- To nie nasza krew.
- Jak to kurwa nie wasza krew do cholery?! - krzyknęłam a Jay spojrzał na mnie przepraszająco. - Wytłumaczcie mi to. Proszę.
- No bo ten no... Znaczy ja nie ale... Oni - Alice wskazała na chłopaków. - zabili Davida.
- Jakiego Davida? - zapytałam nie wiedząc kompletnie o kogo chodzi.
- Czekaj... Opiszę go tak jak ty w ten dzień. Znaczy zacytuję - Oznajmił Jay i odchrząknął. - Jay ktoś ciebie szukał, wysoki, dredy, tatuaże WSZĘDZIE...
- Aaa, to ten. - pokiwałam głową. - To mam tylko dwa pytania.
- Wal śmiało. - powiedział Zayn, ale bałam się na niego spojrzeć.
- Więc, dlaczego ty jesteś cała we krwi skoro twierdzisz, że nikogo nie zabiłaś?
- Bo, ten kretyn - wskazała na Nialla. - miał ręce od krwi tego dupka i podszedł do mnie i złapał za rękę i pociągnął do wyjścia, dlatego mam ręce od krwi.
- A drugie pytanie to czemu go zabiliście?
- Bo nam Jay kazał. - powiedział Liam.
- A dokładniej?
- Zemdlałaś przez Mariusha którego wynajął David. - powiedział Jay i wywrócił oczami.
- Jak to przez Mariusha? - zapytała Alice.
- Normalnie. - syknął Justin. Nie lubią się. Jestem tego pewna.
W pewnym momencie dostałam sms'a od Harry'ego.
- Wiecie gdzie jest Harry? Bo napisał do mnie. - zapytałam.
- Nie wiem, ale skoro napisał to może przeczytasz? - powiedział Zayn.
Wyciągnęłam telefon.
Od: Styles
Hej młoda, mogłabyś przyjść na Long Acre? Tylko się pośpiesz, będę czekał na końcu ulicy.
Czy on jest walnięty? Jak ja znam tutaj 3 ulice mam wiedzieć gdzie jest Long Acre? Z uwagi na to, że stałam koło Chaza w tym momencie, zwróciłam się do niego.
- Gdzie jest Long Acre?
- Patrz. - podeszliśmy do okna. - Idziesz tam prosto, potem w lewo, musisz iść do takiego wielkiego budynku potem w prawo i znów w lewo i jesteś.
- Dzięki. - w czasie gdy Jay rozmawiał z resztą co dokładnie zrobili z Davidem, zbiegłam na dół i się ubrałam.
Wyszłam z domu i udałam się zgodnie z wskazówką Chaza.
- Cholera. - przeklnęłam pod nosem widząc kompletną ciemność.
Dlaczego chciał się ze mną spotkać tutaj?
Dobra jestem na miejscu i co? Nie ma go nigdzie. Zawrócić?
- Oh, panna Sarah Carter. - powiedział jakiś głos za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam tego kretyna Mariusha.
- Czego chcesz? - zapytałam i oparłam ramię o ścianę obok. Skąd tu się wziął budynek? Mniejsza. A nie, to nie budynek, to jakiś zaułek, nie wiem.
- Czego ja chcę? Ja nic. Czego chce David? Dużo.
- Mariush możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?
- O to. - wycelował mnie mnie bronią. - Cóż, albo zabiję cię teraz, albo zrobimy to później a najpierw...
- A najpierw to ja zabiję ciebie. - powiedział ktoś stojąc za nim. Nawet nie minęła sekunda a Mariush leżał na ziemi próbując wyrwać się Zaynowi. Zaraz. Zayn? Co on tutaj robi?
Zayn zaczął go okładać pięściami. Koło mnie pojawiła się Alice.
- Zawiodłam się na tobie Mariush. - powiedziała w jego stronę i mnie przytuliła.
- Czemu ty do cholery wyszłaś z domu w tym stanie? - zapytał Justin stojąc nagle koło mnie.
- Harry do mnie napisał.
- Ja jestem tutaj i nic do ciebie nie pisałem. - powiedział stojąc koło samochodu.
- Co wy tutaj wszyscy robicie?
- Ja zauważyłam, że ciebie nie ma więc postanowiliśmy cię poszukać. - powiedziała Alice.
Zayn skończył już okładać go pięściami. Nie zabił go, Mariush leżał na ziemi kaszląc i wypluwając krew.
Podeszłam do Zayna i niepewnie go przytuliłam.
- Dziękuję, że mnie obroniłeś. - puściłam go i wróciłam na swoje miejsce.
- Gdybyśmy kurwa byli tu później to byś już nie żyła czy ty do cholery myślisz? - zaczął na mnie krzyczeć Jay. Jak oficjalnie. Jay. - Do samochodu. Wszyscy. - warknął i usiadł na miejscu kierowcy.
Usiadłam z Zaynem i Alice z tyłu. Louis usiadł z przodu a Liam, Niall, Chaz i Harry pojechali innym samochodem. Po co przyjechali oni wszyscy? Bez sensu. Ale dziękuję im, że mnie uratowali. Nie wiem czy zasnęłam, czy znów zemdlałam ale nastała mi ciemność przed oczami.
*Perspektywa Alice*
Zawiodłam się na Mariushu. Tak bardzo. Miałam go za przyjaciela a on? A on pracował dla tego Davida z Killers.
Zdziwiło mnie lekko to, że Sarah zasnęła. Po takim przeżyciu zasnąć?
Mariush jest dla mnie skończony.
- Jay?
- Czego chcesz?
- Bo ominąłeś dom tak jakby.
- Kurwa. Sorry, zamyśliłem się.
Zawrócił i byliśmy już pod domem. Próbowałam obudzić Sarah ale na marne. Co z nią do cholery?
- Jay, weź ją na ręce chyba znów zemdlała. - powiedziałam i weszłam do domu.
Za mną weszła reszta.
- Cholera jasna to jest jakaś pieprzona gra. Skoro ona twierdzi, że to ty Harry do niej napisałeś, ktoś musiał mieć dostęp do twojego telefonu. Gdzie masz telefon?
- W kieszeni, czekaj. - wyciągnął telefon i przejrzał wiadomości. - Rzeczywiście jest wiadomość do Sarah ale ja jej nie wysyłałem żadnej wiadomości.
- Ktoś się dostał do twojego telefonu. Czyli ktoś był lub jest w naszym domu. Wyciągać broń i przeszukujemy cały dom. Za godzinę się pakujemy i wyprowadzamy do nowego domu.
Chłopacy poszli z Jayem przeszukać dom a ja zostałam z Sarah.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Jakbym była naćpana czy coś podobnego.
- No ale co czujesz?
- Jezu, w głowie mi się kręci. Zobacz, krowa!
- Co, jaka krowa?
- No tam. - wskazała na doniczkę.
- Tam jest doniczka.
- Krowa. - zmroziła mnie wzrokiem.
- Dobra, krowa. - uniosłam ręce w obronnym geście. - Boli cię coś?
- Głowa tylko, potem przestanie. - powiedziała, walnęła głową w poduszkę i zasnęła. Super.
Wyciągnęłam telefon i przejrzałam facebooka. Same nudy, Sarah jeszcze śpi... Westchnęłam. Schowałam telefon, spojrzałam się na Sarah. Szkoda, że nie mamy tutaj żadnych zwierzątek.
Chłopcy weszli do salonu z wyraźną ulgą.
- Znaleźliście kogoś?
- A słyszałaś strzał pistoletu? - mruknął Jay. - No właśnie.
- Aha. Sarah zasnęła.
- Czy ty jesteś kurwa normalna?!
- DZIĘKI!
- Kto normalny kładzie spać kogoś, kto jest pod wpływem?!
- Sama zasnęła. - mruknęłam. - SARAH, WSTAWAJ, BO JAY NA MNIE KRZYCZY!
- Co kurwa? - syknęła z przymrużonymi oczami.
- Twój chłopak na mnie krzyczy, powiedz mu coś.
- Zamknij się Jay.
- Sama się zamknij. Jesteś taka nieodpowiedzialna! Poszłaś spotkać się z "Harrym", bo napisał ci sms, będąc w tym samym budynku. To już nawet Niall nie jest taki pusty.
- Dzięki. - poprawił się na krześle. - EJ!
- Serio? Ona przed chwilą prawie nie żyła, a teraz ją wyzywasz? - zapytał Louis i przewrócił oczami.
- Życie kurwa. - warknął, po czym wyszedł z domu.
Bardziej bipolarnego człowieka chyba nigdy nie widziałam.
- Nie przejmuj się nim. - potarłam rękę Sarah. Gdy odwróciłam się do chłopaków, którzy stali za mną, przetarłam ręką włosy, spotkałam się z zdziwionymi minami.
- Ej, Alice, masz nową fryzurę? - szeroko otworzył oczy Tomlinson.
- Serio?
- Jezu, ja też nie widziałem. - powiedział Zayn. - Ale ładnie ci.
- Dziękuję.
- Czy ty chcesz się do mnie upodobnić? - zapytał Niall, przewróciłam oczami. - Od teraz będę mówił na ciebie Tweety. - zaśmiał się.
- Super. A tobie podoba? - zwróciłam się do Sarah.
- Wyglądasz tak samo. - zrobiła głupią minę.
- Fajnie, że zauważyłaś.
- Jay to krowa. Lubię krowy. Krowy są piękne.
- Ale Jay nie jest piękny. To nie jest krową. - skarciłam ją wzrokiem, ale maksymalnie starałam się nie roześmiać.
- No. Ale krowy są piękne, nie?
- No tak.
- A jaką krowę teraz sobie wyobrażasz? Ja różową, a ty?
- Biało czarną. - nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
- O czym wy do kurwy rozmawiacie?! - zapytał Harry, a ja jeszcze bardziej się śmiałam.
- O krowach. Takich jak wy. Czujesz się już lepiej?
- Tak, już dobrze. - uśmiechnęła się.
- Jeżeli jest już dobrze, to może odwdzięczysz się nam za uratowanie ci życia? - zapytał Harry.
- To znaczy?
- Nie wiem, w czym jesteś dobra?
- Umiem tańczyć... - wzruszyła ramionami.
- Ok, ty zatańczysz, a ty zaśpiewasz. - Louis wskazał palcem na mnie. - Repertuar dowolny.
- Louis!
- Dobra. Co śpiewasz?
- Feeling Myself. - mruknęłam. - Poproszę pilota.
- Po co ci pilot? - zdziwił się Horan.
- Mam śpiewać bez mikrofonu? Dzięki. - powiedziałam, gdy Niall rzucił mi pilota. Usiadłam po turecku na tapczanie, wyprostowałam się. Sarah stanęła i wyciągnęła telefon. - A podkład?
- No już. - powiedziała i puściła piosenkę.
I be everywhere, everybody know me
Super, super fresh, what a dope styling
Hunny on my wrist, couple karats on my neck
Givenchy, keep the chickens in check
All these car keys drive them chickens to my crib
Jewel heel, got somebody slipping in my bed
He give me IQ, that mean He get a head
I just give the beats, I don't give a bread
'Cause we be in the club
Bottles on deck
And God dammit, God dammit
I'm feeling myself
'Cause I'm a get it all
And I'm a throw it up
Like God dammit, God dammit
I'm feeling myself
Look up in the mirror
The mirror look at me
The mirror be like baby you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
God dammit you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
I be everywhere, everybody know me
Catch me in the club hundred bottles on me
I get busy like a one line
In the drop getting head baby never mind
We gettin' money why you playing with it
Pool in the crib you could land a water plane in it
Slick Rick looking at the mirror
Big Daddy Kane bitch like Shakira
1.5 custom made car
Me and will table looking like the bar
I love bad boys that's my fuckin' problem
And I don't give a fuck that's my fuckin' problem
'Cause we be in the club
Bottles on deck
And God dammit, God dammit
I'm feeling myself
'Cause I'm a get it all
And I'm a throw it up
Like God dammit, God dammit
I'm feeling myself
Look up in the mirror
And the mirror look at me
The mirror be like baby you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
God dammit you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
- Wow, niezłe jesteście. - powiedział Louis.
- Ta. Dobre przedstawienie. Przed każdym tak twerkujesz? - syknął Jay, który stał oparty o framugę drzwi i klaskał.
- O, cześć Jay. Długo tu stoisz? - zapytałam z uśmiechem.
- Wystarczająco. Sarah, niezła dziwka z ciebie, jak przed każdym tak machasz dupą.
Dobra, teraz to przesadził. Co z tego, że jestem niższa o 10 centymetrów.
Wstałam z kanapy i podeszłam do Jaya.
- Nikt nie będzie obrażał mojej przyjaciółki. Nawet ty. - powiedziałam, zamachnęłam się i uderzyłam go w policzek.
Wyszedł wkurwiony z pokoju, trzasnął drzwiami.
- Co to było? - zapytał Chaz.
- Mała, wiesz, że już praktycznie nie żyjesz, nie? - zauważył Zayn.
- Trudno się mówi.
- Nie no, obronimy ją, nie? Nie? Chłopacy? - usłyszałam cichy głos Sarah.
Oni tylko pokręcili głowami. Ale super.
- Jestem dziewczyną, nie zabije mnie przecież, przesadzacie. - machnęłam ręką. - Harry? Myślisz, że nie spodobała mu się fryzura?
- Pewnie, że mu się spodobała, tylko... On jest słaby w okazywaniu, tych no... Uczuć, o.
- Na pewno. Chcecie coś porobić?
- Dziewczyno, przed chwilą, jako jedna z nielicznych spoliczkowałaś Biebera i chcesz coś porobić? Super nastawienie. - zaśmiał się Louis.
- Jezu, przestańcie o nim gadać! Ciągle tylko Bieber i Bieber, nikogo nie obchodzi reszta! Nikt się nie przejmuje Sarah! - krzyknęłam. - No właśnie, lepiej się czujesz?
- Tak, dobrze już jest.
- Chcesz coś zjeść?
- Jakieś kanapki, ale mało. - spojrzała się na mnie tym swoim wzrokiem.
- No dobra... A wy chłopcy?
- Tak... Zjemy z chęcią... - powiedział Liam, a ja poszłam do kuchni.
*Perspektywa Louisa*
Siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy aż nasza kuchareczka zrobi kanapki. Poczułem wibrację w mojej przedniej kieszeni spodni. Spojrzałem się na resztę i wyszedłem na korytarz.
- Halo? - mruknąłem.
- Louis? Nie słyszę cię, mam tu słaby zasięg. Czekaj. - usłyszałem szelest w słuchawce. - No, możesz mówić.
- Po co do mnie dzwonisz, mało nakombinowałeś?
- Jezu, to David mi kazał... Co z nią?
- A ty kurwa jesteś taki uległy? Nie dość, że to on nawet nie jest z twojego gangu, to po chuja tu jeszcze dzwonisz?
- No żeby się dowiedzieć co z Sarah?
- Spierdalaj Mariush, nie twój biznes. - warknąłem i rozłączyłem się.
- Kto dzwonił? - usłyszałem głos Nialla.
- Nie twój interes, ciekawski małpiszonie. - mruknąłem. - Są te kanapki już?
- Już idę. - Alice weszła do salonu i położyła talerz na ławie.
- Dzięki.
Zjedliśmy te kanapki a do pokoju wszedł Jay, znaczy, przeszedł tylko przez pokój a Sarah poszła za nim. To się dobrze nie skończy. Przecież mieliśmy się przeprowadzić. Według czasu powinniśmy to zrobić 15 minut temu. Super. Dobra, zrobimy to jutro.
*Perspektywa Sarah*
- Jay, poczekaj! - powiedziałam biegnąc za nim po schodach.
- Czego chcesz? - odwrócił się do mnie.
- Chcieli żebym im zatańczyła to, to zrobiłam jaki ty masz problem?
- Że to nie było tańczenie, tylko pokazałaś im to, co jest tylko i wyłącznie moje!
- Nie jestem twoją własnością to pierwsze a drugie nie pokazałam im gołego tyłka!
- Owszem, jesteś moją własnością i chuj mnie obchodzi to czy tego chcesz czy nie.
- Jesteś jednym wielkim pierdolonym dupkiem. - powiedziałam. Poczułam cholerny ból w policzku, Uderzył mnie. Mój chłopak mnie uderzył, fajnie, nie? Normalnie zajebiście, wyczujcie sarkazm.
- Jaki ty masz problem?! - krzyknęłam.
- Moim pierdolonym problemem od początku jesteś ty! - przepchnął mnie wymijając tak, że o mało nie spadłam ze schodów.
Ile jeszcze będę na tej fazie? Jestem pewna że nawet gdybym spadła z tych schodów to nic bym nie czuła.
*Perspektywa Jaya*
- Yo Jerry. - Powiedziałem gdy raczył w końcu odebrać.
- Czego chcesz Bieber?
- Miłe powitanie.
- Cześć Jay, czego byś chciał ode mnie?
- Już lepiej. Spytaj się Mariushowi ile jeszcze twoja siostra będzie pod wpływem.
- Jakim wpływem?
- Oh, to nie wiesz? Twój zajebisty pracownik, Mariush, pracował dla Davida, który już oczywiście nie żyje, a wiesz co miał zrobić? Uśpić jakimś gównem twoją siostrę i ja zabrać do magazynu Davida.
- Kurwa! Czekaj. - rozłączył się.
Może i jestem na nią wściekły, nie, wściekły to naprawdę mało powiedziane, wkurwiony? Też mało.
Ciekawe czy w łóżku będzie mi tak tańczyć. Nie. Dobra. Bieber ogar.
Poczułem wibrację w telefonie.
- Więc? - zapytałem.
- Będzie pod wpływem jeszcze godzinę. Prawdopodobnie.
- Co zamierzasz?
- Własnego pracownika nie zabiję. Ale zrobię coś dzięki czemu będzie cholernie cierpiał. Możesz przywieźć Sarah do mnie?
- Ja nie. Ale ty możesz przyjechać, mnie i tak nie będzie w domu.
- Dobra, przekaż jej, że będę za 10 minut.
- Niall? Niall kurwa! - krzyknąłem.
- Czego? - mruknął gdy wchodził do mojego pokoju.
- Przekaż Sarah, że Jerry będzie tutaj za 10 minut.
- Ty nie możesz tego zrobić?
- Jezu, jaki ty jesteś pusty. - potarłem dłonią czoło. - Nie mogę, bo wychodzę. Nara. - warknąłem i przeszedłem obok niego.
*Perspektywa Nialla*
Czemu mnie w tym domu nikt nie lubi? Kurwa popychadło sobie znaleźli. Przynieś, wynieś, pozamiataj. Zajebiście. Wszedłem do pokoju Louisa i Sarah. Samej Sarah nie było.
- Louis, widziałeś Sarah?
- No, w łazience siedzi.
- Przekaż jej, że Jerry będzie tu za kilka minut. Dzięki. - mruknąłem i skierowałem się do kuchni.
Wyciągnąłem butelkę coca-coli. Przynajmniej tego mi nie wychleją. Wziąłem łyka. Do kuchni weszła Alice nucąc jakąś piosenkę.
- I can do it like a brother, do it like a dude... Jezu, Niall, ty tutaj jesteś. Pijesz to? - wskazała na butelkę stojącą na blacie.
- Tak, ale weź sobie. - wzruszyłem ramionami.
- Nie no, napiję czegoś innego. - uśmiechnęła się. - Ej, co jest?
- Nic. Po prostu mam wrażenie, że jestem tu z litości i najchętniej by mnie stąd wypierdoli, nie oszukujmy się nikt mnie tutaj nie lubi.
- Um... Ja cię lubię... Znaczy, wszyscy cię lubimy, wiesz, Harry, Louis, Zayn, Chaz, Sarah, ja... Jay pewnie też, ma po prostu jest słaby w okazywaniu uczuć... Mnie, to nie lubi. Wy jesteście bardziej jak bracia, którzy... Którzy są słabi w okazywaniu uczuć, tak... Tak.
- Ale mnie pocieszyłaś.
- Niall, jesteś zajebisty, serio. Jesteś najlepszym gościem, który mnie porwał. Jakbym miała sobie wybrać jakiegoś porywacza, to na pewno wybrałabym ciebie. A poza tym, jesteś super, przystojny, masz poczucie humoru, piękne oczy, piękne usta, piękne włosy, piękny nos i piękne uszy. Ogólnie jesteś piękny. Dobra, starczy tego. Tak więc przechodząc do sedna sprawy, jesteś super i nie przejmuj się Jayem. Bo on... - nie dałem jej dokończyć, bo ją przytuliłem.
- Dzięki, nigdy nie usłyszałem tylu dobrych rzeczy na swój temat.
- Nie ma sprawy, powiedziałam prawdę. - staliśmy tak jeszcze przez chwilę. - Niall...? Możesz mnie już puścić... Niall...? Nialler...?
- Okej, sory. Wyglądasz jak mój brat. - zaśmiałem się.
- Czyli uważasz, że wyglądam jak chłopak?
- Nie. To akurat był komplement bo jestem zabójczo przystojny a powiedziałem, że jesteś moim bratem, czyli musiałabyś być do mnie podobna. Więc tak, to komplement. Nie, nie sądzę, że wyglądasz jak chłopak tylko wyglądasz zajebiście.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się.
- Siema Horan, przeszkadzam w czymś? - moim oczom ukazał się Jerry.
- Hej Jerry! - pomachała mu. - Miło, że przyszedłeś. Sarah jest do góry. I tak, pewnie zaraz tutaj...
- Co ty tutaj robisz?! - do salonu weszła Sarah.
- Słuchaj, przyszedłem cię przeprosić, za tego skurwysyna Mariusha i za mnie też.
- Ta. Skończyłeś już? Możesz już iść.
- Na razie Sarah. Jak będziesz chciała, to zadzwoń. - powiedział i wyszedł z domu. Jezu, nigdy go takiego nie widziałem, takiego... Smutnego i zrezygnowanego.
- Nie pobiegniesz za nim? Widać, że mu zależy.
- Ta.
Usłyszałem chichot jakiejś dziewczyny. Boże, tylko nie to.
- Justin? Co to za pani?
- Abigail. Chodź Abi, nie będziemy marnować czasu. - powiedział, pocałował ją w szyję i pobiegli na górę.
- Tak mi przykro Sarah... - powiedziała cicho Alice.
__________________________________________________
ALICE WRACA DO AKCJI, BĘDZIE ZE MNĄ PISAĆ B-) ZNACZY NAPISAŁA TEN ROZDZIAŁ A CZY NAPISZE JAKIKOLWIEK JESZCZE TO NIE WIEM XD
#BigLove peace yo.
CZYTASZ - KOMENTUJESZ
- Jak to kurwa nie wasza krew do cholery?! - krzyknęłam a Jay spojrzał na mnie przepraszająco. - Wytłumaczcie mi to. Proszę.
- No bo ten no... Znaczy ja nie ale... Oni - Alice wskazała na chłopaków. - zabili Davida.
- Jakiego Davida? - zapytałam nie wiedząc kompletnie o kogo chodzi.
- Czekaj... Opiszę go tak jak ty w ten dzień. Znaczy zacytuję - Oznajmił Jay i odchrząknął. - Jay ktoś ciebie szukał, wysoki, dredy, tatuaże WSZĘDZIE...
- Aaa, to ten. - pokiwałam głową. - To mam tylko dwa pytania.
- Wal śmiało. - powiedział Zayn, ale bałam się na niego spojrzeć.
- Więc, dlaczego ty jesteś cała we krwi skoro twierdzisz, że nikogo nie zabiłaś?
- Bo, ten kretyn - wskazała na Nialla. - miał ręce od krwi tego dupka i podszedł do mnie i złapał za rękę i pociągnął do wyjścia, dlatego mam ręce od krwi.
- A drugie pytanie to czemu go zabiliście?
- Bo nam Jay kazał. - powiedział Liam.
- A dokładniej?
- Zemdlałaś przez Mariusha którego wynajął David. - powiedział Jay i wywrócił oczami.
- Jak to przez Mariusha? - zapytała Alice.
- Normalnie. - syknął Justin. Nie lubią się. Jestem tego pewna.
W pewnym momencie dostałam sms'a od Harry'ego.
- Wiecie gdzie jest Harry? Bo napisał do mnie. - zapytałam.
- Nie wiem, ale skoro napisał to może przeczytasz? - powiedział Zayn.
Wyciągnęłam telefon.
Od: Styles
Hej młoda, mogłabyś przyjść na Long Acre? Tylko się pośpiesz, będę czekał na końcu ulicy.
Czy on jest walnięty? Jak ja znam tutaj 3 ulice mam wiedzieć gdzie jest Long Acre? Z uwagi na to, że stałam koło Chaza w tym momencie, zwróciłam się do niego.
- Gdzie jest Long Acre?
- Patrz. - podeszliśmy do okna. - Idziesz tam prosto, potem w lewo, musisz iść do takiego wielkiego budynku potem w prawo i znów w lewo i jesteś.
- Dzięki. - w czasie gdy Jay rozmawiał z resztą co dokładnie zrobili z Davidem, zbiegłam na dół i się ubrałam.
Wyszłam z domu i udałam się zgodnie z wskazówką Chaza.
- Cholera. - przeklnęłam pod nosem widząc kompletną ciemność.
Dlaczego chciał się ze mną spotkać tutaj?
Dobra jestem na miejscu i co? Nie ma go nigdzie. Zawrócić?
- Oh, panna Sarah Carter. - powiedział jakiś głos za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam tego kretyna Mariusha.
- Czego chcesz? - zapytałam i oparłam ramię o ścianę obok. Skąd tu się wziął budynek? Mniejsza. A nie, to nie budynek, to jakiś zaułek, nie wiem.
- Czego ja chcę? Ja nic. Czego chce David? Dużo.
- Mariush możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?
- O to. - wycelował mnie mnie bronią. - Cóż, albo zabiję cię teraz, albo zrobimy to później a najpierw...
- A najpierw to ja zabiję ciebie. - powiedział ktoś stojąc za nim. Nawet nie minęła sekunda a Mariush leżał na ziemi próbując wyrwać się Zaynowi. Zaraz. Zayn? Co on tutaj robi?
Zayn zaczął go okładać pięściami. Koło mnie pojawiła się Alice.
- Zawiodłam się na tobie Mariush. - powiedziała w jego stronę i mnie przytuliła.
- Czemu ty do cholery wyszłaś z domu w tym stanie? - zapytał Justin stojąc nagle koło mnie.
- Harry do mnie napisał.
- Ja jestem tutaj i nic do ciebie nie pisałem. - powiedział stojąc koło samochodu.
- Co wy tutaj wszyscy robicie?
- Ja zauważyłam, że ciebie nie ma więc postanowiliśmy cię poszukać. - powiedziała Alice.
Zayn skończył już okładać go pięściami. Nie zabił go, Mariush leżał na ziemi kaszląc i wypluwając krew.
Podeszłam do Zayna i niepewnie go przytuliłam.
- Dziękuję, że mnie obroniłeś. - puściłam go i wróciłam na swoje miejsce.
- Gdybyśmy kurwa byli tu później to byś już nie żyła czy ty do cholery myślisz? - zaczął na mnie krzyczeć Jay. Jak oficjalnie. Jay. - Do samochodu. Wszyscy. - warknął i usiadł na miejscu kierowcy.
Usiadłam z Zaynem i Alice z tyłu. Louis usiadł z przodu a Liam, Niall, Chaz i Harry pojechali innym samochodem. Po co przyjechali oni wszyscy? Bez sensu. Ale dziękuję im, że mnie uratowali. Nie wiem czy zasnęłam, czy znów zemdlałam ale nastała mi ciemność przed oczami.
*Perspektywa Alice*
Zawiodłam się na Mariushu. Tak bardzo. Miałam go za przyjaciela a on? A on pracował dla tego Davida z Killers.
Zdziwiło mnie lekko to, że Sarah zasnęła. Po takim przeżyciu zasnąć?
Mariush jest dla mnie skończony.
- Jay?
- Czego chcesz?
- Bo ominąłeś dom tak jakby.
- Kurwa. Sorry, zamyśliłem się.
Zawrócił i byliśmy już pod domem. Próbowałam obudzić Sarah ale na marne. Co z nią do cholery?
- Jay, weź ją na ręce chyba znów zemdlała. - powiedziałam i weszłam do domu.
Za mną weszła reszta.
- Cholera jasna to jest jakaś pieprzona gra. Skoro ona twierdzi, że to ty Harry do niej napisałeś, ktoś musiał mieć dostęp do twojego telefonu. Gdzie masz telefon?
- W kieszeni, czekaj. - wyciągnął telefon i przejrzał wiadomości. - Rzeczywiście jest wiadomość do Sarah ale ja jej nie wysyłałem żadnej wiadomości.
- Ktoś się dostał do twojego telefonu. Czyli ktoś był lub jest w naszym domu. Wyciągać broń i przeszukujemy cały dom. Za godzinę się pakujemy i wyprowadzamy do nowego domu.
Chłopacy poszli z Jayem przeszukać dom a ja zostałam z Sarah.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Jakbym była naćpana czy coś podobnego.
- No ale co czujesz?
- Jezu, w głowie mi się kręci. Zobacz, krowa!
- Co, jaka krowa?
- No tam. - wskazała na doniczkę.
- Tam jest doniczka.
- Krowa. - zmroziła mnie wzrokiem.
- Dobra, krowa. - uniosłam ręce w obronnym geście. - Boli cię coś?
- Głowa tylko, potem przestanie. - powiedziała, walnęła głową w poduszkę i zasnęła. Super.
Wyciągnęłam telefon i przejrzałam facebooka. Same nudy, Sarah jeszcze śpi... Westchnęłam. Schowałam telefon, spojrzałam się na Sarah. Szkoda, że nie mamy tutaj żadnych zwierzątek.
Chłopcy weszli do salonu z wyraźną ulgą.
- Znaleźliście kogoś?
- A słyszałaś strzał pistoletu? - mruknął Jay. - No właśnie.
- Aha. Sarah zasnęła.
- Czy ty jesteś kurwa normalna?!
- DZIĘKI!
- Kto normalny kładzie spać kogoś, kto jest pod wpływem?!
- Sama zasnęła. - mruknęłam. - SARAH, WSTAWAJ, BO JAY NA MNIE KRZYCZY!
- Co kurwa? - syknęła z przymrużonymi oczami.
- Twój chłopak na mnie krzyczy, powiedz mu coś.
- Zamknij się Jay.
- Sama się zamknij. Jesteś taka nieodpowiedzialna! Poszłaś spotkać się z "Harrym", bo napisał ci sms, będąc w tym samym budynku. To już nawet Niall nie jest taki pusty.
- Dzięki. - poprawił się na krześle. - EJ!
- Serio? Ona przed chwilą prawie nie żyła, a teraz ją wyzywasz? - zapytał Louis i przewrócił oczami.
- Życie kurwa. - warknął, po czym wyszedł z domu.
Bardziej bipolarnego człowieka chyba nigdy nie widziałam.
- Nie przejmuj się nim. - potarłam rękę Sarah. Gdy odwróciłam się do chłopaków, którzy stali za mną, przetarłam ręką włosy, spotkałam się z zdziwionymi minami.
- Ej, Alice, masz nową fryzurę? - szeroko otworzył oczy Tomlinson.
- Serio?
- Jezu, ja też nie widziałem. - powiedział Zayn. - Ale ładnie ci.
- Dziękuję.
- Czy ty chcesz się do mnie upodobnić? - zapytał Niall, przewróciłam oczami. - Od teraz będę mówił na ciebie Tweety. - zaśmiał się.
- Super. A tobie podoba? - zwróciłam się do Sarah.
- Wyglądasz tak samo. - zrobiła głupią minę.
- Fajnie, że zauważyłaś.
- Jay to krowa. Lubię krowy. Krowy są piękne.
- Ale Jay nie jest piękny. To nie jest krową. - skarciłam ją wzrokiem, ale maksymalnie starałam się nie roześmiać.
- No. Ale krowy są piękne, nie?
- No tak.
- A jaką krowę teraz sobie wyobrażasz? Ja różową, a ty?
- Biało czarną. - nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
- O czym wy do kurwy rozmawiacie?! - zapytał Harry, a ja jeszcze bardziej się śmiałam.
- O krowach. Takich jak wy. Czujesz się już lepiej?
- Tak, już dobrze. - uśmiechnęła się.
- Jeżeli jest już dobrze, to może odwdzięczysz się nam za uratowanie ci życia? - zapytał Harry.
- To znaczy?
- Nie wiem, w czym jesteś dobra?
- Umiem tańczyć... - wzruszyła ramionami.
- Ok, ty zatańczysz, a ty zaśpiewasz. - Louis wskazał palcem na mnie. - Repertuar dowolny.
- Louis!
- Dobra. Co śpiewasz?
- Feeling Myself. - mruknęłam. - Poproszę pilota.
- Po co ci pilot? - zdziwił się Horan.
- Mam śpiewać bez mikrofonu? Dzięki. - powiedziałam, gdy Niall rzucił mi pilota. Usiadłam po turecku na tapczanie, wyprostowałam się. Sarah stanęła i wyciągnęła telefon. - A podkład?
- No już. - powiedziała i puściła piosenkę.
I be everywhere, everybody know me
Super, super fresh, what a dope styling
Hunny on my wrist, couple karats on my neck
Givenchy, keep the chickens in check
All these car keys drive them chickens to my crib
Jewel heel, got somebody slipping in my bed
He give me IQ, that mean He get a head
I just give the beats, I don't give a bread
'Cause we be in the club
Bottles on deck
And God dammit, God dammit
I'm feeling myself
'Cause I'm a get it all
And I'm a throw it up
Like God dammit, God dammit
I'm feeling myself
Look up in the mirror
The mirror look at me
The mirror be like baby you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
God dammit you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
I be everywhere, everybody know me
Catch me in the club hundred bottles on me
I get busy like a one line
In the drop getting head baby never mind
We gettin' money why you playing with it
Pool in the crib you could land a water plane in it
Slick Rick looking at the mirror
Big Daddy Kane bitch like Shakira
1.5 custom made car
Me and will table looking like the bar
I love bad boys that's my fuckin' problem
And I don't give a fuck that's my fuckin' problem
'Cause we be in the club
Bottles on deck
And God dammit, God dammit
I'm feeling myself
'Cause I'm a get it all
And I'm a throw it up
Like God dammit, God dammit
I'm feeling myself
Look up in the mirror
And the mirror look at me
The mirror be like baby you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
God dammit you the shit
God dammit you the shit
You the shit, you the shit
- Wow, niezłe jesteście. - powiedział Louis.
- Ta. Dobre przedstawienie. Przed każdym tak twerkujesz? - syknął Jay, który stał oparty o framugę drzwi i klaskał.
- O, cześć Jay. Długo tu stoisz? - zapytałam z uśmiechem.
- Wystarczająco. Sarah, niezła dziwka z ciebie, jak przed każdym tak machasz dupą.
Dobra, teraz to przesadził. Co z tego, że jestem niższa o 10 centymetrów.
Wstałam z kanapy i podeszłam do Jaya.
- Nikt nie będzie obrażał mojej przyjaciółki. Nawet ty. - powiedziałam, zamachnęłam się i uderzyłam go w policzek.
Wyszedł wkurwiony z pokoju, trzasnął drzwiami.
- Co to było? - zapytał Chaz.
- Mała, wiesz, że już praktycznie nie żyjesz, nie? - zauważył Zayn.
- Nie no, obronimy ją, nie? Nie? Chłopacy? - usłyszałam cichy głos Sarah.
Oni tylko pokręcili głowami. Ale super.
- Jestem dziewczyną, nie zabije mnie przecież, przesadzacie. - machnęłam ręką. - Harry? Myślisz, że nie spodobała mu się fryzura?
- Pewnie, że mu się spodobała, tylko... On jest słaby w okazywaniu, tych no... Uczuć, o.
- Na pewno. Chcecie coś porobić?
- Dziewczyno, przed chwilą, jako jedna z nielicznych spoliczkowałaś Biebera i chcesz coś porobić? Super nastawienie. - zaśmiał się Louis.
- Jezu, przestańcie o nim gadać! Ciągle tylko Bieber i Bieber, nikogo nie obchodzi reszta! Nikt się nie przejmuje Sarah! - krzyknęłam. - No właśnie, lepiej się czujesz?
- Tak, dobrze już jest.
- Chcesz coś zjeść?
- Jakieś kanapki, ale mało. - spojrzała się na mnie tym swoim wzrokiem.
- No dobra... A wy chłopcy?
- Tak... Zjemy z chęcią... - powiedział Liam, a ja poszłam do kuchni.
*Perspektywa Louisa*
Siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy aż nasza kuchareczka zrobi kanapki. Poczułem wibrację w mojej przedniej kieszeni spodni. Spojrzałem się na resztę i wyszedłem na korytarz.
- Halo? - mruknąłem.
- Louis? Nie słyszę cię, mam tu słaby zasięg. Czekaj. - usłyszałem szelest w słuchawce. - No, możesz mówić.
- Po co do mnie dzwonisz, mało nakombinowałeś?
- Jezu, to David mi kazał... Co z nią?
- A ty kurwa jesteś taki uległy? Nie dość, że to on nawet nie jest z twojego gangu, to po chuja tu jeszcze dzwonisz?
- No żeby się dowiedzieć co z Sarah?
- Spierdalaj Mariush, nie twój biznes. - warknąłem i rozłączyłem się.
- Kto dzwonił? - usłyszałem głos Nialla.
- Nie twój interes, ciekawski małpiszonie. - mruknąłem. - Są te kanapki już?
- Już idę. - Alice weszła do salonu i położyła talerz na ławie.
- Dzięki.
Zjedliśmy te kanapki a do pokoju wszedł Jay, znaczy, przeszedł tylko przez pokój a Sarah poszła za nim. To się dobrze nie skończy. Przecież mieliśmy się przeprowadzić. Według czasu powinniśmy to zrobić 15 minut temu. Super. Dobra, zrobimy to jutro.
*Perspektywa Sarah*
- Jay, poczekaj! - powiedziałam biegnąc za nim po schodach.
- Czego chcesz? - odwrócił się do mnie.
- Chcieli żebym im zatańczyła to, to zrobiłam jaki ty masz problem?
- Że to nie było tańczenie, tylko pokazałaś im to, co jest tylko i wyłącznie moje!
- Nie jestem twoją własnością to pierwsze a drugie nie pokazałam im gołego tyłka!
- Owszem, jesteś moją własnością i chuj mnie obchodzi to czy tego chcesz czy nie.
- Jesteś jednym wielkim pierdolonym dupkiem. - powiedziałam. Poczułam cholerny ból w policzku, Uderzył mnie. Mój chłopak mnie uderzył, fajnie, nie? Normalnie zajebiście, wyczujcie sarkazm.
- Jaki ty masz problem?! - krzyknęłam.
- Moim pierdolonym problemem od początku jesteś ty! - przepchnął mnie wymijając tak, że o mało nie spadłam ze schodów.
Ile jeszcze będę na tej fazie? Jestem pewna że nawet gdybym spadła z tych schodów to nic bym nie czuła.
*Perspektywa Jaya*
- Yo Jerry. - Powiedziałem gdy raczył w końcu odebrać.
- Czego chcesz Bieber?
- Miłe powitanie.
- Cześć Jay, czego byś chciał ode mnie?
- Już lepiej. Spytaj się Mariushowi ile jeszcze twoja siostra będzie pod wpływem.
- Jakim wpływem?
- Oh, to nie wiesz? Twój zajebisty pracownik, Mariush, pracował dla Davida, który już oczywiście nie żyje, a wiesz co miał zrobić? Uśpić jakimś gównem twoją siostrę i ja zabrać do magazynu Davida.
- Kurwa! Czekaj. - rozłączył się.
Może i jestem na nią wściekły, nie, wściekły to naprawdę mało powiedziane, wkurwiony? Też mało.
Ciekawe czy w łóżku będzie mi tak tańczyć. Nie. Dobra. Bieber ogar.
Poczułem wibrację w telefonie.
- Więc? - zapytałem.
- Będzie pod wpływem jeszcze godzinę. Prawdopodobnie.
- Co zamierzasz?
- Własnego pracownika nie zabiję. Ale zrobię coś dzięki czemu będzie cholernie cierpiał. Możesz przywieźć Sarah do mnie?
- Ja nie. Ale ty możesz przyjechać, mnie i tak nie będzie w domu.
- Dobra, przekaż jej, że będę za 10 minut.
- Niall? Niall kurwa! - krzyknąłem.
- Czego? - mruknął gdy wchodził do mojego pokoju.
- Przekaż Sarah, że Jerry będzie tutaj za 10 minut.
- Ty nie możesz tego zrobić?
- Jezu, jaki ty jesteś pusty. - potarłem dłonią czoło. - Nie mogę, bo wychodzę. Nara. - warknąłem i przeszedłem obok niego.
*Perspektywa Nialla*
Czemu mnie w tym domu nikt nie lubi? Kurwa popychadło sobie znaleźli. Przynieś, wynieś, pozamiataj. Zajebiście. Wszedłem do pokoju Louisa i Sarah. Samej Sarah nie było.
- Louis, widziałeś Sarah?
- No, w łazience siedzi.
- Przekaż jej, że Jerry będzie tu za kilka minut. Dzięki. - mruknąłem i skierowałem się do kuchni.
Wyciągnąłem butelkę coca-coli. Przynajmniej tego mi nie wychleją. Wziąłem łyka. Do kuchni weszła Alice nucąc jakąś piosenkę.
- I can do it like a brother, do it like a dude... Jezu, Niall, ty tutaj jesteś. Pijesz to? - wskazała na butelkę stojącą na blacie.
- Tak, ale weź sobie. - wzruszyłem ramionami.
- Nie no, napiję czegoś innego. - uśmiechnęła się. - Ej, co jest?
- Nic. Po prostu mam wrażenie, że jestem tu z litości i najchętniej by mnie stąd wypierdoli, nie oszukujmy się nikt mnie tutaj nie lubi.
- Um... Ja cię lubię... Znaczy, wszyscy cię lubimy, wiesz, Harry, Louis, Zayn, Chaz, Sarah, ja... Jay pewnie też, ma po prostu jest słaby w okazywaniu uczuć... Mnie, to nie lubi. Wy jesteście bardziej jak bracia, którzy... Którzy są słabi w okazywaniu uczuć, tak... Tak.
- Ale mnie pocieszyłaś.
- Niall, jesteś zajebisty, serio. Jesteś najlepszym gościem, który mnie porwał. Jakbym miała sobie wybrać jakiegoś porywacza, to na pewno wybrałabym ciebie. A poza tym, jesteś super, przystojny, masz poczucie humoru, piękne oczy, piękne usta, piękne włosy, piękny nos i piękne uszy. Ogólnie jesteś piękny. Dobra, starczy tego. Tak więc przechodząc do sedna sprawy, jesteś super i nie przejmuj się Jayem. Bo on... - nie dałem jej dokończyć, bo ją przytuliłem. - Dzięki, nigdy nie usłyszałem tylu dobrych rzeczy na swój temat.
- Nie ma sprawy, powiedziałam prawdę. - staliśmy tak jeszcze przez chwilę. - Niall...? Możesz mnie już puścić... Niall...? Nialler...?
- Okej, sory. Wyglądasz jak mój brat. - zaśmiałem się.
- Czyli uważasz, że wyglądam jak chłopak?
- Nie. To akurat był komplement bo jestem zabójczo przystojny a powiedziałem, że jesteś moim bratem, czyli musiałabyś być do mnie podobna. Więc tak, to komplement. Nie, nie sądzę, że wyglądasz jak chłopak tylko wyglądasz zajebiście.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się.
- Siema Horan, przeszkadzam w czymś? - moim oczom ukazał się Jerry.
- Hej Jerry! - pomachała mu. - Miło, że przyszedłeś. Sarah jest do góry. I tak, pewnie zaraz tutaj...
- Co ty tutaj robisz?! - do salonu weszła Sarah.
- Słuchaj, przyszedłem cię przeprosić, za tego skurwysyna Mariusha i za mnie też.
- Ta. Skończyłeś już? Możesz już iść.
- Na razie Sarah. Jak będziesz chciała, to zadzwoń. - powiedział i wyszedł z domu. Jezu, nigdy go takiego nie widziałem, takiego... Smutnego i zrezygnowanego.
- Nie pobiegniesz za nim? Widać, że mu zależy.
- Ta.
Usłyszałem chichot jakiejś dziewczyny. Boże, tylko nie to.
- Justin? Co to za pani?
- Abigail. Chodź Abi, nie będziemy marnować czasu. - powiedział, pocałował ją w szyję i pobiegli na górę.
- Tak mi przykro Sarah... - powiedziała cicho Alice.
__________________________________________________
ALICE WRACA DO AKCJI, BĘDZIE ZE MNĄ PISAĆ B-) ZNACZY NAPISAŁA TEN ROZDZIAŁ A CZY NAPISZE JAKIKOLWIEK JESZCZE TO NIE WIEM XD
#BigLove peace yo.
CZYTASZ - KOMENTUJESZ
:o rozdzial fajny ... ale koncowka mi się nie podoba ... :c Justin weź sie ogarnij .... czekam na nn
OdpowiedzUsuńEj właśnie Bieber co ty robisz? Nie wolnoy tak. XD CZEKAM NA NN :)
OdpowiedzUsuńBoże dodaj jeszcze jeden czemu na tym akurat skończyłaś co ? czekam czekam
OdpowiedzUsuńzajebisty rozdział czekam na nn
OdpowiedzUsuń