wtorek, 21 stycznia 2014

#22 'He will not die'

 Nogi mi się załamały. Louis zniknął tak samo jak Harry.
Po chwili zaczęłam biec w miejsce wypadku. Napisałam Alice, że ma się ruszyć i przyjechać tutaj.
- Sarah! - ktoś krzyknął za mną. Odwróciłam się i pojawiła się Alice. - Co się stało? - zapytała z przerażeniem w oczach.
- Jay, znaczy Jerry, wjechał w Jaya i... On wypadł z toru. - powiedziałam dusząc się moimi łzami.
- Nie płacz tylko chodź trzeba zobaczyć co się dokładnie stało.
Jak byłyśmy w miejscu wypadku, karetka akurat zabierała Jaya. Jerry stał dalej z uśmiechem. Obiecuję wam, że zaraz tam podejdę i mu zniknie ten uśmiech.
Po chwili koło nas stał już Harry. Objął nas obie swoimi ramionami. Zaraz... On dotknął Alice? Wow. Z resztą czym ja się teraz przejmuję.
- Ha.. Harry? - zapytałam cicho.
- Hm? - zapytał idąc z nami w stronę samochodu.
- Zawieziesz mnie do szpitala?
- Nie. - odpowiedział krótko.
- Dlaczego? - zapytałam.
- Bo nie. Będą Cię pytać co się stało. A to nie było legalne.
- To im nie powiem! Harry... Proszę. Musze wiedzieć co z nim jest. - westchnął po czym bez słowa otworzył nam drzwi od samochodu.
- Czyli zawieziesz mnie tam? - zapytałam z nadzieją.
- Sarah. Zawiozę. Ale... Musisz obiecać, że nic im nie powiesz.
- Obiecuję. Zawieź mnie tam, proszę. 

***

Wbiegłam szybko do szpitala. Chłopacy tu już byli. Zayn stał jak zwykle z papierosem, Niall pewnie został z domu, Liam siedział i robił coś na telefonie, Louis stał i patrzył gdzieś w nicość. Oczywiście Harry pojechał do domu z Alice, bo stwierdził, że nie ufa jej, że ona nic nie wygada.
Chłopacy spojrzeli na mnie pytająco.
- Co? - zapytałam gdy się na mnie patrzyli.
- Co tu robisz? - zapytał Liam.
- Musze wiedzieć co z nim. - powiedziałam cicho.
- A Sarah się martwi o Biebera. - zaśpiewał Li stając koło mnie i szturchając.
- Zamknij się. - warknęłam i pobiegłam w stronę jakiejś pielęgniarki. - Dzień dobry, czy ma pani jakieś informacje na temat Jaya Biebera?
- Ym... Proszę powtórzyć.
- Jay Bieber.
- Oh, tak. Jest w bardzo ciężkim stanie. Złamane żebro, ym. Nie wiem co dokładnie, ale coś się stało z jego jednym płucem. Pani jest kim?
- Jego dziewczyną. - powiedziałam aby uzyskać więcej informacji. Chłopacy za mną się zaśmiali. Odwróciłam się i zmroziłam ich wszystkich wzrokiem, ale nie wydali się jakoś specjalnie poruszeni.
- Ok. Więc nie mogę pani udzielić więcej informacji. Proszę iść do recepcji.
- To się wal. - warknęłam i ruszyłam w stronę recepcji. - Dzień dobry. - powiedziałam do gościa który stał za ladą.
- Cześć. - powiedział i się uśmiechnął. Ma około 25 lat? Nie wiem.
- Czy ma pan... Masz jakieś informacje o Jay'u Bieberze?
- A kim jesteś?
- Jego dziewczyną. - warknęłam.
- Ciężki stan, połamane żebra i miał wewnętrzny wylew.  
- Mo... Mogę go odwiedzić? - każdy mi mówi co innego, tamta coś pieprzyła o płucach a ten o wylewie.
- Tak, ale wątpię, żeby cokolwiek słyszał. Jest w śpiączce.
Nie powiedziałam nic tylko ruszyłam w stronę drzwi, za którymi leżał prawdopodobnie Jay.
Weszłam powoli upewniając się, że cicho zamknęłam drzwi.
Podeszłam do łóżka Jaya.
- Cześć Justin. Wiem, że mnie nie słyszysz. - chwyciłam jego rękę. - Ale jestem pewna, że teraz byś mnie zabił za 'Justina'. - zaśmiałam się. - Mimo wszystko... Daj mi jakiś znak, że kontaktujesz... No wiesz. - powiedziałam ale nie zareagował, no tak.
Do sali weszli chłopacy.
- Dziewczyna Jaya już tu jest. - uśmiechnął się szyderczo Liam.
- Nie denerwuj mnie. Musiałam coś powiedzieć, żeby czegokolwiek się dowiedzieć.
- Dobra, dobra. 

***

Godziny mijały. Siedzimy tu jakieś pół nocy. Nie wiem. Jest 4 nad ranem?
- Sarah, jedź do domu. - powiedział Harry. Kiedy on tu... Dobra mniejsza.
- Czemu? - zapytałam zamroczona.
- Zasypiasz na stojąco kobieto. - zaśmiał się Liam.
Louis podszedł do mnie, podniósł i wyniósł ze szpitala.
- Mmm silny jesteś. - zaczęłam się śmiać.
- Zmień dilera kotku.
- A co jeśli moim dilerem jest mama? Nie Louis, nie słuchaj mnie, błagam cię. 
- Tak, wydaje mi się, że tak będzie lepiej.
- Louis?
- Mówiłaś, że nie mam cię słuchać.
- Lou, a co jeśli Justin nie przeżyje?
- Nie mów tak, Sarah.
- Ale przecież to możliwe.
- Nie. On nie umrze. - powiedział i wrzucił mnie do samochodu.

*Perspektywa Louisa*

Pierdolone korki. Ile można jechać?
Jedziemy już z Sarah 20 minut. Chociaż w sumie to czuję się jakbym ja sam jechał bo ona śpi.
Słodko śpi.
Wysiadłem z samochodu, usiadłem na masce i zapaliłem papierosa.
- To ty? To ty z telewizji! - Ktoś krzyknął zza moich pleców. Odwróciłem się, stała jakaś babcia. Nie wiem, 60? 70 lat?
Patrzyła się na mnie i uśmiechała.
- Przepraszam? - zapytałem z niedowierzaniem.
- Z tego programu! Śpiewa pan, prawda? Z programu dla młodzieży!
- Jakiego programu?
- Dla młodzieży, takiego disco polo! 
- Tak, tak. Oczywiście, to ja. - dobra, trzeba powkręcać ją trochę.
- No to ja panu gratuluję! - powiedziała i podała mi rękę do uścisku.
- Ale czego?
- Ma pan super piosenki, uwielbiam pana! Zaśpiewa mi pan coś?
- Nie, nie ma szans.
- A dlaczego? - zacząłem się śmiać i wyciągnąłem Sarah z samochodu.
- Niech pani lepiej odejdzie, bo zadzwonię na policję, tą dziewczyną tu położę i ucieknę. Będzie pani oskarżona o zabójstwo.






__________________________________________________
Z serii #WrednyLouis? 
Trololo następny rozdział na początek dnia! No może nie początek ale dopiero wstałam czyli dla mnie początek haha :)
Macie SWAG!
#BigLove PIS JOŁ! DO NASTĘPNEGO SKARBY.
czytasz - komentujesz kochanie :)





4 komentarze: