- Czego chcesz?
- O hej Sarah, siostro, też Cię miło słyszeć.
- Czego chcesz?! - Powtórzyłam.
- Ja? Niic, tak Sobie dzwonię do mojej ukochanej siostry.
- Jerry.
- Hm?
- Po co dzwonisz?
- Nie radzę Sobie z rachunkami na dom. Jak byłaś w Kanadzie było wszystko ok.
- To masz pecha, co mam wrócić jak pies? Ha. Idź do pracy, jak cokolwiek potrafisz kochany. Paaa.
- Kto dzwonił? - zapytał z ciekawością Louis.
- A czemu miałabym Ci mówić?
- Nie wiem. - po chwili podszedł do mnie Jay.
- Sarah mogę Cię prosić?
- Nie? - mimowolnie pociągnął mnie na górę.
- Mi. Się. Nie. Odmawia. Rozumiesz?! - krzyknął mi w twarz.
- Tsa.
- Nie masz mi się do cholery sprzeciwiać. A teraz idź grzecznie do mojego pokoju i na mnie czekaj.
Tak jak kazał poszłam do jego pokoju, jeszcze nie wiem po co ale no cóż, jego logiki nie ogarniemy.
Po chwili wszedł bez koszulki do pokoju.
- Więc po co miałam tu przyjść?
- No wiesz, na kolana i do pana kochanie.
- To mnie rozśmieszyłeś. - chciałam wyjść ale chwycił mnie za nadgarstki.
- Lubię rozśmieszać ludzi. - syknął i wbił się w moje usta. Nie przeszkadzało mi to, jego usta były takie delikatne i miękkie a zarazem zezłoszczone i pełne podniecenia.
*Perspektywa Jaya*
- Skończ już. - mruknęła odpychając mnie abym przestał ją całować.
- To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku, kochanie. - powiedziałem do jej ucha i znów ją zacząłem całować.
- Gadasz jak jakiś filozof.
- Możemy pobawić się w doktora. - szepnąłem mając na myśli 'zabawę łóżkową'. Ona chyba ogarnęła o co chodzi bo zaczęła się śmiać.
- Chciałbyś, pf. - śmiała się nadal. Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem.
- Pokaże Ci coś, ale będziesz musiała na mnie usiąść i będziesz musiała mnie pocałować.
- Nie lubię się powtarzać no ale.. CHCIAŁBYŚ. Nie będę Cię całować a tym bardziej na Tobie siadać. - powiedziała z uśmiechem.
- Jestem pewny, że nigdy czegoś takiego nie robiłaś. Usiądź na mnie. - rozkazałem gdy już siedziałem na łóżku. O dziwo usiadła i przewracając oczami zapytała;
- Więc?
- Teraz musisz mnie pocałować w usta.
- Nie? - nie powiedziałem nic tylko zaciągnąłem się papierosem i ją pocałowałem. Przekazałem dym z moich ust, do jej. Po chwili się od niej oderwałem.
Wypuściła dym i się zaczęła śmiać. - Jesteś szalony! - powiedziała.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem. - dokończyłem papierosa i wrzuciłem go do popielniczki. Wbiłem się w usta Sarah i przerzuciłem nas tak, że nie siedziała na mnie, tylko leżała.
Po chwili przerwała nasze 'całowanie się' i zeszła ze mnie. No kurwa, w tym momencie? To jest zbrodnia podniecić mężczyznę a potem tak po prostu skończyć!
- Jay, nie możemy.
- I tak będziesz kiedyś moja. - uśmiechnąłem się.
- Nigdy nie będę twoja.
- Nigdy nie mów nigdy.
- Nie mogę uwierzyć, że jesteś taki głupi.
- Uwierz.
- Jesteś głupi, ale za razem słodki. - uśmiechnęła się. - Ale też jesteś zbyt pewny Siebie.
- Jestem wszystkim tylko nie słodki. - ostatnie słowo wyszło ze mnie bardziej jak syknięcie. Wysłała mi sarkastycznego buziaka i wyszła. Ona mnie denerwuje, ale nie w taki normalny sposób. W taki inny, taki podniecający.
Zszedłem na dół z uśmiechem.
- Co ty taki szczęśliwy? - zapytał mnie Zayn.
- Udało mi się zrobić coś, czego nigdy bym nie zrobił.
- Pieprzysz jak filozof. - przewróciła oczami Alice.
- Skąd wiesz jak pieprze? Przynajmniej potrafię zadowolić.
- Chodziło mi o to, że mówisz jak filozof. - pokręciła głową po czym włączyła radio i zaczęła śpiewać.
- Oh, baby, baby, it's a wild wordl...
- Ty nie śpiewaj tylko mi kanapkę zrób. - wyszczerzyłem swoje białe zęby.
- Nie jestem twoją służącą.
- Teraz już tak. - powiedział Niall przechodząc obok niej. - Mi też możesz zrobić.
- Nie przedrzeźniaj mnie. Gdzie jest Sarah?
- Z NAMI! - krzyknął Louis z salonu.
- Ktoś mnie wołał? - zapytała Sarah wchodząc do kuchni.
- No. Zrób im kanapki. - powiedziała Alice i wyszła z kuchni.
Sarah uniosła ręce do góry.
- Czemu ja?
- Oh przydasz się na coś, zrób te kanapki. - mruknął Niall.
Sarah wyciągnęła bułki, potrzebne składniki i położyła na Nialla kolanach.
- Jesteś taki mądry? To się przydaj i sam Sobie zrób. - uśmiechnęła się triumfalnie. Co mnie cholernie rozbawiło.
- Nie śmiej się Jus... - oh w odpowiednim momencie się raczyła zatrzymać. - Jay. Zaraz też możesz Sobie sam je zrobić.
- Czyli mi zrobisz? Mmm.
- Ostatecznie.
- EEJ! - Krzyknął Niall.
- Słucham Cię Niall? - powiedziała z irytacją Sarah, myślę, że ona go nie lubi.
- Pff. Sam Sobie zrobię.
- Co Sobie zrobisz SAM?! - do kuchni wszedł Zayn.
- Kanapkę zboczony idioto.
- To mi też zrób Niallerku. - haha, wszystko zeszło na Nialla. Po chwili dostałem swoją kanapkę od Sarah.
- Nie masz zamiaru nie otruć, co nie? - zapytałem ze śmiertelną powagą.
- Gdybym chciała, już dawno bym to zrobiła.
- Dziękuję. - wstałem i pocałowałem ją.
- Blee, nie całuj mnie. - powiedziała i potarła policzek.
- NIE ZRZYGAJCIE SIĘ Z TEJ MIŁOŚCI. - powiedział Niall.
- ŻADNEJ miłości nie ma Niallerku. - zaprzeczyła Sarah.
- O, kogóż ja widzę. - powiedziałem gdy do domu wszedł mój ojciec. - Fajnie się z Tobą rozmawiało, możesz już wyjść. - powiedziałem. Nienawidziłem go. Tak cholernie go nienawidziłem. Był dla mnie niczym. Przychodził tylko do swojego syna gdy czegoś chciał.
- Kto to? - zapytała Sarah stojąc obok mnie i jedząc moją kanapkę.
- Zdawało mi się, że to moje. - wskazałem na kanapkę. - To Jeremy.
- Jego ojciec. - dokończył za mnie. Sarah się uśmiechnęła i pośpiesznie wyszła.
- Czego chcesz? - zapytałem ładując w kieszeni broń.
- Musisz mi pomóc. A skoro jesteś moim synem, to chyba to twój obowiązek.
- Skoro jestem twoim synem to chyba twój obowiązek, się mną opiekować. Radziłem sobie sam bo? Bo mój ojczulek najlepszy na świecie olał mnie i kazał się wynosić z domu.
- Oh Justin pomóż mi po prostu.
- Nie mów na mnie do cholery Justin.
- Cokolwiek. Po prostu musisz mi pomóc.
- Nie mam najmniejszego zamiaru.
- Bieber.
- Tak ojcze? Oh. Dobra, powiedz chociaż w czym.
- Pożyczysz mi 300$? Wyjeżdżam i mi potrzebne.
- Przecież masz prace i zarabiasz.
- Po prostu mi pożycz.
- Pożycz? Może raczej 'daj' i tak mi nie oddasz. Masz. - rzuciłem w niego pieniędzmi.
- Dzięki. - powiedział i wyszedł.
Ojciec się kurwa znalazł. Oczywiście on nie wie, z kim mieszkam i co robię. Taki ojciec. Widzicie jak interesuje się życiem dziecka? HAHA.
Poszedłem do salonu, gdzie wszyscy siedzieli oprócz Sarah i Alice.
- Chcesz Bieber? - Louis podał mi piwo.
- Jasne, dzięki.
- Gdzie poszła Sarah i Alice? Wiesz, wydaje mi się, że powinniśmy w końcu je czegoś nauczyć, nawet nie umieją trzymać pistoletu. - odezwał się Harry. Chociaż 'Alice' wyszło z jego ust jak dźwięk nienawiści, zignorowałem to.
- No, poczekaj pójdę po nie i najwyżej zabierzesz je na dół i czegoś nauczysz.
- Ja? Nie!
- No to Liam z Lousiem. - powiedziałem i poszedłem do góry. - Sarah? Alice? - wszedłem do pokoju Louisa. Sarah siedziała z Alice. - Chodźcie na dół. - powiedziałem a dziewczyny wstały.
- Czekaj przebiorę się.
- Dobrze wyglądasz chodź. - pociągnąłem Sarah za rękę i zeszliśmy na dół a Alice na nami.
- Liam, Louis! Ruszajcie dupy, koleżanki czekają.
- Luzuj spodnie Bieber, już idziemy.
- Myślę, że jego spodni nie da się bardziej poluzować. - zaczęła się śmiać Sarah na co sprzedałem jej zimne spojrzenie, po czym od razu się zamknęła. Spojrzałem na nią jeszcze raz wymownie i zeszliśmy na dół.
- Louis weź moją broń i naucz Sarah. Liam podejdź do
Alice. - rozkazałem i podałem broń Louisowi.
Oparłem się o ścianę i zapalając papierosa z torebki Sarah, obserwowałem ich.
*Perspektywa Louisa*
Wycelowałem w manekin i strzeliłem na co Alice i Sarah się wzdrygnęły.
- Teraz wy. - powiedział Liam. Podszedł do Alice i ją chwycił od tyłu tak, że oboje trzymali pistolet. - Teraz trzymaj mocno i naciśnij na spust.
- Ok. - odpowiedziała Alice i wymierzyła we mnie. Zaraz co?
Przerażony na nią spojrzałem. - Przecież żartuję. - przewróciła oczami.
- Nie strasz mnie. - mruknąłem i podszedłem do Sarah. Objąłem ją od tyłu i złapałem tak samo jak Liam Alice.
- No to celuj i strzelaj. - powiedziałem z uśmiechem. Wycelowała w ścianę obok Justina, może chciała go przestraszyć gdy ten siedział w telefonie. Nacisnęła na spust i strzeliła.
- CO KURWA?! - krzyknął Bieber gdy kula uderzyła o ścianę. Sarah zaczęła się z niego śmiać. - Radzę Ci uciekać. - powiedział a ta uciekła z tego pokoju i pobiegła gdzieś na górę a Bieber za nią.
- Czyli moja praca skończona. - powiedziałem i wyszedłem. Liam został z Alice i prawdopodobnie jeszcze ją uczył.
_________________________________________________
Jeju kocham was. Dziękuję za te wszystkie komentarze.
Rozdział następny wkrótce ;))
#BigLove my readers!
- O hej Sarah, siostro, też Cię miło słyszeć.
- Czego chcesz?! - Powtórzyłam.
- Ja? Niic, tak Sobie dzwonię do mojej ukochanej siostry.
- Jerry.
- Hm?
- Po co dzwonisz?
- Nie radzę Sobie z rachunkami na dom. Jak byłaś w Kanadzie było wszystko ok.
- To masz pecha, co mam wrócić jak pies? Ha. Idź do pracy, jak cokolwiek potrafisz kochany. Paaa.
- Kto dzwonił? - zapytał z ciekawością Louis.
- A czemu miałabym Ci mówić?
- Nie wiem. - po chwili podszedł do mnie Jay.
- Sarah mogę Cię prosić?
- Nie? - mimowolnie pociągnął mnie na górę.
- Mi. Się. Nie. Odmawia. Rozumiesz?! - krzyknął mi w twarz.
- Tsa.
- Nie masz mi się do cholery sprzeciwiać. A teraz idź grzecznie do mojego pokoju i na mnie czekaj.Tak jak kazał poszłam do jego pokoju, jeszcze nie wiem po co ale no cóż, jego logiki nie ogarniemy.
Po chwili wszedł bez koszulki do pokoju.
- Więc po co miałam tu przyjść?
- No wiesz, na kolana i do pana kochanie.
- To mnie rozśmieszyłeś. - chciałam wyjść ale chwycił mnie za nadgarstki.
- Lubię rozśmieszać ludzi. - syknął i wbił się w moje usta. Nie przeszkadzało mi to, jego usta były takie delikatne i miękkie a zarazem zezłoszczone i pełne podniecenia.
*Perspektywa Jaya*
- Skończ już. - mruknęła odpychając mnie abym przestał ją całować.
- To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku, kochanie. - powiedziałem do jej ucha i znów ją zacząłem całować.
- Gadasz jak jakiś filozof.
- Możemy pobawić się w doktora. - szepnąłem mając na myśli 'zabawę łóżkową'. Ona chyba ogarnęła o co chodzi bo zaczęła się śmiać.
- Chciałbyś, pf. - śmiała się nadal. Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem.
- Pokaże Ci coś, ale będziesz musiała na mnie usiąść i będziesz musiała mnie pocałować.
- Nie lubię się powtarzać no ale.. CHCIAŁBYŚ. Nie będę Cię całować a tym bardziej na Tobie siadać. - powiedziała z uśmiechem.
- Jestem pewny, że nigdy czegoś takiego nie robiłaś. Usiądź na mnie. - rozkazałem gdy już siedziałem na łóżku. O dziwo usiadła i przewracając oczami zapytała;
- Więc?
- Teraz musisz mnie pocałować w usta.
- Nie? - nie powiedziałem nic tylko zaciągnąłem się papierosem i ją pocałowałem. Przekazałem dym z moich ust, do jej. Po chwili się od niej oderwałem.
Wypuściła dym i się zaczęła śmiać. - Jesteś szalony! - powiedziała.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem. - dokończyłem papierosa i wrzuciłem go do popielniczki. Wbiłem się w usta Sarah i przerzuciłem nas tak, że nie siedziała na mnie, tylko leżała.
Po chwili przerwała nasze 'całowanie się' i zeszła ze mnie. No kurwa, w tym momencie? To jest zbrodnia podniecić mężczyznę a potem tak po prostu skończyć!
- Jay, nie możemy.
- I tak będziesz kiedyś moja. - uśmiechnąłem się.
- Nigdy nie będę twoja.
- Nigdy nie mów nigdy.
- Nie mogę uwierzyć, że jesteś taki głupi.
- Uwierz.
- Jesteś głupi, ale za razem słodki. - uśmiechnęła się. - Ale też jesteś zbyt pewny Siebie.
- Jestem wszystkim tylko nie słodki. - ostatnie słowo wyszło ze mnie bardziej jak syknięcie. Wysłała mi sarkastycznego buziaka i wyszła. Ona mnie denerwuje, ale nie w taki normalny sposób. W taki inny, taki podniecający.
Zszedłem na dół z uśmiechem.
- Co ty taki szczęśliwy? - zapytał mnie Zayn.
- Udało mi się zrobić coś, czego nigdy bym nie zrobił.
- Pieprzysz jak filozof. - przewróciła oczami Alice.
- Skąd wiesz jak pieprze? Przynajmniej potrafię zadowolić.
- Chodziło mi o to, że mówisz jak filozof. - pokręciła głową po czym włączyła radio i zaczęła śpiewać.
- Oh, baby, baby, it's a wild wordl...
- Ty nie śpiewaj tylko mi kanapkę zrób. - wyszczerzyłem swoje białe zęby.
- Nie jestem twoją służącą.
- Teraz już tak. - powiedział Niall przechodząc obok niej. - Mi też możesz zrobić.
- Nie przedrzeźniaj mnie. Gdzie jest Sarah?
- Z NAMI! - krzyknął Louis z salonu.
- Ktoś mnie wołał? - zapytała Sarah wchodząc do kuchni.
- No. Zrób im kanapki. - powiedziała Alice i wyszła z kuchni.
Sarah uniosła ręce do góry.
- Czemu ja?
- Oh przydasz się na coś, zrób te kanapki. - mruknął Niall.
Sarah wyciągnęła bułki, potrzebne składniki i położyła na Nialla kolanach.
- Jesteś taki mądry? To się przydaj i sam Sobie zrób. - uśmiechnęła się triumfalnie. Co mnie cholernie rozbawiło.
- Nie śmiej się Jus... - oh w odpowiednim momencie się raczyła zatrzymać. - Jay. Zaraz też możesz Sobie sam je zrobić.
- Czyli mi zrobisz? Mmm.
- Ostatecznie.
- EEJ! - Krzyknął Niall.
- Słucham Cię Niall? - powiedziała z irytacją Sarah, myślę, że ona go nie lubi.
- Pff. Sam Sobie zrobię.
- Co Sobie zrobisz SAM?! - do kuchni wszedł Zayn.
- Kanapkę zboczony idioto.
- To mi też zrób Niallerku. - haha, wszystko zeszło na Nialla. Po chwili dostałem swoją kanapkę od Sarah.
- Nie masz zamiaru nie otruć, co nie? - zapytałem ze śmiertelną powagą.
- Gdybym chciała, już dawno bym to zrobiła.
- Dziękuję. - wstałem i pocałowałem ją.
- Blee, nie całuj mnie. - powiedziała i potarła policzek.
- NIE ZRZYGAJCIE SIĘ Z TEJ MIŁOŚCI. - powiedział Niall.
- ŻADNEJ miłości nie ma Niallerku. - zaprzeczyła Sarah.
- O, kogóż ja widzę. - powiedziałem gdy do domu wszedł mój ojciec. - Fajnie się z Tobą rozmawiało, możesz już wyjść. - powiedziałem. Nienawidziłem go. Tak cholernie go nienawidziłem. Był dla mnie niczym. Przychodził tylko do swojego syna gdy czegoś chciał.
- Kto to? - zapytała Sarah stojąc obok mnie i jedząc moją kanapkę.
- Zdawało mi się, że to moje. - wskazałem na kanapkę. - To Jeremy.
- Jego ojciec. - dokończył za mnie. Sarah się uśmiechnęła i pośpiesznie wyszła.
- Czego chcesz? - zapytałem ładując w kieszeni broń.
- Musisz mi pomóc. A skoro jesteś moim synem, to chyba to twój obowiązek.
- Skoro jestem twoim synem to chyba twój obowiązek, się mną opiekować. Radziłem sobie sam bo? Bo mój ojczulek najlepszy na świecie olał mnie i kazał się wynosić z domu.
- Oh Justin pomóż mi po prostu.
- Nie mów na mnie do cholery Justin.
- Cokolwiek. Po prostu musisz mi pomóc.
- Nie mam najmniejszego zamiaru.
- Bieber.
- Tak ojcze? Oh. Dobra, powiedz chociaż w czym.
- Pożyczysz mi 300$? Wyjeżdżam i mi potrzebne.
- Przecież masz prace i zarabiasz.
- Po prostu mi pożycz.
- Pożycz? Może raczej 'daj' i tak mi nie oddasz. Masz. - rzuciłem w niego pieniędzmi.
- Dzięki. - powiedział i wyszedł.
Ojciec się kurwa znalazł. Oczywiście on nie wie, z kim mieszkam i co robię. Taki ojciec. Widzicie jak interesuje się życiem dziecka? HAHA.
Poszedłem do salonu, gdzie wszyscy siedzieli oprócz Sarah i Alice.
- Chcesz Bieber? - Louis podał mi piwo.
- Jasne, dzięki.
- Gdzie poszła Sarah i Alice? Wiesz, wydaje mi się, że powinniśmy w końcu je czegoś nauczyć, nawet nie umieją trzymać pistoletu. - odezwał się Harry. Chociaż 'Alice' wyszło z jego ust jak dźwięk nienawiści, zignorowałem to.
- No, poczekaj pójdę po nie i najwyżej zabierzesz je na dół i czegoś nauczysz.
- Ja? Nie!
- No to Liam z Lousiem. - powiedziałem i poszedłem do góry. - Sarah? Alice? - wszedłem do pokoju Louisa. Sarah siedziała z Alice. - Chodźcie na dół. - powiedziałem a dziewczyny wstały.
- Czekaj przebiorę się.
- Dobrze wyglądasz chodź. - pociągnąłem Sarah za rękę i zeszliśmy na dół a Alice na nami.
- Liam, Louis! Ruszajcie dupy, koleżanki czekają.
- Luzuj spodnie Bieber, już idziemy.
- Myślę, że jego spodni nie da się bardziej poluzować. - zaczęła się śmiać Sarah na co sprzedałem jej zimne spojrzenie, po czym od razu się zamknęła. Spojrzałem na nią jeszcze raz wymownie i zeszliśmy na dół.
- Louis weź moją broń i naucz Sarah. Liam podejdź do
Alice. - rozkazałem i podałem broń Louisowi.
Oparłem się o ścianę i zapalając papierosa z torebki Sarah, obserwowałem ich.
*Perspektywa Louisa*
Wycelowałem w manekin i strzeliłem na co Alice i Sarah się wzdrygnęły.
- Teraz wy. - powiedział Liam. Podszedł do Alice i ją chwycił od tyłu tak, że oboje trzymali pistolet. - Teraz trzymaj mocno i naciśnij na spust.
- Ok. - odpowiedziała Alice i wymierzyła we mnie. Zaraz co?
Przerażony na nią spojrzałem. - Przecież żartuję. - przewróciła oczami.
- Nie strasz mnie. - mruknąłem i podszedłem do Sarah. Objąłem ją od tyłu i złapałem tak samo jak Liam Alice.
- No to celuj i strzelaj. - powiedziałem z uśmiechem. Wycelowała w ścianę obok Justina, może chciała go przestraszyć gdy ten siedział w telefonie. Nacisnęła na spust i strzeliła.
- CO KURWA?! - krzyknął Bieber gdy kula uderzyła o ścianę. Sarah zaczęła się z niego śmiać. - Radzę Ci uciekać. - powiedział a ta uciekła z tego pokoju i pobiegła gdzieś na górę a Bieber za nią.
- Czyli moja praca skończona. - powiedziałem i wyszedłem. Liam został z Alice i prawdopodobnie jeszcze ją uczył.
_________________________________________________
Jeju kocham was. Dziękuję za te wszystkie komentarze.
Rozdział następny wkrótce ;))
#BigLove my readers!

BOŻE BOŻE MUSIAŁAŚ SKOŃCZYĆ W TYM MOMENCIE ? ♥ ALE I TAK CIĘ KOCHAM I CZEKAM NA NN Z NIECIERPLIWOŚCIĄ :)
OdpowiedzUsuńtaki moment !! czekam na następny
OdpowiedzUsuńmasz/macie dar do pisania czekam na następny
OdpowiedzUsuńdługo chyba nie będę musiała czkać za następnym rozdziałem ? :) (bloga polecam moim znajomym )
OdpowiedzUsuńNie będziesz musiała, spokojnie :))
UsuńBardzo Ci dziękuję <3
Super będę czytać :)
OdpowiedzUsuńkiedy następny ?
OdpowiedzUsuńHaha Sarah rozwala XD
OdpowiedzUsuń