czwartek, 5 grudnia 2013

#4 'You are stupid, or stupid?'

*Perspektywa Sarah*

Siedziałam przy oknie i patrzyłam ludzi. Jak na tak daleko do centrum, to bardzo dużo ludzi się tutaj kręci. Zajebiście, nawet telefonu nie mam. Już miałam iść położyć się obok Alice, gdy zauważyłam Louisa i z jakimś chłopakiem który miał pistolet. Nie no, wydawało mi się... Jeszcze raz zerknęłam przez okno i go już nie widziałam. Czyli mam przewidzenia. Zmęczona tym wszystkim położyłam się obok przyjaciółki. 

*Perspektywa Louisa*


Wyszedłem z Niallem szukać tych idiotek, które myślą, że nam uciekną, bo on pewnie znowu by coś zjebał. Chodziliśmy po hotelach, ale nikt nic nie wiedział. Kurwa, nie wiem jak je znajdziemy. 

- Możemy już wrócić? Nie chce mi się tu stać... - Niall zaczął tupać nogą.
- Nie wkurwiaj mnie, przez Ciebie je teraz szukamy, więc się przymknij. - mruknąłem. - Dobra, chodź, jest ciemno i tak ich nie znajdziemy. - powiedziałem i ruszyliśmy do naszego samochodu.
- Może zamiast mówić ich nazwiska, powiemy jak wyglądają? - Powiedział po chwili.
- Nie chce mi się już. Wracamy. Najwyżej jutro to zrobię.
- Uważaj! - Wydarł się Niall, na co gwałtownie stanąłem. Niall chwycił szybko broń i strzelił.
- Co do chu.. - odwróciłem się, na ziemi leżał Michael, gość z przeciwnego gangu, z którym walczymy od lat. Także zastrzelenie go jest dla nas osiągnięciem. 
- Chciał Cię zastrzelić. 
- Kurwa. - podszedłem do Michela i kopnąłem go z całej siły w brzuch. - I po co wam to było?
- Louis, eee... On nie żyje, to po co do niego mówisz?
- Popsułeś cały klimat idioto. - warknąłem. - Chodź lepiej, musimy wrzucić go do rzeki. 
- No dobra...

*Perspektywa Sarah*


Obudziłam się i naszła mnie dziwna ochota na chipsy. Postanowiłam obudzić Alice, sama przecież do sklepu nie pójdę...

- Alice, wstawaj idiotko... - zaczęłam ją dźgać po biodrach.
- Czego chcesz? Ja śpię. - mruknęła.
- Chodź ze mną do sklepu.
- Co? - moja przyjaciółka usiadła na łóżku. - Po co?
- Sama nie pójdę? Dalej, ruszaj dupę.
- Nie chce mi się, pewnie i tak mi nic nie kupisz, więc po co mam z Tobą iść?
- Dobra, wypchaj się, sama pójdę. - rzuciłam i wyszłam z pokoju. 
Taaa, fajnie, że najbliższy otwarty sklep jest gdzieś w centrum. Szłam spokojnie, gdy jakiś chłopak walnął mnie "z bara". 
- Masz jakiś problem? - zapytałam i od razu pożałowałam tego, że się odezwałam. Wpadł na mnie Louis. 
- Niall, chodź tutaj! 
- Już idę, pali się, czy co...? Ja pierdole, skąd ty ją wziąłeś?
- Wpadła na mnie.
- Ja? Na ciebie?
- Dobra, chodź ślicznotko, bo nie mamy czasu. Gdzie jest twoja przyjaciółka? - zapytał mnie ten Nail, czy jak mu tam było.
- Nie twój zasrany interes. - powiedziałam, na co ten blondyn mną szarpnął.
- Nie pozwalaj sobie, bo i tak ją znajdziemy.  
Louis pociągnął mnie za rękę i wepchnął do jakiegoś samochodu. Zgaduję, że to był ich samochód. 
- Mogę wiedzieć gdzie mnie porywacie, czy coś?
- Do Jay'a.
- Aha, fajnie. A za ile mnie wypuścicie?
- Nie interesuj się, bo kociej mordy kurwa dostaniesz.
- Spierdalaj.
- Powinnaś się mnie bać.
- Jak widać się nie boję.
- A powinnaś.
- Pech.
- Czemu się nie boisz? Kobieto Jay Cie zabije.
- Nie boję się bo jesteście popierdoleni. Nic wam do cholery nie zrobiłyśmy.
- Zamknij się. - warknął Nill czy jakoś tak.
- Nie? - Przeciągnęłam.
- Gdzie jest ta twoja przyjaciółka.
- Na pewno wam powiem. - Louis gwałtownie zahamował i się odwrócił.
- Uwierz mi kurwa mać na słowo, jeszcze jedno sprzeciwienie się czy kurwa cokolwiek, to rozpierdolę Ci głowę. Rozumiesz kurwo?! - odwrócił się z powrotem i znów ruszył. Postanowiłam się nie odzywać.

*Perspektywa Louisa*

Ja wam wszystkim kurwa obiecuje. Ta suka jeszcze raz cokolwiek powie, będzie po niej.

Muszę zadzwonić do Jaya.

- Czego chcesz Tomlinson?

- Mam ją.
- Którą? A druga?
- Mam tą z tatuażami, nie wiem gdzie druga, ta nie chce nic powiedzieć.
- Lepsze to niż nic.
- Gdzie jesteś?
- W magazynie. 
- Zaraz będziemy.

- Czyżbyś się przestraszyła? - powiedziałem z szyderczym uśmiechem na twarzy, widząc w lusterku jej przerażenie w oczach.

- Nie. - syknęła na co ja się tylko zaśmiałem.
Po 5 minutach byliśmy.
- Niall weź ją. - Horan chwycił ją za nadgarstki i wyprowadził z samochodu. Podszedłem do Jaya, który stał przy drzwiach z papierosem.
- Jesteś głupia, czy głupia? - zapytał ją.
- Zabawne, ostatnio powiedziałam podobnie o lasce w hotelu. - zaśmiała się.
- Cokolwiek. Gdzie jest twoja koleżanka?
- Na pewno Ci powiem. - Jay uderzył tą laskę w twarz. - Damski bokser. - syknęła.
- Pogarszasz swoją sytuacje dziwko. - powiedział Jay. Pociągnął ją i wszedł do środka.

*Perspektywa Alice*


Gdzie ona jest?! Zadzwonić do niej nie mogę, chyba pójdę ją poszukać.

Wychodząc beze mnie zrobiła źle. Przecież to ja nie chciałam iść. Muszę się ubrać.
Założyłam moje jeansowe rurki, bokserkę i Nike Janoski. 
Było ciepło. Wyszłam do hotelu i udałam się w stronę centrum

*Perspektywa Zayna*


Gdy Jay zabawia się z tą laską to my kurwa musimy zapierdalać po mieście szukać drugiej. 

- Tam jest. -  powiedział Liam.
- No to po nią chodź?
- Ale to takie łatwe i oczywiste.
- Trudno, to ona powinna myśleć i nie wychodzić.
- To jest za łatwe!
- Chyba chcesz ją złapać, nie?
- No ale to jest zbyt łatwe, podejrzane. O tak wyszła sobie na ulicę tylko po to żeby być porwaną przez nas.
- Rób co chcesz ja po nią idę. - powiedziałem i ruszyłem z stronę dziewczyny.
Szarpnąłem ją za ramię i przyciągnąłem co mojego torsu, tak, że opadła na mnie.
- No cześć. - powiedziałem z łobuzerskim uśmiechem.

*Perspektywa Sarah*


- Puść mnie! - krzyczałam ile sił w płucach, jak zaczął mnie obmacywać.

- Wiem, że tego chcesz. - szepnął do mojego ucha.
- JA.NIC.OD.CIEBIE.NIE.CHCE. Tak trudno zrozumieć?
- Wiesz, masz dar do wpadania na ludzi. - Oh czyżby Louis powiedział jak mnie znalazł.
- Niesamowite. Teraz mnie puść! To boli! - warknęłam.
- Wiem, że boli kochanie. - zaczął całować mnie po szyi
- Puść mnie... Błagam. - szepnęłam szlochając.
- Nareszcie się wystraszyłaś. - puścił mnie.
- Jesteś świnią.
- Mówiono mi tak. - wzruszył ramionami.
- Po co mnie tu trzymasz?
- Bo ja dotrzymuje obietnic. O ile pamiętam, obiecałem Ci, że pożałujesz tego, jak mi pyskowałaś, czyż nie? - nie odpowiedziałam. - Pytam się kurwa! Było tak, prawda? - pochylił się do mnie aby znów zaczął całować.
- Tak.. - powiedziałam zjeżdżając po ścianie i siadając na ziemię.

*Perspektywa Zayna*


- Gdzie mnie wieziecie? - zapytała brązowowłosa.

- O to się nie musisz martwić. - pdpowiedziałem.
- Jesteście denerwujący. - przewróciła oczami.
- Wiemy? - odezwał się Liam.
- No to może mi powiedzie gdzie jedziemy? - zaczęła skakać na tylnym siedzeniu.
- Uspokój się. Nie wyjedziemy poza Londyn, powinno ci to wystarczyć.

*Perspektywa Sarah*

- Czemu siedzisz na ziemi? Wstań. - rozkazał.

- Po co?
- Masz kurwa wstać jak cię o to proszę. - niechętnie wstałam znów będąc na niebezpiecznie małej odległości od jego twarzy.
- Więc? Powiesz coś o sobie? - mruknął.
- Po co Ci to? 
- Tak się pytam. Chcę wiedzieć z kim mam do czynienia.
- Ze mną. - warknęłam.
- To wiem.
- Czyli wiesz wystarczająco.
- Czemu nie chcesz nic o sobie powiedzieć? - zapytał znów zbliżając się do mojej szyi.
- A czemu miałabym mówić o sobie, komuś, kogo nie znam i nie wiem czemu mnie porwał?
- Myślę, że wiesz. - zaczął ssać moją szyję.
- Puść mnie.. - Wyszeptałam.
- Jeszcze cię nie dotknąłem. - uniósł ręce w geście obronnym, nie kończąc całować.
- Całowanie też należy do dotykania. - jęknęłam, bo trafił z mój czuły punkt na szczęce. 
- Lubie jak jęczysz. - szepnął mi do ucha.
- Zostaw mnie do cholery! - krzyknęłam ile sił w płucach. Do pomieszczenia wszedł ten szatyn z Alice.
- Alice! - Pisnęłam, odepchnęłam Jaya i przytuliłam przyjaciółkę. 


1 komentarz:

  1. Sarah serio ma dar do wpadania na ludzi :) Ale jak narazie nic dobrego jej z tego nie wychodzi...

    OdpowiedzUsuń