niedziela, 16 marca 2014

#43 'See you in hell.'

- Nie...
- Nie zaprzeczaj. Widziałam te dokumenty. Byłeś oskarżony z chłopakami o zabójstwo. Dwóch osób. Małżeństwa. Z Montrealu.
- To nie tak...
- A jak? Możesz mi powiedzieć jak?! - krzyknęłam tak, że Max się obudził.
- Sarah, czemu krzyczysz? - zapytał ocierając rączkami oczy.
- Max, tak? - zapytał Justin. - Jestem Jay. - podał mu rękę uśmiechając się szeroko. 
- Max, mógłbyś iść do góry? Wybierz sobie tam jakiś pokój i zaczekaj aż do ciebie przyjdę. - powiedziałam i pokazałam na schody. On pobiegł na górę.
- Słuchaj mnie... - Justin wstał z fotela. - To nie tak, owszem byłem w Montrealu kiedy doszło do zabójstwa, ale nie rozumiesz. To jest świat przestępców. Narkotyków. Zabijania. Zacierania śladów i wrabiania w to innych.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że Killers zabili moich rodziców i zacierając ślady zwalili wszystko na was? Bardzo śmieszne Bieber, prawie dałam się nabrać. - warknęłam i poszłam do kuchni. Usiadłam na blacie. Usłyszałam tylko trzask drzwi. Czyli wyszedł. W kuchni pojawił się Max.
- Co się stało Sarah?
- Nic Max. Idź już spać, okej? Chodź zaprowadzę cię do naszego pokoju. - weszliśmy do góry, z pokoju wyszedł ten Jason, którego poznałam wcześniej.
- O, Sarah. Z dzieckiem. Siema, co wy tu kurwa robicie? - zapytał. Przecież nikogo nie było w domu, skąd on się tu wziął?
- Jerry nas zaprosił, to jest Max. Nie dziecko. - syknęłam i poszłam do pokoju.
Położyłam Maxa spać i zeszłam z powrotem na dół.
Zrobiłam sobie kawę. Reszta chłopaków z Beatlers zeszła na dół. Zaczyna się.
- O! Pani Carter! Siema maleńka, co u ciebie? - usiadł koło mnie jakiś chłopak. - Jestem Jake, Jake Will. - przedstawił się.
Podeszła reszta.
- Długo tu będziesz? Jestem Nicolas Cake.
- Nie, do jutra. - odpowiedziałam uśmiechając się. Chyba nie są tacy źli. Chyba tylko dla mnie.
- My się znamy. - machnął ręką Jason.
- Ja jestem Josh Wait, a ten mały to kto? - pokazał na Maxa stojącego w drzwiach.
- Chodź Max do mnie. - wyciągnęłam do niego ręce. Wskoczył mi na ręce. - To jest Josh, Jake, Jason, Nicolas i Mariush... - pokazałam po kolei na każdego. O dziwo, Mariush się do mnie nie odzywał. Pewnie wie, że go nienawidzę więc co tu rozmawiać?
- JESTEM MAX! - krzyknął i pokiwał im wszystkim. Oni się zaśmiali.
- A teraz wracaj do pokoju i idź grzecznie spać.
- Ale ja przyszedłem bo telefon twój dzwonił. - podał mi komórkę i pobiegł do góry.
- Więc, Sarah. Jak już jesteś to wiesz co nie, bo jest tak jakby 20, Jerry'ego nie ma, więc mogłabyś nam coś ugotować. - powiedział Nicolas.
- Tak? Pomożecie mi?
- A myślałem, że Skrylls to same chuje i dziwki bez serca. - przyznał Josh.
- Cóż, jestem wyjątkiem. - przyznałam. - Szybko zawieram znajomości i tak serio to nie ma osoby której nie lubię. - spojrzałam na Mariusha. Ten tylko się uśmiechnął. Jest tutaj najmłodszy z tego co widzę. 
- To co gotujemy? - zapytał Jason.
- A co potraficie? - zapytałam.
- No właśnie nic. - odpowiedział Jake.
- To może... Nie wiem, mam pustkę w głowie. Hm... Może, nie to też nie.
- Czekaj mam pomysł. - Mariush pobiegł do góry i po chwili zszedł z laptopem. - Zrobimy zapiekankę makaronową. - powiedział i zamknął laptopa.
- Okej! To akurat potrafię, chyba. - powiedziałam. - To tak. Josh będziesz tarł ser, Jake zrób makaron, Mariush i Jason idźcie do sklepu po ketchup a Nicolas zostaje ze mną i rozgrzewa piekarnik.
- A ty? - zapytali.
- Ja? Ja wam rozkazuję. - zaśmiałam się.
- Widać, że siostra Cartera. - chłopacy zabrali się do pracy a ja wyciągnęłam masło i ser.
Po chwili chłopacy wrócili z ketchupem. 
- O, dzięki. - powiedziałam i postawiłam ten ketchup na stole. Piekarnik się rozgrzał więc włożyłam zrobiony już makaron do naczynia żaroodpornego po tym polałam sosem i nałożyłam ser.
Usiedliśmy z chłopakami w salonie. Piekarnik zapikał.
Poszłam do kuchni i wyciągnęłam zapiekankę. 
- Zrobione! - krzyknęłam i wróciłam do salonu z talerzami.
Zjedliśmy. Chłopacy oglądali mecz. Jerry miał być, z tego co Justin mówił, już godzinę temu. Gdzie on jest?
O. Jak na zawołanie wszedł do domu.
- Jestem! - krzyknął i kiwnął chłopakom. - Co gotowaliście? Albo spaliliście? - zapytał.
- Sarah nam zrobiła zapiekankę. - odpowiedzieli. Uśmiechnęłam się z wyższością.
- Chodź do góry. - zaśmiał się.
Udaliśmy się do salonu do góry, kto normalny ma dwa salony? 
- Gdzie byłeś z Justinem? - zapytałam.
- Załatwić parę spraw. Dlaczego mi nie powiedziałaś o Andreasie?
- Jerry, byleś tak cholernie nadopiekuńczy, że jak wróciłam z tej imprezy to zamknąłeś mnie w pokoju. Pamiętasz? Nie kazałeś mi tam iść. A ja poszłam. To była tylko i wyłącznie moja wina, więc o czym tu gadać?
- Nie, to nie była twoja wina. 
- Tak, nie ma o czym gadać. - powiedziałam i usiadłam na sofie.
- Nie będzie już z nim problemów, tak sądzę. - powiedział i usiadł obok. - A teraz, może mi powiesz dlaczego uciekłaś mi z Montrealu? - zapytał unosząc brew.
- Długa historia. - zaśmiałam się. - Jej głównym bohaterem jest nadopiekuńczy brat, wiesz?

*Perspektywa Jaya, wspomnienie*

Pojechaliśmy z Jerrym pod adres który znaleźliśmy w internecie. Jakie to nie mądre podawać swój adres. Kurwa, ten Andreas jest głupszy niż myślałem. 
Był to mały dom gdzieś na obrzeżach Toronto. 
Wysiedliśmy z samochodu.
- Raz się żyje. - powiedziałem a Jerry wykopał drzwi. Weszliśmy do domu z bronią w gotowości, nikogo nie było.
przeszukaliśmy kuchnię, salon i dwa pokoje, został ostatni, musiał tam być. Kiwnąłem do Jerry'ego głową wskazując na drzwi. Szliśmy z dwóch stron. Kopnąłem w drzwi one się otworzyły. Zastaliśmy tam blondyna który siedział z laptopem na kolanach.
- KIM WY KUR... Miło was widzieć, Carter dawno się nie widzieliśmy. - powiedział uśmiechając się.
-  Ta, a ja Bieber. Fajnie, nie? Wstawaj. - powiedziałem. Ten na nas patrzył jak na kretynów. - WSTAWAJ KURWA ZANIM CI PRZESTRZELĘ GŁOWĘ. - krzyknąłem a ten wstał. Jerry go przyparł do ściany a ja usiadłem na krześle zapalając papierosa. Chwyciłem jego laptopa.
- Widzę, że nie masz co z życiem robić skoro siedzisz na internecie. 
- To jest Facebook. - powiedział.
- Wiem kretynie. - warknąłem a Jerry przyłożył mu broń do głowy.
- Więc... Może masz mi coś do powiedzenia? - zapytał Carter. Uśmiechnąłem się i rzuciłem tego laptopa gdzieś na bok. W dupie mam czy będzie działał czy nie.
- Co masz na myśli? - bał się. 
- To kurwa, że zgwałciłeś moją siostrę. Myślisz, że wyjdziesz z tego tak bez konsekwencji? - zapytał Jerry.
- Skrylls. Beatlers. - tylko wyjąkał. WRESZCIE NAS POZNAŁ.
- Zdziwiony? - zapytałem. - Bo ja nie. - zaśmiałem się.
Jerry posadził go na krześle nadal trzymając broń przy jego skroni.
- Wiesz... Zastanawiam się, co zrobić, żeby widzieć jak cierpisz. - zacząłem chodzić po pokoju. Dostrzegłem zdjęcia jego rodziny. - Masz brata? 
- Nie róbcie mu nic. - błagał. 
- Mu? Nie. Nic mu nie zrobimy. Co innego z tobą. - powiedział Jerry.
- Nie specjalnie chce mi się tu dłużej stać więc, mieszkasz tu z rodziną? - zapytałem.
- Nie, mieszkam tu sam. Rodzina mieszka w innym mieście. 
- Prawidłowo. - zszedłem na dół poszukując czegoś łatwo palnego. Zszedłem na dół. Bingo. Leżała benzyna. 
Wziąłem ją do ręki. Polałem nią każdy pokój i ściany. Wróciłem do góry, do pokoju. Jerry palił papierosa patrząc na Andreasa.
- Wiesz co Andreas? Nie ukrywam, że masz ładne mieszkanie jak na takie małe. - powiedziałem rozglądając się.
Benzynę zostawiłem przed drzwiami. 
- Jerry, chcesz od razy przejść do rzeczy? - zapytałem odpalając kolejnego papierosa.
- Oczywiście. - zaśmiał się. Kopnął tego gościa z brzuch, ten złożył się na ziemi Jerry mu dokopał. Podszedłem do tego gościa i ukucnąłem wypuszczając dym w jego twarz. 
- Będziesz smażył się w piekle za to co właśnie robisz. - powiedział.
- To do zobaczenia w piekle. - powiedziałem i strzeliłem centralnie w jego ramię. Niech się trochę pomęczy.  
Wypluł swoją krew. - Na początku chciałem cię wykastrować, ale chyba sobie odpuszczę wiesz? - powiedziałem do niego. 
Strzeliłem jeszcze raz, tym razem w jego skroń. 
- Idziemy. - powiedziałem do Jerry'ego. Wyciągnąłem zapalniczkę, odpaliłem ją i rzuciłem za siebie. Już wiecie po co benzyna? Wyszliśmy szybko z domu.
Stanęliśmy obok samochodu patrząc jak ten mały dom się pali. Idealnie. Nikt kurwa nie będzie krzywdził kogoś, kogo kocham.
- To teraz mam cię podwieźć do domu, tak? - zapytałem Jerry'ego który cały czas patrzył na ognień.
- Nie, mam jeszcze coś do załatwienia. Możesz mnie zawieść, skoro już jesteśmy w Kanadzie, do Montrealu, do mojego starego domu. - powiedział.
- Jasne. - wsiedliśmy do samochodu i ruszyłem. - Ale chyba do Londynu sam trafisz, nie? - zapytałem.
- Ta. - powiedział. 
Wjechałem do Montrealu. 
- To gdzie teraz?
- Jedź prosto, potem w prawo, przy kwiaciarni w lewo i jesteśmy. 
Podjechałem pod jego dom.
- Dobra robota Jerry. - przybiłem z nim piątkę i wysiadł.
Może jest z innego gangu, może muszę z nim walczyć, ale jeżeli chodzi o współpracę to nie ma problemu. 

*Perspektywa Alice*

Chodziłam po kuchni szukając czegoś co bym mogła zjeść. Bingo, zostały naleśniki.
- Alice? - krzyknął ktoś z salonu, poszłam tam, to tylko Niall. Wróciłam do kuchni.
Siedziałam jeszcze chwilę na blacie, po chwili do kuchni wszedł ten kretyn.
- Długo jeszcze będziesz mnie ignorować? To dziecinne. - powiedział. Wyminęłam go uderzając przy okazji w jego ramię i poszłam do pokoju Liama. Dlaczego Sarah nocuje u Jerry'ego? W sumie...
- Hej! - powiedziałam.
- Po co tu przyszłaś? - zapytał Li.
- No nie wiem... POGADAĆ? 
- A, to usiądź. - pokazał na fotel.
Usiadłam.
- Co robisz? - zapytałam wskazując na laptopa.
- Ogarniam system.
- Aha.
- Gdzie twój kot?
- Śpi, wypiła mleko no i śpi.
- Traktujesz ją jak dziecko. - zaśmiał się.
- Wiem. Dlaczego jesteś taki cichy? Ogólnie, patrząc na całe Skrylls to jesteś najbardziej skryty w sobie.
- Tak uważasz?
- Tak. Powinieneś częściej się odzywać i mieć swoje zdanie. Mało się odzywasz. - przyznałam.
- Dzięki za radę. - uśmiechnął się. - Zmieniłaś się od twojej pierwszej wizyty tutaj. Wyglądałaś na taką przestraszoną.
- Bo byłam przestraszona? Dziwnie, nie?
- Może trochę. Czemu jesteś obrażona na Nialla?
- Zasłużył sobie.
- No powiedz...
- Boże, zachował się jak skończony dupek.
- Mam z nim pogadać? - uniósł jedną brew.
- Nie trzeba. Czekaj. - wstałam z fotelu i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a do pokoju wpadł Niall. - Żałosne. Dzięki za rozmowę, Liam. - powiedziałam i wyszłam z domu. Założyłam kaptur bluzy. Czemu nie mogłam wziąć kurtki? Usłyszałam kroki za sobą i się odwróciłam. Nikogo nie było. Poprawiłam włosy, ruszyłam przed siebie. Wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Przepra... Co ty tu kurwa robisz? - zapytałam, gdy zobaczyłam Nialla.
- Przyszedłem po ciebie. Jest już ciemno, coś mogło ci się stać. 
- Pewnie. O co ci w ogóle chodzi? Wszystko jest fajnie, idziemy na koncert mojego ulubionego zespołu, potem się ze mnie nabijasz, zostawiasz mnie na ulicy, a na końcu po prostu mnie ośmieszasz.  Po co to wszystko, huh? A ja naprawdę cię lubiłam, ale wszystko spierdoliłeś. Jesteś okropny. Daruj sobie i zostaw mnie w spokoju. - warknęłam i wyminęłam go. 
Po moich policzkach spłynęło kilka łez. Szybko je otarłam. Kurwa gangster od 7 boleści.

*Perspektywa Nialla*

Dlaczego ona do kurwy się na mnie obraziła? Ah tak, przed chwilą mi wygarnęła, co o mnie myśli. Dobra, muszę jakoś odreagować. Przejdę się do Meantime Brewing. 
Wszedłem do środka i usiadłem na krzesełku barowym.
- Cześć Niall, coś ty taki przygnębiony? - zagadnął mnie Mick, barman.
- Ah, kobiety. Znienawidziła mnie przyjaciółka.
- To nieźle musiałeś dać jej popalić. Tak szybko pewnie jej nie przejdzie.
- Poradzi sobie. Wlej mi szklankę whisky. - wyciągnąłem portfel i dałem gościowi kilka banknotów. 
Piłem już sam nie wiem którą szklankę. Straciłem rachubę po 5. Walnąłem głową o ladę.
- Ej, tylko mi jej nie ośliń. 
- Spokojnie... 
- Niall, musisz już iść do domu, jest po 2. Trafisz sam?
- Jakoś.

*Perspektywa Louisa*

Oh, jaka cisza w domu. Sarah nie ma, Alice chyba śpi, Zayn i Liam siedzą u siebie, Harry też śpi. Jay usypiał przed laptopem. 
Usłyszałem walenie w drzwi, zerwałem się w miejsca i otworzyłem drzwi.
- Niall, ciszej, jest już późno. - skarciłem go. Kurwa, on jest schlany w 3 dupy. Wziąłem go pod rękę i zaprowadziłem do salonu. Nie będę z nim szedł na piętro, boli go chyba coś. Położyłem go na kanapie. Chaz się na mnie spojrzał jak na idiotę. Ręką pokazałem, że ma napite. 
Chaz poszedł do góry a Jay zerwał się z miejsca.
- Ja pierdolę, jak dzieci. - poszedł po wodę do kuchni. 
Wrócił i oblał nią Nialla. - W podskokach do siebie do pokoju. - warknął na niego. Niall mokry poszedł do góry.
- Nie musiałeś, zaniósł bym go.
- Nie mam humoru Louis, ty też spierdalaj lepiej do siebie. - poszedłem do góry, zajrzałem do pokoju Sarah, szkoda, że już nie ma pokoju ze mną. 
- Co ty tu jeszcze robisz? - zapytał Jay. Przed chwilą był na dole, kurwa.
- Nic, idę do siebie.
- No i prawidłowo.
On też miał wypite? CO TO KURWA JAKIŚ DZIEŃ PICIA?
Położyłem się u siebie no i zasnąłem.

*Perspektywa Sarah*

Obudził mnie Max.
- Co się stało? - zapytałam.
- Nic, ale już jest 10, wstajemy księżniczko. - powiedział i uciekł na dół.
Zeszłam za nim. Zapewne wyglądałam strasznie. Nie zmyłam wczoraj makijażu.
- Siema chłopacy! - krzyknęłam w stronę salonu. 
- Siema! - odkrzyknęli. Weszłam do kuchni. Jerry pił kawę.
- Hej, mój ulubiony bracie. - zaśmiał się.
- Co jemy na śniadanie? - zapytał Max. Opadłam na krzesło i schowałam twarz w ręce. 
- Ktoś się nie wyspał? - zapytał Jerry.
- Nie, po prostu jestem prawie pewna, że w tym momencie wyglądam jak jakieś zombie, albo połączenie zombie z pandą.
- Nie, wyglądasz okej.
- Dziękuję. - zeszłam ze stołka i podeszłam do Maxa.
- Sarah, Jerry robi za tobą śmieszne miny. - powiedział Max śmiejąc się, odwróciłam się a Jerry stał z poważną miną. Zmrużyłam oczy i ponownie spojrzałam na Maxa.
- Zjemy w mieście. Musimy się już zbierać, leć do góry się ubrać. - powiedziałam i odwróciłam się do Jerry'ego.
- Nie musicie już iść, jeśli chcecie...
- Nie Jerry i tak prędzej czy później będę musiała wrócić do tego pieprzonego dupka, więc nie robi mi to różnicy. Idę się ogarnąć.
Pobiegłam do łazienki. Znalazłam w niej jakieś mleczko do demakijażu. Zaraz... PO CO 6 CHŁOPAKOM MLECZKO DO ZMYWANIA MAKIJAŻU?
Może Joanne tu była kiedyś. Albo coś. Nie wiem.
Zmyłam to wszystko z twarzy.
Poszłam do pokoju po torbę, miałam w niej kosmetyki. 
Wyciągnęłam tusz do rzęs, eyeliner, czerwoną pomadkę i podkład. Wróciłam do łazienki. Zrobiłam makijaż.
Uczesałam włosy i weszłam z powrotem do pokoju.
- Gotowy? - zapytałam Maxa.
- Tak. - uśmiechnął się.
Złapałam go za rękę i zeszliśmy na dół, podeszłam do Jerry'ego.
- Dziękuję, że nas zaprosiłeś. Było miło. - przytuliłam go i potargałam lekko jego włosy. - NA RAZIE CHŁOPACY! - kiwnęłam im i wyszłam.
Szliśmy dosłownie tylko 10 minut.
Weszliśmy do środka.
- HEJ WSZYSTKIM! - krzyknęłam. Ale był tylko Chaz i Louis.
- Hej Sarah. - odpowiedzieli.
- Gdzie Zayn, Liam, Harry, Niall i Alice?
- Wszyscy jeszcze śpią. 
- Ok, zajmiecie się chwilę Maxem?
- Okej! - Louis się uśmiechnął i wziął malucha na ręce podrzucając go w powietrzu.
Poszłam do góry zostawić torbę. Weszłam do pokoju.
Wszędzie było czuć zapach whisky. Ktoś tutaj pił. 
Justin leżał patrząc pusto w sufit. Postawiłam torbę i chciałam już wyjść, ale zatrzymał mnie.
- Długo będziesz na mnie obrażona? - odwróciłam się do niego.
- Długo będziesz zgrywał dzieciaka? Pytasz mi się czy długo będę obrażona? W TAKIEJ SYTUACJI?! Weź to na poważnie może, co? Nie. Bo po co. Lepiej zgrywać tępego i udawać, że się nic nie stało. - on gwałtownie wstał z łóżka i do mnie podszedł.
- Powtórz kurwa to co powiedziałaś. - syknął.
- Dobrze słyszałeś. - warknęłam. Poczułam mocny przeszywający ból w policzku. Uderzył mnie, znów. Żadna nowość. Nie ukrywam, że bolało. Próbowałam tego nie pokazać.
- Tylko, że kurwa dzięki mnie, ten sukinsyn co cię pieprzył, już ci nic nie zrobi. A ty mnie oskarżasz o jakieś gówna, skoro sama wiesz tyle co gówno. Śmieszna jesteś, uwierz mi, nie widziałem bardziej pustej dziewczyny od ciebie. Myślisz, że będę rozpaczał razem z tobą za twoimi rodzicami? NIE. Może nawet dobrze myślisz, że to ja ich zabiłem. Z resztą, mam to w dupie. Pierdol się Sarah. - wyminął mnie.
- Tak, proszę, idź do swojej Abigail, proszę. - wyłkałam. Stanął w miejscu. Nie odwrócił się do mnie, ale także nie poszedł dalej. - Nie, albo uderz mnie jeszcze raz. Tak, wyżyj się proszę bardzo! - krzyknęłam wyrzucając ręce w powietrze. 
- Nie wiesz o czym mówisz, pomyśl zanim coś powiesz, jeżeli tego stawką może być twoje życie.
- Oh, czyli teraz mówisz, że mnie zabijesz? Dziękuję Bieber, teraz wiem na czym stoję. Nie wierzę, że związałam się z takim dupkiem jak ty.


__________________________________________________

O M G.
NAWET NIE MYŚLAŁAM O TYM, ŻE PO TAK KRÓTKIM CZASIE POJAWI SIĘ AŻ 11 KOMENTARZY! JESTEŚCIE NIESAMOWICI. WIĘC W NAGRODĘ JEST NASTĘPNY ROZDZIAŁ LALALALA.

Natalka, przeczytałam twoją prośbę, wszystko w swoim czasie :) 






  

16 komentarzy:

  1. Łaska kocham cię normalnie ;) dzięki za rozdział jeju jestes niesamowita

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha cudowna jesteś

    OdpowiedzUsuń
  3. Uu dzieje się ;/ oby się pogodzili

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę smutny rozdział ;( oby było wszystko ok

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahahah Dziękuję :) o to czekam xd ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutny na końcu ale jest okej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawaj nn plose :D

    OdpowiedzUsuń
  8. KOCHAM TEGO BLOGA !

    OdpowiedzUsuń
  9. Smutny ale jakoś przypadł mi do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Prosze powiedz ze się pogodza :(( Kocham to kiedy nn ? Juz nie moge sie doczekac

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju jestes cudowną rano wchodzę a tu rozdział ;) poniedziałek staje się lepszy

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow podziw dla cb 2 rozdziały jednego dnia. A do rozdziału trochę smutny

    OdpowiedzUsuń
  13. Smutny ale ja lubię smutne poproszę nn :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń