie wsadził jej do pomieszczenia bez okna. - Louis spojrzał na Nialla.
- Niall, wiesz, że wszystko pierdolisz?
- Jest jeszcze szatynka.
- Tylko, że jej tez nie ma. - usłyszeliśmy głos Liama z pomieszczenia obok.
- KURWA.
*Perspektywa Sarah*
Jak Louis wyszedł, przemknęłam się do Alice, ale gdy zobaczyłam tego w lokach i tego Jaya czy jak mu tam, cofnęłam się i wyszłam przez okno. Patrząc potem zobaczyłam, że wszyscy zebrali się w tym pomieszczeniu gdzie ja siedziałam, potem szybko weszłam wejściem, wzięłam ze sobą Alice i uciekłyśmy im.
- Gdzie idziemy?
- Po rzeczy do hotelu i gdzieś najdalej, gdzieś na koniec miasta. - oznajmiłam.
Po 20 minutach byłyśmy w pokoju hotelowym.
- Wzięłaś wszystko?
- Tak. - odpowiedziała.
- Wiesz, że teraz nie będziemy mogły podawać swoich prawdziwych danych osobowych? - przerwałam. - Gdzie mój telefon?!
- Mojego też nie ma.
- Przecież nam zabrali.
- Dobra trudno, chodź szybko.
Wyszłyśmy i poczekałyśmy na taksówkę, która zjawiła się po chwili.
- Gdzie jedziemy? - zapytał kierowca.
- Do jakiegoś hotelu na końcu miasta. Obojętnie. - mruknęłam i ułożyłam się na siedzeniu.
- Wiesz co jest najśmieszniejsze? - zapytała po chwili Alice.
- Co? - Uniosłam pytająco brew.
- Że my im nic nie zrobiłyśmy.
- Kłóciłabym się.
- Co y znowu odwaliłaś? - powiedziała wzdychając.
- Wpadłam na tego z opuszczonymi spodniami i snapbackiem, na ulicy.
- Oni są chorzy.
- Wiem, ale nie ukrywam, że boję się ich. - westchnęłam.
W radiu samochodowym poleciała moja ulubiona piosenka, zaczęłam ją nucić pod nosem.
- Sarah, jesteśmy.
- Oh.. - podałam pieniądze kierowcy i wyszłam biorąc walizki, a Alice za mną.
Bez żadnych emocji przeszłam przed ulicę, i razem z Alice weszłyśmy do hotelu.
*Perspektywa Louisa*
- Jay!
- Co znowu?!
- Jeden z telefonów tych lasek co chwile dzwoni, jakiś Jerry.
- Daj mi to. - podałem mu telefon.
- Włącz na głośnik. - Jay zrobił to i usłyszeliśmy głos jakiegoś chłopaka.
- Sarah? Gdzie ty do cholery jesteś?! Martwię się o Ciebie, a jako Twój brat, mam obowiązek Cię pilnować. Gdzie Twoje rzeczy? Sarah kurwa!
- Tu nie twoja siostra. - zaśmiałem się słysząc zatroskanego jej brata.
- A kto?
- Nieważne. - syknął Jay. - Jest w dobrych rękach, nie masz o co się martwić. - zaśmiał się szyderczo.
- W dobrych rękach to znaczy?
Jay rozłączył się z nim.
- W dobrych rękach? My nawet nie wiemy gdzie ona uciekła.
- Długo mi nie zajmie szukanie jej.
- Po co ty ją chcesz złapać?
- A po co łapie inne laski jak mi się nudzi?
- I potem ją wypuścisz?
- Nie wiem, zależy jaka pyskata będzie. Zawszę mogę ją zabić.
- Jesteś niemożliwy.
- Wiem. Koniec tego dobrego, wracaj do roboty. Weź Liama, Zayna i Harry'ego. Czeka nas niezła akcja.
- A Niall?
- Niall? Poważnie?
- Skoro jest w gangu, to chyba musi coś robić, nie?
- Może się do czegoś przyda. Dobra idź po nich.
Pobiegłem do góry po chłopaków.
- Zayn do cholery, wyjdź z tej łazienki! - wydarłem się. On przed lustrem mógłby spędzić cały dzień. - Zayn bo rozpierdole te drzwi!
- Chwila, wyluzuj stary.
- Horan! - Krzyknąłem w stronę pokoju Nialla, po chwili z niego wyszedł z Liamem.
- Gdzie Harry? - Zapytałem.
- Nie wiem, nie ma go w domu, chyba.
- Tu jestem idioci. - Powiedział zirytowany naszą obecnością Harry.
Siedział przed laptopem i szukał czegoś.
- Czego szukasz?
- Sprawdzam wszystkie hotele w Londynie.
*Perspektywa Alice*
- Dzień dobry. Chciałybyśmy zameldować się na jakieś 3 dni.
- Dane?
- Alexandra Cropps i Emilie Noregs.
- Proszę o dowody osobiste.
Zacięłam się. Na dowodach mamy prawdziwe nazwiska. Sarah przeklnęła pod nosem.
- Nie mamy przy sobie.
- Dobrze poradzimy sobie bez tego. Pokój 303 proszę bardzo. - podała mi klucze. - Czujcie się jak u siebie.
- Dziękujemy. - uśmiechnęłam się.
- Ta laska albo jest głupia, albo głupia. - Sarah zaczęła się śmiać, gdy weszłyśmy do pokoju.
- Taaak. Zdecydowanie. To co robimy?
- Wisi mi to, spać mi się chce...
- Przecież oni nas znajdą...
- I co nam zrobią? Zabiją nas? Proszę Cię.
- Normalni to oni nie są, wszystkiego się można po nich spodziewać. Kto normalny porywa tak sobie ludzi?
- Nie myśl o tym, jutro coś się wymyśli.
- No dobra. - położyłam się na łóżku.
*Perspektywa Harry'ego*
- I co masz je?
- Nie denerwuj mnie Horan, przez twoją głupotę teraz muszę je szukać! - krzyknąłem. - Nie, nie ma ich kurwa nigdzie.
- Taa, na pewno podały swoje prawdziwe dane, żebyśmy mogli je znaleźć od razu, tak, Harry, wmawiaj sobie. - powiedział Louis, na co we mnie się zagotowało.
- Nie kpij sobie ze mnie, ja przynajmniej coś robię i się nie opierdalam. - wymownie spojrzałem na Zayna, który gadał z kimś przez telefon.
- Tracimy czas, szukaj je lepiej.
- Macie coś? - zapytał Liam, który wszedł do pokoju.
Zmierzyłem go wzrokiem i ponownie skierowałem swój wzrok na ekran laptopa.
- Nie.
- A powiedz Ty mi jak chcesz je znaleźć? Piszesz do hoteli i pytasz się, czy nie zameldowały się tam blondynka i brunetka z tatuażami? - powiedział rozbawiony Liam. Czy oni chcą, żebym im wpierdolił?!
- Nie, ale... No właśnie, widzę, że Niall, ty się nudzisz. Poobjeżdżaj hotele i dowiedz się trochę. - powiedział Louis.
- W Londynie jest milion hoteli! A jak wyjechały za miasto?
- Pech, przydaj się na coś.
- No dobra... - rzucił Horan i ociężale zwlókł się z fotela na którym siedział, i wyszedł z pokoju.
Zajebiste *-* /Paula
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuń,,-A Niall?
OdpowiedzUsuń-Niall? Poważnie?''
Haha rozwalające :)