sobota, 8 lutego 2014

#28 'I wanted to thank you...'

NOTATKA PANY XD


Nie puściła mojej ręki, wręcz przeciwnie, chwyciła ją mocniej. Jakby się czegoś bała.
- Więc gdzie idziemy?
- Jeszcze nie wiem. - wzruszyłem ramionami. - Albo już wiem, chodź. - pociągnąłem ją w stronę parku.
- Nie powiesz mi gdzie idziemy, nie?
- Nie.
- Okey. - Zabrała swoją rękę i złożyła swoje ręce nad piersiami w celu pokazania, że się obraża. Zaśmiałem się i pochyliłem się przed nią. - Co ty robisz? - spytała zmieszana.
- Biorę cię na barana, kawałek będziemy musieli iść. No dalej wskakuj. - przewróciła oczami i wskoczyła na mnie.
- Nie przewracaj na mnie oczami. - zacząłem obracać się i kręcić nią w górze.
- Jay! Proszę nie! Proszę stój! - krzyczała a ja stanąłem.
- Myślę, że już nie będziesz przewracać na mnie oczami. - zaśmiałem się.
- Nie, a teraz idź. - poruszyła się na moich barkach.
- Jezu nie ruszaj się tak bo spadniesz.
- Wiem, że nie spadnę. Nie dopuścił byś do tego, prawda?
- Oczywiście, że nie panno Carter.
- Dziękuję panie Bieber.
Ruszyłem w stronę wysokiego budynku. Otworzyłem drzwi i ściągnąłem Sarah z moich pleców.
- Teraz musimy wejść do góry po schodach. 
- Musimy?
- Ale ty problemowa jesteś. - przerzuciłem ją przez ramię i zacząłem wnosić do góry, ona się tylko cały czas śmiała.
- Dobra jesteśmy. - ponownie ją zrzuciłem z pleców.
- Wow. - powiedziała i rozejrzała się. Byliśmy na dachu budynku. Był tu widok na całe miasto. 
- Podoba ci się?
- Kocham to. - uśmiechnęła się.
- Jakiej muzyki słuchasz?
- A czemu o to pytasz w tej romantycznej chwili?
- Nie jestem romantyczny. Bo mi to potrzebne.
- Zależy, lubię Bruno Marsa.
- Okey. - włączyłem w telefonie jakąś piosenkę Bruno Marsa i usiadłem obok niej.
- Jesteś kochany.
- Nie. Ja jestem tylko miły.
- Kochany też. Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. - uśmiechnęła się i przytuliła mnie lekko.
Lubisz ją.
Lubię jej dotyk. Jej wygląd. Jej zachowanie. 
Lubisz ją.
Jest wyjątkowa. Ma wyjątkowy charakter. Każda inna dziewczyna na pewno już by uciekła od tego życia. Ja jej pozwoliłem odejść, ale ona została.
- Nie musisz mi dziękować. - uśmiechnąłem się.
- Jesteś niesamowity Justin. - moje mięśnie się napięły przez jej słowa. - Jeju przepraszam... Chciałam powiedzieć Jay. Musiałam zepsuć tą chwilę.
- Nie, spoko. 
- Czyli mogę na ciebie mówić Justin?
- Tak.
- Wow, tylko ja na całym świecie mogę na ciebie mówić Justin po prostu... wow.
- Bo ty jesteś wyjątkowa. - zarumieniła się. - Sarah się rumieni. - zanuciłem.
- Dlaczego denerwujesz się gdy ktoś na ciebie mówi 'Justin'?
- To jest długa historia.
- Ja mam czas.
- Posłuchaj. Nie chcę cię zanudzać moimi problemami.
- Justin, powiedz mi.
- Kiedyś, jak chodziłem do szkoły... Nękano mnie. Rozumiesz? Każdy wtedy mówił na mnie Justin, byłem znany w szkole jako Justin Bieber. Każdy mnie znał. Ale nie pozytywnie. Każdy mi dokuczał. Nie byłem z bogatej rodziny, moja mama... Miała problemy. Mój ojciec nas zostawił. Każdy mówił na mnie Justin, nawet mój ojciec którym teraz się brzydzę, rozumiesz? Nienawidzę go, tak samo jak tego imienia. Dlatego denerwuję się jak mówią na mnie 'Justin'. Nie potrafię kontrolować swojej złości. Moja siostra, Jazmyn potrafiła tylko zrobić tak, żebym się nie denerwował. Była moim oczkiem w głowie. Kochałem ją...
- Czemu już nie kochasz? Mówisz w czasie przeszłym Justin.
- Ona zmarła.
- Co?
- Tak. Wina była tylko i wyłącznie twojego brata.
- Co on zrobił?
- On pracował kiedyś ze mną. Dawno. Jechałem w delegację taką jak jedzie teraz Harry i Alice. Zostawiłem Jazmyn pod jego opieką. Miał być jej ochroniarzem. Miał ją chronić przed Killers. Miał. Ona była tylko pod moją opieką. Moja mama razem z Jaxonem zginęli nie wiadomo jak. Z dnia na dzień ich po prostu nie było. Jazmyn tamtego wieczoru została z twoim bratem w moim domu. Twój brat okazał się nie zbyt dobrym ochroniarzem, Killers weszli do mojego domu w czasie gdy on sobie coś gotował a Jazmyn siedziała zamknięta w swoim pokoju. Zabrali ją. Jak wróciłem, szukałem jej wszędzie. Ale okazało się, że ona już nie żyje. 
Wiesz jakie to okropne? Wiedząc, że coś co kochałem najbardziej zniknęło? - z moich oczu poleciały łzy.
- Dlatego Jerry jest był dla mnie taki opiekuńczy.
- Możliwe. On wie co się stało z twoimi rodzicami, ja też wiem.
- Co?
- Killers. 
- Naprawdę? 
- Tak. Twoi rodzice wyszli z domu prawda?
- Tak.
- Jerry pracował wtedy ze mną. Nienawidziliśmy się z Killers, mniej niż teraz, ale to co. Oni chcieli się zemścić na Jerrym, na początku ty byłaś celem. Byłaś jego słabością od zawsze. Ale ty nie wychodziłaś z pokoju. Wiem o tobie wszystko kochanie. Nasze spotkanie w Kanadzie nie było przypadkowe. 
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Miałem cię zabić.
- Co?! Nie zrobiłbyś tego prawda? Jay? Justin Drew Bieber nie ignoruj mnie! - krzyknęła.
- Gdy cię zobaczyłem... Znaczy jak na ciebie wpadłem, pomyślałem, że jesteś cholerną suką. - zaśmiałem się.
- Dziękuję.
- Potem gdy cię porwaliśmy nie miałem innego zdania o tobie. 
- Dziękuję?
- Zaczęłaś mi imponować po tym jak uciekłyście. Nie wiedziałem, że byłabyś do tego zdolna. Myślałem, że jesteś taka jak inne. Pobawię się tobą a potem wypuszczę albo zabiję. Ale nie. Przyprowadzili cię po raz drugi. Wtedy zaświeciła mi się lampka. Stwierdziłem, że możecie z nami pracować. Wydawałaś się silna. Zaimponowało mi to kurewsko. 
- To komplement?
- Jay Bieber nie prawi komplementów.
- Miło. - mruknęła i oparła się o moje ramie. Objąłem ją moją ręką. Siedzieliśmy chwilę w ciszy.
- Myślę, że powinniśmy już iść. Robi się zimno. - zaproponowałem.
- Okay.

*Perspektywa Alice*


Pakowanie. Samo pakowanie przez cały pieprzony czas. Muszę spakować jeszcze multum rzeczy. Harry wcale nie pomaga, łazi tylko po pokoju i szuka powodu żeby mnie zdenerwować. 

- Jutro musimy wstać około 3 rano.
- Trudno.
- Napiłabyś się czegoś?
- Nom, czegoś gazowanego. I Harry...
- Hm?
- Chciałam ci podziękować.
- Za co?
- Za to, że mnie nie zabiłeś.
- Nie zrobiłbym tego. To jest tak, że nie zabijamy ludzi z którymi nas coś łączyło.
- Nie zrobiłbyś tego?
- Nie. A teraz idę po to picie. 
- Okay.
- Za dużo myślisz. - powiedział i wyszedł z pokoju.
Zeszłam powoli na dół. Wyszłam z domu na papierosa. Nie chciałam palić w środku. Nigdy nie paliłam, ale teraz trochę się stresuję przed tą podróżą więc muszę zapalić. 
Usiadłam na ławce przed domem.
- Taka niewinna suczka stoi tu sama?
- Przepraszam? - odwróciłam się do czarnoskórego mężczyzny. 
- Nie powinnaś siedzieć tu sama. Coś może ci się stać. - uśmiechnął się w półmroku. Zaczął coś szukać w kieszeniach. Wyjął nóż.
- Johny, nie powinieneś się tu pojawiać. - warknęła za nim jakaś postać, odwrócił się i dał mi lepszy widok na tą osobę, to Harry.
- Co mi zrobisz Styles?
- Lepiej spieprzaj zanim ci pomogę. 
- Trzęsę się ze strachu. 
- Po prostu odejdź.
- Tak bez walki? Okay. Ale to nie koniec. Lepiej pilnujcie swoich suczek. Tamtej brunetki też. Nowy członek w waszym gangu? Jak mu tam?
- Nie twój biznes, teraz spierdalaj.
- Bez stresu brachu. - odszedł śmiejąc się.
- Nie powinnaś wychodzić sama. - syknął w moją stronę Harry.
- Ja...
- Zamilcz. - chwycił mnie za rękaw i pociągnął do domu. - Masz iść do góry, dopakować rzeczy i zejść na dół. - powiedział i poszedł do kuchni. 
Pieprzony idiota.

*Perspektywa Sarah*


Było pięknie. Było tak cudownie. Ale ktoś musiał popsuć nam zabawę. Siedzę w tym samochodzie 10 minut czekając na Jaya bo jakiś niewychowany gość musiał nam przerwać. Widziałam tylko przez lusterko jak się kłócą, a ten drugi pokazywał rękoma w moją stronę. Justin wyciągnął pistolet. Zakryłam oczy ręką. Nie chciałam na to patrzeć. Nie słyszałam strzału więc otworzyłam oczy. Justin uderzył tego gościa z pistoletu. Nie zastrzelił go. Nie rozumiem czemu. Jay Bieber odpuścił swojej ofierze. WOW. 

- Zapnij pas. - syknął gdy wsiadł do samochodu. Musiał gość zjebać piękną chwilę. Postanowiłam się nie odzywać, nie chciałam denerwować Justina.
- Justin... - przełamałam się po chwili.
- Zamknij się.
- Justin prosz...
- Zamknij ten jebany pysk do cholery!
- Chciałam tylko powiedzieć, że ktoś nas śledzi.
- Kurwa. - przyśpieszył. Zjechał na inny pas. - Długo?
- Odkąd odjechaliśmy.

*Perspektywa Liama*


Zawsze jak Jay coś spieprzy to do mnie dzwoni. Czemu? Bo jestem najmądrzejszy z grupy.

Napisał mi, że ktoś go śledzi i tak po prostu mam mu pomóc. Nawet nie wiem gdzie on jest do cholery! Dobra Payne, spokój.
 Chwyciłem kluczyki i szybko podbiegłem do mojego samochodu. Tak. Mam swój samochód, wow. Miętowe Lamborghini. Gangster w miętowym samochodzie, śmieszne co nie?
Jechałem jakąś ekspresówką. Jest. Jest Jay. Rzeczywiście ktoś za nim jedzie ale, ale nie wiem czy to ta osoba. Przecież może sobie jechać tą samą drogą bo niby czemu nie.
Ale nie zaszkodzi tego sprawdzić. 
Dogoniłem tamten samochód na drugim pasie tak, że jechaliśmy teraz koło siebie a Jay z Sarah przed nami.
Spojrzałem w bok. Joel. Killers. Czego oni od nas chcą?! Jechał ze swoim bratem. Ta. Bracia w gangu.
Wyprzedziłem ich. Pokazałem Jayowi, że ma jechać w bok a ja pojadę w drugi.
Skręcił gwałtownie tak samo jak ja a oni pojechali prosto. 
Zawróciłem się za Jayem.
Zatrzymałem samochód obok jego.
- Czego oni znów kurwa chcieli. - syknąłem pod nosem.
- Wiem, że szykują coś większego. - szepnęła Sarah.
- Co? Skąd ty to kurwa możesz wiedzieć?! - krzyknął Jay.
- Justin. - zatkało mnie. Ona mówi na niego 'Justin' a on nie reaguje. Woah. - Poskładaj to wszystko, Johny pojawia się pod naszym domem. Znaczy Alice mi tak napisała. Ten gość który przerwał nam jak mieliśmy jechać do domu i jeszcze to śledzenie. To będzie coś większego Bieber. Plus wiedzą, że jesteśmy w jakimś stopniu osłabieni bo Harry i Alice wyjeżdżają. 
- Ma racje. - przyznałem.
- Wiem, że ma rację. - powiedział. - Jedźmy już do domu. Jest cholernie późno no i ciemno.
- Justin Drew Bieber boi się ciemności? - czemu on do jasnej cholery nie reaguje na to jak ona go nazywa?
- Bieber nie boi się niczego. - mrugnął do niej.
- Dobra, okey ale te podrywy zostawcie sobie na później jak mnie nie będzie w pobliżu. Dziękuję. 
Jay się zaśmiał a ja wszedłem do samochodu i pojechałem w stronę domu a oni za mną.
- Yo rodzinko! - krzyknąłem wchodząc do domu. - Chaz, ja jako przyjaciel muszę szczerze ci powiedzieć, że Jay cię za sekundę zajebie. - powiedziałem na widok nic nie robiącego Chaza siedzącego z piwem w salonie. 

*Perspektywa Harry'ego*


- Idę spać. To do jutra. - powiedziała Alice.

- Czekaj... Nie, że coś ale tylko my wstajemy o trzeciej, a nie chcę budzić reszty, to może będziesz spała ze mną? Znaczy wiesz o co chodzi.
- Ym.. Okey. Dla dobra naszych współlokatorów.
Uśmiechnąłem się łobuzersko a ona wyszła z pokoju.
- Ej. - zaśmiałem się w połowie wypowiedzi. - Spanie ze mną mam na myśli w tym samym pokoju. - zaśmiałem się znów.
- Bardzo śmieszne! - krzyknęła zza drzwi. - Idę po coś do ubrania na noc kretynie. 

*Perspektywa Sarah*


Weszłam do pokoju Jaya w celu poszukania czegoś na ból głowy. Przeszukałam cały dom. Może tu coś będzie. 

Dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! - krzyknęłam i podbiegłam do drzwi. Stał w nich Wysoki czarnoskóry chłopak z dredami.
- Siema mała. Jest może Jay?
- Mała to jest twoja pała i nie, nie ma Jaya. A teraz pozwól, że zamknę za tobą drzwi. Pa. - zatrzasnęłam drzwi i wróciłam do pokoju. Na łóżku leżała jakaś kartka. Chwyciłam ją.

                           'Nie powinnaś tego robić'


Czego do cholery? Nie powinnam zamykać drzwi przed nieznajomym? Śmieszne.
Chodziłam po pokoju Jaya aż natknęłam się na zdjęcie. 
- Ładnie to tak grzebać w nie swoich rzeczach? 
- Ja tylko.. Bo... Kto to?
- Mój brat. Jaxon.
- Jaki słodki. - pisnęłam.
- Pf. - prychnął i się zaśmiał.
- No i seksowny.
- Po bracie.
- Chciałbyś.
- Chociaż ja jestem seksowniejszy. - uśmiechnął się.
- No właśnie. - podałam mu kartkę która leżała na łóżku. - Szukał cię ktoś.
- Konkretnie?
- Wysoki, tatuaże WSZĘDZIE, dredy...
- Kurwa. I co zrobiłaś?
- Zamknęłam mu drzwi przed nosem.
- Cholera. Nie powinnaś tego robić.
- Deja vu. To samo pisze na tej kartce, spoko, już mi uświadomiliście, że nie powinnam. - przewróciłam oczami.
- Myślę, że dałem ci nauczkę co do przewracania oczami. - skarcił mnie wzrokiem. - Nie rozumiesz powagi sytuacji. Muszę ci załatwić ochroniarza chociaż sam mógłbym to robić.
- To czemu nie zrobisz?
- Nie wiem.
Wyciągnął telefon.
- Yo stary... No... No... Dziś... Nie wiem cholera jasna na ile... Tak, będę... - udał, że kichnął. - Cholera, chyba mam uczulenie na twoją głupotę... Tak... Potrzebny mi! Jasne nigdy nie zrobisz tego o co cię poproszę, po prostu załatw mi najlepszego jakiego znasz. Dzięki stary aye. - rozłączył się.
- Nie mów, że ty na poważnie z tym ochroniarzem! Poradziłabym sobie sama.
- Na pewno.
- Nie irytuj mnie Justin. - chciał się odezwać ale zamknął usta. - No właśnie. Czy ty uważasz, że jestem jakąś cholerną niezdarą i nie potrafię o siebie zadbać?!
- Nie rozumiesz do mojego chuja, że to dla twojego dobra?!
- Możesz nie krzyczeć na mnie?
- Przepraszam.
- To coś nowego.
- No widzisz?! Próbuję być miły a ty? A ty robisz wszystko żeby mnie zdenerwować a potem wiadomo jakie są tego wyniki. Wyjdź. - warknął.
- Co?
- Wyjdź stąd. Teraz. 

__________________________________________________

Ej no misie co tak słabo? Tylko 3 komki? Ej no. Przykro. Smutek i ból xdddddd
Powaga. 
Spiąć trochę tyłki!
Dobra a teraz powaga, bby trza się trochę ogarnąć bo serio statystyka spadła. Pomożecie kicie?
Kocham was.
#BigLove Pis joł! 


7 komentarzy:

  1. Jeju...*,* szybko pisz nastepny !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie szybko szybko czekamy na nowy :* !!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebisty pisz szybko następny jezu kocham to

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie ogarniamy dupki . Cudowne. Kiedy nn ? :))

    OdpowiedzUsuń
  5. dajesz kolejny =D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam nn <3 Kocham too ! Jezuuus MAaariaa niech Justin i Sarah w koncu ze sobą będa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie to słodkie . Kiedy nn ? <3333

    OdpowiedzUsuń