poniedziałek, 18 listopada 2013

#1 'Shut up!'

*Perspektywa Sarah*

Nienawidzę Kanady, miasta w którym mieszkam. Montreal jest małym miastem. To już dziś. To dziś wyjeżdżam nareszcie do Londynu. Razem z Alice zbierałyśmy na to pieniądze przez kilkanaście miesięcy. W końcu uzbierałyśmy na te dwa głupie bilety na samolot. Wylatujemy o 6 rano. Nie chcę być zauważona przez brata. Spakowałam wszystko co miałam w szafie. Na koniec włożyłam perfumy i prostownicę do włosów. Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki z tego względu, że jest 4.30 i niedługo musimy być na lotnisku.

- Halo? - powiedziała zamroczona Alice.
- Ty śpisz?
- Tak, znaczy już nie, bo mnie obudziłaś.
- Słuchaj, jest 4.30 a ty śpisz, masz pół godziny żeby tu się zjawić, rozumiesz?!
- Nie krzycz na mnie. Będę.
- Spakowałaś się chociaż?
- Tak, wczoraj.
- Do zobaczenia. - rzuciłam i rozłączyłam się z przyjaciółką.

I tak pewnie się spóźni. Dopakowałam wszystko. Poszłam się uczesać i ubrać. Założyłam niebieską bluzkę, czarne Vansy i moje czarne legginsy. Założyłam kurtkę moro i wyszłam z domu. Poszłam do sklepu, kupić coś na podróż.
- Dzień dobry. - powiedziałam wchodząc do sklepu.
- Dzień dobry. - odpowiedziała miła brunetka, której nienawidziłam. Była dziwna. Zawsze uśmiechnięta co mnie doprowadzało do szału. 
Wzięłam do ręki jakieś chipsy, pepsi i żelki.
- To będzie 6.69 - podałam jej pieniądze i wyszłam nie biorąc reszty, już miałam dość patrzenia na nią.
Szłam powoli ulicą, gdy nagle ktoś na mnie wpadł.
- Uważaj jak chodzisz suko! - spojrzałam na chłopaka, był wysoki, miał miodowo-brązowe oczy, włosy postawione ku górze i pełno tatuaży.
- To ty na mnie wpadłeś. - warknęłam i chciałam odejść, ale coś, a raczej ktoś chwycił moje nadgarstki.
- Mi się kurwa nie pyskuje. - syknął w moją twarz.
- Oh, a jednak to robię. - odpowiedziałam i przewróciłam oczami.
- Pożałujesz. - puścił mnie.
- Na pewno. - odpowiedziałam i odeszłam.
Weszłam do domu, moja przyjaciółka już tu siedziała razem z moim bratem.
- Jerry? Nie śpisz? - zapytałam.
- Jak widać nie. - Wspaniale, to z mojej ucieczki nic nie wyjdzie.
- Wychodzisz gdzieś? - zadałam ponownie pytanie.
- Chcesz się mnie pozbyć?
- Tak jakby.
- To ja sobie pójdę. - westchnął i wyszedł.
- Gdzie masz walizkę? - zapytała Alice.
- Do góry. - wzruszyłam ramionami i pobiegłam po nią.
Wróciłam na dół z walizką i wyszłyśmy z domu.
- Twój brat jest głupi. - zaśmiała się Alice.
- Wiem. - zaczęłam się śmiać razem z nią.
- Wiadomo po kim to masz. 
- Ej! Wiesz, że cię nienawidzę?
- Tak wiem. Zobacz! - wskazała ręką na chłopaka, który wcześniej na mnie wpadł. - Jaki on przystojny! Pierwszy raz go tu widzę. 
- Taa.. Ja też. - powiedziałam i wsiadłyśmy do taksówki.
- Na lotnisko Metropolitan Area proszę. - zwróciłam się do taksówkarza.
Po 15 minutach byłyśmy na lotnisku.
- Dziękuję. - powiedziałam do kierowcy, zapłaciłam i wysiadłam a Alice za mną.
- Dzisiaj nasz wielki dzień. - uśmiechnęła się.
Weszłyśmy do środka, udałyśmy się na odprawę. Już po godzinie siedziałyśmy w samolocie.

*Perspektywa Jaya*

Przyjechałem tu na jeden, jebany dzień i już jestem przekonany, że w Montrealu są same wredne suki.

- Louis. - warknąłem do telefonu
- Co?
- Jesteś z chłopakami?
- No.
- Szczerze, to w dupie mam co robicie. Macie mi jechać załatwić narkotyki.
- Spoko.
- Będę za 30 minut.
- Jesteś w Kanadzie stary. 30 minut do Londynu?
- Nie wiesz na co mnie stać. Nawet gdybym miał kurwa latać, to będę za 30 minut.

Wsiadłem na mój motor i odjechałem. Nie patrzyłem na zasady prędkości i wszystkiego. Miałem to gdzieś. Tak jak mówiłem po 30 minutach byłem już w Londynie. Pojechałem do domu mojego i chłopaków. Mieszkamy razem, OCZYWIŚCIE NIE JESTEŚMY GEJAMI CZY COKOLWIEK PODOBNEGO. Mieszkając razem, szybciej wszystko załatwiamy.
Wszedłem do domu. Zobaczyłem Harry'ego chodzącego wkoło po pokoju. Był wkurzony.
- Coś się stało? - zapytałem patrząc na niego.
- Podobno widzieli Nialla, jak podkładał bombę pod ten sklep co wczoraj wysadziliśmy w powietrze.
- NIALL KURWO! - krzyknąłem na cały dom, po chwili blondyn zjawił się na dole. - Niczego kurwa nie potrafisz dobrze zrobić!
- Nikt mnie przecież nie widział!
- Harry twierdzi inaczej.
- Bo tam były kamery, dlatego tak myśli, przecież je zakryłem.
- Ale mogłeś to zrobić źle! - krzyknął Hazza.
- Ale zrobiłem dobrze! 
- Zamknij się!
- Oby dwoje się zamknijcie. - warknąłem. - Gdzie moje narkotyki?
- Louis ma.
Poszedłem na górę, do pokoju Louisa.
- Louis pizdo otwórz drzwi. - Tomlinson otworzył mi.
- Bieber, naucz się pukać.
- Nie denerwuj mnie, daj mi moje narkotyki.
- Nie w humorze?
- Daj mi je i nie pierdol.
- No już, już. - podał mi moje skarby i zamknął się w pokoju.
Zszedłem na dół, Harry nadal wkurzony siedział przed tv.
- Nie ma opierdalania się! Idziemy na imprezę. - powiedziałem do Harry'ego.
- We dwóch? 
- Co to za problem? Muszę kogoś przeruchać, bo nie wytrzymam.
- Na mnie nie licz.
- No sorry stary, ale cycki to Ty masz za małe. - zaśmiałem się i podszedłem do lustra.
- Jay... Wyglądasz dobrze. Spokojnie, nie musisz milion razy dziennie patrzeć w lustro.
- Podrywasz mnie? - znów zacząłem się śmiać.
- Chciałbyś.
- Uwierz mi, że nie.
- Dobra Bieber, ja idę się uszykować, ty też się ogarnij i wychodzimy. 
- Okay, weź broń, w razie wiesz.
- Spokojnie.
Poszedłem do góry, przebrać się jakoś.
Wyciągnąłem z szafy mój pistolet, schowałem w kurtce. Ułożyłem jeszcze włosy, założyłem snapback i byłem gotowy.
- Chodź, idziemy... - powiedziałem i wyszedłem, a po mnie Harry.

*Perspektywa Sarah*


Spałam, gdy poczułam lekkie szturchanie. Niechętnie otworzyłam oczy.

- Czego?
- Gdzie my będziemy mieszkać?
- Kurwa, nie przemyślałam tego. Trudno, coś się znajdzie.
- Aha, dobra, śpij. 
- Dziękuję. - powiedziałam i ponownie zamknęłam oczy.
- Nudzi mi się...
- To idź spać.
- Gadaj ze mną...
Westchnęłam i usiadłam prosto. 
- Więc o czym chcesz gadać?
- Fajny był ten chłopak, nie?
- Jaki chłopak?
- No ten w postawionych włosach i tatuażach. 
- Taaa, nawet spoko.
- Pasowałby do Ciebie.
- Do mnie? - zdziwiłam się. Ahh, no tak tunele, tatuaże. 
- No... Co robimy jak wylądujemy?
- Szukamy hotelu, później musimy sprawdzić jak się bawią tutaj w Londynie. 
- Ok.

*Perspektywa Louisa*


Kurwa, jak zwykle muszę robić wszystko sam, Biebera nigdzie nie ma, Harry'ego też nie, Zayn ma mnie w dupie, a Liam stwierdził, że i tak mi nie wyjdzie bo jestem za głupi. Niall jedyną deską ratunku, ale jest za bardzo ciotowaty.

- Horan! - wydarłem się.
- Czego chcesz?
- Musimy jechać na lotnisko. Jeden z samolotów, będzie przewoził duże ilości narkotyków i pieniędzy, podobno ten samolot leci z Kanady. Ale tam będą ludzie.
- Ok!
- Ale ty się nie ruszasz, tylko stoisz. Bo coś spierdolisz.
- Ej!
- Co?
- Masz racje.
- Wiem? Dobra chodź. Masz broń?
- Mam. Zawsze. Justin przecież mówi, że mamy przy sobie ją mieć.
- Masz duże szczęście, że go tu nie ma, bo możliwe, że by Cie zabił. Justin? POWAŻNIE? Dobrze wiesz, że nie mamy tak na niego mówić.
- Ale go tu nie ma?
- Może założył podsłuch?
- Bez przesady Louis. Panikujesz.
- Dobra chodź. Ej, jedziemy jakim samochodem?
- Ferrari Biebera, bo jedyny jest przerobiony i nie ma rejestracji, a nasze mają, to jest niebezpieczne.
- No. - wyszliśmy z domu i wsiadłem do samochodu, a Niall potykając się o chodnik wylądował na drzwiach.
- Co jest z Tobą kurwa nie tak?! - krzyknąłem na tego idiotę.
- Nie moja wina! Wszedł mi pod nogi!
- Tak, chodnik wszedł Ci pod nogi.
- A żebyś wiedział!
- Dalej wsiadaj. 
Gdy Niall wsiadł ruszyłem z prędkością 150/h.
- Zwolnij debilu, bo nas zatrzymają.
- Kto? Policja? Haha, Niall pracujesz z nami już 4 lata, a nadal się nie nauczyłeś. Policja nam nic nie zrobi. Po co Ci broń? No właśnie.


__________________________________________________


Siema, więc rozdział #1 jest nudny, tak jak każdy #1 rozdział. Więc, 2 będzie bardziej rozwinięty, mam nadzieję, że się podoba, nie oczekuję dużo, ale bardzo bym prosiła o komentarze. Jedno słowo, jedno jedyne słowo, które opisze to, czy wam się podoba czy nie, to jest coś, co mnie motywuje.


Dzięki!



3 komentarze:

  1. nie jest nudny ;*
    bardzo fajny , taki inny , nie taki jak połowa ff .

    OdpowiedzUsuń
  2. o o o o <3 zajefajne xd na początku takie kto to Jay ? czemu Justin to Jay ? wat ? xd jestem szybka, pozdro <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, chodnik wszedł mu pod nogi XD I wcale nie jest nudny!

    OdpowiedzUsuń