wtorek, 18 marca 2014

#44 'You believe me?'

Chwyciłam z powrotem moją torbę i zbiegłam szybko na dół. Wyszłam z tego domu i poszłam do miasta. W sumie, to nawet nie wiem gdzie.
Zauważyłam z daleka chłopaków z Beatlers idących w moją stronę. Albo stronę czegoś innego bo nie wyglądało na to, że mnie zauważyli. Jednak, w końcu pokiwał mi Jake. 
- Siema Sarah, znów. Czemu chodzisz tu tak sama? Może chcesz nam dotrzymać towarzystwa?
- Jeżeli to nie będzie problem. - wzruszyłam ramionami.
- No to idziemy na kręgielnie. 
- Chwila... Mogę zadzwonić po koleżankę?
- A jest ładna?
- Więcej niż ładna.
- To na co czekasz?
Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Alice.

- No hej. - powiedziałam. - Miałabyś może ochotę na kręgle?

- Tak! Jak ja dawno nie byłam na kręglach, o Boże.
- To ruszaj się, czekam przy ulicy Kingsway.
- Gdzie to?
- No, w sumie to sama nie wiem, ale pisze tu tak... Szłam tylko kawałek od domu prosto, nie skręcałam. Więc idź prosto i się tu gdzieś znajdziemy.

- I co? - zapytał Josh.

- Będzie zaraz. - powiedziałam z uśmiechem. Usiedliśmy na ławkach obok. Po paru minutach zauważyłam idącą Alice, rozglądała się. Kiwnęłam do niej ręką. Podbiegła do nas.
- Hej Sa... Ym, hej wam. - powiedziała patrząc na chłopaków.
- To jest Josh, Jason, Jake, Nicolas no i Mariusha znasz. - pokazałam jej po kolei.
- Tak... Hej, jestem Alice. - spojrzała na nich.
- Tak wiemy.
- Skąd? - zapytała.
- Znamy Skrylls, Alice. - zaśmiał się Jason. - To idziemy?
- Tak. 
Ruszyliśmy w stronę kręgielni, śmiejąc się i żartując.
Weszliśmy do środka. Chłopacy zamówili nam tor, Alice rzucała jako pierwsza.
Strąciła wszystkie kręgle. 
- TAK TO SIĘ ROBI! - powiedziała, wszyscy zaczęli się śmiać. Oh, moja kolej. Nie ukrywam, że nigdy nie lubiłam kręgli, bo nigdy mi to nie szło jakoś specjalnie. 
Podeszłam do kul i wzięłam jedną z nich. 
O dziwo, strąciłam aż siedem. Nie możliwe. 
Uśmiechnęłam się i wróciłam na miejsce. Chłopacy popisywali się. Rzucali w siebie popcornem który kupili. Jak dzieci. W sumie myślałam, że oni są gorsi, wredniejsi... Może tylko takich fajnych udają? Może są gorsi? Może udają tak tylko, żebyśmy ich polubiły a w rzeczywistości są chłodni i bez litości? Tak. Tak myślę.
- Ja się muszę już zbierać. - powiedziałam gdy przypomniałam sobie, że zostawiłam Maxa z chłopakami. 
- Czekaj idę z tobą. - powiedziała Alice i wstała z miejsca.
- Nara chłopaki. - powiedziałyśmy, a potem wyszłyśmy.
Poszłyśmy w stronę domu.
- Nie ufam im. - stwierdziłam.
- Dlaczego? Wydają się spoko. - zapytała Alice unosząc brew.
- Wydają się.
- W sumie. Kto wie, może chcą zdobyć nasze zaufanie a potem...
- NIC NIE MÓW BŁAGAM.
- Ok. - zaśmiała się.

*Perspektywa Jaya*


To wszystko jest takie popieprzone. W jednym momencie budzi się we mnie maszyna do zabijania a w drugim mam ochotę z tym wszystkim skończyć.

Przypomniał mi się chłopak, którego zabiłem.
Tak. Jestem potworem. Wiem.
Przypadkowo natknął się na mnie w ciemnej uliczce.
Byłem wtedy zdenerwowany. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić.
Zabiłem go, kurwa.
Może dlatego, że chciałem oszczędzić mu dorosłego życia i cierpienia, z miłości, ze smutku, z powodów rodzinnych...
Albo dlatego, że uwielbiałem patrzeć na kogoś śmierć?
Nie wiem. Pamiętam to jakby to było dzisiaj. Pamiętam dużo moich zabójstw. Ale dałbym słowo, to nie ja zabiłem rodziców Sarah. Poważnie.
Pamiętam, że wtedy dla mnie nie liczyło się nic. Miłość? Nie. Rodzina? Nie. Pieniądze? Nie. Życie? Nie.
Tak bardzo bałem się stracić coś co kochałem, że bałem się kochać cokolwiek.
Idealnie, Sarah własnie chyba weszła do domu. Chociaż... Nadal nie mogę wybaczyć sobie tego, że ją uderzyłem.
Zszedłem na dół. Sarah trzymała Maxa na rękach. Kolo niej leżał mój telefon.
Podszedłem do niej.
- Jesteś jeszcze zła? - zapytałem z nadzieją w głosie, że powie 'nie'.
- Jeśli mi powiesz całą prawdę, nie będę.
- To mnie wysłuchaj.
- To mów.
- Dlaczego mi nie ufasz? - w tym momencie wszyscy wyszli z salonu, został z nami tylko Max.
- Jak mam ci ufać skoro gadasz od rzeczy wymyślając jakieś gówna?
- Naprawdę ich nie... - mój telefon zadzwonił. Sarah się na niego spojrzała. Przeczytała kto dzwoni. Podała mi telefon. Pokręciła głową i wyszła. Zgadniecie kto dzwonił? Abigail! Kurwa. Odrzuciłem połączenie. TO BYŁA MOJA JEDYNA SZANSA NA WYJAŚNIENIA. A teraz wszystko spieprzone.

*Perspektywa Sarah*


Poszłam do góry z Maxem. Rozmawia ze mną, tłumaczy się i nagle dzwoni jego kochanka. SUPER. Nienawidzę go. Nigdy nie darzyłam nikogo taką nienawiścią jak i miłością. Wątpię żeby cokolwiek jeszcze z tego było. Wszedł za mną do pokoju.

- Sarah, wysłuchasz mnie?
- Miałeś szanse Bieber, dzwoniła twoja kochanka, oddzwoń do niej, może ma potrzebę, ty widzę też, proszę, idź. - powiedziałam patrząc prosto w jego oczy.
- Nie zdradzam cię do cholery! Posłuchaj mnie. To naprawdę nie ja ich zabiłem! To Killers!
- Tylko winny się tłumaczy.
- Więc to było tak, pojechaliśmy z chłopakami do Montrealu, nie wiedzieliśmy, że jest tam Killers. Nie wiedzieliśmy. Poszliśmy na imprezę wtedy. Byliśmy pijani, wracaliśmy samochodem. Liam nie pije więc mógł nas odwieźć. Pojechaliśmy DO DOMU. Wtedy policja zapukała do drzwi. Nie byłem trzeźwy, ale kurwa nie byłem tak pijany żeby niczego nie pamiętać! Powiedzieli mi i chłopakom, że jesteśmy oskarżeni o zabójstwo. Skuli nas w kajdanki i wsadzili do samochodów. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Kazali nam siedzieć w celi i wytrzeźwieć. Następnego dnia zaczęły się te pieprzone zeznania. Nie było dowodów, ale z racji na to, że Killers się ulotnili, ja i chłopacy biliśmy jedynymi przestępcami w tym mieście więc było wiadome kto to zrobił. Skazali nas. Siedzieliśmy w więzieniu 3 pieprzone lata.
- Uspokój się. - powiedziałam widząc, że powoli traci głos.
- Wierzysz mi?
- Nie wiem...
- Proszę...
- Okey. Powiedzmy, że wierzę.
- Będzie tak jak dawniej?
- To znaczy? Kłótnie i te sprawy?
- Nie... Inaczej, tak jak pierwszego dnia naszego związku, byliśmy szczęśliwi i odcięci od świata.
Przytuliłam go. Zadzwonił mój telefon.

- Halo?

- Hej maleńka, możesz jeszcze przyjechać na 5 minut?? Zapomniałem coś ci powiedzieć.
- Nie możesz przez telefon?
- Nie bardzo.
- Będę za 10 minut.

- Zawieziesz mnie do Jerry'ego?

- Dla ciebie wszystko. - pocałował mnie w czoło i zeszliśmy na dół.
- Justin... Skoro wszystko, to pozwolisz mi zrobić sobie kolczyk?
- Gdzie?
- No w nosie...
- Nie ma szans.
- Dlaczego?
- Masz dużo kolczyków.
- Ale proszę...
- Nie. Masz je nawet na biodrach.
- Ale Justin... Panie Bieber? Proszę.
- Nie ma mowy, Sarah.
Wsiedliśmy do samochodu i bez słowa więcej podjechaliśmy pod dom Jerry'ego. Weszłam bez pukania. Oczywiście ciepło mnie powitano.
- Więc czego zapomniałeś? - zapytałam.
- Tego. - wyciągnął zza pleców pudełko. Co tam jest?
- Co to? - zapytałam.
- To dla ciebie, otwórz. 
Otworzyłam pudełko, w środku był naszyjnik z napisem 'Carters'
- Oszalałeś? To musiało kosztować fortunę...
- Nie przejmuj się tym ile to kosztowało. Czekaj, założę ci.
Założył mi powoli naszyjnik.
- Dziękuję. - przytuliłam go.
- Żebyś o mnie pamiętała, panno Carter. - zaśmiał się.
- Musze już iść. - wskazałam na samochód stojący za nami.
- No tak, niecierpliwy chłopak Bieber.
- Dokładnie. Kocham cię, pa. - dałam mu całusa w policzek i wsiadłam z powrotem do samochodu.
- Jedziemy? - zapytał Bieber.
- Ta, ale szybko bo Maxa zostawiłam w domu. - powiedziałam.
- Co ty na to, żeby iść do parku rozrywki z Maxem?
- Okey. 
- Bez entuzjazmu? 
- OKEY, OMG, SUPER, PARK ROZRYWKI, OMG. - udałam podekscytowaną.
- Nie lubisz takich rzeczy?
- Lubię, ale boli mnie twarz i głowa. - podkreśliłam specjalnie twarz, żeby wiedział jak mocno mnie uderzył.
- Przepraszam. 
Dawno nie paliłam. Może Zayn będzie miał przy sobie, on często pali. A oczywiście Justin mi nie da.
- Jeżeli o tym myślisz, to nie, nie dam ci zapalić i nie, żaden z chłopaków też ci nie da. - powiedział. CO ON JEST WIDMO? JAKIM CUDEM?
- Czytasz mi w myślach?
- Nie, ale zauważyłem jak patrzysz się na moje papierosy w kurtce.
- Dupek. - skarciłam go i się zaśmiałam.



__________________________________________________


HEJ! DAJĘ DZIŚ TAK SZYBKO ROZDZIAŁ BO

BO MUSZĘ O. 
NO TO KOMENTUJCIE I TAK DALEJ, CZEKAM TU NA 43235432 MILIONY KOMENTARZY HAHAHA, KOCHAM WAS :)

#BigLove peace yo


13 komentarzy:

  1. Kurwa zabiję Jaya tak blisko semptum ale on nie a niech go szlak xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech zapali skręta haha

    OdpowiedzUsuń
  3. O jaki fajny rozdział dasz dziś jeszcze jeden ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest na szczęście sie pogodzili :) Kiedy nn ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha kiedy będzie 18+ ? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dlaczego, ale jak zobaczyłam ten komentarz, to zaczęłam się tam śmiać, że mama pomyślała, że mam z głową. HAHAHA XD Co do pytania, widzę, że nie możecie się doczekać, soon księżniczki, soon.

      Usuń
    2. jesteś dla mnie wredna ja chcę 18+ jak każdy tu :)

      Usuń
  6. A rozdział super *.* dzięki ze dodajesz szybko

    OdpowiedzUsuń
  7. Ulubione opowiadanie

    OdpowiedzUsuń