czwartek, 27 lutego 2014

#35 'Baby...'

*Perspektywa Harry'ego*

Po całym dniu chodzenia po domu, rozpakowywania się i zakupach, bo lodówka była pusta. Siedzieliśmy wszyscy w salonie. Nie było tylko Sarah. Znaczy, Alice, Niall i Sarah byli w kuchni.

- Przepraszam Louis, ale może byś zostawił ten telefon? Cały dzień się gapisz w ten ekran. - warknąłem.
- A co, zazdrosny?
- Wzrok sobie popsujesz i tyle.
- Trudno. - wzruszył ramionami.
- Louis. - wyrwałem mu telefon z dłoni. - O, z Kate pisałeś?
- Ta, bo co?
- Czekaj, wyślę jej coś.
- Harry.
- No co? - zaśmiałem się. 
Do salonu weszła Sarah.
- Co się tak czaisz? - zapytał Louis.
- Bo ten, chciałam wam powiedzieć, że jestem w ciąży. - stwierdziła, a mi wypadł telefon z ręki.
- Harry! Nowa szybka!
- Nie zbiło się. Co, jak to? 
- Normalnie, nie wiesz jak się robi dzieci?
- Wiem. - mruknąłem.
- A jaka płeć?
- Louis, serio? To nawet nie jest dzieckiem. 
- Super.
- Witamy. - obok nas usiedli Alice, Niall i Liam.
- Sarah jest w ciąży.
- Co, Jak to?
- Alice, normalnie.
- No ale... Dobra. 
- Nie jesteś w ciąży. - stwierdził Louis.
- Co? - zapytała z dużymi oczami.
- Bo gdybyś była, na pewno powiedziałabyś to Alice a nie nam. - wskazał na nas.
- Przepraszam, że chciałam powiadomić moich przyjaciół o tym, że będę matką a Jay ojcem. - zakrztusiłem się własnym oddechem. Jay Bieber, gangster budzący grozę na całym świecie zostanie ojcem. Przecież to niemożliwe.  
- Dobra, ale... Ginekolog? Cokolwiek? - zacząłem zadawać pytania.
- Pójdziemy jutro. - powiedziała Sarah. Kurwa, nie wyobrażam go sobie w roli ojca!
TO NIEMOŻLIWE.
- Jay? - zapytałem z nutką śmiechu w głosie. - Wreszcie dorosłeś! Uśmiechnij się będziesz miał takiego słodkiego malucha! 
Zamknąłem ich w ramionach, zaraz dołączyła się reszta.
- Dobra bo dusicie. - mruknęła Sarah próbując się wyswobodzić z naszego grupowego uścisku.
- To który to tydzień? Miesiąc? - zapytał Niall.
- 2 tydzień. - wzruszyła ramionami.
- Yay, tak się cieszę. - powiedziała Alice. - Nie mogę się doczekać, za niecałe 9 miesięcy będziemy mieli junior Carter!
- Junior Biebera. - poprawiła ją Sarah. - Chcę żeby miało nazwisko ojca. - uśmiechnęła się. 
Nadal nie mogę w to uwierzyć.
Jay wyszedł z pokoju, nie odzywał się od początku wieści Sarah.

*Perspektywa Sarah*


Słysząc dzwonek do drzwi poszłam od razu otworzyć. Przez wizjer nikogo nie było widać więc je otworzyłam. Na ziemi leżało małe dziecko w kołysce. Co kurwa się tutaj dzieje?

Wzięłam je na ręce i wciągnęłam do środka.
- Sarah kto... POWIEDZIAŁAŚ, ŻE JESTEŚ W CIĄŻY A NIE, ŻE MASZ JUŻ DZIECKO. - powiedziała Alice
- Ale... No ten...
Jay z dzieckiem
- Sarah? - zapytał z uniesioną brwią Jay.
- Otworzyłam drzwi, ono leżało na ziemi. - odpowiedziałam.
- Daj mi je. - zażądał Bieber. Było to trochę dziwne. Dałam mu dziecko i szybko wyciągając telefon zrobiłam mu zdjęcie. - Musimy pogadać. - spojrzał na mnie z powagą.
- Ale... Dobra. LIAM! - krzyknęłam a chłopak się zjawił po dłuższej chwili. - Zajmiesz się tym dzieckiem? Dzięki. - Poszłam z Bieberem do przed pokoju.
- Wytłumacz mi to. - zażądał. 
- Przepraszam? Co mam ci wytłumaczyć?
- To dziecko. Nie uprawiałem z tobą seksu a ty wchodzisz do pierdolonego pokoju i mówisz, że jesteś w ciąży i twierdzisz, że ja jestem ojcem. To nie jest możliwe. Tłumacz się. - próbował opanować złość. Próbował. - Puszczasz się? A ja ci uwierzyłem... Uwierzyłem ci, że cię ktoś zgwałcił a ty się tak po prostu puszczałaś, tak?
- Jay posłuchaj mnie do cholery!
- Słucham. - warknął.
- To jest żart, nawet nie waż się o tym im powiedzieć. Nudziło mi się, więc postanowiłam, że wrobię chłopaków i Alice w to, że jestem w ciąży, ale nie jestem, jasne? To dziecko w tym domu nie wiem skąd się do cholery wzięło! - krzyknęłam a on zaczął się śmiać.
- Jesteś moją królową, Sarah. Takiego wkrętu jeszcze nie słyszałem dobra, chodź bo się czegoś domyślą. - zatkało mnie. Spodziewałam się kompletnie innej reakcji, bardziej coś jak 'opieprzanie Sarah za kłamstwo i za doprowadzenie Jaya prawie do zawału'.
Poszliśmy z powrotem do salonu gdzie siedzieli wszyscy zafascynowani dzieckiem.
- Skąd ono się tu wzięło? - zapytali chórkiem.
- Było pod drzwiami. - powiedziałam. - Chyba będzie musiało tu zostać. 
- Nie może. - pokiwał głową Liam.
- Bo? - przydłużył Niall.
- Bardzo dobrze wiecie, że nie może. - przewrócił oczami Jay i dał mi malucha na ręce. - Przyzwyczajaj się. - szepnął mi do ucha.
Poszedł do kuchni i po chwili wrócił z pistoletem i dał go małemu.
- Czy cie do cholery popierdoliło? - krzyknęłam.
- To jest zabawkowe a w środku jest woda. - zaśmiał się.
- Po co wam takie rzeczy w domu? - zapytała Alice z niedowierzaniem.
- No wiesz, po to... - Niall wziął od dziecka ten pistolet i zaczął z niego strzelać w Alice. Była cała mokra.
- KRETYN! - krzyknęła.
- Powiedz mi coś czego nie wiem. - mrugnął do niej.
Fajnie by razem wyglądali, znaczy, słodko. Alice i Niall pasują do siebie. 
- Sarah! - ktoś mnie szturchnął w ramie.
- Co? - zapytałam widząc, że to Zayn.
- Mówię do ciebie.
- No to powtórz bo nie słyszałam.
- Może podejrzewasz, kogo to dziecko?
- Nie znam tu nikogo oprócz was więc nie, nie podejrzewam nikogo. Mój brat by nie miał dziecka, a jak by miał to bym wiedziała, że to jego.
- Sarah nie zapominaj, że dziewczyna Jerry'ego jest lub była w ciąży. - powiedziała Alice.
- Ale po co by miał podrzucać tutaj własne dziecko? No własnie. - skarciłam ją wzrokiem. Mój brat nie jest taki. 
- Nie wiem skąd ono się tu wzięło ale musimy się go pozbyć. 
- Jay, nie tak groźnie, przecież widzę, że zakochałeś się w tym dziecku. Widzę to po twoich oczach. - zaśmiałam się.
- Tak, jest kochane. Szkoda, że nie wiem czy to dziewczynka czy chłopak, ale...
- Trzeba je przewinąć, ja tego nie zrobię więc Justin... W podskokach do łazienki i dowiesz się czy to chłopak czy dziewczyna. - powiedziałam i pognałam go do łazienki po czym go tam zamknęłam. Trzeba sobie jakoś radzić.
- Sarah! Ale my nie mamy pieluch! - krzyknął z łazienki. 
- Trudno! - odkrzyknęłam i usiadłam w salonie.
Po 15 minutach siedzenia i śmiania się z Justina, ten w reszcie pojawił się z dzieckiem w salonie.
- Chłopak. - spojrzał na mnie z miną mordercy i go podał. Próbowałam powstrzymać się od śmiechu ale mi nie wyszło, wybuchnęliśmy wszyscy razem ze śmiechu, nawet Jay się zaśmiał.
Rozległ się dzwonek.
- Ja otworzę. - Powiedział Jay i wziął malucha na ręce.
Pomimo to poszłam za nim. W drzwiach stał jakiś mężczyzna z żoną, chyba.
- Ma pan moje dziecko! - krzyknęła zapłakana kobieta.
- Porwał pan je! - tym razem odezwał się ten facet.
- No kurwa, oczywiście. Bo mi dziecko w domu potrzebne gdy mieszkam z 8 osobami. Tak, tak, niech pan sobie wmawia.
- To jak ono się tu znalazło? - zapytała kobieta.
- Jak wy się tu znaleźliście? - zapytał Jay.
- Chodziliśmy po każdym domu. - odezwał się. - Co z panem jest nie tak?! 
- To z pana synem kurwa jest coś nie tak! 
- Może mi pan oddać go? - załkała ponownie kobieta.
- Y... No tak. - oddał chłopczyka w ręce kobiety. 
- W takim razie, dziękujemy, że się nim zajęliście. Mogę wiedzieć jak ono się tu znalazło? - powiedział.
- Moja dziewczyna otworzyła drzwi a ono leżało na ziemi. Może państwo wejdą? - wpuścił ich a oni poszli za mną 
- Więc, może powiedzą nam państwo kiedy dziecko zniknęło?
- Byłam w salonie z Jacobem, wyszłam na chwilę do kuchni, jak wróciłam dziecka już nie było. Chcieliśmy iść na policję...
- Nie! Nie mogą państwo. Musicie zachować spokój i iść normalnie do domu. Jakby nic się nigdy nie stało, jasne? - powiedział krótko Zayn.
- Tak, rozumiemy.
- Prawidłowo. Więc mogę już państwo iść. - powiedział Jay a oni wyszli z domu.
- To dziwne. - powiedział Liam.
- To nie jest dziwne, to jest patologia. - powiedziała Alice a ja zaczęłam się śmiać.
- Dobra koniec tematu tego dziecka. - powiedziałam pokazując palcem na wszystkich po kolei.
- Chciałbym takiego. - powiedział Niall. - Nie mogę się doczekać, aż tobie się urodzi maluch. - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- No... - powiedziałam i usiadłam obok Jaya. - Będziesz świetnym wujem. - uśmiechnęłam się do niego.
- Ciekawe czy to dziecko będzie lubiło budyń. - powiedział Louis.
- Budyń to świetny deser ale nie nadaje się jako sanki. - dodał Liam a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- To nie miało sensu. - powiedział Jay pomiędzy śmiechem.
- Dobra. Nie mogę tak. Nie jestem w ciąży, to był żart. Nawet sobie nie wyobrażałam, że tak zareagujecie, myślałam, że będzie inaczej, że będziecie się śmiać czy coś, ale widzę, że się cieszycie, ogólnie to miło mi, że cieszycie się z mojego szczęścia, ale przepraszam? Tak, więc przepraszam, że was okłamałam, to miał być tylko żart. - powiedziałam przygryzając wargę.
- Wiedziałem. - powiedział Louis.
- Idiotka! - krzyknęła Alice i się zaśmiała. - Ja poważnie myślałam, ze będzie junior Carter i Bieber! No ej! 
- Już niedługo. - odezwał się Justin na co dostał ode mnie w tył głowy.
- Dobra. Mniejsza o to. Ogólnie to myślicie o dzieciach? - odezwał się Harry.
- Harry, jesteśmy ze sobą naprawdę krótko, bardzo krótko. Więc, nie. Ja jeszcze nie myślę o dzieciach. - powiedziałam.
- Może i jesteście ze sobą krótko, ale znacie się długo. - przyznał Liam.
- Nie, nie myślimy o dzieciach. - powiedziałam przewracając oczami.
- Dlaczego? - zapytał Niall. Ja chcę tu mieć dzidzię!
- To kup sobie lalkę. - powiedziała Alice.
- Bardzo śmieszne.
- Chcecie coś ze sklepu? - zapytał Harry.
- Byliśmy tam rano, czego nie kupiłeś?
- Naszło mnie na chipsy.
- Mi możesz kupić ciastka czekoladowe. - powiedział Niall.
- Dobra, a reszta coś chce?
Pokręciliśmy przecząco głowami. 
- Ok, to ja idę. 

*Perspektywa Harry'ego*


Nie mogłem tam dłużej wysiedzieć. Dawno takiej sielanki nie było. Szedłem blisko parku. Dziwne, dzisiaj jest wyjątkowo ciepło na dworze, a nikogo na dworze nie ma. Nawet dzieciaka. Spojrzałem na swój zegarek. Jeszcze nie ma 17. Przyspieszyłem kroku, bo zaczęło wiać. Poczułem pociągnięcie w tył. Zatoczyłem się i warknąłem.

- Witaj Styles. - przed sobą zobaczyłem Mike'a.
Nie zdążyłem się odsunąć i poczułem pistolet na szyi.
- Co ty odpierdalasz?!
- Będzie o dupka do rozwalenia mniej. 
- Czekaj. - w tym momencie naprawdę bałem się o swoje życie. Mike był nieobliczalny. - O co chodzi? 
- Wy zabiliście członka naszego gangu, my zabijemy jednego z waszych.
- Ale wy chcieliście zabić Sarah. - zauważyłem.
- Zamknij ryj. Chuj mnie obchodzi ta Sarah, Alice czy jak im tam. To był pomysł Davida, nic o tym nie wiedziałem. Jednak zabiliście go. Oko za oko, ząb za ząb. - uśmiechnął się. Gdybym tylko mógł, zdarłbym mu ten uśmiech z ryja. - Harry, Harry, Harry... A byłeś takim fajnym kolesiem...
Dobra, raz się żyje. Kopnąłem go z całej siły w nogę. Gdy skulił się, zacząłem biec jak najszybciej mogłem. 
Wpadłem do domu i trzasnąłem drzwiami. 
- Coś się stało, Harry? - zapytał Louis.
- Nic takiego, Mike chciał mnie zabić.
- Co? Dlaczego?
- Poszedłem sobie do sklepu, a po drodze napadł na mnie. Ledwo uszedłem z życiem.
- Jay, trzeba coś zrobić, nie możemy się tak zabijać po kolei. 
- To jest taki biznes, o to w tym chodzi. Mogę jedynie zadzwonić do Johnny'ego, żeby ogarnął swoich ludzi.
- No to może zadzwoń?
- Jezu, już dzwonię. - mruknął i wyciągnął telefon. Wyszedł z pokoju. 

*Perspektywa Alice*


Poszłam na górę do swojego pokoju. Woah, mam własny pokój. Nadal nie mogę zrozumieć tego, jak oni mogą zabijać sobie ludzi? To takie nieetyczne... 

Usiadłam na swoim łóżku i wyciągnęłam telefon. Dawno z nikim nie pisałam. W sumie, to bałam się pisać, bo na pewno ta osoba, powiedziałaby to mojej mamie. Nie chcę, żeby ona mnie znalazła. Przywiązałam się do nich, są jak rodzina...
Usłyszałam pukanie i podskoczyłam w miejscu. Kątem oka spojrzałam na zdjęcie leżące na biurku.
- Mogę wejść? - zobaczyłam czuprynę Nialla.
- Pewnie. 
Usiadł obok mnie i rozglądnął się po pokoju.
- Kto to? - wskazał na ramkę ze zdjęciem. Wzięłam zdjęcie do ręki i uśmiechnęłam się.
- To ja. - wskazałam palcem. - Tutaj jest Jane, obok niej Jake i Jeremy. Moje rodzeństwo cioteczne.
- Ładne. Kto robił to zdjęcie?
- Harry.
- Ile oni mają lat na tym zdjęciu?
- Jane 16, Jake 13, a Jeremy 10. Ja miałam 14.
- To ile lat ma to zdjęcie?
- 5.
- Ty masz 19 lat?!
- Nie mów, że nie wiedziałeś. Sarah jest rok młodsza...  

*Perspektywa Jaya*


- Nie. Wkręcasz mnie. NIE MÓW, ŻE ZAPISAŁEŚ

 MNIE DO JAKIEJŚ SZKOŁY! - krzyknęła na mnie Sarah. Ups?


_________________________________________________


HEJ HEJ HEJ XD

No to ten, rozdzialik i te sprawy, mam nadzieję, że każdy przejrzał sobie zakładki Killers i Beatlers, które znajdują się do góry.

CZYTASZ - KOMENTUJESZ


#BigLove peace yo




3 komentarze: