- Halo? - powiedziałam znudzona.
- Wracajcie do domu, musimy pogadać. - Taaa, dzwonił Jay.
- Nie jesteś moim ojcem, nie jesteś moim bratem, nawet nie jesteś moim kolegą, więc chuj ci do tego, gdzie ja jestem, z kim rozmawiam i o której wrócę!
- Nie zapominaj tego, że jestem twoim szefem i masz się mnie słuchać.
- O ile się nie mylę, nie jestem teraz w pracy, więc równie dobrze mogę być teraz w Los Angeles i mieć na ciebie wyjebane.
- Masz w tym momencie wrócić!
- Spierdalaj Justin. - specjalnie nazwałam go "Justin", żeby go bardziej wkurwić.
- Sarah, myślę, że powinnyśmy już wrócić do nich... Oni są tak trochę nieobliczalni... - cicho powiedziała Alice.
- Proszę cię, boisz się 6 pizdowatych facetów?
- Na moje, to oni nie są tacy pizdowaci, jak to ujęłaś.
- Gdyby nie byli, to byśmy już leżały 6 stóp pod ziemią. - powiedziałam, a Alice się wzdrygnęła.
- Jak chcesz, to zostań, ja idę. - rzuciła i poszła w kierunku naszego "domu".
- Alice! - krzyknęłam. - A gdzie jest nasza pierdolona solidarność?!
Nie odpowiedziała mi. Aha, czyli wszyscy chcą mnie wkurwić, ale ja się nie dam.
*Perspektywa Alice*
Szłam w kierunki willi chłopaków cicho łkając. Czy ona naprawdę nie rozumie, że z nimi nie ma żartów? Jesteśmy właściwie tutaj uwięzione, a ona jeszcze ich denerwuje. Nie mogę sobie wyobrazić, co Jay zrobi Sarah za to "Justin". Nawet nie wiedziałam kiedy weszłam do kuchni.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał mnie Niall. Jak on się znalazł w kuchni.
- Nie płaczę.
- Przecież widzę, ślepy nie jestem.
- Pokłóciłam się z Sarah. - powiedziałam cicho.
- Uderzyła cię? Powiedziała, że jesteś suką, dziwką albo szmatą? Ośmieszyła cię? - zapytał, a ja pokręciłam głową.
- No nie...
- Więc o co poszło?
- No, Sarah nie chce wrócić do domu, a Jay jej kazał, ona się postawiła i łazi po Londynie.
- I płaczesz tylko dlatego? - prychnął. - Nigdy nie ogarnę kobiet.
- Taaa, tylko my się nie bijemy, jak któraś krzywo się spojrzy.
- Załatwiam sprawy po męsku, bo jestem mężczyzną. Chodź do chłopaków, a Sarah jak chce, to niech łazi po Londynie. Nikt jej tu nie trzyma.
- Ale to moja przyjaciółka. - wydukałam.
- I co z tego? Jak zmądrzeje to przyjdzie.
- No dobrze... - powiedziałam i poszłam za chłopakiem do salonu.
- Gdzie ona kurwa jest?! - warknął Jay na mój widok.
- Sama nie wiem. - syknęłam.
- ZACHOWUJECIE SIĘ JAK DZIECI! - krzyczał coraz głośniej.
- Nie podnoś na nią głosu. - powiedział zirytowany Harry na co kiwnęłam głową na 'dziękuję'.
- Louis ruszaj dupę i idź ją do cholery szukać. - powiedział trochę opanowanym głosem.
Louis nic nie powiedział tylko wyszedł. Próbowałam do niej dzwonić z 10 razy. Może spróbuję jeszcze raz?
- Co?
- Sarah, radzę wracać Ci do domu, bo Jay wariuje, już nawet Louisa po Ciebie wysłał.
- On się zachowuje jak dziecko.
- Ciekawe, powiedział przed chwilą to samo o nas. Wiem, że masz miękkie serce, także ruszaj swój tyłek i za 5 minut masz być w domu.
- Oni mnie tam siłą trzymać nie będą.
- Chyba jednak tak. Wiesz, że oni są nieobliczalni. Sa.. Sar.. - Zaczęło przerywać więc się rozłączyłam.
Teraz ciekawe, czy przerywała specjalnie żeby zakończyć rozmowę czy jej się coś stało. Zaraz... JEJ SIĘ MOGŁO COŚ STAĆ.
__________________________________________________
Hej! No to tara, jest kolejny rozdział!
Nie wiem czemu, ale nie mogłam się doczekać aby go dodać.
Tu macie aska naszej Sarah: http://ask.fm/sejestemseja
Możecie pytać o rozdziały itd. Na wszystko odpowiem :)))
#BigLove PIS JOŁ!
- Wracajcie do domu, musimy pogadać. - Taaa, dzwonił Jay.
- Nie jesteś moim ojcem, nie jesteś moim bratem, nawet nie jesteś moim kolegą, więc chuj ci do tego, gdzie ja jestem, z kim rozmawiam i o której wrócę!
- Nie zapominaj tego, że jestem twoim szefem i masz się mnie słuchać.
- O ile się nie mylę, nie jestem teraz w pracy, więc równie dobrze mogę być teraz w Los Angeles i mieć na ciebie wyjebane.
- Masz w tym momencie wrócić!
- Spierdalaj Justin. - specjalnie nazwałam go "Justin", żeby go bardziej wkurwić.
- Sarah, myślę, że powinnyśmy już wrócić do nich... Oni są tak trochę nieobliczalni... - cicho powiedziała Alice.
- Proszę cię, boisz się 6 pizdowatych facetów?
- Na moje, to oni nie są tacy pizdowaci, jak to ujęłaś.
- Gdyby nie byli, to byśmy już leżały 6 stóp pod ziemią. - powiedziałam, a Alice się wzdrygnęła.
- Jak chcesz, to zostań, ja idę. - rzuciła i poszła w kierunku naszego "domu".
- Alice! - krzyknęłam. - A gdzie jest nasza pierdolona solidarność?!
Nie odpowiedziała mi. Aha, czyli wszyscy chcą mnie wkurwić, ale ja się nie dam.
*Perspektywa Alice*
Szłam w kierunki willi chłopaków cicho łkając. Czy ona naprawdę nie rozumie, że z nimi nie ma żartów? Jesteśmy właściwie tutaj uwięzione, a ona jeszcze ich denerwuje. Nie mogę sobie wyobrazić, co Jay zrobi Sarah za to "Justin". Nawet nie wiedziałam kiedy weszłam do kuchni.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał mnie Niall. Jak on się znalazł w kuchni.
- Nie płaczę.
- Przecież widzę, ślepy nie jestem.
- Pokłóciłam się z Sarah. - powiedziałam cicho.
- Uderzyła cię? Powiedziała, że jesteś suką, dziwką albo szmatą? Ośmieszyła cię? - zapytał, a ja pokręciłam głową.
- No nie...
- Więc o co poszło?
- No, Sarah nie chce wrócić do domu, a Jay jej kazał, ona się postawiła i łazi po Londynie.
- I płaczesz tylko dlatego? - prychnął. - Nigdy nie ogarnę kobiet.
- Taaa, tylko my się nie bijemy, jak któraś krzywo się spojrzy.
- Załatwiam sprawy po męsku, bo jestem mężczyzną. Chodź do chłopaków, a Sarah jak chce, to niech łazi po Londynie. Nikt jej tu nie trzyma.
- Ale to moja przyjaciółka. - wydukałam.
- I co z tego? Jak zmądrzeje to przyjdzie.
- No dobrze... - powiedziałam i poszłam za chłopakiem do salonu.
- Gdzie ona kurwa jest?! - warknął Jay na mój widok.
- Sama nie wiem. - syknęłam.
- ZACHOWUJECIE SIĘ JAK DZIECI! - krzyczał coraz głośniej.
- Nie podnoś na nią głosu. - powiedział zirytowany Harry na co kiwnęłam głową na 'dziękuję'.
- Louis ruszaj dupę i idź ją do cholery szukać. - powiedział trochę opanowanym głosem.
Louis nic nie powiedział tylko wyszedł. Próbowałam do niej dzwonić z 10 razy. Może spróbuję jeszcze raz?
- Co?
- Sarah, radzę wracać Ci do domu, bo Jay wariuje, już nawet Louisa po Ciebie wysłał.
- On się zachowuje jak dziecko.
- Ciekawe, powiedział przed chwilą to samo o nas. Wiem, że masz miękkie serce, także ruszaj swój tyłek i za 5 minut masz być w domu.
- Oni mnie tam siłą trzymać nie będą.
- Chyba jednak tak. Wiesz, że oni są nieobliczalni. Sa.. Sar.. - Zaczęło przerywać więc się rozłączyłam.
Teraz ciekawe, czy przerywała specjalnie żeby zakończyć rozmowę czy jej się coś stało. Zaraz... JEJ SIĘ MOGŁO COŚ STAĆ.
__________________________________________________
Hej! No to tara, jest kolejny rozdział!
Nie wiem czemu, ale nie mogłam się doczekać aby go dodać.
Tu macie aska naszej Sarah: http://ask.fm/sejestemseja
Możecie pytać o rozdziały itd. Na wszystko odpowiem :)))
#BigLove PIS JOŁ!

czemu taki krótki :( czekam na następny
OdpowiedzUsuńsuper tylko trochę krótki
OdpowiedzUsuńCzekam na nn .Bardzo mocno pozdrawiam :3
OdpowiedzUsuńBoże musiałaś tak skończyć akurat tak się wczytałam proszę dodaj jeszcze jeden ♥ I czy rozdziały mogłyby trochę dłuższe nie wymagam ale się pytam xd
OdpowiedzUsuńTylko ten wyszedł taki krótki, w sumie to sama nie wiem czemu. Tak, będą dłuższe :)))
OdpowiedzUsuńTo super :)
UsuńKiedy nowy ?
OdpowiedzUsuńBędzie ciekawie :) Po co słuchać ,Justina' niech mnie zabije. Kocham to czytać!
OdpowiedzUsuń