- Nie ma sprawy przecież.
- Nie ma sprawy? Serio? On cię zdradza, prawie na twoich oczach, a ty mówisz, że nie ma sprawy?
- Tak? Co mam tam do niego iść? Jezu, daj spokój... - powiedziała i wyszła.
- Kenny! - krzyknąłem, a obok mnie w mgnieniu oka znalazł się Hamilton.
- Tak?
- Idź za nią. - wskazałem podbródkiem na drzwi. - Nie wiadomo gdzie może iść. Na dodatek nie zna Londynu.
- Ok.
- Oh, Jay, oh, ah, Jaaay... - usłyszałem jęki.
- Kurwa mać. - przybiłem facepalma i się roześmiałem. - Idziemy pooglądać telewizję?
- Jeżeli to ich zagłuszy, to czemu nie.
- Można spróbować. - uśmiechnęła się.
*Perspektywa Sarah*
Szłam ulicami Londynu, jakbym kurwa wiedziała gdzie jestem. Odpaliłam papierosa, którego znalazłam w kieszeni kurtki. Raz się żyje, zadzwonię do Jerry'ego.
- Halo? Cześć bracie.
- Cześć Sarah, coś się stało?
- Gdzie jesteś teraz?
- No w domu moim.
- Aha, super.
- A znasz adres?
- Nie.
- A gdzie jesteś?
- W dupie kurwa. Nie wiem, na południe od mojego domu.
- Zaczekaj, wyobrażę to sobie. Patrz, musisz iść prosto, gdy będziesz przy kawiarni Flat White, skręć w lewo, potem cały czas prosto, do końca ulicy. Tam będę czekał.
- Super, ile mi to zajmie? Ta droga?
- Nie wiem, jakieś 15 minut?
- Dobra, to na razie.
*Perspektywa Louisa*
- Zakład, że pobijesz mojego rekordu? - chytrze uśmiechnąłem się do Zayna.
- O co?
- Hmmm... Może o... Wiem! Przegrany będzie musiał zrobić striptiz.
- Spoko, i tak wygram.
Zayn wziął mój telefon, a ja zwijałem się ze śmiechu. Wiadomo, że przegra. Zamknąłem na chwilę oczy i usłyszałem głośne przekleństwo.
- Coś się stało, Zaynee?
- Weź mi to cholerstwo sprzed oczu!
Roześmiałem się.
- Było się nie zakładać. Masz super ciało, nie ma się czego wstydzić...
- Nie igraj ze mną Tomlinson...
- Czekaj. - mruknąłem gdy usłyszałem dzwonek swojego telefonu.
- Hmmm, Kenny?
- Sarah zbliża się do terenu Beatlers.
- Kurwa. Zaraz będziemy. Zdążymy przed nią?
- Jak się pospieszycie, to może...
- Dobra, do zobaczenia.
- Co?
- Ruszaj dupę, Sarah poszła do Beatlers.
- Ale po co?
- Jezu, do swojego brata, tłuku. A swoją karę odbędziesz później.
- Ej, bo pomyślę, że jesteś homo.
- Uwierz mi stary... Nie. Dalej, chodź. - pociągnąłem go za bluzkę, weszliśmy do pokoju Liama, wyciągnęliśmy go z niego i zbiegliśmy na dół. - Niall, chodź.
- Co? Po co?
- Kurwa. - westchnąłem. - Jedziemy do Beatlers, bo Sarah tam poszła. Ty też się przydasz. - wskazałem ręką na siedzącą obok niego Alice. - No kurwa, dalej, nie mamy czasu.
Ubraliśmy się i wsiedliśmy do mojego ferrari. Jechałem jak najkrótszą drogą.
Gdy staliśmy pod ich domem, zacząłem się rozglądać za Kennym. Postanowiłem, że do niego zadzwonię.
- Kenny gdzie ty jesteś?
- Jestem, znaczy jesteśmy w drodze do Beatlers, a wy?
- No my pod ich domem.
- Szybcy jesteście. To zaczekajcie na nią.
- A za tobą też?
- Nie, ja muszę coś jeszcze załatwić.
- To do zobaczenia.
No to trochę sobie poczekamy. Wróciłem do samochodu.
- I co?
- Nie wiem gdzie są, powiedział, że w drodze.
- Nie rozumiem, po co z wami jechałam. To tylko Sarah.
Przewróciłem tylko oczami.
- Patrzcie, chyba idzie! - Zayn wskazał ręką na zbliżającą się postać.
- Nie ruszajcie się.
- Co? Dlaczego? Sarah! - Alice otworzyła szybę i zaczęła jej machać.
- Kurwa przymknij się, bo jesteśmy tutaj nielegalnie i mogą nas tutaj nawet zabić. - warknąłem. - Myślisz w ogóle?
- Ten mądry się odezwał.
- Na pewno mądrzejszy od ciebie.
- Zamknijcie się. - powiedział Liam.
- Więc co robimy mądralo? - zadrwił Harry.
- Ty siedź tam z tyłu i się nie odzywaj. Zobaczymy co zrobi, jeżeli wybiegnie z płaczem, wtedy zainterweniujemy. Jeśli wszystko będzie dobrze, ona pójdzie na pieszo, za nią Kenny, a my spokojnie do domku.
- Nadal nie rozumiem po co jestem wam potrzebna.
- Kurwa, wolałabyś siedzieć w domu i słuchać jak Jay pieprzy jakąś dziwkę?
- Nie rozmawiam z tobą Louis. Dziękuję, Liam.
- To ja cię stamtąd wyciągnąłem.
- Kurwa, koniec tematu. - westchnął Payne. - Wchodzi do tego domu. O, patrzcie, Kenny tu idzie.
Wszedł do samochodu i przywitaliśmy się z nim.
- To co robimy? - zapytał.
- Pomyśleliśmy, że poczekamy aż wyjdzie, a ty pójdziesz za nią.
- Okej. - zatarł ręce.
*Perspektywa Sarah*
Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Jerry.
- Miałeś czekać na dworze. Jakbym nie trafiła?
- Wiedziałem, że trafisz, jesteś inteligentna po bracie.
- Ta. - powiedziałam, ściągnęłam buty i kurtkę.
- Co cię do mnie sprowadza? A, nie martw się, chata wolna.
- Justin mnie zdradził. Znaczy pewnie cały czas zdradza.
- Jak to cię cały czas zdradza? - zapytał, przewróciłam oczami.
- Chodź, usiądziemy i ci opowiem. - powiedziałam i przeszliśmy do salonu. - Było tak: chłopacy uratowali mi życie, sam wiesz przed kim. - zmroziłam go wzrokiem. - I gdy wróciliśmy i było wszystko dobrze, chłopcy, znaczy wszyscy oprócz Jaya, bo on był w innym pokoju, chcieli wynagrodzenia. No, to postanowiłyśmy, że ja zatańczę, a Alice zaśpiewa Feelin' Myself. Wszystkim się podobało i Jay wszedł, wyzwał mnie od dziwek i suk... Alice go uderzyła. - zaśmiałam się. - On wyszedł wkurwiony, a jak wrócił, to wziął ze sobą jakąś dziwkę i teraz ją sobie posuwa. Koniec historyjki.
- Co kurwa? Ten chuj, najpierw cię wkręca w to wszystko, potem gada, że cię kocha a teraz kurwa zdradza cię z jakąś zdzirą!
- Serio? - otworzyłam szeroko oczy. - Nie gadaj! Ale ty jesteś błyskotliwy, no, no, no...
- Sarah... - warknął. - Dlaczego po prostu z nim nie zerwiesz?
- Bo go kocham? A poza tym, nie zostawiłabym tutaj Alice i nie wywoziłabym jej do Kanady.
- Wyjedź sama, po co ci Alice? Poradzi sobie tutaj. Sory Sarah, ale mam jeszcze kilka praw do załatwienia i...
- Super, że brat ma dla mnie czas. - powiedziałam, ubrałam się i jak najszybciej wyszłam z jego domu.
Postanowiłam, że pobiegnę do naszego domu. Boże, jeszcze ta cała przeprowadzka...
*Rano, perspektywa Liama*
Wstałem wcześniej, z resztą jak zwykle. Wszedłem do kuchni i napiłem się wody. Spojrzałem się na zegarek. 8:56. Jezu, do kuchni weszła ta laska Jaya. Większego pustaka nie było?
- Cześć, jestem Abigail. - podała mi rękę.
- Hej, Liam. Chcesz wody? Albo soku...?
- Może być woda. - uśmiechnęła się.
Może nie jest taka zła, gdyby zmyła tonę tego makijażu i nie bywała w takich klubach...
Podałem jej ten napój. Chwilę pogadaliśmy o jakichś rzeczach, typu pogoda... Boże, niech ktoś tutaj przyjdzie, zaraz nie wytrzymam. Jak na zawołanie zeszła nasza blondi. Gdy zobaczyła Abigail, zaśmiała się.
- Cześć, jestem Abigail.
- Hej, Alice.
- O, też masz imię na "a"? O, też jesteś blondynką.
- Tak...? Widzę, Liam dał ci wody.
- Yhym. Zabawna jesteś. - zaśmiała się i uderzyła lekko Alice w ramię.
- Dzięki. Gdzie się poznaliście z Jayem?
- Wiesz, był w klubie, ja też, no i zaprosił mnie tutaj.
- Wzbudziłaś jego zaufanie, na pewno do ciebie jutro oddzwoni. Albo nie. Ty przyjdź tutaj jutro. Będziemy na ciebie czekać. A teraz musisz już iść, bo musimy zrobić wielkie sprzątanie, a nie chcemy pobrudzić tych ślicznych rączek, prawda? No, nie miałaś nic, nie? Nie. To do zobaczenia jutro.
- Papa, przyjaciółko. - powiedziała, a Alice zamknęła jej drzwi przed nosem.
- Nie masz serca. - stwierdziłem, ona podeszła do mnie i usiadła na blacie.
- Bez przesady. - napiła się wody. Odstawiła butelkę i przegryzła wargę. Odchrząknęła. - Ah, oh, Jay, mocniej! Boże! Jesteś taki wspaniały! Oh, ah...! Boże! Szybciej!
- Co? - do kuchni wszedł Louis.
- Przepraszam. - parsknęła śmiechem. - Tak sobie naśladuje Abigail. Masz cholerne szczęście, że nie musiałeś z nią gadać, serio.
- Aż tak źle?
- Masakra, stary. - westchnąłem. - Pusta jak cholera.
- Sarah wstała?
- Nie, śpi jeszcze. - stwierdził. - Jak myślicie, zerwie z Jayem?
- Nie, bo ona go kocha. A jak ona się zakocha, to nie ma przebacz.
- Przecież on ją zdradza! NA JEJ OCZACH.
- Wiem, ale to Sarah.
Zrobiłem nam wszystkim kawę i usiedliśmy w salonie przy telewizorze. Chwilę później zeszła do nas sama Carter.
- Siemka! Jak ci się spało?
- Dobrze, tylko on się wiercił jak popierdolony. - westchnęła i wskazała na Louisa. - I co to były za jakieś jęki?
Wszyscy zrobiliśmy minę 'poker face' i się zaśmialiśmy.
- Nic... Takie tam. Dobra, koniec tematu. Jeju, ładnie wyglądasz, usiądź tutaj. - powiedziała Alice, a Sarah to zrobiła. Alice wyciągnęła telefon i zrobiła jej zdjęcie. - Będzie nowa tapetka. - uśmiechnęła się. - Co dzisiaj robimy?
- Musimy się spakować. Radzę wam to zrobić teraz, bo nie zdążycie do wieczora.
- Mamy tylko po średniej torbie.
- My mamy więcej rzeczy, Boże.
- Z takimi to można podróżować. - zaśmiał się Louis.
*Perspektywa Chaza*
Usłyszałem śmiech Tomlinsona i się obudziłem. Poczułem kogoś na swoich nogach i klacie. Boże, jaki ciężar. Ruszyłem ręką, a ktoś z mojego torsu zeskoczył jak poparzony.
- Jezus Maria! - to była Alice. - Czy ty jesteś normalny?
- Nie. Louis złaź ze mnie szmato, bo jesteś ciężki...
- Nie jestem ciężki. - podskoczył, a ja jęknąłem.
- Kurwa mać. Sarah, weź go, proszę.
- Lou, zejdź z niego. - powiedziała. Poczułem ulgę na całym ciele.
- Cały czas tu śpisz? - zapytał mnie Liam.
- No... Gdzie miałem spać?
- Nie było tematu.
Z góry zszedł Jay. Mina Alice? Bezcenna.
- Siema ludzie. - mruknął.
- Ta, cześć. Dobrze ci się spało? - zapytał Louis i dostał od blondynki w głowę.
- Tak... Tak, czemu pytasz?
- Po prostu? Nie mogę?
- Pewnie, że możesz. Co tam Tweety?
- Spierdalaj dziadu.
- Co tak groźnie? Nie ma co się denerwować... - mruknął i wstał, pewnie się czegoś napić. Coś mu się nie udało, bo potknął się o trampka Harry'ego. Salon wypełnił się naszym chichotem. - Nie śmiać się, tylko do pakowania kurwa. - warknął, a oni jak poparzeni pobiegli na górę. Znaczy, ja i Sarah nie. Ona szła powoli, ja się nawet nie ruszyłem z kanapy. - A ty co leżysz księżniczko?
- Mam czas.
- Super. - przewrócił oczami. - Tylko do nocy masz być gotowy.
- Pewnie.
*Perspektywa Jay'a*
Poszedłem do góry za Sarah. Nie odezwała się do mnie od wczoraj. Siedziała na łóżku i składała bluzki.
- Jest Louis? - zapytałem, ona nie odpowiedziała, tylko wzruszyła ramionami. - Pytałem się o coś.
- Super. - mruknęła.
- Czemu się do mnie nie odzywasz?
- Pewnie dlatego, że mnie zdradziłeś z pierwszą lepszą dziwką.
- Skoro ty mi tego nie możesz dać, to da mi ktoś inny.
- Wiesz co Justin? Ten związek nie ma sensu. - powiedziała i wyszła z pokoju. Zajebiście kurwa.
- Jay? Chcesz może pogadać? - Louis wyszedł z szafy.
- Kurwa, Tomlinson. Prawie zawału dostałem kretynie.
- To co, chcesz pogadać?
- Nie dzięki. Co ty do kurwy robiłeś w szafie?! - wyrzuciłem ręce w powietrze.
- No ten, zobaczyłem cię i nie chciałem wam przeszkadzać w rozmowie.
- Lepiej podsłuchiwać zamiast wyjść z pokoju, mądre Tomlinson. - przewróciłem oczami i wyszedłem z pokoju.
No kurwa mać, Abi dzwoni. Tak serio to nie poznaliśmy się w klubie. Znam ją długo, dość długo żeby powiedzieć, że jest tak jakby moją kochanką? Chyba tak. Jak mi źle to się pieprzymy. Proste. Nie moja wina, że Sarah jest nietykalna. Gdyby mi się oddała to by nie było całej tej sytuacji. Nie widzę problemu.
- Czego? - zapytałem w końcu odbierając telefon.
- Cześć Justin, tak ogólnie to twoja koleżanka, lub druga dziwka mnie wywaliła z domu, nie pożegnałam się....
- Nie mów na mnie kurwa Justin. Pożegnałaś się? To nara.
Jeszcze ona będzie mnie wkurwiać. Zajebiście.
W sumie to to jest trochę popieprzone, nie?
Sarah Carter zostaje porwana przez gangstera, z niewiadomych przyczyn nagle wstępuje do jego gangu, są parą, on ją zdradza ale pomimo tego ona z nim nie zrywa.
No własnie. Nie zerwała ze mną. Dlaczego? Przecież ją zdradziłem.
Teraz wyszło na to, że chcę żeby ze mną zerwała. Bieber. Nie myśl.
- Nie pakujesz się? - usłyszałem głos anioła.
- Już idę. - pobiegłem do swojego pokoju, ale przerwałem swoje pakowanie bo zapomnieliśmy o broni.
- CHŁOPACY DO MNIE! - krzyknąłem. Oczywiście na moje polecenie przybiegli. - Zapomnieliśmy o pieprzonej broni. Liam, Niall, Harry i ja przewieziemy broń. Zanieście ją do naszych samochodów. Ja muszę się jeszcze spakować.
- Okej. - skinęli głowami i wyszli.
Kto jak kto, ale my jako gang, mamy najlepsze samochody w kraju. Nikogo na takie nie stać. Cóż, nas nie musiało na to stać. Zawsze dostajemy tego czego chcemy. Nie raz posuwamy się za daleko ale nigdy jakoś specjalnie się to na nas nie odbiło. Pomijając to, że ja, Liam i Harry siedzieliśmy w więzieniu. Cały pieprzony rok. Tam też mieliśmy lekko, bo nawet więźniowie się nas bali. Nie było jakiś większych problemów.
Zacząłem nucić piosenkę która przyszła mi do głowy.
- Skupiony, jestem skupiony. Ona ma takie ciało. Jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. Jak fantazja przede mną*...
- Bieber spakowany? - krzyknął Chaz z dołu.
- Ta, już idę. - powiedziałem, ale wątpię żeby mnie usłyszał. - Spakowaliście wszystką broń? - zapytałem będąc na dole.
- Ta. Bieber co to za śpiewy do góry, co? Może tak do x-factor pójdziesz?
- Żeby namierzyła nas mafia mojego ojca i pozabijała? Nie dziękuję. - wziąłem swoją torbę i udałem się do samochodu gdzie siedziała już Sarah.
Ogólnie to tłumacząc, mafia mojego ojca jest z Czech. Szukają nas, mój ojciec nie należy do tej mafii już długo. Ale nazywam ją mafią mojego ojca, bo był przywódcą i nawet nie wiem jak oni się nazywają ani czego od nas chcą. Fajnie.
Oh, nie uwierzycie kto stoi koło mojego samochodu. Mój ojciec.
- Czego kurwa chcesz? - warknąłem wkładając walizki, Sarah patrzyła się na nas, tak jak to zrobiła po raz pierwszy gdy go zobaczyła. Nie wiem skąd, ale na pewno zna mojego ojca skoro tak się zachowuje.
- Synu, jak ty się wyrażasz do ojca? Przechodząc do rzeczy, przyniosłem twoje pieniądze, które pożyczyłem. - wręczył mi je.
- Nie wierzę, Jeremy Bieber oddaje mi pieniądze. Czy ja śnię?
- Oh widzę, że ta suczka nadal z tobą jest. Myślałem, że tak jak każda inna, prześpisz się z nią i wyrzucisz. Kim ona dla ciebie jest Bieber?
- Nie wiem.
- Możesz mi powiedzieć synu.
- Synu. - zadrwiłem. - Szkoda, że nigdy wcześniej mnie synem nie nazywałeś. Nie wiem co mnie z nią łączy. Niby jesteśmy razem, niby mnie kocha. No własnie niby. Ja ją kocham ale ją zdradziłem, więc nie wiem co będzie dalej.
- Ja problemu nie widzę, zdradziłeś bo miałeś potrzebę, czy ona nie chce z tobą uprawiać seksu?
- No własnie nie. Jest nietykalna.
- Zrób to siłą.
- Nie chcę, żeby jej pierwszy raz był bardziej gwałtem.
- Pierwszy raz? Pogadaj z nią Bieber, bo widzę, że dużo rzeczy nie wiesz.
- To znaczy? Skąd wy się kurwa znacie? Nie. Ty z nią nie ten?
- Nie. Ja nie. Proszę cię synu, nie znam tej dziewczyny, ale znam jej ojca, znaczy znałem. Mówił mi o niej wszystko, był moim przyjacielem, no ale wiesz jak to się skończyło.
- Ta, wiem.
- Dobra, na razie młody.
- Na razie stary. - przybiłem mu piątkę i wsiadłem do samochodu. - Jesteś dziewicą?
- Co cię tak nagle to zaciekawiło?
- Jesteś moją dziewczyną, powinienem wiedzieć takie rzeczy.
- Nie jestem pewna, czy jestem twoją dziewczyną.
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo mnie kurwa zdradzasz?! Kocham cię, a ty na moich oczach sprowadzasz do domu jakieś dziwki!
- Dziwkę. - poprawiłem ją.
- Zajebiście.
- Przepraszam. Teraz mi odpowiesz?
- Nie, nie jestem dziewicą.
- Jak?
- Normalnie. - oparła głowę o okno.
- Z kim?
- Z kolegą z klasy.
- Jak do tego doszło?
- Zgwałcił mnie. - załkała.
- Ja pierdolę. Przepraszam, nie powinienem cię o to pytać. - wyszedłem z samochodu i wyciągnąłem ją z niego. - Posłuchaj, bardzo cię przepraszam za Abigail, bo ty po prostu... Musiałem się wyżyć, a ty nie chcesz ze mną... No wiesz o co chodzi.
- Bieber boi się słowa 'seks'? - zaśmiała się a ja w tym momencie się ucieszyłem. Szybko jej humor wrócił. Nie chciałbym żeby cały czas była smutna.
- Nie, Bieber nie boi się niczego.
- Nawet pająków? - zapytała z uśmiechem.
- Nawet pająków. - złączyłem nasze usta. - Jeszcze raz przepraszam.
- Okey.
- Nie, nie jest Okay, Sarah. Zdradziłem cię, tak nie może być.
- Jay, wyluzuj. Nie jestem taka jak inne, nie skapnąłeś się jeszcze? Nie zrobię ci o to awantury.
- Gdzie ty byłaś przez moje całe życie? - zapytałem z uśmiechem i ją przytuliłem.
- ALE TO NIE ZNACZY, ŻE MOŻESZ MNIE ZDRADZAĆ JUSTIN. Obiecuję ci, jak jeszcze raz zobaczę tą albo inną sukę w naszym mieszkaniu to wyjadę z tego kraju.
- Nie dopuszczę do tego. - pokiwałem głową na 'nie'.
- Będziesz musiał się opanować.
- To znaczy, że ty nie chcesz ze mną uprawiać seksu?
- Justin...
- Przepraszam, znów nie powinienem...
- Nie, chodzi o to, że ja nie byłabym w stanie, teraz... Po prostu nikt mnie nie dotykał, tak jak ty to robiłeś jak się poznaliśmy, od jakiś 2 lat. Wiesz o co chodzi?
- Dlatego się mnie bałaś? Owszem, na początku chciałem cię zgwałcić, ale teraz wiesz, że nie zrobiłbym ci tego. Kocham cię Sarah. - uśmiechnęła się i mnie przytuliła. Czemu mi nie odpowiedziała? Może mnie nie kocha?
Poczułem wibrację telefonu. Czemu ja nie mam żadnego dźwięku tylko cholerną wibrację.
- Czego?
- Bieber! Gdzie wy kurwa jesteście? My już siedzimy w tym nowym domu dobrą godzinę!
- Co? Jak? Wkręcasz mnie? o kurwa.
Rozłączyłem się i otworzyłem Sarah drzwi od strony pasażera. Obiegłem samochód i wsiadłem ze swojej strony.
- Wiesz gdzie jechać? - zapytała.
- Tak, jasne.
Odjechaliśmy z podjazdu. Obserwowałem co chwilę Sarah, raz patrzyłem na drogę raz na nią. Leżała oparta o szybę i oczami otwartymi, widać było, że są w nich łzy. Na pewno przypomina sobie ten moment.
- Sarah?
- Co?
- Mogłabyś mi powiedzieć imię i nazwisko tego kolesia?
- Po co? Mieszka i tak w Kanadzie, nie tutaj.
- Po prostu mi powiedz. - przewróciłem oczami.
- Andreas Gray. - dojechaliśmy.
- Jesteśmy skarbie. - mrugnąłem do niej i się zaśmiałem.
- Wow, ale duży dom. - spojrzała przez szybę. - Zrobiłeś to specjalnie.
- Ale co? - zapytałem zdezorientowany.
- Tam jest basen. - wskazała za dom. W tym momencie próbowałem się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem.
- No bo wiesz, Louis lubi pływać no i Zayn i oni wiesz... - zacząłem przeciągać.
- Nie tłumacz się. Może jak mnie nauczysz pływać...
- Czego sobie zażyczysz księżniczko. A teraz ruszaj się bo czekają na nas w domu.
Widziałem już ten dom, parę razy, wybierałem go z Niallem, było tam 9 sypialni, czyli dla nas wszystkich równo plus 1 dla gości, będę miał pokój z Sarah czyli 8 pokoi jest dla nas jeśli rozumiecie o co mi chodzi, salon, łazienka przy każdym pokoju, 3 piętra, 2 kuchnie, na parterze i na pierwszym piętrze, 2 siłownie, 4 pokoje do broni jakaś sauna tam była czy coś, jeden duży garaż i to chyba wszystko. Największy dom w okolicy.
Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do domu.
- Jesteśmy! - krzyknąłem.
- Kurwa, Bieber, ile można?! Co wy tam robiliście? - zaczął gadać Chaz.
- Jak tam po seksie w samochodzie? - zapytał Harry stojąc z kawą w ręce.
- Idealnie jak zawsze. - odgryzła się mu Sarah na co wszyscy z salonu spojrzeli na nią z otwartymi ustami. Podeszła do Harry'ego i spojrzała na jego szyję. - Ty sobie te malinki to chyba odkurzaczem robisz. - wszyscy się zaśmiali na co Harry poszedł gdzieś, chyba do kuchni, nie pamiętam.
- Więc zaczynamy zwiedzanie? - zapytałem patrząc nadal na zdziwioną resztę.
- Ta. - mruknął Liam. Wszyscy wstali i się rozeszli.
- JAY! - usłyszałem gdzieś z dołu Sarah. Zbiegłem po schodach.
- Gdzie jesteś? - zapytałem.
- Właśnie nie wiem, gdzieś koło kuchni. - zaśmiałem się.
Znalazłem ją po chwili.
- Po co mnie wołałaś?
- Gdzie nasz pokój?
- Oh, chodź pokażę ci. Ale zamknij oczy.
- Okey. - zakryłem jej oczy rękoma. Wniosłem po schodach i po drugich. Mieliśmy pokój na samej górze. Wiecie dlaczego, chyba nie muszę tłumaczyć.
_______________________________________________
*Justin Bieber - Confident
- Nie ma sprawy? Serio? On cię zdradza, prawie na twoich oczach, a ty mówisz, że nie ma sprawy?
- Tak? Co mam tam do niego iść? Jezu, daj spokój... - powiedziała i wyszła.
- Kenny! - krzyknąłem, a obok mnie w mgnieniu oka znalazł się Hamilton.
- Tak?
- Idź za nią. - wskazałem podbródkiem na drzwi. - Nie wiadomo gdzie może iść. Na dodatek nie zna Londynu.
- Ok.
- Oh, Jay, oh, ah, Jaaay... - usłyszałem jęki.
- Kurwa mać. - przybiłem facepalma i się roześmiałem. - Idziemy pooglądać telewizję?
- Jeżeli to ich zagłuszy, to czemu nie.
- Można spróbować. - uśmiechnęła się.
*Perspektywa Sarah*
Szłam ulicami Londynu, jakbym kurwa wiedziała gdzie jestem. Odpaliłam papierosa, którego znalazłam w kieszeni kurtki. Raz się żyje, zadzwonię do Jerry'ego.
- Halo? Cześć bracie.
- Cześć Sarah, coś się stało?
- Gdzie jesteś teraz?
- No w domu moim.
- Aha, super.
- A znasz adres?
- Nie.
- A gdzie jesteś?
- W dupie kurwa. Nie wiem, na południe od mojego domu.
- Zaczekaj, wyobrażę to sobie. Patrz, musisz iść prosto, gdy będziesz przy kawiarni Flat White, skręć w lewo, potem cały czas prosto, do końca ulicy. Tam będę czekał.
- Super, ile mi to zajmie? Ta droga?
- Nie wiem, jakieś 15 minut?
- Dobra, to na razie.
*Perspektywa Louisa*
- Zakład, że pobijesz mojego rekordu? - chytrze uśmiechnąłem się do Zayna.
- O co?
- Hmmm... Może o... Wiem! Przegrany będzie musiał zrobić striptiz.
- Spoko, i tak wygram.
Zayn wziął mój telefon, a ja zwijałem się ze śmiechu. Wiadomo, że przegra. Zamknąłem na chwilę oczy i usłyszałem głośne przekleństwo.
- Coś się stało, Zaynee?
- Weź mi to cholerstwo sprzed oczu!
Roześmiałem się.
- Było się nie zakładać. Masz super ciało, nie ma się czego wstydzić...
- Nie igraj ze mną Tomlinson...
- Czekaj. - mruknąłem gdy usłyszałem dzwonek swojego telefonu.
- Hmmm, Kenny?
- Sarah zbliża się do terenu Beatlers.
- Kurwa. Zaraz będziemy. Zdążymy przed nią?
- Jak się pospieszycie, to może...
- Dobra, do zobaczenia.
- Co?
- Ruszaj dupę, Sarah poszła do Beatlers.
- Ale po co?
- Jezu, do swojego brata, tłuku. A swoją karę odbędziesz później.
- Ej, bo pomyślę, że jesteś homo.
- Uwierz mi stary... Nie. Dalej, chodź. - pociągnąłem go za bluzkę, weszliśmy do pokoju Liama, wyciągnęliśmy go z niego i zbiegliśmy na dół. - Niall, chodź.
- Co? Po co?
- Kurwa. - westchnąłem. - Jedziemy do Beatlers, bo Sarah tam poszła. Ty też się przydasz. - wskazałem ręką na siedzącą obok niego Alice. - No kurwa, dalej, nie mamy czasu.
Ubraliśmy się i wsiedliśmy do mojego ferrari. Jechałem jak najkrótszą drogą.
Gdy staliśmy pod ich domem, zacząłem się rozglądać za Kennym. Postanowiłem, że do niego zadzwonię.
- Kenny gdzie ty jesteś?
- Jestem, znaczy jesteśmy w drodze do Beatlers, a wy?
- No my pod ich domem.
- Szybcy jesteście. To zaczekajcie na nią.
- A za tobą też?
- Nie, ja muszę coś jeszcze załatwić.
- To do zobaczenia.
No to trochę sobie poczekamy. Wróciłem do samochodu.
- I co?
- Nie wiem gdzie są, powiedział, że w drodze.
- Nie rozumiem, po co z wami jechałam. To tylko Sarah.
Przewróciłem tylko oczami.
- Patrzcie, chyba idzie! - Zayn wskazał ręką na zbliżającą się postać.
- Nie ruszajcie się.
- Co? Dlaczego? Sarah! - Alice otworzyła szybę i zaczęła jej machać.
- Kurwa przymknij się, bo jesteśmy tutaj nielegalnie i mogą nas tutaj nawet zabić. - warknąłem. - Myślisz w ogóle?
- Ten mądry się odezwał.
- Na pewno mądrzejszy od ciebie.
- Zamknijcie się. - powiedział Liam.
- Więc co robimy mądralo? - zadrwił Harry.
- Ty siedź tam z tyłu i się nie odzywaj. Zobaczymy co zrobi, jeżeli wybiegnie z płaczem, wtedy zainterweniujemy. Jeśli wszystko będzie dobrze, ona pójdzie na pieszo, za nią Kenny, a my spokojnie do domku.
- Nadal nie rozumiem po co jestem wam potrzebna.
- Kurwa, wolałabyś siedzieć w domu i słuchać jak Jay pieprzy jakąś dziwkę?
- Nie rozmawiam z tobą Louis. Dziękuję, Liam.
- To ja cię stamtąd wyciągnąłem.
- Kurwa, koniec tematu. - westchnął Payne. - Wchodzi do tego domu. O, patrzcie, Kenny tu idzie.
Wszedł do samochodu i przywitaliśmy się z nim.
- To co robimy? - zapytał.
- Pomyśleliśmy, że poczekamy aż wyjdzie, a ty pójdziesz za nią.
- Okej. - zatarł ręce.
*Perspektywa Sarah*
Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Jerry.
- Miałeś czekać na dworze. Jakbym nie trafiła?
- Wiedziałem, że trafisz, jesteś inteligentna po bracie.
- Ta. - powiedziałam, ściągnęłam buty i kurtkę.
- Co cię do mnie sprowadza? A, nie martw się, chata wolna.
- Justin mnie zdradził. Znaczy pewnie cały czas zdradza.
- Jak to cię cały czas zdradza? - zapytał, przewróciłam oczami.
- Co kurwa? Ten chuj, najpierw cię wkręca w to wszystko, potem gada, że cię kocha a teraz kurwa zdradza cię z jakąś zdzirą!
- Serio? - otworzyłam szeroko oczy. - Nie gadaj! Ale ty jesteś błyskotliwy, no, no, no...
- Sarah... - warknął. - Dlaczego po prostu z nim nie zerwiesz?
- Bo go kocham? A poza tym, nie zostawiłabym tutaj Alice i nie wywoziłabym jej do Kanady.
- Wyjedź sama, po co ci Alice? Poradzi sobie tutaj. Sory Sarah, ale mam jeszcze kilka praw do załatwienia i...
- Super, że brat ma dla mnie czas. - powiedziałam, ubrałam się i jak najszybciej wyszłam z jego domu.
Postanowiłam, że pobiegnę do naszego domu. Boże, jeszcze ta cała przeprowadzka...
*Rano, perspektywa Liama*
Wstałem wcześniej, z resztą jak zwykle. Wszedłem do kuchni i napiłem się wody. Spojrzałem się na zegarek. 8:56. Jezu, do kuchni weszła ta laska Jaya. Większego pustaka nie było?
- Cześć, jestem Abigail. - podała mi rękę.
- Hej, Liam. Chcesz wody? Albo soku...?
- Może być woda. - uśmiechnęła się.
Może nie jest taka zła, gdyby zmyła tonę tego makijażu i nie bywała w takich klubach...
Podałem jej ten napój. Chwilę pogadaliśmy o jakichś rzeczach, typu pogoda... Boże, niech ktoś tutaj przyjdzie, zaraz nie wytrzymam. Jak na zawołanie zeszła nasza blondi. Gdy zobaczyła Abigail, zaśmiała się.
- Cześć, jestem Abigail.
- Hej, Alice.
- O, też masz imię na "a"? O, też jesteś blondynką.
- Tak...? Widzę, Liam dał ci wody.
- Yhym. Zabawna jesteś. - zaśmiała się i uderzyła lekko Alice w ramię.
- Dzięki. Gdzie się poznaliście z Jayem?
- Wiesz, był w klubie, ja też, no i zaprosił mnie tutaj.
- Wzbudziłaś jego zaufanie, na pewno do ciebie jutro oddzwoni. Albo nie. Ty przyjdź tutaj jutro. Będziemy na ciebie czekać. A teraz musisz już iść, bo musimy zrobić wielkie sprzątanie, a nie chcemy pobrudzić tych ślicznych rączek, prawda? No, nie miałaś nic, nie? Nie. To do zobaczenia jutro.
- Papa, przyjaciółko. - powiedziała, a Alice zamknęła jej drzwi przed nosem.
- Nie masz serca. - stwierdziłem, ona podeszła do mnie i usiadła na blacie.
- Bez przesady. - napiła się wody. Odstawiła butelkę i przegryzła wargę. Odchrząknęła. - Ah, oh, Jay, mocniej! Boże! Jesteś taki wspaniały! Oh, ah...! Boże! Szybciej!
- Co? - do kuchni wszedł Louis.
- Przepraszam. - parsknęła śmiechem. - Tak sobie naśladuje Abigail. Masz cholerne szczęście, że nie musiałeś z nią gadać, serio.
- Aż tak źle?
- Masakra, stary. - westchnąłem. - Pusta jak cholera.
- Sarah wstała?
- Nie, śpi jeszcze. - stwierdził. - Jak myślicie, zerwie z Jayem?
- Nie, bo ona go kocha. A jak ona się zakocha, to nie ma przebacz.
- Przecież on ją zdradza! NA JEJ OCZACH.
- Wiem, ale to Sarah.
Zrobiłem nam wszystkim kawę i usiedliśmy w salonie przy telewizorze. Chwilę później zeszła do nas sama Carter.
- Siemka! Jak ci się spało?
- Dobrze, tylko on się wiercił jak popierdolony. - westchnęła i wskazała na Louisa. - I co to były za jakieś jęki?
Wszyscy zrobiliśmy minę 'poker face' i się zaśmialiśmy.
- Musimy się spakować. Radzę wam to zrobić teraz, bo nie zdążycie do wieczora.
- Mamy tylko po średniej torbie.
- My mamy więcej rzeczy, Boże.
- Z takimi to można podróżować. - zaśmiał się Louis.
*Perspektywa Chaza*
Usłyszałem śmiech Tomlinsona i się obudziłem. Poczułem kogoś na swoich nogach i klacie. Boże, jaki ciężar. Ruszyłem ręką, a ktoś z mojego torsu zeskoczył jak poparzony.
- Jezus Maria! - to była Alice. - Czy ty jesteś normalny?
- Nie. Louis złaź ze mnie szmato, bo jesteś ciężki...
- Nie jestem ciężki. - podskoczył, a ja jęknąłem.
- Kurwa mać. Sarah, weź go, proszę.
- Lou, zejdź z niego. - powiedziała. Poczułem ulgę na całym ciele.
- Cały czas tu śpisz? - zapytał mnie Liam.
- No... Gdzie miałem spać?
- Nie było tematu.
Z góry zszedł Jay. Mina Alice? Bezcenna.- Siema ludzie. - mruknął.
- Ta, cześć. Dobrze ci się spało? - zapytał Louis i dostał od blondynki w głowę.
- Tak... Tak, czemu pytasz?
- Po prostu? Nie mogę?
- Pewnie, że możesz. Co tam Tweety?
- Spierdalaj dziadu.
- Co tak groźnie? Nie ma co się denerwować... - mruknął i wstał, pewnie się czegoś napić. Coś mu się nie udało, bo potknął się o trampka Harry'ego. Salon wypełnił się naszym chichotem. - Nie śmiać się, tylko do pakowania kurwa. - warknął, a oni jak poparzeni pobiegli na górę. Znaczy, ja i Sarah nie. Ona szła powoli, ja się nawet nie ruszyłem z kanapy. - A ty co leżysz księżniczko?
- Mam czas.
- Super. - przewrócił oczami. - Tylko do nocy masz być gotowy.
- Pewnie.
*Perspektywa Jay'a*
Poszedłem do góry za Sarah. Nie odezwała się do mnie od wczoraj. Siedziała na łóżku i składała bluzki.
- Jest Louis? - zapytałem, ona nie odpowiedziała, tylko wzruszyła ramionami. - Pytałem się o coś.
- Super. - mruknęła.
- Czemu się do mnie nie odzywasz?
- Pewnie dlatego, że mnie zdradziłeś z pierwszą lepszą dziwką.
- Skoro ty mi tego nie możesz dać, to da mi ktoś inny.
- Wiesz co Justin? Ten związek nie ma sensu. - powiedziała i wyszła z pokoju. Zajebiście kurwa.
- Jay? Chcesz może pogadać? - Louis wyszedł z szafy.
- Kurwa, Tomlinson. Prawie zawału dostałem kretynie.
- To co, chcesz pogadać?
- Nie dzięki. Co ty do kurwy robiłeś w szafie?! - wyrzuciłem ręce w powietrze.
- No ten, zobaczyłem cię i nie chciałem wam przeszkadzać w rozmowie.
- Lepiej podsłuchiwać zamiast wyjść z pokoju, mądre Tomlinson. - przewróciłem oczami i wyszedłem z pokoju.
No kurwa mać, Abi dzwoni. Tak serio to nie poznaliśmy się w klubie. Znam ją długo, dość długo żeby powiedzieć, że jest tak jakby moją kochanką? Chyba tak. Jak mi źle to się pieprzymy. Proste. Nie moja wina, że Sarah jest nietykalna. Gdyby mi się oddała to by nie było całej tej sytuacji. Nie widzę problemu.
- Czego? - zapytałem w końcu odbierając telefon.
- Cześć Justin, tak ogólnie to twoja koleżanka, lub druga dziwka mnie wywaliła z domu, nie pożegnałam się....
- Nie mów na mnie kurwa Justin. Pożegnałaś się? To nara.
Jeszcze ona będzie mnie wkurwiać. Zajebiście.
W sumie to to jest trochę popieprzone, nie?
Sarah Carter zostaje porwana przez gangstera, z niewiadomych przyczyn nagle wstępuje do jego gangu, są parą, on ją zdradza ale pomimo tego ona z nim nie zrywa.
No własnie. Nie zerwała ze mną. Dlaczego? Przecież ją zdradziłem.
Teraz wyszło na to, że chcę żeby ze mną zerwała. Bieber. Nie myśl.
- Nie pakujesz się? - usłyszałem głos anioła.
- Już idę. - pobiegłem do swojego pokoju, ale przerwałem swoje pakowanie bo zapomnieliśmy o broni.
- CHŁOPACY DO MNIE! - krzyknąłem. Oczywiście na moje polecenie przybiegli. - Zapomnieliśmy o pieprzonej broni. Liam, Niall, Harry i ja przewieziemy broń. Zanieście ją do naszych samochodów. Ja muszę się jeszcze spakować.
- Okej. - skinęli głowami i wyszli.
Kto jak kto, ale my jako gang, mamy najlepsze samochody w kraju. Nikogo na takie nie stać. Cóż, nas nie musiało na to stać. Zawsze dostajemy tego czego chcemy. Nie raz posuwamy się za daleko ale nigdy jakoś specjalnie się to na nas nie odbiło. Pomijając to, że ja, Liam i Harry siedzieliśmy w więzieniu. Cały pieprzony rok. Tam też mieliśmy lekko, bo nawet więźniowie się nas bali. Nie było jakiś większych problemów.
Zacząłem nucić piosenkę która przyszła mi do głowy.
- Skupiony, jestem skupiony. Ona ma takie ciało. Jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. Jak fantazja przede mną*...
- Bieber spakowany? - krzyknął Chaz z dołu.
- Ta, już idę. - powiedziałem, ale wątpię żeby mnie usłyszał. - Spakowaliście wszystką broń? - zapytałem będąc na dole.
- Ta. Bieber co to za śpiewy do góry, co? Może tak do x-factor pójdziesz?
- Żeby namierzyła nas mafia mojego ojca i pozabijała? Nie dziękuję. - wziąłem swoją torbę i udałem się do samochodu gdzie siedziała już Sarah.
Ogólnie to tłumacząc, mafia mojego ojca jest z Czech. Szukają nas, mój ojciec nie należy do tej mafii już długo. Ale nazywam ją mafią mojego ojca, bo był przywódcą i nawet nie wiem jak oni się nazywają ani czego od nas chcą. Fajnie.
Oh, nie uwierzycie kto stoi koło mojego samochodu. Mój ojciec.
- Czego kurwa chcesz? - warknąłem wkładając walizki, Sarah patrzyła się na nas, tak jak to zrobiła po raz pierwszy gdy go zobaczyła. Nie wiem skąd, ale na pewno zna mojego ojca skoro tak się zachowuje.
- Synu, jak ty się wyrażasz do ojca? Przechodząc do rzeczy, przyniosłem twoje pieniądze, które pożyczyłem. - wręczył mi je.
- Nie wierzę, Jeremy Bieber oddaje mi pieniądze. Czy ja śnię?
- Oh widzę, że ta suczka nadal z tobą jest. Myślałem, że tak jak każda inna, prześpisz się z nią i wyrzucisz. Kim ona dla ciebie jest Bieber?
- Nie wiem.
- Możesz mi powiedzieć synu.
- Synu. - zadrwiłem. - Szkoda, że nigdy wcześniej mnie synem nie nazywałeś. Nie wiem co mnie z nią łączy. Niby jesteśmy razem, niby mnie kocha. No własnie niby. Ja ją kocham ale ją zdradziłem, więc nie wiem co będzie dalej.
- Ja problemu nie widzę, zdradziłeś bo miałeś potrzebę, czy ona nie chce z tobą uprawiać seksu?
- No własnie nie. Jest nietykalna.
- Zrób to siłą.
- Nie chcę, żeby jej pierwszy raz był bardziej gwałtem.
- Pierwszy raz? Pogadaj z nią Bieber, bo widzę, że dużo rzeczy nie wiesz.
- To znaczy? Skąd wy się kurwa znacie? Nie. Ty z nią nie ten?
- Nie. Ja nie. Proszę cię synu, nie znam tej dziewczyny, ale znam jej ojca, znaczy znałem. Mówił mi o niej wszystko, był moim przyjacielem, no ale wiesz jak to się skończyło.
- Ta, wiem.
- Dobra, na razie młody.
- Na razie stary. - przybiłem mu piątkę i wsiadłem do samochodu. - Jesteś dziewicą?
- Co cię tak nagle to zaciekawiło?
- Jesteś moją dziewczyną, powinienem wiedzieć takie rzeczy.
- Nie jestem pewna, czy jestem twoją dziewczyną.
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo mnie kurwa zdradzasz?! Kocham cię, a ty na moich oczach sprowadzasz do domu jakieś dziwki!
- Dziwkę. - poprawiłem ją.
- Zajebiście.
- Przepraszam. Teraz mi odpowiesz?
- Nie, nie jestem dziewicą.
- Jak?
- Normalnie. - oparła głowę o okno.
- Z kim?
- Z kolegą z klasy.
- Jak do tego doszło?
- Zgwałcił mnie. - załkała.
- Ja pierdolę. Przepraszam, nie powinienem cię o to pytać. - wyszedłem z samochodu i wyciągnąłem ją z niego. - Posłuchaj, bardzo cię przepraszam za Abigail, bo ty po prostu... Musiałem się wyżyć, a ty nie chcesz ze mną... No wiesz o co chodzi.
- Bieber boi się słowa 'seks'? - zaśmiała się a ja w tym momencie się ucieszyłem. Szybko jej humor wrócił. Nie chciałbym żeby cały czas była smutna.
- Nie, Bieber nie boi się niczego.
- Nawet pająków? - zapytała z uśmiechem.
- Nawet pająków. - złączyłem nasze usta. - Jeszcze raz przepraszam.
- Okey.
- Nie, nie jest Okay, Sarah. Zdradziłem cię, tak nie może być.
- Jay, wyluzuj. Nie jestem taka jak inne, nie skapnąłeś się jeszcze? Nie zrobię ci o to awantury.
- Gdzie ty byłaś przez moje całe życie? - zapytałem z uśmiechem i ją przytuliłem.
- ALE TO NIE ZNACZY, ŻE MOŻESZ MNIE ZDRADZAĆ JUSTIN. Obiecuję ci, jak jeszcze raz zobaczę tą albo inną sukę w naszym mieszkaniu to wyjadę z tego kraju.
- Nie dopuszczę do tego. - pokiwałem głową na 'nie'.
- Będziesz musiał się opanować.
- To znaczy, że ty nie chcesz ze mną uprawiać seksu?
- Justin...
- Przepraszam, znów nie powinienem...
- Nie, chodzi o to, że ja nie byłabym w stanie, teraz... Po prostu nikt mnie nie dotykał, tak jak ty to robiłeś jak się poznaliśmy, od jakiś 2 lat. Wiesz o co chodzi?
- Dlatego się mnie bałaś? Owszem, na początku chciałem cię zgwałcić, ale teraz wiesz, że nie zrobiłbym ci tego. Kocham cię Sarah. - uśmiechnęła się i mnie przytuliła. Czemu mi nie odpowiedziała? Może mnie nie kocha?
Poczułem wibrację telefonu. Czemu ja nie mam żadnego dźwięku tylko cholerną wibrację.
- Czego?
- Bieber! Gdzie wy kurwa jesteście? My już siedzimy w tym nowym domu dobrą godzinę!
- Co? Jak? Wkręcasz mnie? o kurwa.
Rozłączyłem się i otworzyłem Sarah drzwi od strony pasażera. Obiegłem samochód i wsiadłem ze swojej strony.
- Wiesz gdzie jechać? - zapytała.
- Tak, jasne.
Odjechaliśmy z podjazdu. Obserwowałem co chwilę Sarah, raz patrzyłem na drogę raz na nią. Leżała oparta o szybę i oczami otwartymi, widać było, że są w nich łzy. Na pewno przypomina sobie ten moment.
- Sarah?
- Co?
- Mogłabyś mi powiedzieć imię i nazwisko tego kolesia?
- Po co? Mieszka i tak w Kanadzie, nie tutaj.
- Po prostu mi powiedz. - przewróciłem oczami.
- Andreas Gray. - dojechaliśmy.
- Jesteśmy skarbie. - mrugnąłem do niej i się zaśmiałem.
- Wow, ale duży dom. - spojrzała przez szybę. - Zrobiłeś to specjalnie.
- Ale co? - zapytałem zdezorientowany.
- Tam jest basen. - wskazała za dom. W tym momencie próbowałem się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem.
- No bo wiesz, Louis lubi pływać no i Zayn i oni wiesz... - zacząłem przeciągać.
- Nie tłumacz się. Może jak mnie nauczysz pływać...
- Czego sobie zażyczysz księżniczko. A teraz ruszaj się bo czekają na nas w domu.
Widziałem już ten dom, parę razy, wybierałem go z Niallem, było tam 9 sypialni, czyli dla nas wszystkich równo plus 1 dla gości, będę miał pokój z Sarah czyli 8 pokoi jest dla nas jeśli rozumiecie o co mi chodzi, salon, łazienka przy każdym pokoju, 3 piętra, 2 kuchnie, na parterze i na pierwszym piętrze, 2 siłownie, 4 pokoje do broni jakaś sauna tam była czy coś, jeden duży garaż i to chyba wszystko. Największy dom w okolicy.
Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do domu.
- Jesteśmy! - krzyknąłem.
- Kurwa, Bieber, ile można?! Co wy tam robiliście? - zaczął gadać Chaz.
- Jak tam po seksie w samochodzie? - zapytał Harry stojąc z kawą w ręce.
- Idealnie jak zawsze. - odgryzła się mu Sarah na co wszyscy z salonu spojrzeli na nią z otwartymi ustami. Podeszła do Harry'ego i spojrzała na jego szyję. - Ty sobie te malinki to chyba odkurzaczem robisz. - wszyscy się zaśmiali na co Harry poszedł gdzieś, chyba do kuchni, nie pamiętam.
- Więc zaczynamy zwiedzanie? - zapytałem patrząc nadal na zdziwioną resztę.
- Ta. - mruknął Liam. Wszyscy wstali i się rozeszli.
- JAY! - usłyszałem gdzieś z dołu Sarah. Zbiegłem po schodach.
- Gdzie jesteś? - zapytałem.
- Właśnie nie wiem, gdzieś koło kuchni. - zaśmiałem się.
Znalazłem ją po chwili.
- Po co mnie wołałaś?
- Gdzie nasz pokój?
- Oh, chodź pokażę ci. Ale zamknij oczy.
- Okey. - zakryłem jej oczy rękoma. Wniosłem po schodach i po drugich. Mieliśmy pokój na samej górze. Wiecie dlaczego, chyba nie muszę tłumaczyć.
_______________________________________________
*Justin Bieber - Confident
(Focused, I'm focused
She got a body like that
I ain't never seen nothing like that
Like a fantasy in front of me)
She got a body like that
I ain't never seen nothing like that
Like a fantasy in front of me)
Ooo jak fajnie nie zerwali :))
OdpowiedzUsuńNo popatrz dłuższy rozdział. To kiedy nn ?
OdpowiedzUsuń♥
OdpowiedzUsuńJaki kochany na końcu już nie mogę się doczekać następnego :)
OdpowiedzUsuń