*Perspektywa Jaya*
Jak weszliśmy do klubu, to szczerze, odechciało mi się ruchać kogokolwiek. Może zły klub? Nie wiem, ale wiem, że są tu same brzydkie laski, których bym kijem nie dotknął, tapety na ryju 10 warstw, ble.
- Jay! - wyrwał mnie z zamyśleń Harry.
- Co?
- Ty mnie w ogóle słuchasz?
- Teraz tak.
- Cieszę się. Patrz tam jest ten typek, który nam wisi grubą kase.
- Gdzie?
- Przy barze.
- Masz broń?
- Tak.
- Chodź.
Podeszliśmy do gościa, miał na imię Shane.
- Znów się widzimy. - syknąłem przykładając mój pistolet do jego żeber, tak żeby nikt nie zauważył.
- Czego chcesz? - zapytał.
- Moich pieniędzy. Masz tydzień. Jeden, jebany kurwa tydzień. - pchnąłem go lekko, zamówiłem drinka i odszedłem razem z Harrym.
- Idę zatańczyć z jakąś laską. - powiedział Styles i odszedł.
- Lasek to tutaj nie ma. - zaśmiałem się i wróciłem do picia mojego napoju.
- Gdzie?
- Przy barze.
- Masz broń?
- Tak.
- Chodź.
Podeszliśmy do gościa, miał na imię Shane.
- Znów się widzimy. - syknąłem przykładając mój pistolet do jego żeber, tak żeby nikt nie zauważył.
- Czego chcesz? - zapytał.
- Moich pieniędzy. Masz tydzień. Jeden, jebany kurwa tydzień. - pchnąłem go lekko, zamówiłem drinka i odszedłem razem z Harrym.
- Idę zatańczyć z jakąś laską. - powiedział Styles i odszedł.
- Lasek to tutaj nie ma. - zaśmiałem się i wróciłem do picia mojego napoju.
*Perspektywa Alice*
Nareszcie, za 10 minut lądujemy. Nie rozumiem ludzi, którzy boją się latać samolotami, to jest takie bez sensu. Co może mi się tu stać? Najwyżej samolot spadnie..
Ale ja jestem głupia, dobra przestaje myśleć bo na dobre mi to nie wychodzi.
Sarah leżała koło mnie, z zamkniętymi oczami, słuchając muzyki, ale wydaje mi się, że spała.
Stewardessa podeszła do mnie.
- Za 2 minuty będziemy lądować, proszę zapiąć pasy bezpieczeństwa.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i zapięłam siebie i Sarah, nie chciałam jej budzić, ona, boi się samolotów, także wolę żeby spała jak będziemy lądować.
Tak jak powiedziała urocza kobieta, właśnie lądujemy.
Gdy już staliśmy na ziemi chciałam obudzić Sarah, ale nie zdążyłam bo czyjaś ręka zasłoniła mi buzię.
- Teraz się kurwa zamknij i siedź bez ruchu. - szepnął nieznajomy głos do mojego ucha. Sarah cały czas spała. Jak można być takim leniem?! - Kto to? - wskazał pistoletem na moją przyjaciółkę.
- Sa-sarah. Moja przyjaciółka.
- Obudź ją, bo ja to zrobię.
- SARAH! - wrzasnęłam jej do ucha.
- Co kurwa?! - odkrzyknęła i zdezorientowana spojrzała na tajemniczego chłopaka. - Kto to?! - warknęła.
- Zamknij się. - powiedział, po czym odszedł.
- Kto to był? - zapytała ponownie.
- Skąd ja mam wiedzieć?
- Cicho kurwa! - koło nas pojawił się jakiś blondyn.
- Kim jesteście? - zapytała Sarah.
- No, na pewno ci powiedzą. - mruknęłam.
- No, na pewno ci powiedzą. - mruknęłam.
- Zamknij ryj, próbujemy pracować. - odpowiedział i podążał w kierunku drzwi.
Nagle koło nich stał jakiś wysoki brunet, a koło niego szatyn.
Zaczęli się kłócić.
*Perspektywa Zayna*
- Przecież Jay was zabije! Wy myślicie?! Cały samolot zatrzymaliście kurwa! - warknąłem.
- Wow, nie wiedziałem, że można zatrzymać pół samolotu. No chyba logiczne, że zatrzymaliśmy cały! No o to chodzi idioto! Mieliśmy to zatrzymać, wyciągnąć ludzi i opróżnić samolot, tak miało być! - krzyknął Louis.
- Gdzie jest Harry!? - nagle wydarł się Liam.
- Chuj wie!
- Dobra zamknijcie się musimy działać. Z resztą, patrzcie tam. - Louis wskazał na jakąś dziewczynę i o ile się nie mylę na jej koleżankę.
- Dziewczyny, no i?
- Wiecie jaka ta w tatuażach jest zadziorna? - ekscytował się Louis.
- Lou, ogarnij się. Mamy robotę. - powiedział Niall
- No ale zobacz.
- Widzę! Ruszaj dupę i zacznij wyprowadzać ludzi. - syknął Niall.
- A czemu ja?
- Pomogę Ci. - Liam westchnął i zaczął pomagać Louisowi wyprowadzać ludzi.
Usiadłem na jakimś siedzeniu i odpaliłem papierosa.
Liam chwycił szatynkę. Nie odzywała się, co mnie zdziwiło, zazwyczaj laski panikują. Louis chwycił tą z tatuażami.
- Mogę sama iść. - owiedziała i przewróciła oczami. Można powiedzieć, że naprawdę była zadziorna. Myślę, że gdyby Jay'owi zaczęła tak pyskować, to już by nie żyła.
- Nie radzę sprzeciwiać się mi. - syknął Lou.
- Jak mówi, że sama pójdzie, to niech idzie sama, Louis ogarnij się. - powiedziałem i zaciągnąłem się papierosem.
- Dobra. - puścił ją. Ona sięgnęła do torebki, wyciągnęła z niej zapalniczkę i L&M niebieskie.
- Co ty robisz? - zapytał ją Niall.
- Zapalam papierosa. - powiedziała. Wyszła z samolotu, podeszła do przyjaciółki i gdzieś odeszły tak jak reszta ludzi. Usłyszałem strzał bronią. Wkurwiłem się, wiedząc, że to pewnie któryś z chłopaków. Podbiegłem do drzwi i zobaczyłem Liama stojącego z bronią w dłoni i kogoś leżącego w plamie krwi na ziemi.
- Liam kurwa!
- Co? Nie chciał wyjść z samolotu!
- To było go wypchnąć siłą! Teraz pozbądź się ciała.
- Wiem.
*Perspektywa Sarah*
- Ciekawy początek. - mruknęłam.
- Teraz musimy znaleźć hotel. - Alice otworzyła buzię z szoku.
- Co? - powiedziałam.
- Zobacz. - pisnęła i pokazała na tego bezczelnego chłopaka, którego spotkałam w Montrealu. On nas prześladuje?! CO ON TU ROBI?
Szedł z jakimś chłopakiem w lokach. Nie miałam wyboru,
musiałam koło niego przejść. Z resztą, może spytam jego kolegę, bo na pewno nie jego, gdzie tu jest jakiś hotel.
musiałam koło niego przejść. Z resztą, może spytam jego kolegę, bo na pewno nie jego, gdzie tu jest jakiś hotel.
Podeszłyśmy do nich.
- Ym, hej. Wiecie może gdzie tu jest jakiś hotel? - patrzyłam cały czas na tego w lokach.
- No, Crowne plaza, dwie przecznice dalej. - Odpowiedział.
- Dzięki. - Powiedziałam i ruszyłam przed siebie. - Alice idziesz?! - Wydarłam się jak zobaczyłam, że moja przyjaciółka stoi oniemiała i patrzy się na tego w lokach.
- Idę. - Rzuciła. Ten chłopak, nawet nie mam pojęcia kim jest, spojrzał na nią pogardliwym wzrokiem.
- Kim on był?
- Nie ważne, chodź idziemy.
*Perspektywa Harry'ego*
- Harry, co to za dziewczyna?
- Moja stara koleżanka.
Doszliśmy do samolotu, w którym znajdowali się chłopacy.
- Co wy kurwa zrobiliście!? - wydarł się Jay.
- A co mieliśmy? - zapytał Louis.
- Ja was kiedyś rozpierdolę. Nie mieliście nikogo stąd wypuszczać! Widzieli wasze twarze! Policja może tu zaraz być! Czy wy do chuja myślicie? - Bieber zaczął na nich krzyczeć.
- Sorry. - powiedział Lou. - Narkotyki i pieniądze są w samochodzie.
- Macie kurwa wielkie szczęście. - Bieber był nadal zły.
Nie wierzę, że spotkałem mojego wroga po tylu latach. Wkurwia mnie jej obecność w Londynie. - Macie jeszcze jedno zadanie.
- Jakie? - zapytał Liam.
- Musicie złapać. - przerwał, wyciągnął telefon i coś sprawdzał.
- Długo jeszcze?
- Chwila kurwa. Musicie złapać nijaką Sarah Carter i Alice Hill.
- Alice Hill?! - Wrzasnąłem. Oh, będzie zabawa.
- Czy ja mówię nie wyraźnie?!
- Spróbujemy.
- Nie macie kurwa próbować, macie to zrobić.
- Po co? Kto to? Jak wygląda?
- Bo mnie wkurwiła i obiecałem, że pożałuje. Jest to taka laska, Harry ją widział. Czarne włosy, tatuaże... Alice to jej koleżanka, która przyleciała z nią tym o to samolotem. Ale wiem w jakim jest hotelu.
- Zadziorna z tatuażami? - uśmiechnął się Louis.
- Znasz ją?
- Pierwsza laska, która zdołała mi się sprzeciwić. - Louis desperacko oblizał usta.
- Louis idioto, mamy ją znaleźć, ale i tak nie poruchasz. - wyśmiałem go.
- Jeszcze zobaczymy. Wiesz, pasowałbyś do tej blondynki.
- Boo?
- Bo tak? - powiedział, a ja zacisnąłem pięści na myśl o tej suce, której szczerze nienawidziłem. Kiedyś się przyjaźniliśmy, teraz to nic już nie znaczy.
- Nie musimy daleko szukać. - powiedziałem.
- Gdzie są? - zapytał Louis.
- Crowne plaza.
- Ale to będzie łatwe. - westchnął Liam.
__________________________________________________
Jak zwykle, nie podoba mi się, no ale cóż. Może dlatego, że to początek. Ale myślę, że w 3/4 rozdziale będzie się działo o wiele więcej.
Doszliśmy do samolotu, w którym znajdowali się chłopacy.
- Co wy kurwa zrobiliście!? - wydarł się Jay.
- A co mieliśmy? - zapytał Louis.
- Ja was kiedyś rozpierdolę. Nie mieliście nikogo stąd wypuszczać! Widzieli wasze twarze! Policja może tu zaraz być! Czy wy do chuja myślicie? - Bieber zaczął na nich krzyczeć.
- Sorry. - powiedział Lou. - Narkotyki i pieniądze są w samochodzie.
- Macie kurwa wielkie szczęście. - Bieber był nadal zły.
Nie wierzę, że spotkałem mojego wroga po tylu latach. Wkurwia mnie jej obecność w Londynie. - Macie jeszcze jedno zadanie.
- Jakie? - zapytał Liam.
- Musicie złapać. - przerwał, wyciągnął telefon i coś sprawdzał.
- Długo jeszcze?
- Chwila kurwa. Musicie złapać nijaką Sarah Carter i Alice Hill.
- Alice Hill?! - Wrzasnąłem. Oh, będzie zabawa.
- Czy ja mówię nie wyraźnie?!
- Spróbujemy.
- Nie macie kurwa próbować, macie to zrobić.
- Po co? Kto to? Jak wygląda?
- Bo mnie wkurwiła i obiecałem, że pożałuje. Jest to taka laska, Harry ją widział. Czarne włosy, tatuaże... Alice to jej koleżanka, która przyleciała z nią tym o to samolotem. Ale wiem w jakim jest hotelu.
- Zadziorna z tatuażami? - uśmiechnął się Louis.
- Znasz ją?
- Pierwsza laska, która zdołała mi się sprzeciwić. - Louis desperacko oblizał usta.
- Louis idioto, mamy ją znaleźć, ale i tak nie poruchasz. - wyśmiałem go.
- Jeszcze zobaczymy. Wiesz, pasowałbyś do tej blondynki.
- Boo?
- Bo tak? - powiedział, a ja zacisnąłem pięści na myśl o tej suce, której szczerze nienawidziłem. Kiedyś się przyjaźniliśmy, teraz to nic już nie znaczy.
- Nie musimy daleko szukać. - powiedziałem.
- Gdzie są? - zapytał Louis.
- Crowne plaza.
- Ale to będzie łatwe. - westchnął Liam.
__________________________________________________
Jak zwykle, nie podoba mi się, no ale cóż. Może dlatego, że to początek. Ale myślę, że w 3/4 rozdziale będzie się działo o wiele więcej.
-horz.jpg)
Cudo *.* Dopiero drugi rozdział a ja już się uzależniłam :*
OdpowiedzUsuń