piątek, 7 marca 2014

#40 'Tootsie'

ROZDZIAŁ ZADEDYKOWANY DLA NATALKI KTÓRA POMAGA MI SPEŁNIAĆ MARZENIA.



*Perspektywa Sarah*

Siedziałam sama przy barze, bo Alice spotkała jakiegoś gościa, mówiła, że ma na imię Franklyn i go poznała. 

Więc poszła z nim tańczyć, ja siedziałam i piłam tylko drinki.
Poczułam szturchnięcie w ramię.
- Cześć ślicznotko. - uśmiechnął się do mnie jakiś facet. Miał na około 40 lat? 
- Cześć, możesz już iść. - warknęłam. Nie lubiłam mieć bliskiego kontaktu z nieznajomymi. Z wiadomych przyczyn, prawda?
- Dlaczego tak groźnie? - przybliżył się i położył swoją rękę na moje udo. Wtedy spadł z krzesła.
- Co do cholery?! - krzyknął ten gość. Spojrzałam się przed siebie, stał tam Jay z Zaynem i Harrym. 
- Masz jakiś problem? - zapytał Jay i wyciągnął dyskretnie pistolet.
- Nie, ja już pójdę. - powiedział i prawie wybiegł z klubu.
- Przyszłam tutaj z Alice, nie z wami.- mruknęłam. 
- Jak widać, jej tu nie ma. 
- A dobrze się bawisz? - zapytał Harry.
- No, spoko jest, możecie już iść sobie.
- Przyszliśmy się zabawić. - zaśmiał się. - Chodź Zayn, zostawmy sikorki w spokoju.
- A nie czasem gołąbki?
- Nie wiem, nie studiowałem ornitologii. Jeden ptak, gołębie, sikorki. 
- Dobra, to chodź. - Zayn wzruszył ramionami i poszedł gdzieś z Harrym.
- Chcesz potańczyć? - Jay zwrócił się do mnie.
- Nie ma fajnej muzyki. 
- Po co nam fajna muzyka? Przy tym też da się bawić. Nie daj się prosić. - wyciągnął rękę w moją stronę. 
- No dobra. - mruknęłam i chwyciłam jego dłoń.

*Perspektywa Alice*


Tańczyłam z Franklynem przez jakieś pół godziny.

- Alice, ja muszę już iść. Do zobaczenia, kiedyś tam. - pocałował mnie w policzek i poszedł. 
Rozglądnęłam się po klubie. Nie było nigdzie Sarah. Pewnie poszła wcześniej. Postanowiłam, że też już pójdę. Wyszłam z tego klubu. Szłam ciemną ulicą, usłyszałam szelest.
- Boże... - szepnęłam. Z krzaków wyleciał kotek. - O, cześć mały... - podniosłam go. - Mała, przepraszam. Uciekłaś komuś? Chodź, wezmę cię do nas.
Wszyscy się ucieszą na tego kotka, ona jest taka kochana. Weszłam po cichu do domu. Nikogo nie było. Zapaliłam światło w salonie i wypuściłam kotkę na kanapę. Zza fotela wyskoczył Niall.
- Jay cię zabije, kretynko.
- Boże, Niall... Wystraszyłeś mnie!
- Skąd masz tego kota?
- Szedł sobie ulicą.
- A jak ktoś szuka tego kota?
- To ma pecha. Widzisz obróżkę? Nie? No właśnie. Zobacz jaka ona kochana. Nazwę ją Tootsie.
- Nie nazywaj kota, bo się przywiążesz, a obiecuję ci na moją matkę, że Jay wyrzuci tego kota.
- To nie jest jakiś tam kot. To Tootsie. Daj spokój, ona jest kochana, a Bieber ma jakieś tam serce, nie?
- Nie.


*Perspektywa Jaya*


Szliśmy z Sarah, raczej ja szedłem bo ta siedziała mi na barkach i chyba nawet spała. Powoli otworzyłem drzwi i wszedłem do domu zatrzaskując za sobą drzwi nogą. 

- Jay, kurwa mać. - powiedziała Alice.
- Mm, miłe powitanie. - zmierzyłem ją wzrokiem i poszedłem do góry.
Położyłem Sarah na łóżku i sam się położyłem zasypiając.
Nie, jeszcze nie śpię. Wstałem i ściągnąłem z siebie ubrania, okulary i zegarek. Ahr, jeszcze buty. 
Dobra chyba już jestem rozebrany.
Poszedłem spać.

*Rano*


Obudziłem się przeciągając. Koło mnie leżała Sarah.

- Wstawaj wielorybie. - powiedziałem szturchając ją.
- Sam jesteś wieloryb. - warknęła.
- Ktoś nie w humorze. - zanuciłem. 
- Po prostu się jeb. Dziękuję, wielorybie.
- Okresu dostałaś?
- Justin, radzę ci stąd wypieprzać w trybie natychmiastowym.
- A ja ci dobrze radzę wstać i się ubrać, bo zaraz wyjeżdżamy.
- Gdzie? - podniosła się.
- Ciesz się, że nie musisz iść do szkoły. Dalej wstawaj. - podniosłem ją z łóżka. - Możesz już sama iść? - przewróciłem oczami. 
Podszedłem do moich spodni, które chciałem założyć.
- CO TO KURWA JEST?! - krzyknąłem zauważając jakieś białe coś wystające z kieszeni. Podniosłem je i zobaczyłem białego kota. - ALICE! - wydarłem się a ta wbiegła do pokoju.
- Co się sta... O, znalazłeś moją Tootsie. - uśmiechnęła się.
- Kogo kurwa?
- To mój kot.
- W tym domu nie może być zwierząt, tym bardziej, że ja mam traumę do kotów.
- Dlaczego?
- Bo śniło mi się, że kot mnie zjadł. Teraz bierz tego kota i wypierdalaj z nim do schroniska. - syknąłem i wyrzuciłem tego kota z kieszeni podając go Alice.
- Nie.
- Co? - odwróciłem się do niej.
- Nie oddam Tootsie. - podszedłem do niej i chwyciłem tego kota w ręce zbiegając z nim po schodach. Chwyciłem kluczyki i wsiadłem do samochodu w samych spodniach i butach. Kurwa zimno a ja koszulki nie założyłem.
Podjechałem pod pobliski dom, podobno mieszka tam rodzina Jonathanów, oni lubią zwierzęta. 
Położyłem Tootsa, czy tam jak to miało na imię, na ziemię i zadzwoniłem do drzwi uciekając schodami. Schowałem się za rogiem i patrzyłem na reakcję. 
Wyszła mała dziewczynka, była podobna do Jazmyn. 
Miała na sobie białą sukienkę, i włosy rozpuszczone. Była piękna. Oh i w tym momencie wyobraziłem sobie moje i Sarah dzieci. 
Zabrała kotka na ręce i wbiegła do domu trzaskając drzwiami. Problem z głowy?
- Bieber? - odwróciłem się słysząc jak ktoś mnie woła.
- Ryan? - otworzyłem usta z niedowierzaniem. 
- Jay bro! - krzyknął i mnie uścisnął.
- Nie wierzę, Ryan co ty tu robisz?
- No wiesz, ten, to Londyn, nie mieszkasz tu sam Bieber. - zaśmiał się.
- Bo ja, ten muszę już lecieć, wbijesz dzisiaj do nas?
- Do nas?
- No do mnie, do skrylls.
- Nie Bieber, nie mam zamiaru się mieszać w twój gang.
- Są dobre dupeczki. - zanuciłem pocierając rękoma.
- O której mam być? - zaśmialiśmy się.
- Nie wiem, 20? 21?
- Dobra będę.
- Nie spóźnij się. - przewróciłem oczami.
- Ostatnio byłem punktualnie.
- Kiedy? Ah no tak, to było 5 lat temu jak ci powiedziałem, że jak nie przyjdziesz punktualnie, to możesz nie dożyć następnego dnia.
- Ładnie to tak grozić kumplowi? - ponownie się zaśmialiśmy.
Pożegnaliśmy się a ja udałem się do samochodu.
Jeszcze dziś kurwa musimy jechać do tej Hiszpanii. Nie chce mi się. Może by tak wysłać chłopaków, a ja zostanę w domu? Nie, nie mogę. Dobra.
Wbiegłem do domu i uderzając o framugę drzwi wszedłem do swojego pokoju i Sarah.
- Kurwa, bolało. - potarłem ramię. - Sarah, zbieraj się, wyjeżdżamy. CHŁOPACY! - krzyknąłem, oni pojawili się po chwili w pokoju. Alice też.
- Czego Bieber?
- Broń do samochodu, wy do samochodu i wyjeżdżamy na spotkanie z Magic Criminals. RUSZAĆ DUPY A NIE STOICIE TU JAK JAKIEŚ PIZDY. - wszyscy ruszyli na dół z wyjątkiem Alice.
- Gdzie jest Tootsie? - zapytała.
- Leży gdzieś nieprzytomna, wiesz, jak się postrzeli kota to wątpię żeby żył. - powiedziałem. Sarah i Alice spojrzały na mnie jak na kretyna. Alice podeszła do mnie.
- Nienawidzę cię. - spoliczkowała mnie i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
- Jakież to było damskie. - zaśmiałem się i pobiegłem z Sarah na dół po broń.
- Ty go serio postrzeliłeś? - zapytała Sarah.
- No chyba chora jesteś. Jest u rodziny Jonathanów. - odpowiedziałem.
- Jesteś okropny. - weszliśmy do kuchni.
- Alice ruszaj tyłek, wyjeżdżamy.
- Nigdzie nie jadę. - syknęła i usiadła na blacie.
- Nie to nie. Nara. - powiedziałem i ciągnąc Sarah wbiegliśmy do mojego samochodu.
Jechaliśmy czterema samochodami.
Moim, Chaza, Louisa i Harry'ego.
Nasze samochody wydawały się najmniej podejrzane.
Harry jechał z Zaynem. Louis z Niallem, Chaz z Liamem. A ja z Sarah.
- A gdzie my w ogóle jedziemy, jeśli można wiedzieć?
- Do Hiszpanii.
- Do Hiszpanii? Jedziemy do Hiszpanii i zostawiłeś Alice samą?
- Będziemy w domu przed wieczorem. - przewróciłem oczami. 
~*~
Jesteśmy punktualnie na miejscu. Teraz trzeba zadzwonić do Alexa.

- Alex?

- Jay, bro. Gdzie jesteście?
- W Alicante. Gdzie są Magic Cryminals?
- Czekaj sprawdzę. - usłyszałem szelest w słuchawce. - Nadajnik pokazuje, że są w Benidormie. 44 kilometry wzdłuż wybrzeża. 
- Dzięki, nara.

Wyszliśmy na zewnątrz. Oparłem się o maskę mojego samochodu.

- I co? - podszedł do mnie Harry i założył okulary przeciwsłoneczne. Strasznie tutaj gorąco. - westchnął.
- Tak, masakra. Musimy się sprężyć, są 15 minut stąd. Pojadę pierwszy. Jakbyście coś widzieli, dajcie znak. Nie wiadomo czego można się po nich spodziewać. Wziąłeś jakąś wodę?
- Masz swoją colę w schowku. Dobra, jedziemy.
Wsiedliśmy do samochodów. Odpaliłem silnik i ruszyłem. 
- Sarah? Wyciągniesz mi colę?
- Ta. - podała mi butelkę. Wypiłem chyba z pół butelki za jednym razem. Oddałem ją Sarah, ona też się napiła. 
- Podoba ci się tutaj? W przyszłym roku możemy wybrać się tutaj na wakacje.
- Tak, jest ładnie.
- Nie bądź taka spięta. 
- Nie jestem spięta.
- O, widzisz, już jesteśmy.
- To tutaj? - zdziwiła się. 
- Tak, tutaj. Co ci się nie podoba?
- Tak dziwnie. Ten dom jest taki mały.
- Nie zdajesz sobie sprawy jaką oni mają piwnicę. Dobra, musimy tam wejść, uważaj na siebie, tutaj jest niebezpiecznie. - przewróciła oczami. - Nie przewracaj oczami, gdy do ciebie mówię. A więc, masz tutaj broń. - podałem jej pistolet. - Ale używaj jej tylko w celach samoobrony. Możemy wychodzić. 
Wstałem i trzasnąłem drzwiami od samochodu.
- Justin?
- Słucham?
- Kocham cię.
- Ja ciebie też. - pocałowałem ją w policzek. - CHŁOPACY, DALEJ! - krzyknąłem.
Wszyscy wysiedli z samochodów i stanęli obok mnie. 
- Wszystko jasne? - upewniłem się.
- Tak, jak słońce. - mruknął Chaz. 
Weszliśmy do ich domu. Sprawdziliśmy kolejno: kuchnię, łazienkę, salon i 4 sypialnie. Cisza jak makiem zasiał. 
- Wchodzimy do piwnicy? - zapytał Zayn.
- Nie mamy wyjścia. 



__________________________________________________


Wiem, że to czytasz Natalia, więc oficjalnie chciałam Ci podziękować za to co zrobiłaś.

To jest naprawdę bardzo kochane, że zrobiłaś to dla mnie.
Kocham cię skarbie.

Jutro raczej nic nie dodam więc:


MIŁEGO DNIA KOBIET!


Mam nadzieję, że każda z was kiedyś będzie miała lub ma swojego księcia (księżniczkę również).


Ja mam. Jest to mój kot który mnie kocha i nie krytykuje. 


A tym czasem miłego czytania. #BigLove peace yo!


Czytasz - komentujesz :)





3 komentarze:

  1. Kurdę jak ja Cię kocham to przez cb coraz bardziej kocham czytać :) I ja Ci pomagam spełniać marzenie ? sama się zapytałaś to ty sama sb spełniasz to marzenie :P I zajebistego dnia kobiet z kotem. AHA I PAMIĘTAJ DAJ MU MLEKO. KOTEK PIJĘ MLEKOOO :) ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebiste to jest czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie piszesz czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń