sobota, 22 marca 2014

#46 'Franklyn Henley'

- Po czym wnioskujesz, że ktoś obcy jest w domu?
- Wszyscy są na dole, a słyszałam kroki i pukanie na górze. Idź to sprawdzić.
- Ale...
- Idź.
- Dobra. - westchnąłem. Podszedłem do Nialla i szarpnąłem go za ramię. Spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem. - Chodź ze mną na górę. 
- Yyy... Ok?
- Kurwa, nie w tym sensie. Podobno ktoś jest na górze. Trzeba to sprawdzić. Harry, Louis, Liam, Chaz, Zayn. Chodźcie, musimy sprawdzić kto jest na górze. Dalej, bo stracę moją cierpliwość.
Na dół zszedł Max.
- Co się dzieje? - zapytał.
- Widzisz, to tylko Max. - mruknąłem w stronę Sarah.
- I tak idź. 
- Przecież idę. Chłopacy? - spojrzałem się na resztę.
- No idziemy... - poszli za mną.
Powchodziliśmy do każdego z pokoi. Nikogo nie było. Przewrażliwiona jest.

*Perspektywa Alice*


- Sarah, ogarnij się, tutaj nikogo nie ma. - próbowałam ją uspokoić. Nagle coś trzasnęło w kuchni, podskoczyłyśmy na miejscu. - Dobra, udowodnię ci, że jesteśmy w tym domu sami. - sama zaczęłam w to wątpić, ale nie zwracajmy na to uwagi. - Chodź do kuchni, a ty Max, zostań tutaj i się nie ruszaj, dobrze?

- Pewnie. - odparł maluch.
Pociągnęłam przyjaciółkę za sobą. Zapaliłyśmy światło. Obie zaczęłyśmy się drzeć ze strachu. Na blacie kuchennym leżał zakrwawiony nóż, a sama podłoga też miała lekko bordową barwę. 
- Gdzie Max? - zapytała cicho szarpiąc mnie za rękę.
- Wycofujemy się stąd. - powiedziałam i już po chwili leżałyśmy przytulone do Maxa na kanapie. 
Chłopcy już zeszli.
- Co tu się stało? - zapytał Chaz.
- Wejdź do kuchni. - powiedziałam, a on to zrobił. 
- Kurwa mać! - wrócił do nas. - Kto z was za tym stoi, przyznawać się. - warknął.
- Tym razem to nie ja. - obronił się Zayn.
- To przez nich. - Jay wskazał ręką na mnie i Harry'ego. - Gdyby nie wyszli, kurwa teraz byśmy oglądali telewizję! Trzeba coś zrobić! - zaczął krzyczeć. - Zadzwonię do Johnny'ego, to będzie najlepszy pomysł.
Wybrał numer. Nikt nie odbierał.
Kurwa.
W pewnym momencie Sarah jak zahipnotyzowana podeszła do drzwi balkonowych patrząc uważnie na ogród. Podeszłam do niej. Spojrzałam w tą samą stronę co ona. Tam ktoś stał. Ktoś kurwa tam stał.
To nie był nikt z Killers, to nie był nikt z Beatlers, to nie był nikt z nas. 
Każdy dostał sms'a w tym samym momencie.
Odczytaliśmy go wszyscy na głos.
Brzmiał on: 'Bardzo miło się patrzy jak drżycie ze strachu, miłej nocy.' 
Każdy dostał go z innego numeru. Tylko Jay dostał go od Johny'ego.
- KURWA! - krzyknął Bieber uderzając z całej siły w ścianę. Pociągnął ze sobą Sarah do góry. Tyle ich widzieliśmy.
- Jak myślicie? Poszli na seks na uspokojenie? - zapytał Niall.
Wszyscy zmierzyliśmy go wzrokiem.
- To nie jest czas na żarty, Horan. - warknął Zayn.
Po chwili zeszła na dół tylko Sarah po jakieś pudełko i znów pobiegła do góry.
Usiedliśmy wszyscy w salonie. Rozległy się strzały.
Chłopacy pobiegli do góry zobaczyć co się dzieje z Jayem.
- Co się dzieje ciociu? - zapytał Max. Omg, nazwał mnie ciocią!
- Nie martw się, okey? Wszystko będzie dobrze. - powiedziałam i potarłam jego ramię. Przytulił mnie i zasnął mi na rękach.
Położyłam go na sofie i sama poszłam do góry. Jay stał przy oknie, tak, że nie było go widać i strzelał w stronę naszego ogrodu. 
Chłopacy stali z boku i patrzyli na całą sytuację.
- No co tak stoicie?! Pomóżcie mu do cholery! - krzyknęłam na nich. Wyciągnęli broń i również strzelali.
Sarah znów nie kontaktowała z nami. Zeszła sama na dół. Poszłam po cichu za nią. Usiadłam na schodach patrząc co ona robi. Znów podeszła do tych drzwi i patrzyła na ogród. Po chwili przebiegła obok mnie idąc na górę.
Znów udałam się do pokoju.
- Nie ma już go. - powiedziała do Jaya.
- Albo uciekł, albo go rzeczywiście postrzeliliśmy. - powiedział bardziej do siebie.
Zadzwonił mój telefon.

- Halo?

- Hej Alice.
- O, hej Franklyn, co u ciebie? - był zdyszany, uciekał przed kimś. Było słychać szelest liści.
- Okej, trochę nudno, a u ciebie?
- Po co dzwonisz? -
- No żeby się dowiedzieć co u ciebie.
- Gdzie ty jesteś? 
- Ym... Aktualnie, w domu. 
- Pewnie. To na razie Franklyn.
- Ale... Czemu?
- Temu, nara.

- Kto do ciebie dzwonił? - zapytał Jay.

- Nikt ważny.
- Kto kurwa dzwonił?!
- Franklyn.
- Jaki Franklyn? Jak wygląda?
- No Franklyn Henley. Wysoki, blondyn, ma zielone oczy. A co?
- Nic, tak się pytam. - powiedział i odszedł. Dziwne.

*Perspektywa Jaya*


Sarah łaziła po domu jakby miała ADHD. Podszedłem do niej i szarpnąłem ją za ramię.

- Ogarnij się! Jak wyglądał ten koleś z naszego ogrodu?
- No wysoki był tyle wiem, miał jasne włosy. Po co się pytasz?
- Tak sobie. ALICE! - wydarłem się. Ta wbiegła do pokoju. - Masz zdjęcie Franklyna na telefonie?
- Nie, ale mogę wejść na facebooka.
- To wejdź. - przewróciłem oczami. - No, a teraz daj mi ten telefon. Pokazałem Sarah tego gościa. - On tam był?
- Skąd mam wiedzieć? Było ciemno.
- No kurwa, to on czy nie?
- Nie... Może... Tak.
- Zadzwoń po tego debila. - zwróciłem się do blondynki.
- Po co? Nie rób mu nic. 
- ZADZWOŃ, BO JA TO ZROBIĘ! 
- No już dzwonię... 
Wyjęła telefon i chwilę w niego postukała. Przyłożyła telefon do ucha.
- Cześć Franklyn... Chciałeś się spotkać, nie...? No... To przyjdź do mnie... Jak to gdzie? No Bugsby's Way... Wyjdę po ciebie, idź po prostu do Asdy... No, to pa. - rozłączyła się. - Zadowolony?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Chodź. - pociągnąłem ją i Zayna. Wyszliśmy z domu.
- Gdzie on będzie w końcu?
- No przy Asdzie.
- TO RUSZAĆ DUPY, BO JAK NA RAZIE SIĘ OBIJACIE. - krzyknąłem chcąc aby przyspieszyli.
W końcu po 10 minutach byliśmy na miejscu.
Alice podeszła do tego Franklyna. Zagadała go. Z Zaynem podeszliśmy go od tyłu. Znaczy ja, Zayn odtrącił Alice.
Chwyciłem tego śmiecia za kaptur i pociągnąłem w stronę ciemnego zaułku.
- Dla kogo pracujesz?! - warknąłem przyciskając go do ściany.
Ten się tylko zaśmiał. 
- I z czego się śmiejesz popierdoleńcu?!
- Bo jesteś bardzo śmieszny. - chciałem wyciągnąć broń, on zrobił to pierwszy. 
- Tego szukasz? - zapytał machając mi moją bronią przed oczami.
- Odpowiesz mi na moje jebane pytanie?
- Może. - dlaczego ja kurwa nie wziąłem drugiej broni albo chociażby noża.
- KURWA JAY KRETYNIE, GDZIE TY MASZ SWOJĄ JEBANĄ BROŃ!? - krzyknął Zayn wchodząc w ten ciemny zaułek.
- Gdybyś kurwa był tu 5 minut wcześniej, on by nie żył i byś kurwa wiedział gdzie mam moją jebaną broń.
- Ja pierdole, ale ty głupi jesteś. - Zayn chciał wyciągnąć broń ale w pewnym momencie dostałem ja, w ramię.
- KURWA. - syknąłem i cofnąłem się o 3 kroki od tego gościa.
Zayn wycelował bronią i strzelił w niego, spudłował. 
Usiadłem na ziemi opierając się o ścianę i trzymając się za ramię. Franklyn uciekł a Zayn zaczął klnąć.
- Gdzie Alice? - zapytałem go.
- Nie martw się nią, zaprowadziłem ją do domu.
- Kiedy?
- Jak ciebie poniosło i chciałeś zabić tego kolesia.
- Aha. Zajebiście. - po raz kolejny syknąłem z bólu.
- Chodź, Sarah ci to w domu opatrzy.
- Umiem sobie kurwa poradzić. - warknąłem.
- Jak chcesz. - chwycił mnie pod ramię i poszliśmy do domu.
Po chwili męki, byłem z Zaynem pod domem.
Kopnąłem w drzwi, one się otworzyły.
- JAY! CO CI SIĘ STAŁO? - pisnęła Alice. - MASZ KREW NA RĘKACH I RAMIENIU JAY! - zaczęła panikować.
- Ogarnij się. - warknął Zayn.
- SAM SIĘ OGARNIJ. - powiedziała i poszła do góry. Pewnie po Sarah. Maxa też tu nie było.
Usiadłem na sofie.
Po chwili Zayn przyniósł mi apteczkę.
- Kurwa, sam tego nie zrobię. - powiedziałem bardziej do siebie.
Tak w sumie to, jak na zawołanie zeszła Sarah.
- CO CI SIĘ DO CHOLERY STAŁO?! - warknęła.
- Dzięki za troskę. - syknąłem.
- To ja wyjdę. - powiedział Zayn.
- Gdzie Max? - zapytałem.
- W dupie,u Jerry'ego Tutaj nie jest bezpiecznie dla niego.
- Kiedy wy go zawieźliście?
- KIEDY TY DO CHOLERY POSTANOWIŁEŚ, ŻE WYJDZIESZ SOBIE Z DOMU NA PEWNĄ ŚMIERĆ!
- Nie krzycz do chuja Louisa.
- Co ty powiedziałeś? Louisa? Ja o czymś nie wiem? Zdradzasz mnie z Louisem? ZAJEBIŚCIE. - wyszła. No kurwa jaka ona jest przewrażliwiona. ŻE NIBY JA Z LOUISEM? Nie jestem gejem do cholery.
- CHODŹ TU! - krzyknąłem za nią. Weszła z powrotem.
- Co?
- Pomóż mi?
- Nie?
- Sarah do cholery.
- Justin do cholery.
- Czyli teraz będziesz zachowywać się jak dziecko? - wzruszyła ramionami i podeszła do mnie chwytając apteczkę. 
- Będę musiała ci to wyciągnąć z ramienia.
- To wyciągnij.
- ALICE! 
- Co? - krzyknęła z kuchni.
- Przynieś mi szczypce albo nożyczki!
Po chwili Alice przyszła z tym czymś. 
- Proszę. - popatrzyła na mnie, a potem pokręciła głową.
Sarah wzięła te szczypco-nożyczki i wyjęła mi to z ramienia. Syknąłem. Odkaziła ranę, zabandażowała ją. W międzyczasie Alice wyszła. Sarah uśmiechnęła się i klepnęła mnie w tę rękę.
- Kurwa mać. - odruchowo wstałem. 
- To za bycie debilem. Po co wychodziłeś z domu?
- Musiałem upewnić się, czy to ten dupek o którym mówiłaś.
- I co?
- No to był on. 

*Perspektywa Jerry'ego*


Jake biegał z Maxem na swoich barkach. 

- Max, jesteś głodny? - zapytałem. 
- Nie, jeszcze nie.
- Jest "Epoka Lodowcowa 2" w telewizji! - krzyknął Mariush.
- KOCHAM "EPOKĘ LODOWCOWĄ"! JAKE, PUŚĆ MNIE JUŻ! - Max zaczął się drzeć.
- Uspokój się już. - zdjął chłopaka, a Max pobiegł do Mariusha.
- To co będziecie jeść na kolację?! - krzyknąłem już lekko zirytowany.
- Zamówmy pizzę! - krzyknął Jason.
- Jason, uspokój się, bo zachowujesz się jak dziecko. Dobra, zamówię tę pizzę
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer pizzerii. 

- Halo? 

- Dobry wieczór, chciałbym zamówić pizzę.
- Dobrze, a jaka ma być?
- Z szynką i z podwójnym serem.
- A na jaki adres?
- Westmoor Street 59. 
- Jakieś sosy?
- Czosnkowy i ketchup.
- Dziękuję, do widzenia.

- I co? Zamówiłeś? - zapytał Nicolas.

- No. 
- Musimy wymyślić jakiś plan na Skrylls.
- Co? - zapytałem i zakrztusiłem się sokiem który właśnie piłem.
- Dobrze słyszałeś. Zdobyliśmy zaufanie twojej głupiej siostry i jej koleżanki. Trzeba to wykorzystać.
- Kto to Skrylls? - wtrącił się Max.
- Ym... To bajka taka.
- A włączysz mi ją po "Epoce Lodowcowej"? 
- Nie, bo ona leci tylko w lato.
O czym ja mówię?
- Aha, szkoda... Mariush, popatrz na Sida! - zaśmiał się Max.
- Max, jak dam ci szyszunię to padniesz. - teraz oboje się śmiali.
- I on jest dorosły? - przewróciłem oczami. - Nie zgadzam się na żaden "plan".
- Wszyscy uważamy, że zniszczenie Skrylls będzie najlepszym wyjściem, żeby być na szczycie. Twoje słowa, zapomniałeś Jerry? - syknął Jake.
Nie odpowiedziałem, zrzuciłem szklankę, która się potłukła. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Wziąłem Maxa i poszliśmy otworzyć. Gdy dostawca zobaczył mnie, zamarł. Wziąłem od niego pudełko, włożyłem mu do kieszeni 10 funtów i zamknąłem mu drzwi przed nosem.
- Ładnie pachnie. - powiedział Max.
- Wiem.
- Kiedy wrócę do Sarah? Tęsknię za nią. - Max posmutniał. To było słodkie.
- Zadzwonię do niej. 
Kurwa, nawet nie wiem co się stało. Po prostu go przywiozła mówiąc, że mamy się nim zaopiekować. 

- Halo? - była przestraszona. Dlaczego?
- Sarah, co się dzieje?

- N-nic.
- Powiedz mi do cholery o co chodzi! - warknąłem wściekły do telefonu.
- Nie krzycz na mnie. 
- To mi powiedz, dlaczego Max musiał zostać u mnie?
- Bo u nas jest niebezpiecznie.
- Dlaczego? SARAH MÓW DO CHOLERY.
- Ktoś nas obserwuje, to pierwsze. Drugie, dostajemy dziwne sms'y, od Johny'ego z Killers, trzecie, ktoś był w naszym domu, ten ktoś to Franklyn Henley.
- Jaki Franklyn?
- Nie wiem, ale ma nasz adres dzięki Alice. Zaprzyjaźniła się z nim, widać, że to było zaplanowane. Nie wiem. Cokolwiek.
- Nadal jesteście obserwowani?
- Nie wiem. Ale napisali nam, że nie mamy wychodzić z domu, bo może się to dla nas źle skończyć. 
- Co w tym Franklynem?
- Jay wyszedł z domu, nie wiem czy go zabić czy co, spotkał się z nim, był z Zaynem i Alice, ale Jay został postrzelony w ramię i Franklyn uciekł.
- GDZIE DO CHOLERY BYŁ ZAYN GDY JAY DOSTAŁ KULKĘ? 
- Nie wiem. Dlaczego interesujesz się naszym gangiem?
- Bo ty w nim jesteś, muszę wiedzieć co się z tobą dzieje. Przekaż Jayowi, że zaraz u was będziemy.
- Dobrze.
- Trzymaj się.

- JASON! JOSH! NICOLAS! JAKE! DO MNIE!

- Co się drzesz? - zapytał Jake.
- Jedziemy do Skrylls, teraz. MARIUSH ZOSTAJESZ Z MAXEM!
- OK! - odkrzyknął z salonu.
- Po co jedziemy do Skrylls? - zapytał Nicolas.
- Musimy im pomóc.
- CHCESZ POMAGAĆ KONKURENCJI?!
- A to nie my czasami prosiliśmy na początku o ich pomoc? No własnie. - powiedziałem.
- Pomogli? Nie wydaje mi się.
- Prosiłem o znalezienie mojej siostry, znaleźli ją.
- KURWA, JERRY OGARNIJ SIĘ.
- Nie prosili mnie o pomoc. Nikt mnie nie prosił. Nawet Sarah. Ale to jest moja siostra i gdy jej coś zagraża, pomogę. Jasne? TO JEST MÓJ GANG i macie wykonywać moje polecenia. Do samochodów. - na moje polecenie wszyscy weszli do swoich samochodów. Pojechaliśmy pod dom Skrylls. 

__________________________________________________


HEJ, PRZEPRASZAM, NIE MA WĄTKU +18, ALE NIE MIJA WINA, TAK SIĘ POTOCZYŁO, NIE KRZYCZCIE XD BĘDZIE W NASTĘPNYM, ZNACZY, POSTARAM SIĘ, DZIĘKI, ŻE NIE KRZYCZYCIE <3


#BIGLOVE PEACE YO


11 komentarzy:

  1. Jej kochana jestes ze dodalas

    OdpowiedzUsuń
  2. Idealnie. A my cały czas czekamy na akcje +18 hahahahahaha

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej nowy rozdział *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Robi sie gorąco coraz bardziej :** super czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oo dzieje się

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę dodała byś dziś kolejny ? Bo wiesz końcówka weekendu i poniedziałek jutro ;) na lepszy humor

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej jaki fajny rozdział dodaj jeszcze jeden ładna pogoda i niedziela :) zrób dla mnie dobry uczynek xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaha wszyscy uzależnieni od tego widzę ;D a rozdział cudowny

    OdpowiedzUsuń