niedziela, 19 stycznia 2014

#21 'Hey sister...'

PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM :)))) xx


*Perspektywa Jaya*

Nie wiedziałem, że mam aż taką siłę jak ją zobaczyłem w kuchni, myślałem, że sam się zabiję, dosłownie.

Wszedłem za nią do pokoju, podszedłem do niej ale ona się cofnęła. Boi się mnie.
- Sarah, proszę...
- Zostaw mnie... Błagam, nie rób mi krzywdy.
- Nie chcę. - podszedłem jeszcze raz i chwyciłem jej twarz w ręce. - Nie mam zamiaru. Nie wiedziałem, że aż tak Cię uderzę, przepraszam.
- Zostaw mnie. - załkała.
- Przepraszam. - szepnąłem i wyszedłem z pokoju. CZEMU ONA POSZŁA DO MOJEGO POKOJU? Teraz to dopiero zauważyłem. Dobra mniejsza, może się pomyliła.
- Jay, zobacz. - podeszła do mnie Alice.
- Co?
- No patrz. - wymachiwała telefonem przed moją twarzą.
Zacząłem się śmiać jak widziałem te komentarze pod moim i Alice zdjęciem.
'Jejuniu jaki śliczny sdjtfowksg'
'Jejku skąd ty go masz jaki piękny sdhjbsdhj'
Dobra, może jestem przystojny, ale bez przesady. Hot dwunastki. 

*Perspektywa Sarah*


Siedziałam na oknie, niestety musiałam zejść bo mój telefon zaczął dzwonić.


- Halo?

- Hej siostra, jestem w drodze do Ciebie.
- Co?
- Nie wiem czy wiesz, ale masz w telefonie takie coś dzięki czemu namierzyłem Cię, widzimy się za 5 minut cwaniaro, pa.

Zbiegłam szybko na dół.

- Alice wyłóż z telefonu kartę, złam ją i wyrzuć, TERAZ.
- Ale czemu? - zapytał Jay.
- No Alice szybciej.
- A ty? - zapytała.
- Ja już to zrobiłam. - pociągnęłam ją i wybiegłyśmy z domu. - Jerry tu jedzie.
- Co? 
- Powiedział, że mnie namierzył czy coś, ale po co ja mu? Nie rozumiem go, dobra mniejsza, chodź gdzieś musimy te parę godzin przetrwać. - za nami wybiegł Zayn.
- Dziewczyny czekajcie. - w tym momencie zauważyłam samochód Jerry'ego. Pociągnęłam Zayna i schowaliśmy się za ścianą.
- Zayn, idź do Jaya i powiedz mu, że Jerry mnie szuka i, że właśnie jest pod jego domem. Powiedz mu też, że jesteśmy na Tower Bridge i żeby po nas przyjechał jak Jerry odjedzie, jasne?
- Nom. - powiedział i poszedł do domu a my z Alice wbiegłyśmy do taxi i odjechałyśmy.

*Perspektywa Jaya*


- Jay! - krzyknął Zayn.

- Hm?
- Mamy gości. - powiedział a w domu rozległo się pukanie do drzwi. Niechętnie otworzyłem drzwi, widok w nich mnie zdziwił.
- Wow, Beatlers we własnej osobie. - zakpiłem.
- Ty tu mieszkasz? - zapytał ze zdziwieniem Mariush.
- Ta, czego chcecie? - zapytałem. Jerry chyba się speszył.
- Ym, no ten, kojarzysz Sarah Carter? Tatuaże, czarne włosy, pokazywałem Ci jej zdjęcie. - chciałem wybuchnąć śmiechem, on nawet nie zdaje sobie sprawy jak dobrze ją znam.
- Ta, no i?
- No i tak się mi zdaje, że tutaj jest. 
- To Ci się źle zdaje. - powiedziałem i trzasnąłem mu drzwiami przed oczami. - Gdzie one polazły? - zapytałem Zayna.
- Tower Bridge. Jedź po nie. - powiedział.
- Myślę, że to ja jestem od dawania rozkazów, nie pozwalaj sobie. - syknąłem i chwyciłem kluczyki od samochodu. - Powiedz Liamowi i Louisowi żeby pojechali do gościa, tego co w klubie spotkałem z Harrym, nie pamiętam jak on się nazywał, mniejsza. Oni będą wiedzieć o co chodzi. Mają zabrać dwadzieścia tysięcy. - rozkazałem Zaynowi i wyszedłem z domu. To zabawne, że każdy chce robić z nami interesy, a bardzo dobrze wie, co go czeka jak po ustalonym czasie nie zrobi tego, co było umówione.
Wsiadłem do czarnego lamborghini Louisa, ponieważ moje zostało porysane przez Beatlers. Zemszczę się jeszcze.
Po chwili byłem już na miejscu. Dziewczyny stały i trzęsły się z zimna. Przecież jest kurwa 16 stopni a one mają bluzy, ja pierdole.
- O Jay... - powiedziała Alice.
- Nie pierdolcie tylko wsiadajcie, teraz. - wskazałem na samochód.
- Czemu jesteś taki zdenerwowany? - zapytała Sarah.
- TEMU KURWA. - warknąłem i wepchnąłem je do samochodu. 
- Bieber uspokój się, czemu jesteś zły? - zapytała Alice.
- Po nazwisku to po pysku. Nie jestem zły tylko wkurwiony, nie mogłaś mi do cholery powiedzieć, że twój brat jest pod moim kurwa domem?! - krzyknąłem na Sarah.
- Co by Ci to dało? - zapytała unosząc brew. Wyglądała seksownie.
- DUŻO KURWA, PEWNIE TO, ŻE BYM MU NIE OTWORZYŁ, ALBO TO, ŻE BYM WAS GDZIEŚ KURWA UKRYŁ. On ma ludzi w całym Londynie, mógł was ktokolwiek zobaczyć! Wy do kurwy myślicie?! - zacząłem na nie krzyczeć a potem ruszyłem z piskiem opon z parkingu.
- Justin, zwolnij. Chyba nie chcesz mieć policji na karku, nie? - powiedziała Sarah. Przez 'Justin' specjalnie przyśpieszyłem. Alice mi mówiła, że Sarah nie lubi dużej prędkości, słaba zemsta, ale zawsze jest.
- Jay do cholery! - nadal ją ignorowałem i przyśpieszałem. Zaraz mieliśmy skręcać, ale ja i tak nie zwolniłem. Idealnie wszedłem w zakręt z piskiem opon, to jest to co uwielbiam, szybka jazda. No własnie, na temat szybkiej jazdy, jutro mam wyścig. Jestem ciekawy z kim mam się ścigać. Pf i tak wygram. Nielegalne wyścigi zawsze były moją pasją, Nialla też, ale on zawsze coś musiał zjebać, zakazano mu się ścigać. Zatrzymałem się pod sklepem i wyszedłem. Oczywiście to nie normalny sklep taki jakie są w centrum Londynu. Tutaj sprzedają narkotyki, alkohol, broń i papierosy, każdemu. Nie ważne czy przyjdzie tu 12 letnie dziecko czy 60 letni dziadek. Sprzedadzą wszystko, byleby zarobić.
- Siema. - powiedziałem wchodząc do pomieszczenia. Znają mnie w takich sklepach więc nie ma problemu ze sprzedażą.
- O Bieber. To samo co zawsz... Jay, widzę, że Ci się powodzi, dwie laski w samochodzie?
- Zamknij się Devon, nie, nie to co zawsze. Tym razem daj mi dragi i jakieś procenty. Obojętnie jakie, ważne żeby upić te laseczki. - powiedziałem z uśmiechem.
- Oh Bieber. Wiesz, dawno nie rozmawialiśmy. Jak tam twoje interesy?
- Jakoś.
- Jakoś?
- Spieprzyło się trochę spraw. - wzruszyłem ramionami.
- Pamiętaj, jestem zawsze otwarty na pomoc. - podał mi dragi i alkohol. - Uważaj. Dużo policji ostatnio się kręci po Londynie. 
- Dzięki Devon. Aye bro.
Wsiadłem do samochodu i odjechałem z podjazdu. Dziewczyny się nie odzywały, jechaliśmy w ciszy. Ale pisały coś w telefonach, więc myślę, żeby mnie nie denerwować to się nie odzywają tylko piszą do siebie.
- Jaay. - przeciągnęła Sarah.
- Hm?
- On mnie i tak znajdzie. Nie wiem po co wy to robicie. - powiedziała i zapaliła.
- Nie palisz kochana. - zabrałem jej papierosa.
- EJ! - pisnęła.
- Co? Muszę dbać o twoje zdrowie teraz. - powiedziałem.
Zacząłem palić, ale poczułem, że to nie jest tylko papieros.
- Co ty palisz? - zapytałem. Nie mogłem ogarnąć co to jest. Nie czułem smaku, bo było dość słabe, ja jak już to palę mocne.
- Skręty. - wzruszyła ramionami.
- Ja pierdole. Masz zakaz palenia tego. - dopaliłem to i wyrzuciłem przez okno.
- Czemu? A ty palisz! 
- Bo ja mogę. - zaparkowałem pod domem. Otworzyłem drzwi dziewczyną i poszliśmy do domu.
- Tey, Bieber lovelasie. Słuchaj, chłopacy załatwili tego gościa od pieniędzy. - powiedział Niall w wejściu.
- Zajebiście, teraz możesz się ulotnić. - mruknąłem i wszedłem do kuchni.
Może rzeczywiście robię źle trzymając tu te dziewczyny?
Narażam je na cholerne niebezpieczeństwo. Kurwa.
Teraz co mam zrobić? Już wystarczająco zjebałem. Mam im powiedzieć 'wynoście się, nie kontaktujcie z nami, zniknijcie'? Chyba nie. Nie wytrzymałbym bez widoku Sarah. Bieber, nie myśl o tym, tylko o tym co zrobić.
Dobra.
- Alice! Sarah! - zawołałem je.
- Hm? - powiedziała Alice.
- Gdzie Sarah?
- Powiedziała, że nie będzie znosić twoich humorków, jest u siebie w pokoju. 
- SARAH! - krzyknąłem a ta zeszła na dół.
- Czego chcesz?
- Słuchajcie. Wiem, na początku powiedziałem, że nie
macie wyboru, że musicie u nas być. Teraz już tak nie jest. Nie możemy już razem pracować. Nie jesteście z nami bezpieczne. Od początku nie chciałyście z nami pracować. Nie trzymamy was już tu. Nie potrafię bronić siebie a co dopiero was.
- A jeżeli my chcemy? Czyżby Bieber wymiękał?
- Sarah, utrudniasz. To nie jest dla was dobre.
- Ja wiem lepiej co jest dla mnie dobre. Nie odejdę, nie ma szans. Za dużo już siedzę w tym gównie, żeby teraz się poddać.
- Sarah... 
- Nie Bieber. Zostaję tutaj. - powiedziała i poszła do góry. Nigdy nie widziałem tak upartej laski jak ona. To może i dobrze.
- A ty Alice? - zapytałem podnosząc głowę. 
- Yh... Nie wiem, jeżeli Sarah zdecydowała się zostać, też zostanę. - wzruszyła ramionami.
- To jak już zostajesz, to zrób mi kawę. - powiedziałem.
- Musiałeś zjebać tą miłą chwilę, no musiałeś. - powiedziała z wyrzutem.
- To moje hobby. - zaśmiałem się.

*Perspektywa Sarah*


Wciągnął mnie w to gówno, a teraz mówi, że mamy odejść. Nie. Nie ma szans. 

- Sarah! - krzyknął Lou z dołu.
- Co? - powiedziałam schodząc schodami.
- Jedziesz z nami?
- Tak, ale fajnie by było gdybym wiedziała gdzie.
- Na wyścig.
- To oki.  
Wsiedliśmy do jakiegoś samochodu którego tu wcześniej nie widziałam i ruszyliśmy.
Jechał Jay, ja, Alice, Louis i Harry. Liam, Zayn i Niall zostali w domu.
- Właściwie, to gdzie te wyścigi? - zapytała Alice.
- Nie musisz tego wiedzieć. - syknął Harry.
- Dzieci. - westchnął Louis na co ja się zaśmiałam.
Po chwili znaleźliśmy się na jakimś totalnym odludziu.
- Jay, czemu to jest na takim pustkowiu? - zapytałam.
- Bo to jest nielegalne? W mieście dużo ludzi i policji się kręci.
- Jak to NIELEGALNE? - zapytała Alice.
- Normalnie. - powiedział zirytowany Harry.
- Tej, Loczek ty się nie odzywaj. - powiedziałam. - Więc Jay, chyba nie masz zamiaru się ścigać?
- A kto powiedział, że nie?
- Z... z kim się ścigasz? - spytałam cichszym głosem.
- Z Carterem. - powiedział i odwrócił wzrok.
- Ja nie będę w tym uczestniczyć, wracam do domu. - powiedziała Alice i wyszła z samochodu gdy staliśmy na światłach.
- Nie. Nie będziesz się ścigał z moim bratem. Z resztą jak mnie zauważy? - powiedziałam przerażona jego decyzją.
- Otóż będę, a ty będziesz stała razem z Alice w takim miejscu, gdzie nikt nie będzie was widział. Gdzie Alice?
- JAY! To jest niebezpieczne! Alice wyszła i powiedziała, że wraca do domu.
Jay zaparkował ignorując moje prośby aby nie jechał.
- Dalej wysiadaj nie marudź. - powiedział i pociągnął mnie za rękę. Wszyscy wyszli za nami.
Po chwili byliśmy na jakiejś 'Arenie'. Był duży dym, wszyscy palili. Jedna wielka mgła.
- Jay, nie, że coś ale Alice wraca sama do domu o tej godzinie. - powiedziałam. 
- Trudno. Nie mam czasu. Louis weź Sarah tam gdzie nie będzie jej widać. - powiedział Jay i podszedł do jakiś mężczyzn w kapturach.
Gdy Louis nie patrzył i nie zwracał uwagi na to co się dzieje, zabrałam mu telefon i wybrałam numer Nialla.

- Hej Nialler.

- Nialler? Jakieś nowe przezwisko?
- Ta. Jedź szukać Alice. Ona nie zna Londynu a postanowiła sobie o tej godzinie iść do domu sama.
- I JEJ DO CHOLERY POZWOLILIŚCIE?!
- Nom.
- Super, kurwa, zajebiście.


No co? Sama wyszła.

- Louisss...
- Hm?
- Zimno. - mruknęłam i wtuliłam się w tors chłopaka. Zaśmiał się cicho. - Nie śmiej się ze mnie. Zimno mi jest.
- LOUIS! - warknął ktoś za naszymi plecami. On gwałtownie się odwrócił a za nim ja.
- Czego chcesz Jay? Zaraz się ścigasz.
- Ta, powiedz mi lepiej, gdzie kurwa jest Harry.
- Poszedł z Mariushem 'na bok'. Tak ogólnie, to co ty zrobiłeś Mariushowi, że jest cały poobijany?
- Nie twój zasrany interes. - powiedział i podszedł do Harry'ego, który stał kawałek dalej.
Czyżby Bieber znowu wkurzony? Nie, nie znowu, tylko nadal. 
Zniknął mi z oczy w ciągu sekundy. On ma jakiś motorek w tyłku?
Poczułam wibrację w kieszeni. Napisał do mnie Jay.
Odpisałam mu, ale on nie raczył kończyć tej rozmowy.

W momencie odpisania, poczułam mocne szarpnięcie za ramię.
- Kurwa mać, nie możesz mnie chociaż jebany raz posłuchać, nie?! - zaczął na mnie krzyczeć.
- Nie. - opowiedziałam Jay'owi. Pociągnął mnie gdzieś za budynek. Nie odzywał się ani słowem, po prostu trzymał mnie z całej siły i nie puszczał.
- Jesteś zły? - zapytałam. Nie odezwał się tylko jego oczy pociemniały. - Jay! - szturchnęłam go.
- Nie. Nie, nie jestem zły. Jestem cholernie wkurwiony. - warknął. A tym momencie puścił mnie i wyszedł przed mnieha popychając mnie za sobą.
- Siema Jerry. - powiedział. Mogłam wyczuć w jego głosie, że się sarkastycznie uśmiechnął.
- Bieber. - przytaknął. - Więc, widzimy się na torze?
- O ile można to nazwać torem, to tak.
- Ok. To powodzenia.
- Powodzenia. - powiedział. - I tak przegrasz cwelu. - szepnął do siebie gdy Jerry odszedł. - Chodź. - powiedział i szarpnął mnie za rękę.
- Stój z Louisem. - warknął i odszedł.
- Masz tu kurwa stać, rozumiesz. - bardziej stwierdził niż zapytał Louis.
- Ta, rozumiem. - powiedziałam i przewróciłam oczami.
Jakaś skąpo ubrana blondynka, stała pomiędzy samochodem Jaya a Jerry'ego.
Nawet nie wiem kiedy, chłopacy ruszyli. Louis rozmawiając z kimś i ignorując mnie zaczął się śmiać. 
Wybrałam numer Alice cały czas przyglądając się wyścigowi.
Gdy Alice odebrała, telefon spadł mi na ziemię.
Zobaczyłam, że Jay wyleciał z toru. 


__________________________________________________

PRZEPRASZAM.
Wiem, nie było długo rozdziału, ale to dlatego, że nie bywałam na moim laptopie. 
Ale za to macie taki długi rozdzialik! <3
You're everything to me.
#BigLove my readers! PIS JOŁ
czytasz - komentujesz skarbie :)

8 komentarzy:

  1. Błagam dodaj następny rozdział <3 Pliss.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to ! Proszę daj następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Co dalej ? Dodaj kolejny ! Pliss :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chcę juz kolejny rozdział jezu to jest zajebiste pisz dalej i częściej dodawaj. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowity, ciekawe co się stało z Alicja czy wróci bezpiecznie do domu ? Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  6. Ekstra następny proszę

    OdpowiedzUsuń