poniedziałek, 17 lutego 2014

#31 'There's gonna be one less lonely girl'

WAŻNA NOTKA! Plus informacja ;)

*Perspektywa Ogólna*

- Jak to wyjechali? Czyli są osłabieni? - krzyknął zadowolony Joel.

- Tak, Harry razem z tą lalką. - oznajmił Johny.
- To i tak nam nic nie daje! - krzyknął Will.
- Beatlers są w to wkręceni.
- Ten Jerry Carter i te cipki? - zaśmiał się Mike.
- Nie nazwał bym ich cipkami. - podkreślił Johny.

Samochód się zatrzymał. Killers wyszli.

Wbiegają do magazynu Skrylls.
- Cholera jasna! - krzyknął Johny.  - Wiedzieli, że tu będziemy, opróżnili go przed nami. Ściągać maski. Jason dzwoni.
- Yo.
- Siema Johny. 
- Słuchaj Jason, jesteś jedynym pieprzonym członkiem Beatlers który jest normalny, nie spierdol tego. Idź do twojego pieprzonego szefa, spytaj się go na kiedy planujecie ten najazd na Skrylls i napisz mi.


Killers to gang znany z tego, że noszą maski zwierząt. Dlatego nikt ich nie rozpoznaje i dlatego wszystko co zrobią nie jest im udowodnione. 


*Perspektywa Harry'ego*


Jak ona mnie wkurwia. Co? Po co? Dlaczego? Dość mam tych pieprzonych pytań!

- GÓWNO PO GÓWNIE NAD GÓWNEM POD GÓWNEM O TYLE CI POWIEM, JESZCZE JEDNO PYTANIE I WSADZĘ CI KULKĘ W GŁOWĘ! - krzyknąłem a ta się rozpłakała. - Ja pierdolę. Alice, nie płacz teraz, nie mamy na to czasu.
- Myślałam, że wytrzymam z tobą ale się pomyliłam. - warknęła i wyszła z pokoju hotelowego.
- Jak dziecko. - przejechałem rękoma po włosach i wyszedłem za nią. Przechodząc koło łazienek usłyszałem jej rozmowę.
- Mariush, proszę! - kwiknęła do telefonu. Co? Czy ona dzwoni do tego dupka? - Nie chcę tu z nim być, jako jedyny możesz mi teraz pomóc.
Wszedłem do łazienki kopiąc drzwi.
- Czy cię do reszty popierdoliło?! - krzyknąłem na dziewczynę stojącą przy lustrze. - Chcesz na nas sprowadzać więcej kłopotów niż mamy? - zabrałem jej telefon i wyszedłem.
Jak można być tak tępym?

*Perspektywa Jaya*


- W... we mnie?

- Tak, Sarah, zakochałem się w tobie.
- Nie wiem co mam ci odpowiedzieć. Justin.
- Nic nie mów, wiem, że tego nie odwzajemniasz, chciałem tylko żebyś wiedziała, no wiesz...
- Nie Justin, nie o to chodzi, że tego nie odwzajemniam, chodzi o to, że...
- Nie, nie możesz tego odwzajemniać. Nie możesz mnie kochać, rozumiesz?
- Nie. Ty mnie możesz kochać a ja ciebie nie?

- Dokładnie. 
- Dlaczego?
- Bo mnie się nie da kochać. - odwróciłem od niej wzrok. - Ranię wszystkich których kocham, nie chcę, żebyś była następna.
- Możemy spróbować. - spojrzałem na nią i zobaczyłem w jej oczach nadzieję.
- Naprawdę chcesz tego?
- Tak. Ale musisz się trochę postarać. - zaśmiała się.
- Sarah Karole Carter, pokażę ci czego jesteś warta, więc jeśli tylko wpuścisz mnie do swojego świata, będzie o jedną samotną dziewczynę mniej.
- Ponownie nie wiem co powiedzieć, to co mówisz jest piękne.
- Widziałem już wiele ładnych twarzy. Zanim zobaczyłem ciebie. Teraz wszystko co widzę to ty. Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak. - odpowiedziała krótko i mnie pocałowała.

Mój telefon zadzwonił.


- Czemu wy do cholery macie takie chujowe wyczucie czasu?! - krzyknąłem do telefonu.

- O, widzę, że Jay Bieber rucha jakąś panienkę i przeszkadzam?
- Jerry. - ryknąłem do telefonu i poczułem wzrok Sarah na sobie.
- Bieber, kochanie, nie denerwuj się. Mój pracownik był u was
- No i w związku z tym co?
- To, że widział w twoim domu, moją siostrę.
- No i w związku z tym co?  
- To, że jej nie powinno tam być, a ty mówiłeś, że jej u ciebie nie ma do cholery, Bieber, nie zgrywaj się pierdolnięty dupku. Oddaj mi moją pieprzoną siostrę.
- Jaką siostrę? Taki masz szacunek do swojej siostry? Postaw się w jej sytuacji cholerny hipokryto. Ukrywałeś przed nią gang, a ona uwięziona przez ciebie w domu nigdzie nie mogła wychodzić, teraz jest wolna, wolna od ciebie i twoich kłamstw. Teraz jest moja. Tylko moja i tego nie zmienisz.
- Co masz na myśli Bieber?
- Jest moją dziewczyną, Jerry a niedługo narzeczoną chwilę potem będzie miała już moje nazwisko, a nasze dziecko nazwiemy na twoją cześć, może być? Żartuję, nie nazwę tak dziecka ups.
- Pieprzysz od rzeczy Bieber. Możemy zrobić, tak, odwiedzę was dziś. Chcę ją zobaczyć. 
- Spoko, jesteśmy wieczorem w domu. 
- Do zobaczenia śmieciu. Ah, Alex pojawił się w Londynie
- Do niemiłego Carter.

- Co on od ciebie chciał?
- Będziesz musiała wszędzie chodzić z Kennym, będzie twoim ochroniarzem, dobrze?

- Dobrze. Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie.
- Jerry chce cię zobaczyć, będzie u nas dziś wieczorem. 
- Okey.
- Będziesz musiała kogoś poznać, dziś. Tylko zadzwonię.

- O kto do mnie dzwoni. Pan Bieber

- Owszem Alex, teraz mam sprawę, musisz kogoś poznać.
- Nie nauczyłeś się niczego? Ja nic nie muszę. 
- Jak nie chcesz znać osób którzy pracują w twoich gangach to spoko.
- Co masz na myśli?
- Mamy 3 nowe osoby w gangu, Chaz, którego już znasz, Alice która aktualnie wyjechała ze Stylesem, dziś chciałbym przedstawić ci Sarah. Mój skarb w Skrylls.
- Twoja suczka?
- Dziewczyna. - warknąłem.
- Będę za 10 minut u was.

- Za 10 minut musimy być w domu. - powiedziałem w stronę Sarah.

- No to jedź. - pokazała na drogę z uśmiechem. - A ta osoba, znaczy ten gość którego mam poznać, to mam się bać czy coś?
- Posłuchaj mnie uważnie. - powiedziałem ruszając z podjazdu. - Jest 8 rano i ani mi się śni jakoś cię straszyć ale tak. Osoba którą poznasz to dowódca wszystkich gangów na świecie. Naszego również.
- Myślałam, że ty jesteś dowódcą naszego gangu.
- Bo jestem, ale on dowodzi tym wszystkim. 
- To skoro on jest dowódcą wszystkich gangów to co daje mu to, że te gangi ze sobą walczą?
- Pieniądze. - byliśmy pod domem. - Chodź.
Weszliśmy do domu, Alex już siedział z chłopakami w salonie.
- Yo ludzie. - powiedziałem.
- Siema Bieber, gdzie wy byliście w nocy? - zapytał Chaz.
- Na basenie. - odpowiedziała Sarah.
- Popieprzyło was? O 3 nad ranem pojechaliście sobie na basen? - zadrwił Louis.
- Dokładnie. Siema Alex. - podszedłem do niego i uścisnąłem przyjacielsko jego dłoń po czym poklepałem go po plecach.
- Siema Bieber. - powiedział a Sarah się zaśmiała. Pewnie dlatego, że on nie jest z Anglii i ma inny akcent i to co powiedział wyszło śmiesznie.
- Co panią tak bawi? - uśmiechnął się i podszedł do niej. Obserwowałem każdy jego ruch.
- Nic... - powiedziała.
- Zapewne to pani Sarah, tak? - zwrócił się do chłopaków a oni przytaknęli. 
- Siema Bieber! - krzyknął Kenny wchodząc do pokoju. Na co wszyscy się zaśmiali. - Ups, chyba przeszkadzam...
Jay & Kenny

- Nie. - powiedział krótko Alex i poszedł do kuchni razem z Sarah pewnie porozmawiać czy coś.
- Kenny! - przybiliśmy ręce na powitanie. Kenny to mój najlepszy przyjaciel. Odpuściłem sobie szukanie jakiegokolwiek ochroniarza i wziąłem Kenny'ego. Ufam mu.
- Co tam bro? - zapytał z uśmiechem.
- Wiesz, że jak spieprzysz robotę Justin cię zabije? - zaśmiał się Niall a ja go zmroziłem wzrokiem. - Sorry... Przyzwyczaiłem się bo Sarah tak na ciebie mówi. - dokładnie. SARAH. Tylko ona może tak mówić do cholery.
- Tak, wiem, że mnie zabije. Ale ja tego nie spieprzę. 
- Kto jak kto ale Kenny jest zajebistym ochroniarzem. - odezwał się Liam.

*Perspektywa Sarah*


On jest przerażający.
Alex

- Jak się znalazłaś u samego Jaya Biebera w gangu?
- Mam cię zanudzić?
- Proszę bardzo.
- Więc, byłam sobie w sklepie a jak wracałam o ile dobrze pamiętam, to Jay wpadł na mnie, po czym zaczął mnie wyzywać, że to ja na niego wpadłam i powiedział, że pożałuję. Wróciłam do domu, wyjechałyśmy z przyjaciółką do Londynu i oni napadli na samolot którym leciałyśmy, Louis wypuścił nas z samolotu i nie wiedziałyśmy gdzie iść więc po drodze spotkałyśmy Harry'ego i Jaya, ja się spytałam o najbliższy hotel, co okazało się błędem bo nie spędziłyśmy tam jednej nocy a ta banda idiotów porwała nas do jakiś pieprzonych magazynów, obudziłyśmy się kompletnie zdezorientowane, potem uciekłam przez okno bo ci idioci wsadzili mnie do pomieszczenia z oknem. Chciałam iść po Alice ale w pomieszczeniu w którym ona była był też Harry, ale jak się skapnęli, że mnie nie ma, poszli wszyscy do tego drugiego pomieszczenia, a my z Alice wybiegłyśmy i wróciłyśmy do hotelu po rzeczy, pojechałyśmy na drugi koniec miasta i z fałszywymi danymi się tam zameldowałyśmy. Raz nawet przez okno zauważyłam Louisa i Nialla stojących na dworze z bronią ale nie znaleźli nas. Następnego dnia głupiej mi zachciało się chipsów i postanowiłam iść do sklepu, po drodze wpadłam, ty razem ja, na Louisa i tak wyszło, że znów trafiłam do tych pieprzonych magazynów, byłam załamana, wiedziałam, że umrę. - moje oczy się zaszkliły. - Byłam przerażona, bałam się ich wszystkich. - łzy poleciały mi z oczu. - To był dla mnie horror. - wykrztusiłam między płaczem. - Potem oni wszyscy weszli, powiedzieli, że ja i Alice będziemy z nimi pracować, potem się przeprowadziłyśmy tu i zaczęła się jeszcze większa męczarnia. Jay krzyczał na mnie za nic, za kompletnie nic. Cokolwiek zrobiłam było źle. W jednym momencie myślałam, że mi oddychać zakażą. - nie przestawałam płakać. - Potem się wszystko jakoś ułożyło i jak widać, jeszcze żyję. - wzruszyłam ramionami i otarłam łzy.
- Gratuluję ci i koleżance, byłyście bardzo sprytne i wytrzymałe, podziwiam was.
- Dziękuję. - poczułam oddech na moim karku więc się odwróciłam.
- Nie wiedziałem, że tak cierpiałyście z Alice. - odezwał się Jay.
- Jak długo tu stoisz?
- Od początku twojej opowieści.
Zdjęcie z telefonu Sarah
- Mogę zobaczyć zdjęcie Alice? Bo wiecie, fajnie by było gdybym wiedział jak wyglądają ludzie z moich gangów. - zaśmiał się.
- Jasne, mam coś w telefonie. - uśmiechnęłam się i zaczęłam przeszukiwać telefon. - O, mam. - pokazałam mu zdjęcie.
- Alice Hill i Sarah Carter, witam w naszych skromnych progach. Jesteście bardzo ładne, uważajcie na siebie - zaśmiał się Alex. - Bieber, ja już muszę iść, więc to wszystko, co chciałeś?
- Chyba tak. To aye bro.
- Zdzwonimy się kiedyś. Aye.

*Perspektywa Harry'ego*


- Mamy teraz chwilę wolnego, co chcesz robić? - zapytałem Alice.

- Co ty tam mamroczesz kretynie?
- Próbuję być miły, więc nie psuj tego. Pytałem się co chcesz robić?
- Muszę iść do fryzjera. 
- Po co?
- Muszę się ściąć i pofarbować a potem możemy iść na frytki.
- W jakim celu chcesz zmieniać fryzurę?
- W takim, że ta mi się nie podoba. Jesteśmy w Kanadzie więc możemy iść do mojego stylisty.
- To ubieraj się.
Poszedłem do samochodu. To sobie wymyśliła, farbować się teraz będzie. 
Po chwili nareszcie księżniczka raczyła przyjść do samochodu.
- Możemy jechać.
- Okey.
- Zatrzymaj się za zakrętem po lewej.
- Okey.
- O tutaj.
- Okey.
- Idziesz ze mną?
- Co kurwa?
- Nie klnij, tylko chodź.
- Okey.
- Zrobisz mi zdjęcie jak będzie mnie ścinał? Na pamiątkę.
- Okey.
Weszliśmy do środka.
- Hej Roberth!
- Alice kochanie! Jak dawno się nie widzieliśmy. Co dziś sobie życzysz? Jestem Roberth. - podał mi rękę.
- Styles. - uścisnąłem.
Alice usiadła na fotelu.
- Blond i krótko.
- Nie ma sprawy.
- Ja wyjdę, będę czekał na zewnątrz. Znaczy, uśmiech proszę. - zrobiłem zdjęcie im i wyszedłem.

- Yo Jay.

- Siema Harry, jak nasze sprawy?
- Spoko. Czujesz fazę, jestem z Alice u fryzjera.
- Warkoczyki sobie robisz?
- Bardzo śmieszne. Mógłby któryś z chłopaków dopilnować, żeby Mariush nie opuszczał Londynu?
- Bo?
- Bo Alice zjebała parę spraw.
- Mówiłem, weź Sarah, mówiłem.
- Chyba lepiej, że mam ze sobą Alice, nie chciałbym użerać się z tą pyskatą suką.
- Uważaj na słowa Styles.
- Dopilnuj tego, nara Bieber.

Stałem chwilę ale zrobiło mi się zimno więc wszedłem do samochodu. Cholera jasna czujecie, jestem pierwszy raz na misji w Kanadzie.

Drzwi od strony pasażera się otworzyły.
- Sory ale czekam na kogoś. - warknąłem w stronę jakiejś dziewczyny która wlazła mi do samochodu.
Nowa fryzura Alice
- Harry, to ja, Alice, dupku.
- Co ty zrobiłaś? Znaczy, ładnie wyglądasz.
- Dziękuję?
- Wyglądasz naprawdę ładnie, czekaj tu chwilę.
Podbiegłem do drzwi wejściowych do salonu.
- Roberth, bro! - krzyknąłem szukając go wzrokiem.
- No? 
- Dobra robota stary. - dałem mu pieniądze i wyszedłem.
- Jedziemy. - powiedziała Alice i pojechałem w stronę kawiarni. 

*Perspektywa Zayna*


Musiał wrócić wcześniej z tego szpitala.

Chciałem się poznęcać trochę nad suczką ale nie, musiał. Musiał cholera jasna.
Jay i Sarah rozmawiali w kuchni więc postanowiłem wkręcić trochę Sarah. 
Usiadłem w salonie z chłopakami, po chwili przyszła Sarah z Jayem.
- Dupki teraz słuchać mnie uważnie. - zaczął Jay. - Ona - wskazał na Sarah. - Jest moja, nie ważcie się jej tknąć bo od razu utnę wam jaja o ile je macie. - warknął i usiadł razem z Sarah na jednym z foteli.
Że niby są razem? Zajebiście. Jak Sarah mu cokolwiek powie o tamtym zdarzeniu między nami gdy Jay był w szpitalu on mnie zabije. Cóż, ale przed tym to ja zabiję ją.
Przeszedłem obok ich fotela. Wzdrygnęła się. Boi się mnie. Jeszcze lepiej.

*Perspektywa Jaya*


- Naprawdę nie wiedziałem, że to było dla was takie trudne. Przepraszam. - szepnąłem w jej ucho. - Wiesz, że teraz nie możesz mi zakazać cię całować, nie? - zaśmiałem się.

- A ty mi. - pocałowała mnie.
- Jezu Bieber wiem, że nagle zacząłeś mieć uczucia tak z dnia na dzień ale nie musisz się tym tu chwalić. - powiedział Louis.
Mój telefon zadzwonił, znów.

- Yo?

- Bieber. mogę być wcześniej? Nie, nie mogę, będę. Tak to lepiej brzmi, będę wcześniej bo potem mam parę spraw, 
- Luz.

- Teraz tak... Louis, Niall, Liam, Zayn i Chaz musicie wyjść.

- A nie możecie wy wyjść? Jay, lepiej wam by było uprawiać seks w sypialni a nie na sofie w salonie. - zauważył Liam.
- Po pierwsze, nie będziesz mi mówił gdzie mam uprawiać seks, bo jakbym chciał to bym to nawet zrobił na trawniku.
- Już to robiłeś. - zaznaczył Louis.
- Zamknij się. Po drugie, nie chodzi o seks, tylko o to, że zaraz tu będzie Jerry więc macie się ulotnić, dziękuję.
DING
yeps, już jest.
- No dalej ruszać dupy bo już przyjechał. Ty też ten seksowny tyłek byś mogła podnieść z moich kolan, bo robi mi się ciasno w spodniach a muszę iść otworzyć drzwi. - zaśmiałem się a ona wstała.
- Siema Bieber. - powiedział Jerry wchodząc do mojego domu. Po czym podszedł do Sarah, lecz ona się odsunęła no tyłu. - Misiek, jestem tu w celach pokojowych. - zadeklarował. Misiek? Nie zazdroszczę jej brata. Ciekawe jak ona na niego mówi.
- Mój bardzo nadopiekuńczy i wkurzający bracie, w pokojowych powiadasz? - już wiem jak go nazywa.
- Tak, jestem twoim bratem, nie przyszedłem tutaj cię porwać czy cokolwiek. Chciałem z tobą pogadać.
- Więc mów.
- Przepraszam cię. Tak bardzo cię przepraszam. Dlatego byłem nadopiekuńczy rozumiesz? - wskazał na Jaya. - Teraz pewnie już cię wciągnęli w to całe gówno. Obchodzi mnie to, muszę chronić swoją siostrę.
- Jay mnie chroni. - powiedziała a na moim sercu zrobiło się ciepło i zaczęło szybciej bić.
- Jesteś w Skrylls? - zapytał ją wprost. 
- Tak.
- Jay skurwysynie! - krzyknął odwracając się do mnie. - Jak mogłeś jej to zrobić?! Niby ją kochasz? Niby jest twoją dziewczyną? Oh no tak, nie wyobrażam tak sobie ciebie, Jay Bieber kochający chłopak i w przyszłości ojciec. Nie to nie możliwe. - zaśmiał się a we mnie się dosłownie w sekundę zagotowało. - Wiesz, że ona jest teraz głównym celem Killers? Jest twoją dziewczyną i moją siostrą. Ma przejebane a to wszystko przez ciebie.
- Powinieneś się cieszyć, że z mojego głównego celu stała się moją dziewczyną, równie dobrze mogłem ją zabić. - zaśmiałem się. 
- I mówisz mi to przy niej? 
- Jerry daj spokój, przejdźmy do rzeczy, co ma na celu twoja wizyta?
- Nie widziałem jej kilka miesięcy, po to tu przyjechałem.
- To już ją zobaczyłeś teraz spierdalaj. 
- Nie możesz mi do chuja dać minuty z moją własną siostrą? Ktoś tu się staje nadopiekuńczy. - warknął.
- Rzeczywiście, jestem opiekuńczy ale nie tak żeby zamykać ją w domu, macie 10 minut. - powiedziałem i wyszedłem. Po drodze zrzucałem wszystko co szklane, rzuciłem szklanką przez cały pokój. Cholera, on ma rację, wciągnąłem ją w największe gówno.
- Dupek. - warknęła wchodząc do pokoju Louisa. No właśnie, jak jest moją dziewczyną to chyba czas spać ze mną, nie? W sumie to i tak bez sensu bo jutro się przeprowadzamy.
- Czemu nazywasz go dupkiem? Co ci powiedział?
- Nieważne.
- Sarah! Owszem, ważne, jesteś moja więc chcę wiedzieć co się z tobą dzieje!
- On powiedział, że jestem dla niego martwa...

__________________________________________________

Słabiutko, kochani, a statystyki znów spadają w dół. Myślałam, że będziecie bardziej aktywni i troszeczkę pomożecie, nie wiem rozsyłać promować czy coś.
A tym czasem wasza pisarka chcę was poinformować, że ja piszę tutaj sama, bo były wątpliwości kiedyś czy coś. Miała ze mną pisać przyjaciółka ale ona jest w ogóle 'nieaktywna' więc piszę ja sama :) Również pytano mnie na asku, czy będą momenty +18. Tak, będą, jeszcze nie teraz.
Następne pytanie to czy Killers będą atakować też Beatlers, tego się dowiecie sami.
A TYMCZASEM >>>>>>>>>> KOMENTOWAĆ <3
#BigLove peace yo

5 komentarzy: